Prosty przepis na książkę

       Parę miesięcy temu przeglądałam „studium dotyczące percepcji powstania pradawnego Imperium Lechitów”, ponieważ znalazła się w pierwszej dziesiątce poczytności. Książkę napisał Janusz Bieszk i nosi tytuł „Słowiańscy królowie Lechii. Polska starożytna”. Przetoczyła się fala ochów i achów, wydanie szybko rozsprzedano, na Allegro cena skoczyła pięciokrotnie, telewizornia zapraszała autora, były wywiady i zbieranie datków na teledysk. Powstała piosenka Jaruhy „Lechistan. Nieznane Dzieje Polski”, którą można posłuchać na Youtubku.

       I Ty możesz wesprzeć „wybitne dzieło” swoją cegiełką, by dołączyć do wielkiej Lechii. Co z tą naroślą  na napletku historii zrobią historycy? Pewnie przejdzie bez echa, gdyż nauki w  szklanych okienkach dawno nie było. Prawdopodobnie  świat nauki nie jest zapraszany dlatego, że  nie umie się zachować ani dostosować do panujących zwyczajów, czyli nie paraduje w podkoszulkach z kaszkietami i bejsbolówkami na głowie, ani nie używa mocnych słów, które telewizyjna celebra  tak kocha.

        W ostatnich komentarzach przypomniał mi o tej książce bloger o nicku Mozaika Rzeczywistości: „Ostatnio wymęczyłem książkę pana Janusza Bieszka o naszych przodkach Słowianach”.  Zastanowić się należy, dlaczego niewiele wiemy o potędze Lechitów, skoro „Jesteśmy wyjątkowym i najbardziej starożytnym ludem Europy”, dlaczego nasze dzieci nie uczą się, że Lechici już pod piramidami walczyli (husaria  tam była?), a nawet na pustyni Gobi uprawiali rośliny. Nasi Sarmaci przypłynęli aż z Wyspy Wielkanocnej, a słowo „Państwo” oznaczało „kraj szlachetnych panów”. „Król Lech I został patriarchą królestwa znanego później jako Lechia, Lechistan, Lehestan. Lech I wprowadził system organizacji władzy poprzez rycerstwo”. 


https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2016/04/22/poczet-krolow-lechii-kosciol-w-polsce-od-1050-lat-ukrywa-przed-polakami-ze-jestesmy-starozytnym-antycznym-wielkim-imperium/

         O czym napisać książkę, by wydawnictwa chciały ją wydać, czym zadziwić, aby autor został zaproszony do telewizji, by miał swoje miejsce w internecie i o jego dziele śpiewano pieśni, które przyniosłyby konkretną sławę przełożoną na pieniądze:

1 – Weźmij garść popiołu, jako że z prochu powstałeś… Wiemy również, że do dziś trwa nierozstrzygnięta dyskusja: diament czy popiół, popiół czy diament?  Ilu  z was wiedziało, że mieliśmy cesarza, a był nim B. Chrobry (!), ilu zna króla Mieczysława, który dotarł był w podbojach aż do Francji  i Hiszpanii? Posypujcie głowy popiołem, nieuki jedne. Ogniem i mieciem trzeba pisać od nowa.

2 – Poszukaj wokół siebie wrogów plemiennych, znanych od zawsze „masonów”, „lewaków”, „żydów”, „ukraińców”, „pisuarów”, „popaprańców”, rozejrzyj się, kto nam dziś bruździ, zawsze ktoś się znajdzie, komu warto przyłożyć. Trzeba iść dalej w rozważaniach ku temu pokrzepieniu serc, by był punkt odniesienia dla coraz nowszych bohaterów „Trylogii”: Kodan, Filan, Lasota, Szczyt, Dieteryk, Teneryk, Awiłlo Lesiu, Mieciu i te de.

3 – Dorzuć tę kopę strachów i zaludnij nimi świat przedstawiony, bo nic tak nie rozpala wyobraźni, jak rozprawy, walki z nieznanymi, groźnymi, bo niezidentyfikowanymi stworami, urojonymi zwycięstwami i teoriami spiskowymi; słowem, wszyscy źli – tylko my dobrzy. Dyrdymały nie mogą przecież dotyczyć miłościwie nam panującego Lecha I Wielkiego, który rządził w latach 1729 – 1679 p. n. e!  Gloria victis!  Gloria victis, hasło nadal aktualne.

4 – Dodaj dużą, kopiatą warząchew narracyjnej megalomanii polegającej na przekonaniu o własnej nieomylności, doskonałości umysłu i poprzyj znaczącymi słowami: „Polsko, ojczyzno moja”,  ”Nasz naród jak lawa”, „Pójdziem, gdy zabrzmi złoty róg”, „Bagnet na broń!”, „Ja i Ojczyzna to jedno”. Polacy tak przecież kochają wielkość.

5 – Potem należy doprawić dziegciem, przysolić i popieprzyć, dosłodzić miodem, zaostrzyć  chili jalapeno o 3 skali ostrości, podwędzić papryką, suto posypać zieleniną: blekotem i szalejem. Niech się ten Stańczyk głowi, niech duma… Niegdyś W. Gombrowicz ośmieszał zaściankową mentalność i na co mu przyszło, okrzyknięto jego prozę jako niezrozumianą,  a Wielka Lechia wie swoje, słodko było umierać za Lechistan również  przed naszą erą.

6 – Na koniec podlać hektolitrami wody, wymieszać zgrabnie, dorzucić mit jako wisienkę do tortu i pięknie opakować w starożytny papirus. Do tego przewiązać wstążką z motywem sfinksa i opaską z napisem: polskie korzenie sięgają starożytności.Sława i chwała Lechitom!

        Internetowa epoko, papier w tej książce się nie zarumienił ze wstydu, że takie powodzenie ma dzieło, więc i ty Czytelniku daj się wodzić na pokuszenie wielkiej, potężnej Polsce Lechitów, turbosłowianom, ponieważ tak ładnie brzmi przekaz: My, Polacy, Ariowie, mamy swój poczet słowiańskich królów lechickich od XVIII w. p.n.e.  (Nie od dziś słyniemy z  ułańskiej fantazji). Sprzedawanie dymu, czemu nie? Znad morza też przywozisz powietrze w butelce i również za niego płacisz. Uczone księgi mają swoje losy, jak mucha śledzionę, zatem chwalebnych czasów ciąg dalszy nastąpi niebawem.

