Skomplikowane życie na blogu

            Wszyscy wiemy, że musimy się rozwijać, ale próby nie kończą się dobrze, bo przeciętny   b l o g e r   ma zakodowane, że tekst jest najważniejszy.  I tak – póki co – jest.  Piszący uważa, że ten cały świat stoi otworem przed nim, a z kolei wideobloger pokazuje  innym ten świata otwór, więc przyzwyczajonego do czytania i myślenia musi boleć. Nie każdy bloger ma ochotę na małżeński trójkąt z Youtubkiem, Instangramkiem po to, żeby się pośmiać i iść dalej. Co dalej z wyczerpanymi życiem? Piszę już na ten temat kolejny post, więc swoje wiem: wystarczy wideoblogerowi zabrać obraz, trąby, kadzidła i e-gębę, a co wówczas zostanie? Zatem – prawdziwie zaangażowani blogerzy nie zginą. Będą z powodzeniem przez całe lata działać w tych swoich zamkniętych społecznościach, gromadząc lojalnych czytelników, najczęściej innych blogerów, którzy nie lubią zestawów głośnomówiących. Spokojnie, bez paniki, koniec nie nastąpi tak szybko, zdążymy te kredyty pospłacać.

            Blogi to takie przypominajki – dzień kota, chłopaka, budyniu, zagrychy, musztardy, jeża, grzyba, toalet,  bez kierownicy i bez bielizny, czy pouczajki typu – zrób tak, by było dobrze, określ, w jakim punkcie życia jesteś. Jaki bloger przetrwa bez blogu? Żaden. Blogi ujawniają charaktery, stany ducha, nawyki, usposobienie, temperament, emocje, a nawet złośliwe mikroby i to trzecie dno.

Pojęcie ludzkie, co ten blog robi z człowiekiem!  ( Wiadomo, że nawet tej pigułki PO nie weźmiesz, przecież jest na receptę). Bo jeśli nie na blogu, to gdzie:

@  Wyjawisz światu mroczne sekrety własnych dewiacji, wydumanych marzeń, browarnianych wybryków, słabych finansów, nieudanych wypieków?

@ Jak wykorzystać zwyczajną sytuację,  by znaleźć swoją religię i te francuskie salony nadchodzącej  świetlanej przyszłości?

@ Komu opowiemy to swoje nieciekawe życie pod zdechłym Azorkiem, aby potem podnieść głowę i zobaczyć ów drugi brzeg i się nim pochwalić?

@ Gdzie moglibyśmy trzymać swoją przeszłość i marzyć o lepszych dniach niż wczorajszy wieczór?

 @  Komu poskarżyć się na swój  c o r a z   b a r d z i e j   s k o m p l i k o w a n y  w i e k  i  to serce w rozterce?

  @ Gdzie wylać stany duszy, jeśli do księdza nie masz zaufania,  terapeuta za daleko, a demony za blisko?

 @ Komu pokażemy i przekażemy wspomnienia z młodości, które traktujemy jak podatkowe raje?

 @ Gdzie, jak nie na blogu możesz wreszcie SOBIE przyznać bezwarunkową rację?        Nie da się tego przeoczyć, że na blogu można mieć lepszą wersję samego  siebie.

      Uważam, że dla każdego z nas miejsce się znajdzie. Niech podwórko blogowe zostanie oblepione tą zielono – niebieską, leczniczą glinką kambryjską znaną od milionów lat, by na nich dalej bywać, czytać i komentować. Niechże blogosfera zyska miano kreatywnych erudytów. Dobry bloger już to dawno zauważył:   ”Trudno bowiem zakładać, że atrakcyjność blogowego świata polega na zamianie jednej rzeczywistości na drugą, a na dodatek taką samą”.  Wiadomo bowiem, że w teorii języków formalnych „słowo” to skończony ciąg symboli z alfabetu, a to oznacza, że tę kulę u nogi ciągnąć nam przyjdzie jeszcze długo.

         Znawcy, czyli najbardziej znani blogerzy prorokują, że za  jakiś czas kierunki blogosfery będą wyznaczać profesjonaliści.  Podejrzewają, że za parę lat bloger musi podpisać jakiś kontrakt, a nawet wyłożyć pieniądze, ponieważ topowi blogerzy utworzą własne profesjonalne wytwórnie skupiające osobistości. A. Kurasiński pisze: „Najlepsi blogerzy będą mieli własne płatne kanały tv na YouTubie, własne radio, a sam blog będzie dodatkiem i SEO „mięsem” dla Google”. Ale nie ma co się łudzić, to będą nieliczni, czyli  pojawi się nowa blogowa celebra. Blogi parentingowe będą informowały o rodzinie, modowe – co i gdzie warto zobaczyć, jakie nowości w szafie warto mieć, co kupić, czytelnicze, jaką książkę przeczytać, a podróżnicze, gdzie pojechać i co  w danym kraju zobaczyć. Pożyjemy, zobaczymy, za ile lat co się sprawdzi i która silna grupa pod wezwaniem zostanie.

        Skoro ta rzeczywistość, jak to ona, jest trywialna, dlatego nie ma co się łudzić, że  przestaniemy ją uwznioślać za życia. (Od kiedy i ta J. Lopez ciuchy reklamuje, czujemy się rozgrzeszeni pokazywaniem ubrań). O swoich blogach możemy wszystko mówić, między innymi to, że są najlepsze, ponieważ nie ma znaczenia, czy są dobre, czy nie, Internet przyjmuje wszystkich i wszystko. Tak jak nieważne kim jesteś naprawdę, ważne, co o sobie napiszesz, a nawet nałgasz. Niestety, albo i stety, retoryczne manipulacje też mogą być w cenie.

       Zadajmy na zakończenie to koło ratunkowe, czyli pytanie do publiczności: Jak tych blogów nie będzie, to gdzie mamy klepać banały? A tak przetarte myśli zakręcamy w słoiki, stawiamy na schodki pięterka, powinny być razem z nami. Nie zapominajmy słów P. Sartre’a: „Zwięzłość słowa rodzi szerokość myśli”. Sama zakładam worek jutowy na głowę i pokutę odprawię. Love blogerki i blogerzy.  Jak to łatwo powiedzieć. Bo miłość – proszę blogerów – jest wszędzie. Także wśród nas. W każdym razie lepsze to niż bilobil, lecytyna, kwas ascorbinowy i rutyna razem wzięte na poprawę tego i owego humoru.