Wierny widzu, uzbrojony w tę internetową mysz

     Komputer 1                   

                                         Uśpiona czujność

            Internet, jak powszechnie wiadomo, ma swój algorytm i kontroluje nasze priorytety, gdyż bierze pod uwagę nasze zaangażowanie w sieci. Wystarczy kliknąć na pasku literę „i”, a już popchnięci będziemy w temat, który częściej wybieramy, np. Interia.  F o l l o w e r s i e  (wierny widzu), nie myśl, że ty nad tym panujesz i sam wszystko wybierasz; wiedz, że to Internet za ciebie wybiera i ciągle   p o d s u w a  jakąś stronę, abyś się nią zainteresował. A ty nawet nie zdajesz sobie sprawy z manipulacji, bowiem już działa uśpiona czujność demokracji i odwrót od racjonalności. Niedawno na ból zęba Fb oferował olej z goździkami; nawet do dentysty nie trzeba chodzić. Tymczasem dzieci przyswajają te rewelacje i  nikt im nie wyjaśnia, że ten olej powinien być w głowie, a nie w zębie piszącego. Powszechnie wiadomo, że prawda przegrywa w Internecie, ale jak to przełożyć na wiolonczelę i skrzypce?

           Produkowanie baniek mydlanych  i obrazów  z informacji powoduje  z m i t o l o g i z o w a n i e  wiadomości  (brudas to godzien wzgardy człowiek innego koloru skóry, terrorysta to każdy islamista, niebezpieczna gra „niebieski wieloryb”, rozpowszechniany mit Polski wywodzącej się od starożytnych Lechitów, lud smoleński, czy teorie spiskowe), a dorobku nauki nie widać. Dlaczego? Choćby dlatego, że wiara w newsy, odwrócone prawdy, postprawdy ledwie ocierające się o prawdę (albo i nie) oraz specjalnie spreparowane informacje do określonych celów przez medialnych makerów  zwyciężają nad zwyczajnym rozsądkiem i oczywistą prawdą, która się nie sprzedaje tak dobrze, jak kłamstwo, wiadomo. Dziennikarz zostaje także włączony w algorytm pomnażania naszej i waszej przyjemności, bowiem za kretyńskie newsy dobrze płacą i lud zadowolony.

                                                  Uzależnieni

         Wcześniej, czy później  zrozumiemy, że wolność Internetu nie znaczy pisania nieprawdy i tego, co ślina na język przyniesie. Wierzę, że po pierwszym zachłyśnięciu się wolnością sieci, przyjdzie czas na etykę i wiarygodność. Najtrudniej będzie znaleźć sposób na uzależnienie, które funduje Internet. Nawet gry dziecko nie może skończyć, bo trzeba wyjść na wyższy lewel, potem na następny, więc siedzi i przechodzi, a emocje z nim. Cztery godziny mijają, a to dopiero początek. Podobnie z Fb, Instagramem, gdzie naoglądasz się fotoshopów, a potem masz psychiczny dyskomfort, bo twoje ciało nawet, gdy wciągniesz brzuch, tak modelowo nie wygląda. Sprawdzanie swojego profilu i odwiedzanie znajomych zajmuje znaczną część wolnego czasu i wchodzi w bezwiedny nałóg, więc smucą rodzice wpatrzeni w ekrany; dziecko nie ma z kim rozmawiać. A to dopiero początek, bowiem młodzi naśladują rodziców i kółko się zamyka. Sam Bill Gates mówi: „Internet jest jak przypływ. Zaleje przemysł, komputer i wiele innych, zatapiając tych, którzy nie nauczą się pływać”.

                                                   Czarny scenariusz

             Chociaż Internet jest wspaniałym wynalazkiem, nie pachnie bazylią ani lawendą. Kiedyś ludzie kłócili się w cztery oczy, powiedzieli co trzeba, a potem szli na piwo. Obecnie wymyślają sobie publicznie, nie czują przy tym niesmaku, nie przepraszają, bo to nieznana osoba, więc wstydu nie ma. Rola obrazu w przekazywaniu wiadomości jest tak wielka, że właściwie poza szokującym zwykle nagłówkiem i obrazkiem, nie czytamy tekstu, ponieważ przetrawienie go wymagałoby trochę czasu i wysiłku, a każda biomasa podlega systemowi. Wierny klikaczu, nie myśl, że ty ogarniasz świat i jego problemy. Żebyś się czasem nie przeliczył, ponieważ z tej masy miliona rewelacji wybierasz to, co tobie odpowiada, czyli nie musi być prawdą, więc zwycięża w końcu twoja wizja świata, co z kolei powoduje, iż myślisz: proszę, a mówiłem, że mam  rację. Niekoniecznie, ale skąd masz wiedzieć, gdy czytasz poglądy jednej opcji, bo taka ci odpowiada i nie masz żadnego punktu odniesienia?

           Nigdy też nie obejrzysz całego You Tube’a. W każdej minucie w  serwisie pojawia się ok.stu wideo. Pytanie dla dociekliwych: ile lat musi upłynąć, byś obejrzał filmy tylko z jednego dnia? W ciągu jednej minuty użytkownicy Fb tworzą ok. 2,5 mln postów, wpisów, lajków, komentarzy. M. Spitzer przestrzega: „Wszyscy powinniśmy zdawać sobie sprawę, z pewnego faktu: „Jeżeli coś jest za darmo, to nie jesteś konsumentem, tylko sprzedawanym towarem”. (…) „Nasze myśli są czytane i prognozowane, nasze zachowania manipulowane. O tym, że w prawdziwym świecie nic nie jest za darmo, staramy się nie myśleć. Ten, kto  (teoretycznie) coś nam daje w prezencie, ma w tym swój interes i ostatecznie na tym zarobi” (…) „Nawet jeżeli wykorzystujesz smartfon wyłącznie jako latarkę, wciąż zbiera on i wysyła dane na twój temat, a najpóźniej od lata 2013 roku – dzięki wyznaniom pracownika NSA, Edwarda Snowdena – wiemy, że są analizowane, sprzedawane i nadużywane”.

            Czarny scenariusz też powinieneś zobaczyć. Co stałoby się, gdyby wybuch na Słońcu uniemożliwił działanie  internetu? Wyobraź sobie, jakie trudne życie będą mieć przyszłe pokolenia, gdy zechcą się zarejestrować, a tu…wszystkie „loginy”  z a j ę t e. Już widzę ten strach w oczach Kiepskich,  którzy nie umieją podłączyć języka do mózgu, tylko muszą włączyć mysz do sieci, aby żyć.

Rozmyślania poety o poezji

                                               B. LEŚMIAN  -  ”ZAMYŚLENIE”

Kto wybaczy mi moją do wróżby niezdolność?
Nie wiem, co dziś pokocham — co jutro wyśpiewam?
I dłonią, jak sierść zwierza, głaszczę mimowolność
Pieśni, których warczenia w sobie się spodziewam.

Po warczeniu poznaję, że przybyły z lasów,
I oswajam je zwolna i uczę swej mowy,
Aż zamęt ich podziemnych szmerów i hałasów
Wyprzejrzyści się nagle w okrzyk lazurowy.

Gdzie jar ciemny, gdzie rozstaj — tam powiew mej duszy,
Gdzie szepty pocałunków — tam są usta moje,
Gdzie chata mrze od progu — tam mój kij pastuszy,
Gdzie plusk wioseł — tam serca wędrowne napoje.

Lubię szaty swe liche, gdy nawskroś przemokną
Deszczem, jak łzami pieśni, co, szumiąc, zamiera,
A nie śpiewam, lecz jeno słowami przez okno
W świat wyglądam, choć nie wiem, kto okno otwiera.

Niech się pieśni me same ze siebie wygwarzą,
Obym ich nie dobywał, ale w sobie dożył!
A nie chcę im górować, ni barwić się twarzą,
Jeno być niewidzialnym, jak ten, co mnie stworzył.

            Zamyślenie w wakacje? Czemu nie, skoro to proces myślenia powolnego, polegającego na skupieniu się i próbie oddzielenia ducha od chleba dnia powszedniego. Bohaterem wiersza B. Leśmiana pt. „Zamyślenie” jest poeta, jednakże nie ten znany z romantycznych uniesień, natchniony, pełen objawień i nadprzyrodzonych mocy, bowiem poezja przychodzi do niego z zewnątrz, czyli z natury:  lasu, rzeki, jaru, chaty, czy od drugiego człowieka. Poeta to ten mag, który umie dostrzec w naturze to, czego reszta świata nie widzi i zwyczajnie „przegapia”, więc poeta ją cywilizuje, czyli tłumaczy i oswaja nawet nieprzyjazne „warczenie”. Kiedyś na spotkaniu dzieci zapytały W. Chotomską od kogo „odgapia” swoje wiersze, uśmiechem pokrywała zakłopotanie i twierdziła, że nie odgapia. B. Leśmian odpowiedziałby, że inspiruje go otaczający świat natury, więc go podgląda.

           Poeta to również ten człowiek, który nie tylko widzi przyrodę, lecz także rozumie, ponieważ wędruje po  jej świecie z „kijem pastuszym„, by burzyć granice między światem wnętrza człowieczej duszy, a nieprzychylnym, pełnym warkotu światem z zewnątrz. Zapamiętajmy również  piękną metaforę, określenie wiersza: „łzy pieśni”, podobnie jak realny deszcz także porównywany bywa do łez.  Zwróćmy uwagę na ciekawą synestezję (łączenie różnych wrażeń zmysłowych): „okrzyk lazurowy”, czyli wrażenie słuchowe słowa „okrzyk” przeplata się ze wzrokowym, widać przecież kolor w słowie „lazurowy”. Podmiot liryczny poezję określa terminami muzycznymi jako „wyśpiewanie” „pieśni” oraz z innymi dźwiękami, gdyż pełno w niej „szmerów i hałasów”, słychać „szepty pocałunków”, „plusk wioseł”, bowiem poezja to również muzyka języka. Wróćmy do pierwszej strofy i pytań retorycznych, a na pytanie „Co jutro wyśpiewam”, niech każdy sam sobie odpowie.

            Pamiętajmy, że pisanie wierszy to nie od razu natchnione śpiewanie, ale mozół tego wyglądania słowa przez okno, smakowania, próbowania, podglądania i opracowywania, a czy kto kiedy zechce otworzyć tomik z wierszem, wielka niewiadoma. Cz. Miłosz pisał:  Bo więcej waży jedna  dobra strofa / niż ciężar wielu   pracowitych stronic”. Ci, którzy próbowali lub pisali wiersze, wiedzą, ile tego dobierania, zestawiania właściwych słów i ile  przekreślania westchnień, ponieważ poetycka organizacja języka nie jest prosta, łatwa ani przyjemna, stąd zamyślenie. Marzeniem poety jest, by słowa z siebie się  ”wygwarzyły”, ale nie dominowały; niech będą tak niewidoczne, jak Ten, który  stworzył czlowieka. W dobie komputerów takie filozoficzne zamyślenie jest potrzebne, ponieważ uczy myślenia obrazami, metaforą i rozwija wyobraźnię. Pewnie można żyć bez poetów, ale co to za życie…

Internet Rzeczy niezmiernie inteligentnych

       6uz

                                              Inteligetne miasta, domy, rzeczy 

              Inteligentne rzeczy mają ułatwić życie. Po co masz sam otwierać drzwi, kiedy może to zrobić pilot? Po co męczyć się otwieraniem okna, skoro może to zrobić smartfon? Kolejne rzeczy dołączane do Internetu są wyposażane w kamerki, wyświetlacze, mikrofony, Furorę zrobiła maszyna do lodów, która po głosie poznaje, w jakim jesteś nastroju. Jeżeli w smutnym, dostaniesz większą porcję. Już widzę tych, co barwę głosu zmieniają, by dostać duużą gałkę. Tymczasem możesz zaopatrzyć się w szczoteczkę do zębów z kamerką. Super sprawa! Takie oglądanie filmików w zębodołach lepsze od horroru. Na wyższy poziom przechodzisz, jeśli kupisz inteligentne spinacze. Zawiadomią, gdy zmienia się pogoda. Twój czworonóg też może mieć obrożę, która wskaże stan emocjonalny pupila. Dobre wiadomości.

                                                 Ainteligencja człowieka

           Rzeczy są inteligentne, ale co z twoją inteligencją człowieku? Nie dość, że zapłacisz za przechodzenie na ten wyższy poziom ainteligencji, to coraz bardziej wkręcisz się w  paranoidalną niedorzeczność, za którą trzeba słono zapłacić. Nie masz swojej  inteligencji? To smartfon musi ci powiedzieć, że pada deszcz lub słońce świeci? (A może mieszkasz w domu bez okien?).  Musisz kupić obrożę, by widzieć, że psu ciśnienie skoczyło, bo zobaczył swego rywala? Jeśli nie masz oczu, to kup parasol z wbudowanym czujnikiem. Zawiadomi cię, że deszcz nie pada, więc możesz złożyć parasolkę; również na smartfon dostaniesz informację, że kwiaty na oknie trzeba podlać, bo więdną. Widziałam filmik z działania inteligentnej lodówki z doklejonym tabletem z Androidem. Ta aplikacja wymyśla, jaką potrawę zrobisz z tego, co masz w lodówce. I wymyśliła: koktajl. Za to cudo zapłacisz ponad 10 tys. zł, a za piekarnik, który poinformuje, że ciasto upieczone – 3,5 tysiąca. Jak znam złośliwość rzeczy martwych, to inteligentna koszula, która budziła taki zachwyt znajomej, kiedy zmieniła kolor, także podpowie żonie, że nie miałeś nadgodzin, tylko byłeś z koleżanką z pracy na piwie w pubie.