110 Komentarze

  1. Dawno, dawno temu, gdy pojęcie słowa „blog” wkraczało powoli w naszą polską świadomość, odnosiłam się do tego pomysłu z dużym dystansem. Od tej pory minęło wiele lat, mój stosunek dawno się zmienił na pozytywny, rodzajów blogów jest tyle, że z jednej strony każdy coś interesującego dla siebie znajdzie, z drugiej w masie trudniej się szuka, mimo tych wszystkich podziałów na kategorie. Jeśli rozwinie się to wszystko w taki, jak piszesz sposób to drobnym blogerkom takim jak ja dobrze to nie wróży. I nie podoba mi się nie tylko z tego powodu. Profesjonalizm profesjonalizmem, a gdzie takie sobie drobne wypowiedzi, felietony, recenzje, a choćby i rodzaje pamiętnika. Może i nie wszystkie traktują o sprawach poważnych, ale czy naprawdę muszą? ;) Absolutnie nie. Rutinoscorbin niech się schowa ;) Czytamy, piszemy i bawimy się wspaniale. I o to (również) chodzi ;)

    • Dreptaku,
      przekażmy sobie uśmiechy, takie to miłe i życie mniej przygina. Czy wiesz, że istnieje zawód „bloger”?
      Widać, że praca włożona w rozwój bloga, konsekwentne budowanie swojej marki, praca ze społecznością czytelników, długofalowe, rozważnie dobieranie kampanie, własne długoterminowe projekty oraz mądre angażowanie się w działania charytatywne (zdecydowanie coś więcej, niż „udostępnianie dalej” smutnej twarzy dziecka czy wygłodzonego psa) przynosi konkretne efekty i tacy blogerzy zdecydowanie pretendują do miana „zawód: bloger”.
      (Maciej Budzich, autor bloga Mediafun, jeden z 10 najbardziej wpływowych blogerów 2016 r.)
      Miłego

  2. Powiadasz, że jeszcze kilka lat mi zostało zanim blogi do profesjonalistów należeć będą? Lepiej lub gorzej jeszcze sobie popiszę, oczywiście jak Opatrzność pozwoli. „To je moje” i tyle. Podobnie było ze śpiewaniem. W 1977 roku w Opolu Imć Pan Jerzy dał wykładnię:
    https://youtu.be/ENvAmLuj5ko
    No to skoro każdy może, ja po swojemu pisał sobie będę, choćby dla samego siebie. Tym optymistycznym akcentem zakończę i pozdrowię. :)

    • Z tymi profesjonalistami panie Jędrku to jest tak, że w zasadzie każdy może się nauczyć pewnych zasad i majstrować przy ludzkich zachowaniach. Zachodzi jednak pytanie, czy tak naprawdę o to chodzi, żeby na takiej grze robić sobie popularność i co za tym idzie, kasę?
      Tak jak tworzymy sobie pewną rolę w sieci tak możemy ją stworzyć jak pewien bloger, który ze świetnego piszącego zrobił się miernym celebrytą, żerującym na Owsiaku i taniej sensacji.

      • Dreptaku,
        poradnik przedsiębiorcy informuje: „Coraz więcej blogerów tworzy również płatne materiały, szkolenia, otwiera swoje sklepy internetowe, które również mogą generować wysokie zyski, szczególnie jeśli bloger skupia wokół siebie społeczność, która mu ufa i ma pewność, że wszystko będzie jak najwyższej jakości.
        Aktualnie w zarabianiu mogą również pomóc wszelkie portale społecznościowe, ponieważ wiele kampanii odbywa się dzisiaj właśnie na Instagramie czy Snapchacie”. Ludzie mówią o tym:
        https://www.youtube.com/watch?v=TtpjQ76hTOI

        • Taaa, wystarczy się rozejrzeć, jak głupawe pannice, które nie bardzo potrafią ocenić na jakim świecie żyją, reklamują za nędzne ochłapy równie denne produkty. Na ogół jest to żenujące. :(

          • Dreptaku,
            na jakim Ty świecie żyjesz, skoro nie wiesz, że opiera się na handlu, a wszystko ma swoją cenę.
            Miłego

          • Dreptaku,
            nawet znamy takiego, który chciał na reklamie swojej prababci zarobić. Gdybym wstawiła zdjęcie nagiego pradziadka, pewnie miałabym więcej lubików i trzeba się zastanowić, czy dla tej oglądalności nie pójść na całość.
            Miłego

      • A gdy do tego jeszcze ktoś to przeczyta, cokolwiek napisze. nieco zakadzi … czego chcieć więcej, prawda? Śpi się lepiej, jakiś tam kontakt z językiem polskim się ma. No i Śp. Pani Aleksandra, moja polonistka, patrzy z góry i pewnie trochę zadowolona. To tyle, zadowolony idę do łóżeczka. Dobranoc. :)

    • Aniu,
      „Praktycznie każdy blog powstaje z pasji, zdecydowania większość jest pisana dla przyjemności i chęci poznawania nowych ludzi. To prawie nigdy nie jest przedsięwzięcie z rozpisanym biznes planem, tu nie ma wyrachowania” – mówi Stępień. Nie samym blogowaniem żyjemy, więc wiemy, że życzliwość najważniejsza w tym krótkim życiu.
      Miłego

      • Czy ja wiem, czy to nie jest biznesowe przedsięwzięcie dla niektórych? Ja akurat mam wyłączone reklamy i takie tam, co się da, ale sporo jest blogów, gdzie „coś” w tym jest – staram się unikać, ale zwyczajnie się nie da. WOlę jednak zaglądać tam, gdzie osoba prowadząca roztacza wokół siebie tę własnie miłość – do ludzi, do świata, do swojej pasji…a niekoniecznie do pieniędzy.

        • Aniu,
          muszę kazać wyłączyć te czosnek w uchu na pasku reklamowym. Co za tępak go wstawił i kazał oglądać. Niedługo każą mi kasztany nosić w kieszeni na poprawę samopoczucia. Racjonalności za grosz. Przestałam rozumieć… widać mi spadło IQ.
          Aniu, na szczęście zaglądamy w podobne miejsca i mamy swoje pasje.
          Miłego

  3. Mój blog, choć jeszcze jest w wieku niemowlęcym, to zrzesza nie tylko lokalnych czytelników czytaj: innych blogerów, a także i etatowych trolli. Ci ostatni podbijają mi statystyki i blog staje się coraz bardziej popularniejszy i poczytny.
    Nie… i nadal nie ogarniam blogosfery… Znowu ;)
    Pozdrawiam serdecznie. :)

    • Wilmo,
      blogów nikt nie jest w stanie ogarnąć, trzeba wybierać te, gdzie klimat przyjazny. M. Stępień: „każdy bloger to indywidualność, więc trudno mówić o blogerach jako o jednolitej grupie zawodowej. O ich sile stanowią raczej pojedyncze jednostki – najwięksi blogerzy, którzy zdobyli mierzalną popularność, są atrakcyjnym partnerem dla mediów i marek oraz – co najważniejsze – rozwijają się, np. wchodząc w YouTube’a, bez którego trudno będzie zaraz zaistnieć jako rozpoznawalny bloger. Praktycznie każdy blog powstaje z pasji, zdecydowania większość jest pisana dla przyjemności i chęci poznawania nowych ludzi”.
      Wilmo, a jak czytelnicy mają trafić na Twój blog?
      Miłego

    • Ultro,
      poczęści masz rację. Choć ja mam taką teorię, że jestem dla niego smakowitym kąskiem z kilku powodów innych niż blogowanie. ;) No i co najważniejsze u Was gdzie trzeba zapodać maila, ma trochę utrudnione zadanie, bo wie że szybciej się go namierzy. U nas może sobie 1000 fikcyjnych kont pozakładać.
      Jakby przypadkiem doCiebie by dotarł,bo to taka łajza, to daj mi znać na maila. Ok?

  4. Jak w życiu, z jednymi chętnie , z innymi odwrotnie, tworzy się lub nie relacje międzyludzkie. Szczęśliwie, jeszcze sami możemy wybierać.
    Jeszcze nie zdążono nas paragrafem przypisać do określonej grupy. Co niewykluczone, że nastąpi.
    Póki mam taką możliwość, od 10 lat bywam i zapraszam do siebie. Lubię swoich gości, znamy się od paru lat, Jak z bliskimi sąsiadami.
    Tak normalnie. Także z banałami, bo i one są potrzebne w tym „przemądrowanym” /jak kiedyś mawiała moja wnuczka/ świecie.
    Serdecznie pozdrawiam, Ultro :)

    • An-Ulu,
      w blogowaniu zawsze ważne są te ziarna dobra i miłości, które przekazujemy innym ludziom, a piękne jest to, że nawet ich nie znamy, a lubimy. Przy czym wiadomo, że to dobro jakimś cudem wraca.
      Miłego

  5. Za bardzo złożone to zjawisko, by ująć je w komentarzu. Bardzo szeroko je zresztą scharakteryzowałaś. Jeśli chodzi o takie blotki blogowe jak ja to blogują, bo lubią blogować. Z nadzieją, że od czasu do czasu ktoś to jeszcze przeczyta. A dlaczego lubią blogować? Odpowiedź do zaznaczenia w Twoim tekście. Zaznaczyłam, ale nie zdradzę którą.

    • Ewo,
      domyślam się, kiedy czytam Twoje posty.
      M. Górecki tak ocenia: „Coraz więcej blogerów sięgnie po płatne templatki lub nawet zleci przygotowanie indywidualnej szaty graficznej, sięgnie też do stocków po zdjęcia do notek lub położy jeszcze większy nacisk na jakość swoich zdjęć. Dobre blogi nie odbiegają już wyglądem od reszty serwisów, a nawet często są pod tym kątem lepsze”. O tym właśnie myślę, trzeba się zmieniać.
      Miłego

  6. Każdy w tej blogosferze czego innego szuka, nawet hejterzy mają używanie, bo zawsze coś dla siebie znajdą. A tak jak piszesz – jeśli do terapeuty daleko, to niechaj te blogi za terapię niektórym posłużyć mogą.
    Coś ostatnio wpływ smogu lub szarugi w aurze na Twój nastrój wyczuwam, czy mylę się kompletnie?
    Słoneczka życzę :-)

    • Jotko,
      niewątpliwie, większość postów ma wyraźnie funkcje terapeutyczne i bardzo dobrze. A. Tucholski pisze;”Ludzie chcą się realizować – strzelam, że z podobnego powodu ludzie zaczynają pierwsze szkice książek, sięgają po gitarę lub pędzel. Co jakiś czas ktoś bierze się za blogowanie tylko z potrzeby zysku, ale albo „złapie bakcyla z czasem” albo odpadnie. Jest to też jakaś forma zdobywania afirmacji”.
      Miłego

  7. Miła postrzeganiu, czytam to wszystko z dużym zainteresowaniem. Chociażby dlatego, że opracowania dotyczące blogów nie wychodzą zazwyczaj poza próby takich lub innych kategoryzacji (blogi kulinarne, modowe, literackie, itd., itp., etc.). Idziesz znacznie dalej, próbując ogarnąć to wszystko w innych, szerszych kategoriach i niezależnie od tego, że nie wszystkie tezy uważam za słuszne znajduję tu mnóstwo rzeczy ponad wszelką wątpliwość trafnych. Moim skromnym zdaniem na blogi trzeba patrzeć w kategoriach swoistego fenomenu. Gdyby bowiem zadać pytanie jak zdefiniować, czy też nazwać teksty, które nie niosą co do zasady znaczących wartości literackich, estetycznych, publicystycznych, ba nawet poznawczych, a powiedziałbym nawet jakichkolwiek innych, wartości i jednocześnie cieszą się sporą popularnością, to odpowiedź brzmi – blogi. Jak na ten moment blogosfera karmi się sama sobą ale podzielam pogląd, że to za jakiś czas się skończy. Jednak nie z tych powodów, o których piszesz. Nie ma bowiem blogów dobrych lub złych, podobnie jak pisanych na wysokim poziomie albo na niskim. Istotą blogosfery jest public relation. Oczywiście na końcu liczy się i tak to co potrafimy napisać, jednak profesja blogera ma wiele cech wspólnych z zawodem lekarza, czy też prawnika. Czytelnicy muszą mieć umowne zaufanie, a cały ten biznes polega głównie na rekomendacjach.
    Serdeczności od nas dla Was z Krainy Loch Ness :-)

  8. Myślę, że tak jak czym innym jest pójść na koncert albo na odczyt znanego intelektualisty, a czym innym na pogawędkę w gronie znajomych, tak samo zaistnienie płatnych blogów czy vlogów celebrytów nie zaszkodzi naszym blogom „sąsiedzkim” :)

      • Ultro, jest wszak jakiś powód dla którego dobre towarzystwo potrafi odróżnić dobrego tancerza od najlepszego fordansera. Nawet niezbyt dobrze tańcząc, utraciłbym całą przyjemność gdybym miał brać za to jakiekolwiek pieniądze :)