                                                      Internet Rzeczy

       Norbert Biedrzycki przyrównuje Internet Rzeczy do rozciągniętej pajęczyny wokół nas. Groźne o tyle, że pajęczyna dla nas jest niewidoczna, tym bardziej że żadna z tych rzeczy nie musi być podłączona do sieci. Wystarczy, że przechowuje dane i ma swój przyporządkowany adres IP. „W październiku 2016 roku 2,5 mln kamer internetowych w USA i Europie zostało zaatakowanych i obraz z nich został przekierowany na serwery w innych krajach. W jakim celu? Tego raczej się nie dowiemy”. Tymczasem inteligentnych produktów przybywa: „W 2008 roku było ich więcej niż ludzi, a w 2020 będzie ich od 25 do 50 mld sztuk. Urządzenia podłączone do Internetu Rzeczy zaczynają dominować naszą rzeczywistość”. 

          Z tego jasno wynika, że tak niewinnie wyglądający  termostat może być  również groźny. Internet of Things, czyli IoT podlegać może cyberprzemocy, więc wirusy mogą zaatakować te inteligentne lodówki, kamerki, klamerki, klamki, a nawet całe domy. Jak się wtedy wydostaniesz, kiedy okna i drzwi  ręcznie nie otworzysz? Tak po prawdzie nie wiem, co człowieka popycha, aby zgotować sobie piekło inwiligacji przez rzeczy oraz produkować bzdurne gadżety. Pomyśl, jeśli twój klucz i buty będą miały ciągłą komunikację z innym produktem typu pończochy i torebka, to może być niebezpiecznie i rozwód z orzeczeniem winy udowodniony. Może to przez te deadliny (ostateczne terminy), które młodych gonią, bo trzeba zdążyć przed innymi, więc linia krytyczna nie może być przekroczona, skoro za tym stoją kary, ale być może także po to, by mieć więcej czasu na uzależniający brak rozsądku głowy i kciuka w klikaniu?

           W Japonii Sharp wyprodukował RoBoHona, takie połączenie robota, smartfona, projektora. o wyglądzie ludzika, który ma wys. 19,5 cm, waży 390 g. Obudzi, przypomni o umyciu zębów, zatelefonuje, zrobi zdjęcie, wyświetli film i zapisze, co trzeba kupić w sklepie.  Reaguje na głos ludzki, więc nagadać się trzeba, ale za to  zatańczy dla ciebie! Słodziak, który kosztuje tylko 1800 dolarów. Dziwne jest również to, że kupują go młodzi zamiast tych z demencją i zamuleniem.

           Mała dziewczynka stoi na ulicy i płacze, ludzie ją pytają:- Dlaczego płaczesz?- Bo się zgubiłam! - A jak się nazywasz? - Nie wiem! - A swój adres znasz?
- Tak, znam: wu-wu-wu-kropka-zosia-kropka-pe-el

Korzystałam: Guinard Dominique, Trifa Vlad: „Internet Rzeczy”; https://prezi.com/6bf37hxau4_s/internet-rzeczy-itopczewska-dtrochimczyk/;(https://www.forbes.pl/opinie/internet-rzeczy-zaczyna-dominowac-rzeczywistosc/n1b5l86);  https://www.youtube.com/watch?v=nYEgTmMLLVc

Wzrok, który zabija

                                            pajęczyna

          Onegdaj weszłam do ogródka po koperek do ziemniaków. Mój wzrok zatrzymał się na koronkowym cudzie utkanym misternie przez pająka. Zachwyt i podziw dla haftu małego stworzonka, przecież sama haftowałam, więc wiem ile trudu i pracy trzeba włożyć, by serweta przyciągała wzrok. Mały pajączku, jesteś wielki i boski – pomyślałam.

      Przyszłam do domu, zrobiłam sobie swoją o mało co kawę, przysuwam fotel do stolika i zamarłam. Mój wzrok padł na przycupniętego robala i z przerażeniem patrzę na obrzydliwość, która udaje, że tu nikogo nie ma. Powoli zdejmuję kapcia, by ubić wstrętne owłosione odnóża, a  tymczasem niezrażony wzgardą pająk z wyrzutem w głosie rzecze:

       - Tylko spróbuj, będziesz morderczynią. Sumienia nie masz, by zabijać stworzenie boskie, które ma takie samo prawo żyć, jak ty. Poza tym wiesz, że przynoszę szczęście każdemu domowi, a niektórzy twierdzą, że i bogactwo.

       - Fiu, fiu, też mi bogactwo, nie sądzę, byś tu miał się czym żywić. Wymarsz robalu grzecznie na szufelkę i fru z domu. Słyszysz, co mówię?  Nie życzę sobie jadu i pajęczyn.

       - Tylko bez ubliżania i osobistych wycieczek. Należę do najliczniejszego rzędu pajęczaków, w dodatku jestem większa niż partner, co oznacza, że nie jestem rodzaju męskiego. A jadowita zołza to z ciebie wychodzi, gdy wyrzucasz mnie z mojego gniazda na deszcz. Wiedz, że się nie ruszę, bo ciepło, dach nad głową i tu są moje dzieci. Widzę znów przerażony wzrok, który może wrażliwego pająka doprowadzić do zawału. Czyżbyś miała arachnofobię?

       - Nie, ale twoja niebezpieczna uroda nie powala mnie, a ponadto nie życzę sobie pajęczych lokatorów w moim domu. Usłyszałam wyraźnie, że nie jesteś sama.

         - Ludzie są jednak bez sumienia. Kota, choć brudzi, drapie i trzeba po nim sprzątać,  darzą miłością, głaszczą i traktują lepiej niż cichego, małego pajączka, A z psem to nawet selfie robią. Kto widział selfie z pająkiem?  Wiesz, że ja też mam migotanie przedsionków, gdy zobaczę człowieka, bo wiem, ze zaraz zadepcze, ukatrupi odnóże albo potraktuje muchozolem. Moje życie to wieczne uciekanie, krycie i życie w ciągłym stresie. Pytam, czym sobie  pająki zasłużyły na taki spektakl? Przecież kiedyś tarantyści odbywali publiczne rytuały, tańce, korowody, grała muzyka ku czci pająków w święto samego św. Pawła. Cóż, że to było dawno, nie znaczy przecież, że można obecnie pastwić się dla samej przyjemności zabijania. Co wy wiecie o miłości, przecież pająki towarzyszyły człowiekowi od zawsze.

        – Ja twoje racje rozumiem, mimo to mówię, że nie chcę mieć u siebie żadnych stworzeń. Ani brzydkich ciem, ani pięknych motyli.