        • Tetryku,
          zadałam sobie trud prześledzenia wierzchołka tego towarzystwa i nie jestem zbudowana. To czysta komercja, lansowanie zewnętrzności, gdzie liczy się lifestyl, gdzie trzeba zawsze osiągnąć sukces. Konieczne do tego jest 79 tys. fanów, 167tys. lajków, bo te cyferki robią wrażenie. Przeraża to stygmatyzowanie, newsowość i nastawienie na sukces, czyli pieniądz. Promują sposób, w jaki mamy żyć i wychodzi z topowych, że ciuch, wygląd modela, nałożony kosmetyk. I nikt nie mowi o intelekcie, nie ma wywiadów z mądrymi, szanowanymi, pięknymi duchem i umysłem. Nie ma takich? Zapadli się pod ziemię? Trzeba widać się przyzwyczaić, że blogosfera lubi deser, więc inspiruje się światem reklamy i marketingu. Mamy być piękni za sprawą kosmetyków, młodzi do 80 za sprawą koloru skarpetek i bogaci za
          sprawą doradców, że zarabiać należy na wszystkim. Tetryku, żaden piruet ani potrójne salto nie zmieni parcia na szczyt. A w blogowaniu całkiem nie o to chodzi.
          Miłego

  9. Ultro,
    jeśli prawdą miałyby się okazać Twoje pesymistyczne prognozy o bliskim końcu ery blogów, to biada mi – blogowemu szwendaczkowi!
    Zaglądając na blogi, bezkarnie wkraczam w ukształtowane już grupy dyskusyjne. Mogę przyłączyć się do toczonego tematu (najwyżej mnie ktoś ofuknie!) lub milcząco przysłuchiwać się przebiegowi rozmowy.
    Często przy tym uzupełniając swoją wiedzę o nieznane pojęcia,osoby i fakty u zaprzyjaźnionego sieciowego Wujka.
    Bawi mnie też odkrywanie charakteru i temperamentu blogera oraz przewidywanie jego reakcji.

    Mam możliwość wyboru: tego lubię i słucham uważnie, tamtego nie trawię, więc znikam.
    Tych ulubionych, z czasem, zaczynam traktować, jak miłych znajomych. Podglądam ich, podsłuchuję, wyciągam wnioski, ba! uczę się (najczęściej życia! ;) )
    Czasami przeginam, moszcząc się nachalnie na jakimś blogu, choć staram się to kontrolować.

    Tak to wygląda oczyma wielkiej amatorki cudzych blogów.
    Dlaczego sama nie założę swojego? Ja to wiem dokładnie, a Ty zapewne możesz się domyślać. :)

    WIĘC, gdy już blogi padną, zadam Ci wtedy rozpaczliwe pytanie:
    i jak teraz żyć, Ultro, jak żyć?!!

    (czy Ty wiesz, ilu ludzi zostałoby bez nich samotnych?)

    • Małgosiu,
      życzyłabym sobie być Twoją znajomą, bowiem liczy sie ten błysk w mózgu, który mi się zapala, gdy czytam Twoje komentarze pełne dygresji, sarkazmu, ironii, niedomówień, pytań retorycznych świadczących o nieprzeciętnej inteligencji. Odpowiedzi na „jak żyć” nie będzie, ponieważ blogi żyć będą.
      Miłego

  10. Oj Ultro, jakieś szare, by nie rzec – czarne myśli cię ogarniają. Ja się tam nie martwię, mój maleńki, świeży blog (blożek, blogik?) i tak nie dorównuje tym, którzy mnie odwiedzają – a dla mnie to wy jesteście profesjonalistami. Wiele jeszcze przede mną, a ty inni moi goście w tym czasie już może się staną profesjonalistami ;-)

    • Taaa, ciekawa sprawa – jedna z nielicznych profesjonalnych kucharek nie przyznaje się do tego, a inna, zawodowa dziennikarka uważa że jest poczatkującą blogerką – dziwne, dziwne!!! :)

      • Dreptaku,
        nie poznałeś się na skromności dziennikarki, ale to chyba dobrze o Niej świadczy. Rzecz dziś niebywała i rzadko spotykana.
        Miłego

        • W końcu blog to jest zwyczajne medium, jak każde inne. Prawdę mówiąc, to nawet podlegamy normalnemu prawu prasowemu. Inna sprawa, że pozwoliliśmy sobie (my blogerzy) na ignorowanie nas i lekceważenie, bo raczej się nie zdarza, żebyśmy sobie przypięli plakietkę z adresem bloga i domagali się informacji jak każdy inny dziennikarz a nawet obywatel. Podejrzewam, że gdybym tak zrobił i naraził się jakiejś władzy, to nikt by mnie nie poparł, bo przecież bloger to taki nikt, chyba że ma za sobą setki tysięcy komentatorów i czytelników. Mało tego, wasz macierzysty portal, czyli onet,pl palcem by w waszej obronie nie kiwnął!
          Swego czasu próbowałem kilka osób z blogosfery o nasze prawa zagadnąć, żebyśmy się nieco zorganizowali – groch o ścianę – nikt nie wierzył, że cokolwiek da się zrobić. Tymczasem nas jest mnóstwo, a czytelników liczymy w miliony! I co? I nic. :(

          • Blog to nie takie zwyczajne medium. W tym sensie, że czytelnicy oczekują jednak czegoś innego niż ci z „papieru”. Tu chodzi o to „wow”, bo informacje i inne formy są właśnie w papierze, nawet jeśli ciekawie przedstawione. O ile wiem, jakiego mam czytelnika w swojej zawodowej robocie, o tyle nie ogarniam czytelników blogowych, tak są różni. I pod względem oczekiwań i zawodu i wykształcenia i wieku. I do każdego trzeba trafić.

          • Iwonko,
            w czasach n i e o b i e k t y w n y c h mediów, to blogerzy powinni przejąć ciężar szerzenia dziennikarskiej rzetelności i angażowania się w prawdy ponadczasowe i pokazywanie, co w życiu tak naprawdę ważne. Tymczasem rankingi dowodzą, że bloger ma być człowiekiem- orkiestrą, a komercja najważniejsza, co wykazują te podcasty, które plują do ucha, jak i na czym zarabiać, jak sprzedać swoją historię. Te chodzące reklamy okłamują rzesze zauroczonych zarabianiem. Wiadomo, że na blogach się nie zaraia, ale na organizowaniu kursów o zarabianiu, reklamowaniu, książkach, afiliacjach, ofertach itp. Modowe pokazują się w 15 cm szpilkach, jednym ramiączku, fryzurze z refleksami i nabierają naiwne: patrzcie, jestem jedną z was, wy też możecie być takie niedoskonałe sprzątając na tych obcasach.
            Miłego