       - Z tym to i ja się zgadzam. Wszystkie owady wyłapię, jestem pożyteczną pajęczycą, kątnikiem domowym. Nie masz much, komarów, insektów, to moja zasługa. A jak moje dzieci podrosną, sprowadzą swoje połówki, a wnuczęta znów dorosną i będą mieć potomstwo …o takim szczęściu marzę, by mieć dużą rodzinę. Znów widzę twój wzrok, który zabija. Myślałby kto, że ty nie chcesz doczekać szczęścia dzieci,  wnuków, a może przy dobrych układach i prawnuków.

             - Masz rację, może to uprzedzenie, przecież wiem, że kątniki nie są groźne.

      – Ale twój przerażony wzrok mówi co innego, jakbym była monstrum, bestią, potworem. Mam wprawdzie te włoski, ale to dzięki nim, wrażliwym na drganie powietrza orientuję się, co dzieje się w sieci. Czy wiesz, że pająki przepowiadają pogodę? Jeśli zobaczysz, jak spuszcza się po nici z sufitu, znaczy idzie plucha, a jak sieć buduje i wykazuje we dnie ruchliwość, jak ja teraz, słoneczna pogoda utrzyma się dłuższy czas. Mogę ci opwiedzieć dykteryjkę: Pająk do pająka: - Co robisz? - Gram w owady – A skąd masz? - Ściągnąłem z sieci…

          – Nic nie pomoże, proszę grzecznie na szufelkę. Nie ma zmiłuj.

          – Pewnie także nie wiesz, że pająki mają osiem nóg, a owady tylko sześć. Jesteś wysoce nierozsądna, skoro pożytecznego pajączka usuwasz z domu tylko z powodu wyimaginowanych uprzedzeń. Mężczyźni mnie widzieli i żaden nawet nie zareagował, a ty zachowujesz się, jak rozhisteryzowana nastolatka. Cud, że nie wyskoczyłaś na stół. Przemyśl to jeszcze raz w spokoju. Ja też mam prawo żyć. A ty masz sumienie. Zastanów się, człowieku, czy musisz być dla pająka tym wilkiem?

          -

Ta nasza ułomność

                                     paw

                                                Zafałszowany obraz

         Współczesny świat jawi się jako ten teatr ze sceną zapchaną ciuchami, jedzeniem, nogami, głowami, rozdętym ego, dzióbkami kubek w kubek podobni do ryb łapiących powietrze oraz borejowską mądrością, że jak zima to musi być zimno, a gdy lato, to gorąco. Ten obraz świata jest mocno zafałszowany, a to z tej przyczyny, że jako pierwsza informacja przebija się szokujący news, plotka i postprawda, która niekoniecznie musi się ocierać, choćby o rąbek prawdy. A że umysł przestał być atrakcyjny na rzecz zewnętrzności, więc prawda czy fałsz nie do rozróżnienia. Jajko można postawić bez opierania i będzie stało, bo tak w Internecie czytałem, a to, co tam – święte. Nie uwierzę bratu, ale Internetowi wierzę we wszystko i bez zastrzeżeń. Ostatnio czytałam, że jedzenie jajek zabija.  Starsza przytomnie odpowiedziała, że jajka nie produkują cholesterolu, tylko człowiek. Nic, tylko zejść po takich rewelacjach, bo jajka wszyscy jadamy, choćby w tym makaronie i majonezie.  Może lepiej przypomnieć sobie upomnienie A. Weasley’a: „Co ja ci zawsze powtarzałem? Żebyś nigdy nie ufała niczego i nikomomu, jeśli nie wiesz, gdzie jest jego mózg.” Tam jest myśloodsiewnia. Dzieci jeszcze tego nie rozumieją, więc nauka spoczywa na rodzicach, ale przecież nie wszyscy komputery mają i nie wszyscy się na rzeczy znają.

                                                 Internetowy szajs

           Demokracja Internetu  z jednej strony jest jej siłą, a z drugiej strony nie ma przesiewu bredni, słomianej sieczki, wulgarności, głupoty i rzecznego szlamu, co stanowi niejako zagrożenie z powodu uśpionej czujności aintelektualnych, bo skoro setka lajków pod tekstem, to przecież wszyscy mylić się nie mogą. A Internet huczy, dymi, szumi i porywa ze ze sobą, a potem wciąga w grząskie bagno, bo skąd masz wiedzieć, jak rzecz ma się do racjonalności, stąd mniej rozsądni piszą, by przyczepiać dzieciom amulety chroniące przed chorobą oraz wymieniają się sposobami leczenia. M. Napiórkowski trafnie zauważa: „Internet przypomina „Bitwę pod Grunwaldem”, gdzie wszystko naraz dzieje się na pierwszym planie”. Nikt nie sprawdza wiarygodności rewelacji, stąd wcześniej, czy później musi być ta sprawa internetowego oszustwa rozwiązana i nie chodzi tu o cenzurowanie, a zwyczajną prawdę i rzetelność informacji, tym bardziej że zaśmiecony do granic możliwości, staje się powoli wysypiskiem śmieci z gdzieniegdzie zagubionymi perełkami, ale żeby do nich trafić, trzeba wiele czasu poświęcić na wertowanie, a i tak nie ma pewności, czy czegoś nie pominęliśmy. Są granice, których przekroczyć nie wolno, podobnie jak z wolnością w realu. Nie wszystko wolno. Kiedyś to ludzie zrozumieją, bowiem poczucie rozproszenia tak duże, że zanim przebrniesz przez setki nieistotnych inormacji, zaczynają z oczu wychodzć mroczki, a spocony palec wskazujący przykleja się do klawiszy, jakby nie istniał czas linearny.

                                                    Nasze dane

             Nie zapminajmy o Internecie Rzeczy. Zdaniem uczonych, nasze dane może udostępnić nie tylko smartfon, komputer, ale inteligentne urządzenia podłączone do niego, np. sprzęt AGD. Wprawdzie inteligentna lodówka powiadomi cię, że kończy się termin ważności parówki, światło wyłączy się w całym domu czy piec wcześniej nagrzeje, ale przy okazji sprzeda dane, ponieważ producent nie ma obowiązku zabezpieczeń, a tu już kolejne  ”inteligentne” rzeczy zostają przyłączane do komputerów i telefonów. Stan innej percepcji, jak u Stanisława Lema.

                                      

Zabawa w kliknij, polub, nie lubię, wytnij

róża

           Facebook mi doniósł, że 17 lipca minęły dwa lata bytności na tej publicznej tablicy. Co mam napisać, skoro tyle to już lat. Właśnie miałam wrzucić swoje zdjęcie, jak jem ciastko z tą dziurką, by zobaczyć „lubiki”, tymczasem doniesiono mi, że czas  zmienić wygląd blogu.