          • Widzisz Iwono – tak by się wydawało, a tymczasem to tylko kolejne medium – wcale nie chodzi o to „wow”. Tu chodzi o to czego my blogerzy nie możemy zapewnić, bo nie dysponujemy tym czym mogą dysponować normalni dziennikarze. Stąd musimy się dość mocno ograniczać i koncentrować raczej na dyskusjach i ocenach tego czym nas karmią „poważne” media. I tu zaczyna się prawdziwa zabawa, bo wśród blogerów jest tak samo jak i dziennikarzy – są bardzo różni – tendencyjni, skrzywieni politycznie, partyjnie, sprzedajni i zaburzeni. W tym całym tłumie mamy też takich, którzy nie dali się zmanipulować, nabrać i zeszmacić – tych słuchamy, bo to są autorytety. Tego się nie da zmanipulować ani kupić. Na to trzeba sobie zapracować latami. Wyszukanie takich miejsc, gdzie można sobie porozmawiać normalnym językiem wymaga odrobinę czasu, ale jest możliwe. Wydaje mi się, że właśnie trafiłaś w takie miejsce?
            :)

          • Dreptaku,
            jak przeczytałam, że za wklejenie komentarza, w którym ktoś pisał o swojej książce, bloger domagał się zapłaty, to pomyślałam, że te tysiące youtubkowych szkoleń przyniosło takie efekty. Ta góra zapętliła się komercją. Temat.pl skupiał 550 blogerów, dziś do sprzedania. Brakuje mi informacji, że jest platforma, która chce coś zrobić dla innych, a nie zarobić.
            Miłego

          • Iwonko,
            uogólniam, jednak blogosfera idąca w stronę zarabiania to smutne zjawisko. Jeśli zapłacą, nie ma mowy o obiektywizmie. Przypatrzmy się tym reklamom zdrowia, kiedy zachęcają do zażycia specyfiku, a na drugi dzień wstajesz i tańczysz! Wszystko na sprzedaż i nie zawsze uczciwe. Stracą zaufanie, wystarczy przeglądnąć podcasty na Youtubie. Można zarobić na tych tysiącach kursów i szkoleń w całej Polsce, ale trzeba chyba najpierw wyrzec się rodziny, znajomych i życia prywatnego, bo słońca youtuber nie ma szans obejrzeć. Dobrze, że jest ta nisza, która ceni inne wartości.
            Miłego

    • Iwonko,
      mój post nie ocenia ani nie przewiduje. Podaje parę przemyśleń, a ze sprawdzalnością jest jak z pogodą.
      Whitepress.pl pisze, że blogi mają „wyższy poziom oddziaływania – z badań dotyczących zachodnich krajów wynika, iż około 80% internautów ufa opiniom blogerów i około 60% z nich podejmuje decyzje zakupowe na podstawie ich opinii”. Nie jest tak źle, jak widzisz.
      Miłego

  11. Szarabajko,
    żadna tajemnica, chętnie odpowiem: pomysł podsunął bloger swoim wpisem, a ja postanowiłam wsadzić kij w mrowisko. Jak widzisz, oburzonych nie widać, grzeczne wpisy jak zawsze. Co za blogerzy!
    Miłego

        • I domagasz się, żebym grzecznie sobie ten filmik, prawie godzinny obejrzał? To samo można napisać i będzie jaśniej i prościej.
          Nasza umowa jest niepisana – a w zasadzie tylko pisana – ty piszesz, ja komentuję – ja piszę, ty komentujesz. To od strony formalnej, bo w praktyce to robimy co chcemy i tak jest dobrze. Natomiast pogonię każdego, kto zechce ze mną podpisać umowę, bo to jest utrata niezależności, a tę sobie cenię najbardziej. A poza tym wyobraź sobie taką sytuację, że jakiś koncern żywnościowy ze mną chciałby cokolwiek podpisać – toż czysta abstrakcja! Na dzień dobry sprawdziłbym jego produkty od podszewki i to by była katastrofa, a nie żadna współpraca. Niech oni z tym idą do komercyjnych mediów, w tym blogerów – za kasę oni sprzedadzą własną matkę, to i ojca pewnie też? :D :D :D

          • Dreptaku,
            z badań polskiej blogosfery na 2014/2015 rok wynika: „Największą zaletą wynikającą z prowadzenia kampanii z blogerami jest to, że przekaz trafia do ściśle określonej grupy docelowej. Reklama emitowana w telewizji, drukowana w prasie nie gwarantuje tak precyzyjnego dotarcia. Warty podkreślenia jest również fakt, że blogerzy posiadają ogromny wpływ na decyzje podejmowane przez swoich czytelników, również te dotyczące zakupów” Zatem reklamowany przez nas tusz czy proszek na pozbycie kilogramów zostałby kupiony, ponieważ czytelnicy wierzą testującym blogerom. Pytanie za milion: ilu blogerów uczciwie powie, że reklamowany produkt to szajs.
            A te filmiki to podcasty i one uczą, że bloger ma się cenić i żądać godziwej zapłaty za poświęcony czas. Tak się zastanawiam, czy nie zażądać zapłaty od Onetu, bo mi tu ciągle jakieś ucho z czosnkiem zagląda…
            Miłego

  12. Blogowanie traktuję jako hobby i jet mi z tym bardzo dobrze ,nigdy by mi nie przyszło do głowy zarabianie na blogu ,ja nie z tego pokolenia ,nie mam takiego pędu na kasę ,jeszcze pracuję zawodowo i to mi wystarcza. Trzeba mieć jeszcze małe przyjemności a nie z wszystkiego robić biznes ,że nie wspomnę o tym ,że oprócz tego że nie mam na to ochoty ,to jeszcze nie mam odpowiedniej wiedzy,ale sadzę ,że przede wszystkim nie mam ochoty tego robić.Dobrze jest tak jak jest ,niech za modą , sławą i kasą pędzą młodzi.
    Pozdrawiam i do miłego spotkania :))

    • molekułko,
      w zarabianiu nie jest nic złego, bo jak mawia znana pisarka, dopiero pieniądze dały jej prawdziwą wolność. Uważam jednak, że zarabianie na naiwności i wciskaniu kitu nie powinno mieć miejsca o czym niektórzy blogerzy zapominają.
      Miłego dnia

  13. Sporo się dowiedziałem o tym kawałku ludzkiej aktywności. Niestety, nie są to optymistyczne informacje. Mimo tego, a może właśnie dlatego nie rezygnuję.
    Pozdrawiam

    • Tatulu,
      sama omijam te porady, jak dojść do szczytu, bo wiem, że dojdę do ściany, a wtedy smarowanie masłem pszczelim, czy czekoladowym także nie pomoże. Podobno blogowanie jest obecnie czynnością równie prozaiczną jak zmywanie garów.
      Miłego

  14. Historia pokazuje, że nie musi być tak źle. Jestem pewien, że blogi pozostaną, tak jak płyty winylowe, fotografia analogowa i tytoniowe papierosy:)))

  15. Wojtku,
    to, co się sprawdzało niegdyś, obecnie nie działa, to przecież każdy wie. Rankingi także nie porządkują, a kierują w stronę komercji. Ratunek widzę w niewielkich platformach gromadzących tych, od których się uczymy, bądź tych, którzy przekazują wartości intelektualne. Dobrze, że jesteś blogerem, ponieważ dzięki Twoim postom jestem bliżej przyrody, a dzięki zdjęciom mam możliwość obejrzenia tego żubra nie tylko w ciekłej postaci.
    Miłego

    • I wzajemnie:) Zgadzam się, że główny nurt popłynie gdzie indziej. Będę się jednak dalej upierał, że coś pozostanie, tak jak to jest w przypadku wspomnianych przeze mnie przykładów z muzyki, czy fotografii. Malo tego, mam wrażenie, że po krótkim zachłtstnięciu się świecidełkami, część osób wróci na stare ścieżki:)

      • Wojtku,
        blogi tematyczne zawsze będą miały swoich zwolenników. Sama korzystam, aby się tam dokształcać albo szukać inspiracji.
        Miłego

  16. Kwestia finansowania wymaga tu wyjaśnienia drobnego.
    Jak każde hobby, również i blogowanie kosztuje. Czasami tylko czas, czasami trochę środków technicznych, czasami opłaty za domenę, serwer i hosting. Bywa, że potrzebny jest prawdziwy informatyk.
    Rozwiązania są różne – Kneziowisko finansowane jest przez jedną rodzinę i od tego raczej nie odstąpimy, Wyspa jest współfinansowana przez grono przyjaciół i raczej też tego nie zmienią, na blogowiskach teoretycznie jest „za darmo”, ale portale zarzucają blogi reklamami. Na youtube vlogerzy miewają włączone reklamy i z tego sobie dopłacają, ale z tego co wiem portal tak już to ograniczył, że wpływy są niewielkie. Niektórzy vlogerzy uruchomili więc konta na paypalu albo np. na Patronite i chętni mogą im pomagać finansowo. Na ogół nie są to wielkie pieniądze, ale pozwalają na zakup kamerki, mikrofonu czy programu do obróbki materiału. Przez cały czas mówimy o takich pieniądzach, które pozwalają nieco ograniczyć własne wydatki – one są albo z reklam, automatycznie dodawanych przez np. google, albo z dobrowolnych wpłat użytkowników. Majątku nikt na tym nie robi, ale tez i nikt z darczyńców nie oczekuje jakiejkolwiek zależności, wręcz przeciwnie, są to wpłaty dla utrzymania tej niezależności i podtrzymania dalszej działalności.
    Natomiast bywa, że bloger reklamuje mniej lub bardziej prymitywnie produkt, którego byśmy nigdy nie tknęli i nie ważne za jakie pieniądze, czy prezenciki to robi – ważne że zajmuje się wciskaniem kitu – tego nie lubię.
    O tym, że niektórzy zrobili sobie z bloga metodę na życie – byle bardziej kontrowersyjnie, byle więcej klików, byle więcej zamieszania, to kasa też poleci – tego nie lubię, nie bywam w takich miejscach i autorów nie cenię.

    • Dreptaku,
      dziękuję za informacje dotyczące opłat. Ważna informacja dla młodszych stażem. Masz doświadczenie, z blogerami już jedenaście lat!
      Miłego

      • To nie całkiem tak jak mówisz – mam nieco inne doświadczenia niż typowi blogerzy. Ja nawet nie bardzo się czuje blogerem. Ale rzeczywiście włóczyłem się po różnych zakątkach sieci i często się nie identyfikowałem z tym co widziałem, lub po czasie przestawałem się identyfikować.
        To co najbardziej cenię, to niezależność, zdystansowanie, krytyczne podejście, także u autora i atmosferę na blogu. Za to jestem bardzo wrażliwy na manipulacje, fałsz i tendencyjność. Najlepiej mi się rozmawia z ludźmi, którzy nie muszą „stawiać na swoim”, bo i ja nic nie muszę. A poza tym najlepiej mieć dobry humor i obyśmy zdrowi byli! :D :D :D

        • Zenonie,
          cenię niezależność, ale równocześnie uważam, że atmosfera jest ważna. Bez tych szpilek, podchodów i stawiania na swoim. Dobrze mówisz, obyśmy mieli humor i dobre zdrowie.
          Miłego

  17. Witaj serdecznie
    Ciekawy temat, ja podziwiam wielu Blogerów za ich systematyczność i za to że chcą się kimś podzielić swoją wiedzą czy też obserwacjami. Są Blogerzy zawodowi i fajnie, że są i udaje im się z bloga normalnie żyć, jak mówią, wtedy pisanie staję się pracą ale jedną z najfajniejszych prac na świecie
    pozdrawiam serdecznie

    • Dobry Coachu,
      sama piszesz, więc wiesz, jaki to kawałek zabieracza czasu. Jeśli ktoś lubi, to zawsze będzie pisał, choćby do szuflady.
      Miłego

  18. Na całe szczęście dla mnie – jest sporo blogerów ,którzy lubią popisywać sobie ot tak – sobie a muzom.Myśle, że przed moim zejściem oni tak szybko nie zejdą. Zdązę sie jeszcze być może przyzwyczaić? Do epoki obrazkowej.
    Lubie czytać – blogi zastępują mi książke. Uzupełniam skromną moją wiedze, poszerzam sobie horyzonty. To ja wynoszę z blogów. Miałam szczęście bo zaczęlam pożno i jeszcze mnie bawi poznawać nowe rejony, nowych blogerów ., tudziez inne wrażliwości.
    Muszę powiedzieć ,że reklamy irytują mnie od zawsze więc je ignoruje.
    Jestem starej daty widać bo te wszystkie vlogi czy jak tam się zwą tez mnie irytują już nie wspomnę o gadającym onecie. Czyżby słowo pisane w zaniku?
    Nie wyobrażam sobie zarabiać na blogu ale ja nie mam parcia na szkło. Młodzi ludzie tak – więc niech zarabiają,
    Wszystko się zmienia. Sa blogi profesjonalne ale takich jak ja jeszcze troszkę zostanie myśłę.. mam nadzieje, bo nie chciałabym być ostatnim Mohikanem…

    • Reno,
      bywam na blogach w miarę możliwości i czasu. Od wielu się uczę, nawet zasad pisowni! Czasem mnie inspirują, czasem rozśmieszają, czy relaksują. Ten blogowy świat pomaga w trudach trwania. Poznaję inne osoby, jest przyjaźń i rozmowy. I o to Reno, chodzi.
      Miłego

  19. Możemy się tego wypierać, ale tak naprawdę każdy jest trochę narcyzem. A już blogerzy bez dwóch zdań ;)
    Każdy ma potrzebę wyrażania swoich emocji. Jedni piszą wiersze, inni prozę, jeszcze inni śpiewają, a kolejni prowadzą vlogi.