          Mnie akurat nie rusza zewnętrzność, ale skoro wygląd przyciąga bardziej niż treść, to pewnie mnie podkolorują, wyszczuplą, wygładzą zmarszczki, naciągną to i owo, ustawią profil zanim zajmę się blogową rzeczywistością, więc pytam Szanownych Komentatorów, co po tym warunkowym zawieszeniu zostawić, jakie kamyki z tego ogródka wywalić i w którą stronę słońca iść za, a może przeciw? Jak wiadomo, pisanie nic nie kosztuje, jest na własne ryzyko, więc proszę podpowiedzieć, czego lepiej nie dotykać, co definitywnie wykreślić, a czym się zająć.    

  ¶   Zacznijmy od wyglądu. W domu mam kolor ściany „aromat wanilii”, więc może tak jakoś podobnie? Słowo daję, że nie czuć żadnego aromatu, nie tylko wanilii, a czucia stracić na blogu nie wypada, więc  może coś z ekologii? 

 ¶  Zobaczcie, co w moich zabałaganionych szufladach. Groch z kapustą.  Wyrzucajcie, niech usłyszę: Daj sobie spokój, czas dorosnąć i zająć się wrzucaniem zdjęć: tu siedzę, tam stoję, tutaj z psem. Może lepiej pisz przygody wzięte z życia typu: on ją rzucił, a ona jego.

  ¶ Interesuje mnie, jaki temat Was zbulwersował, poruszył, zmusił do zgrzytania, uśpił, zastanowił,  skłonił do szybszego mrugania, czy wesołości?

  ¶   Nie lubię lukrowania, pudrowania, koloryzowania, zatem prosto z mostu proszę mówić: weź się ogarnij, nie do wytrzymania te twoje denerwujące natręctwa…  ach, to ty.         

  ¶  Z jaką muzyką mnie kojarzysz, skoro i w komentarzach tego sporo? Spróbuj wybrać moją melodię.

  ¶ Obok Szczura z Loch Ness stoi ten sobowtór Ironista. Hmm, a co koło mnie?

 ¶   Albo  spróbować pisać wierszem, bowiem teraz to prościzna, skoro wg J. Brzechwy: „Są tam pół-rymy i niedorymy, / Rymy – poczwarki, rymy wyskropki, / Rymy- potworki i kozie bobki.” Kogut i kura za rym też obleci, bo ma „u” w środku, a poeci jak dzieci.

  ¶ Może pisać tak, jak radzi F. Kafka, by „Być siekierą dla zamarzniętego morza wewnątrz nas” (cytat podpatrzyłam u Bexy Lemon).

              Życzę sobie i innym „darz blog”, bo jako zabieracz czasu nie jest wart jednej łzy, a przecież wszyscy staramy się, jak możemy. Rozwiązujcie pytania testowe, może coś sensownego z tego wyjdzie. Wesołej zabawy i letniego lajkowania.

Spróbuj zbudować żarówkę

                                                Różnice pokoleń

         frania        Odkąd przeczytałam, że tak naprawdę pokolenia niewiele się różnią od siebie w mentalości, zaczęłam szukać, czym starsze pokolenie różni się od młodszego. W. Strauss i N. Howe w „Generation” po przebadaniu 25 pokoleń napisali: „pokolenia w każdym archetypie mają nie tylko podobną historię wieku, ale także podzielają pewne podstawowe postawy wobec rodziny, ryzyka, kultury i wartości oraz zaangażowania obywatelskiego”. A nam się wydawało, że każde pokolenie jest z innego świata i inaczej myśli. Wszystko przez bunt młodych, a potem oni żyją, jak ich nauczono. Prawda stara jak świat.

            Zatem, czym się tak naprawdę różnimy? Na pierwszym  miejscu trzeba postawić… przedmioty. Rzecz jasna, pralka Frania z wyżymaczką różniła się nie tylko wyglądem od marki Elektroluks. Wcześniej urodzeni pili kawę sypaną do szklanki i parzoną po turecku, choć w Turcji o takim sposobie nie słyszeli, obowiązkowo w wiklinowym  lub metalowym koszyczku, bowiem nie dałoby się szklanki utrzymać w ręce, kawa  była przykryta nieśmiertelnym spodeczkiem, a młodzi już ekspres. Stary czajnik z gwizdkiem (i bez) również różnił się od elektrycznego, a herbatę wcześniej parzoną w czajniczku mieszało się aluminiowymi łyżeczkami. Telewizor wprawdzie był, ale bez pilota, za to aż z dwoma programami. O Internecie nikt nie słyszał. Kiedy były jakieś wątpliwości, szło się do biblioteki, by mądrości szukać w pachnących farbą klejonych kartach książek. Współcześnie króluje wszechwiedzący Internet.

                                              Mądrzejsze pokolenie?

            Myślimy również, że z każdym pokoleniem jesteśmy mądrzejsi. Złudzenie. Joe Rogan (dziennikarz, komik) twierdzi, że co pokolenie, to więcej przybywa głupich ludzi. Dlaczego? Z prostej przyczyny:  ludzie mądrzy nie rozmnażają się w takim tempie, jak bezmyślni. Większość z nas nawet nie wie, że jest ograniczona, bo pstrykają i pojawia się światło, klikają i widać wydarzenia dziejące się na drugiej półkuli. Kiedyś jednak głupi zdominują liczebnością, a mądrzy wymrą naturalną koleją rzeczy i zostawią pozostałą resztę z całym bagażem komórek, pilotów, inteligentnych komputerów, trzeba liczyć chyba na kosmitów. Halo, jest tam kto? Można się śmiać do rozpuku razem z Roganem, ale kto wie, co to jest prąd, jak zbudowana jest komórka, komputer, kamera, czy zwykła bateria. Na  pewno wiesz, co włożyć do środka, by działał mikrofon i jak zbudować żarówkę? Trzeba wrócić do świec, nie ma zmiłuj. Uśmiech znika, kiedy badania w USA potwierdzają stały spadek inteligencji między 0,25 a 0,89 IQ na dekadę. Bez matematyków, fizyków, informatyków jesteś w czarnej dziurze. W szkole te przedmioty nudnie podane, zwykle do nauczenia na pamieć(!), same regułki, nieprzystępnie podana szczegółowo teoria i niepraktyczne zadania, jakby to był pryszcz, który trzeba jakoś przeżyć. Młody się uczy, by jak najszybciej zapomnieć.

Co robił foton na stadionie piłkarskim? –  Falę. – Jaką falę?