    Jeśli chodzi o mnie, to dzięki blogowi wyrzucam z siebie złe emocje, frustracje, smutki, a czerpię od czytelników pozytywną energię, wiedzę, potrzebę rozwoju i pracy nad sobą. Ale to w wielkim skrócie.

    Pozdrawiam :)

    • Maks,
      każdy artysta, wybitny umysł tak ma, że jest pełen narcyzmu, więc o blogerach to dobrze świadczy, a w każdym razie o ich umysłach.
      Masz rację, że posty pozwalają rozładować emocje, więc mają terapeutyczną moc.
      Miłego

  20. Zanim zaczęłam pisać Bloga miałam zupełnie inne wyobrażenie o blogerach, myślałam, że to musi być takie banalne i bzdurne zajęcie. Teraz wiem jak bardzo się myliłam. Ilu w tym zapisanym świecie jest mądrych, dobrych, wrażliwych i utalentowanych ludzi, którzy potrafią swoim pisaniem w jakiś sposób dawać ludziom radość, dzielić się swoimi spostrzeżeniami, doświadczeniami, potrafią pomagać, doradzać, itp. itd.

    Nigdy wcześniej nie przypuszczałam, że i ja zasmakuję tego blogowania, że i mnie wciągnie, tym bardziej, że z Polskiego byłam taka raczej średnia, wolałam przedmioty ścisłe. W szkole nie potrafiłam się rozpisywać, przedstawić swoich poglądów, teraz z biegiem czasu, nabytą lekcją życia jakoś tam próbuję swojej przygody pisarskiej :) i szczerze mówiąc, mnie to kręci. Jest tyle różnych historii, tematów, którymi chciałabym się podzielić z moimi czytelnikami, ze czasem trudno mi to wszystko zebrać w sensowną całość.
    Blogów jest na prawdę cała masa i dlatego, ze tworzy je człowiek, to każdy jest inny, jedne nam się podobają z różnych względów, inne nas nudzą, czy męczą. Każdy z nas blogujących ma swoją osobistą listę tych ulubionych, na które chętnie zagląda, a nawet komentuje. Jednak patrząc realnie nie jesteśmy w stanie odwiedzić ich zbyt wielu, bo oprócz świata wirtualnego mamy również swój świat rzeczywisty i to właśnie on karmi nas pomysłami na kolejne nowe tematy.
    Myślę Ultro, że my póki co nie musimy się martwić o unicestwienie strefy blogowej, bo tych którzy lubią czytać historie z życia wzięte, porady, przepisy itp., którzy wciąż szukają sprawdzonych informacji i to właśnie na blogach, jest wciąż spora liczba :)
    A kto wie co będzie w przyszłości, może kiedyś młodzież będzie się uczyć właśnie na podstawie naszych prahistorycznych zapisków blogowych, czego wszystkim tu obecnym życzę :)

    Ściskam ciepło :)

    • Gabuniu,
      lubię poznawać blogi, a kiedy czytam posty, wiem dużo o piszącym, czyli poznaję osobę. Nie jest możliwe, by wszędzie zostawić ślad, ponieważ staram się nie mieszkać w Internecie.
      Tak jak Ty uważam, że blogi będą żyły swoim życiem póki co.
      Miłego

  21. Pewnie masz rację, Ultro, analizując blogosferę, o czym świadczy powyższa dyskusja komentatorów. Ja natomiast mam z kolei inny problem. Próbuję bezskutecznie uciec z blogosfery… dlaczego? Otóż i przez lata całe pisałem sobie do szuflady, niszczyłem, gubiłem, odzyskiwałem, zapominałem, przerywałem pisanie, nigdy nie myśląc o tym, aby przekazywać komuś swoje myśli… to było trochę tak jak z dobrą kucharką, panią domu, która raczy domowników świetnymi potrawami, ale nie ma ambicji, aby zaistnieć w przestrzeni „pozadomowej”. Pewnie gdyby życie potoczyło się u mnie inaczej niż się toczy, może bym zdecydował się śmielej wykorzystać własne słowa, natomiast że nie jestem nadzwyczaj odważny w formułowaniu swoich opinii i narzucaniu „światu” tematów, jakie poruszam w swoim pisaniu, to aż sam się sobie dziwię, że mimo wszystko publikuję… przecież na dobrą sprawę mógłbym powrócić do przeszłości, pisząc dla siebie tylko, skoro oduczyć się od pisania nie potrafię….
    Niestety blogowanie, o czym już pisałem, to nałóg, przynajmniej w moim wypadku i mam spore trudności, aby się z niego wyzwolić.
    I jeszcze o tym profesjonalizmie, który kojarzy mi się z komercją, reklamowaniem własnych, pomyślanych i przemyślanych merytorycznie tekstów, które miałyby czemuś lub komuś służyć…. ot choćby rekomendowanie książek, filmów, przepisów kulinarnych, aut, marketów, Bóg wie czego tam jeszcze. Gdyby nastał taki czas, w którym administrator (albo moda, trendy jakoweś) zmuszał mnie do prowadzenia tego rodzaju bloga, byłby to ostatni dzień mojego blogowego pisania, choć oczywiście teoretycznie istnieje taka możliwość, abym zaprzeczając samemu sobie, mógł na blogu w taki czy inny sposób zarabiać.
    I na koniec jeszcze jedna kwestia… otóż nieodłączną cechą naszego (mam na myśli generalnie wszystkich uczestników blogosfery) blogowania są komentarze, które publikujemy pod tekstami zaprzyjaźnionych blogerów, lub takich postów, które z różnych względów wydają się nam warte skomentowania. Ciekawe jest to, że czasami pisząc komentarz, bloger więcej ma do powiedzenia, aniżeli pisząc niejeden tekst na własnym blogu. To rzeczywiście intrygujące i kto wie, czy nie najważniejsze w tym naszym blogopisaniu. W tym miejscu pojawia się kolejny problem, tak przynajmniej ja go widzę… otóż pisząc komentarz pod czyimś tekstem, chciałoby się potraktować go poważnie, a mając wiele „zaprzyjaźnionych” blogów, zawsze zachodzi obawa, że po prostu fizycznie temu nie podołamy, mając przecież i swój blog, i, póki co, własne życie, pracę, rozmaite zajęcia, które pochłaniają czas… i właśnie te okoliczności, które zmuszają, na przykład mnie, do mniejszej niż bym chciał aktywności wywołują coś w rodzaju niesmaku, że byłem w stanie odnieść się do tekstu, który choćby zaciekawił mnie… ale to pewno nie tylko mój problem…. uff… się rozgadałem… pozdrawiam