Jeśli masz dziesięć kurczaków i zjesz pięć, o ile wzrośnie twój poziom cholesterolu?                   
                                               
                                        Technologie wyprzedzają
             A pojawiają się coraz nowe opracowania i wynalazki, zatem analfabetyzm przedmiotów ścisłych powiększa się, więc któregoś dnia usłyszymy: „A tak właściwie, szanowni jajogłowi, czego ode mnie oczekujecie?” Było czytać choćby Marcusa du Sautoy’a „Poker z Pitagorasem”.  I szanować wiedzę.

  – Mam cudowny pomysł – powiedział Edisonowi pewien młody człowiek.
– Chcę wynaleźć uniwersalny rozpuszczalnik: ciecz, która będzie rozpuszczać każdy materiał. Ale nie mam środków na realizację tej idei.
– Uniwersalny rozpuszczalnik? – zdziwił się Edison – a w jakim naczyniu będzie go pan trzymał?
                 Na naukę nigdy nie jest za późno, myślenie ma przyszłość, a wszystkie obliczenia mają swoje źródło w codzienności. 

Czy mugole to kiedyś zrozumieją

            

IMG_0019

                                                   Analogowy świat

           Wcale nie żałuję, że urodziłam się w analogowym świecie. To był świat nauki i świat książek. Nikt dyplomowych prac za nikogo nie pisał, nikt nie ściągał gotowców z Internetu, bo takiego nie było. Nie uczyłeś się, to wiedziałeś, że będziesz pasał krowy, kopał doły lub jak moja mama mówiła: dobrze, że blisko Chrzanowa jest Chełmek, niedaleko do pracy, będziesz mogła szyć papucie, potem może nawet buty pozwolą, bo tam dobrze płacą. Praca zawsze dawała i daje poczucie niezależności. Inny był również świat wartości i świat wstydu. Jeśli ktoś mówił brednie, rumieniec od razu zdradzał upokorzonego, a na salony debatowe nie zapraszano pełnych żółci  nieuków. A klucz?  Wiadomo, był jak zwykle pod wycieraczką.

                                                   To był styl życia i bycia

         Żeby być muzykiem, piosenkarzem, trzeba było mieć słuch, głos, dyplom, talent, więc nic dziwnego, że zaczynali od Bacha, śpiewali „Nie lękajcie się, idźcie pod prąd”. „Olevay system”, „Kto cię obroni Polsko”. Smakowicie też brzmiało „Wino za karę”.  Pytam, „Gdzie są punki z tamtych lat”? Pod tym samym niebem żyjemy i z tej samej gliny ulepieni… Wpadłam w te dźwięki razem  z glanami i kolorowymi sznurówkami na jeden sezon. „Zostań z nami melodio”, mimo że „Czas upływa jak sen”.  Czasy słusznie minione przeszły do historii, ale wówczas usta zagipsowane mówiły, zresztą nie tylko aluzjami, choć te były w lot odczytywane. Świat jest cały czas w ruchu, Bergsonie, tylko w jakim kierunku  teraz idzie?

                                                 Slashies poszukuje

              Niektóre elementy lat mitrężnych i siermiężnych powoli wracają. Zacznijmy od wina nieboszczki PRL: „Czar Pegeeru”, „Uśmiech Sołtysa”, „Alpaga” „Alpagi łyk i dyskusje po świt”. Nawet zaprawieni siarką i kwasem mieli odlot, a S. Kisielewski o „Amarancie Górskim”: „ból głowy bije tu wszelkie rekordy.”  Za to „la patik” że tak powiem z francuska dobry był na kaca.  Coraz prężniej wracają kolorowe jarmarki zwane świętem miasta, dzielnicy, dniem chleba, cebuli, ziemniaka, kapusty. Tylko w te dni gospodynie (bez kontroli SANEPIDu) mogą sprzedawać swoje ciasta, bigosy, potrawy regionalne, miody, wędliny. Ten czas zaprzeszły także widać w kawiarniach, barach i knajpach z nazwą PRL. Zajrzyjcie do nich, wszędzie tłumy młodych, mimo obskurnych ścian, mebli i mętnej lury. Wracają potańcówki na dechach i śluby rodem z PRLu. Do gości wysyłane są zaproszenia w stylu wezwanie przez MO, na ślub młodzi jadą „syrenką”, „warszawą”. Menu od galarety po śledzia, a wódeczka z niebieską etykietką, uwaga panowie, w literatkach i musztardówkach.  Na bogato.

              „Na miły Bóg, życie nie po to jest, by brać”. I mieć. Drodzy Paciaciakowie, wcale nie z tego kabaretu, zbierajcie tymi szpachelkami internetowy szlam, polityczny muł i wyżyłowany szmal. Trzymajcie poziom, nie bądźcie milczacymi owcami i bezradnie beczącymi baranami. Z pozycji trzy czwarte lepiej dostrzec, co się liczy w życiu. Wzorem Wachmistrza proponuję wypicie choćby naparstka nalewki za szczęścia łut młodych slashiesów. Niechaj szukają swojej drogi w życiu i niech to będzie świat w tym dobrym stylu.

PS. Na zdjęciu „Nowa Prowincja” u Turnaua na Brackiej tak wyposażona.

Miłościwie Galicji panujący Franciszek Józef I

roza czerw

                  Sto jeden wystrzałów armatnich w dn.18.08.1830 r. oznajmiło narodziny Franciszka Józefa I przyszłego cesarza Austrii, króla Węgier, Czech, Lombardii, Wenecji, Dalmacji, Galicji, Jerozolimy etc, etc. W młodości przyszły cesarz uczył się introligatorstwa, co miało swoją dobrą stronę, gdyż nie tylko oprawiał, ale w końcu zaczął czytać książki. Przez 68 lat panowania zaskarbił sobie sympatię ludu, gdyż zapewnił względny spokój i dbał o pomyślność obywateli.

                    ” Zdarzenia z życia naszego monarchy”

                Na majowym spotkaniu z M.Czumą i L. Mazanem kupiłam  tę książkę. Tak po prawdzie pomyślałam:  - Co ja wiem o Franciszku Józefie? Prawie nic, a przecież miłościwie nam panował, a profesura deklamowała: „Przy Tobie Najjaśniejszy stoimy i stać będziemy”.  Monarcha z tego opracowania przypomina ciepłego człowieka pełnego osobliwości i przyzwyczajeń. „Dzień w dzień wstawał o 3.30 nad ranem, przykładnie pił krowie mleko, od 5.00 wytrwale dyżurował przy biurku pierwszego urzędnika” i dziwił się, kiedy przyszedł, że jeszcze nikogo w pracy nie ma. Kilka godzin dziennie siedział w siodle, wyprawiał się również do odległych prowincji, składał wizyty, musztrował, słuchał innych uważnie. Był  również oszczędny, taki pędzel do golenia zmieniał co trzy lata,  a jednak nawet ten Najwyższy Pan nie zapobiegł rozpadowi monarchii. Wiedział o tym, stąd dumne  słowa: „Monarchia idzie na dno, ale przynajmniej z honorem”.

            Uśmiech cesarza

        Sławny malarz Horowitz malował cesarza. Ażeby przerwać milczenie, monarcha zapytał, gdzie obraz będzie wisiał. – W banku, w hali kredytowej – odparł artysta.  Monarcha uśmiechnął się i ten filuterny  uśmiech utrwalił Horowitz. Domyślić się należy, że  kto spojrzał na znaczący uśmiech cesarza, kredytu unikał.

              Co znaczy pierdoła

            pewien oficer, Polak, w liście do przyjaciela nazwał cesarza „starym pierdołą”, ale list przechwyciła cenzura, więc poproszono polonistycznych ekspertów K. Nitscha, J. Łosia i J. Rozwadowskiego, którzy zgodnie orzekli, że słowo to oznacza dobrotliwego staruszka. Tym sposobem i oficer był zadowolony, i cesarz.

               Wodociąg  Franciszka Józefa

              W 1880 r. cesarz wyruszył z inspekcją do Galicji, ale woda w tym mieście miała złą sławę, więc do pociągu zabrano większy zapas. Magistrat zrozumiał aluzję i wkrótce zaczął uruchamiać pierwszy wodociąg, któremu nadano, a jakżeby inaczej – imię Franciszka. Od tej pory każdy, kto odkręcał kurek, myślał życzliwie, a niesmacznych dowcipów nie zanotowano nawet przy sedesowej spłuczce.

                   Niemiły dotyk

            Cesarz z reguły nie podawał ręki dostojnikom Kościoła. Musiałby bowiem te skrzące  kamienie ustami dotykać, ale arcybiskup praski celowo nie włożył pierścienia, licząc na uścisk. Nie zawiódł się na Franciszku, ale stracił uznanie w Watykanie, więc omijały go awanse. Nie przewidział oburzenia i zazdrości przełożonych.

                    Franciszek parobkiem

              Cesarz chciał poznać dolę ludu, więc przebrał się jako parobek i zatrudnił w galicyjskim gospodarstwie. Oczywiście spóźnił się na wschód słońca, więc rządca kazał mu wymierzyć 25 batów. Dopiero jazda żołnierzy przywołała do porządku srogiego zarządcę, a sam Najjaśniejszy siedział i płakał nad dolą swego ludu.

                 Wstrząs spowodowany bokobrodami

              Lotem błyskawicy obiegła Galicję wiadomość, że 12 lipca 1862 roku monarcha zgolił wąsy i bokobrody. W Krakowie przewidywano z tego powodu rozruchy (wszak do rozruchów każdy powód może być dobry), więc rozdzwonił się Zygmunt, a pod Sukiennicami harcował Lajkonik. Napięcie rosło do 29 lipca, kiedy to „Morgenpost” doniósł, że Najjaśniejszy znów zapuszcza bokobrody. Fryzjerzy zaczęli zamawiać płyny, maści, farby przez co gospodarka zaczęła iść w górę, rewolucji nie było.

                   Niech żyje cesarz

            Hr. A. Potocki został po rozruchach skazany na sześć lat twierdzy. Wyrok wysłuchał, a potem krzyknął: Niech żyje cesarz! Kiedy monarsze doniesiono, zrobił Potockiego posłem i przyznał mu koncesję na budowę linii kolejowej Przemyśl – Łupków. Od dawna wiadomo, że wznoszenie okrzyków i klaskanie  panującym zwykle się opłaca.

                    Nie każdy łasy na frykasy

           S.Ciuchciński na cmentarzu Łyczakowskim zakończył mowę pogrzebową słowami: – „Bądź zdrów, Andrzeju”. Wiadomość dotarła do Wiednia, Monarcha zaproponował mu od razu stanowisko dyrektora wydawnictw wojskowych Ministerstwa Wojny. Pan Stanisław odmówił z uwagi na nawał pogrzebów, które obsługiwał.

                  Wycieranie nosa

                Szach perski przebywający z wizytą w Wiedniu, wycierał nos w firankę, cesarz kazał ofiarować mu jedną ze swoich dwudziestu dwóch chustek. Nie wiadomo, czy szach aluzję zrozumiał, ale podarunku nie przyjął.

                 Podziw dla pracowitości

             Cesarz dostał wstrząsającą wiadomość, że następca tronu cierpi na rzeżączkę. Zatem tłumaczono mu, że 20% żołnierzy zapada na tę  przypadłość przynajmniej raz w roku. Spowodowane jest to wyjątkowymi zapałami bojowymi oraz pracowitością pań. Najstarsza obsługuje klientów mimo 81 lat. Ogromna szkoda – westchnął monarcha – że charakter zajęć tej osoby nie nadaje się do wykorzystania w podręcznikach szkolnych.

                    Kardynalska dyspensa

                Krakowski magistrat postanowił przeznaczyć ok. ośmiu tysięcy koron na wizytę Franciszka Józefa I. Radni liczyli na to, że w piątek postne jedzenie kosztuje taniej, tymczasem otrzymali wiadomość, że monarcha i jego świta otrzymali dyspensę na ten dzień. Prezydent Zyblikiewicz z trudem przywołał uśmiech, a gdy za rok kardynał przyjechał do Krakowa nie mógł zrozumieć chłodu, z jakim go przyjęto.

                       Imię po Franciszku

                       W 1920 r. w Wadowicach przyszedł na świat chłopiec, ojciec dał mu na imię Karol Józef. – Karol po tobie i po Habsburgu, a dlaczego Józef? – dopytywała matka. – To po naszym dobrym panu cesarzu Franciszku Józefie – przypomniał jej dawny podoficer armii austriackiej, Karol Wojtyła. Nadane imiona stały się sławne na cały świat.

                    Moje serce zostaje z wami

               Tak cesarz powiedział do prezesa Koła Polskiego K. Grocholskiego, na co prezes odpowiedział: – Ale nasze serca zabierasz z sobą, Najjaśniejszy Panie.

             Podobno pokłonić się sercu monarchy można w Wiedniu w kościele Kapucynów, ale pokłon nie należy do tanich, zatem wystarczy powiedzieć, że jest się z Krakowa, aby wpuszczono bez opłat. Najjaśniejszy wprawdzie w niebiesiech, ale jak znam życie i tam mu donoszą, że ukazują się o nim książki, wspomnienia, a Franciszek uśmiecha się dobrotliwie: – Tam zostawiłem swe serce. Galicja o mnie pamięta. Jeszcze pamięta.