    • Witam
      Zarabianie na blogu, hmm … jak dla mnie jest pojęciem względnym, bo niby na samą myśl niektórych blogerów to zniesmacza i kojarzy się z komercją, ale gdyby się taka propozycja pojawiła zapewne byłaby przez większość rozważana. Ja jako niepełnosprawna, bezrobotna rencistka nie ukrywam, że byłoby całkiem niegłupio mieć z tego swojego bazgrolenia parę groszy, wiadomo życie, leczenie kosztuje, więc uważam, że nie ma nic zdrożnego w łączeniu przyjemnego z pożytecznym :)

      A jeśli chodzi o kwestie komentowania zaprzyjaźnionych blogów oraz brakiem czasu z powodu osobistego życia w realnym świecie, to wiem o czym piszesz, doskonale to rozumiem i podobnie jak w komentarzu N poniżej, też mam czasem wyrzuty sumienia, że często zaniedbuję odwiedziny w świecie wirtualnym, które też są dla mnie ważne, bo dają mi wielkie możliwości poznawania ciekawych, wspaniałych i wartościowych ludzi :)

      Pozdrawiam

      • … owszem, taka możliwość istnieje i wcale nie miałbym nic przeciwko temu, gdybyś Ty zarabiała. Odniosłem swoją wypowiedź do bloga, którego prowadzę i jakoś nie wyobrażam sobie, aby to, o czym piszę miałoby mi przynieść jakiekolwiek zyski… musiałbym pomyśleć o czymś zupełnie nowym, lecz niestety do niczego innego się nie nadaję :-)
        Spodobały mi się Twoje ostatnie zdania komentarza, do którego dodałbym tyle, że tak po prostu nie wypada może nie tyle nie komentować dobrych tekstów przyjaciół, ale komentować je byle jakim słowem… czasami lepiej rzadziej, a bardziej na poważnie… ciepło pozdrawiam…

        • Widzę, że myślimy podobnie, bo i to ostatnie Twoje zdanie również dodałabym u siebie :)
          Staram się zawsze wyrażać swoją opinię sumiennie z należytym szacunkiem i kulturą, nawet gdy nie do końca zgadzam się z czyimś zdaniem. Jak mam pisać bzdury, czy tak tylko na odczepnego, byle by było to wolę przemilczeć.
          Mój blog też nie za bardzo nadaje się do odnoszenia jakichkolwiek zysków, czy sukcesów finansowych, ale kto wie, może kiedyś coś się rozwinie, no nic, póki co muszę się skupić na swoim zdrowiu :)
          Pozdrawiam serdecznie

    • Smoothoperatorze,
      intrygujące jest i to, że blog może zastępować rozmowę. Komuś obcemu czasem łatwiej powiedzieć niż znajomemu fakty, które uwierają, jak ten kamień w bucie.
      Ciżemki – rewelacyjne, chciałoby się tam mieszkać, cykl wspomnień z lat dziecięcych- godne przekazania potomnym, a w sumie wszystko do wydania.
      Miłego

      • Gabuniu,
        wszyscy czujemy niedosyt odwiedzin i pospieszności komentarzy. Trzeba pogodzić wszak z realnym życiem, wyznaczyć sobie czas, by nie wpaść w pułapkę.
        Twoje komentarze zawsze budzą mój podziw, takie są obszerne, opatrzone uwagami i zwykle zawierają dużo ciepła.Dziękuję serdecznie.
        Miłego

        • To przyznam Ci się Ultro, że niekiedy moje komentarze mogłyby być dużo obszerniejsze, ale nie chcę zająć całego miejsca innym :)

          Bardzo mi miło móc czytać takie pochlebne słowa na mój temat, bardzo sobie je cenię, a z Twoich ust brzmią one jak mega komplement :)

          Ściskam ciepło

          • Gabuniu,
            czasem to podziwiałam, że jesteś taka aktywna wszędzie, tyle żywotności w Tobie, że niewielu zdrowych ma. Serdeczności zasyłam

          • W sumie to masz rację Ultro, wszędzie mnie pełno :) Mój mąż mówi nieraz, że on nawet nie chce myśleć jaka bym była żywotna, gdybym była zdrowa ;)

          • Gabuniu,
            i tak trzymaj. Nie daj się chorobie. Ważne, że jesteś dobrym człowiekiem i sympatyczną blogerką.
            Pozdrawiam

      • … to prawda, czasami obcemu można powiedzieć więcej…. hm. tak mi się skojarzyło… podoba mi się rosyjskie „pożałuj” tak często obecne w literaturze, filmie, życiu… pożałuj nawet tych, którzy sami sobie popsuli życie… no właśnie… czasami obcy pożałuje…
        Co do Ciżemek, czy w ogóle tego kawiarenkowego serialu, to miała być z tego „odskocznia” od tych naszych niepokojących czasów, taka alternatywa, lecz jednocześnie wykazanie, że aby życie nasze lepszym się stało, tak naprawdę nie potrzeba wiele… naprawdę, choć pozornie mogłoby się wydawać, że świat tam pokazany jest li tylko iluzją.
        I jeszcze dodam to, że o ile z kontynuacją, czy też tworzeniem innych tekstów miewam trudności, okresy zniechęcenia, itp. , to w przypadku „Ciżemek” pomysłów mi nigdy nie brakuje, choć oczywiście staram się przeplatać te kawiarniane opowieści innymi, aby samego siebie nie zanudzić zbytnio… :-) pozdrawiam

        • Smoothoperatorze,
          trzeba lubić słowo pisane, by stworzyć taki piękny świat, a ponadto wiedzę, z którą można się z innymi dzielić. A ja ledwie nadążam z czytaniem.
          Pozdrawiam.

  22. O, właśnie! Końcowa część komentarza ~smoothoperatora (pozdrawiam) akuratnie pasuje do tego, co mam często z tyłu głowy. Brak tak zwanej równowagi w przyrodzie wywołuje u mnie coś na kształt wyrzutów sumienia. Nie lubię tego uczucia, niemniej przyznaję rację Saint-Exupéry’emu: jesteśmy odpowiedzialni za tych, których „oswoiliśmy”.

    Z drugiej strony. Napisałaś, Ultro: „na blogu można mieć lepszą wersję samego siebie”. No tak :). Osobiście wolę jednak nie zaniedbywać pozainternetowych sfer życia, żeby w moim własnym odczuciu całokształt wizerunku nie zaczął się sypać — znam ten ból ;), przerabiałam jak chyba większość blogerów na początku.

    Serdeczności!

    • Czuje się zobowiązany odpowiedzieć pozdrowieniami na Twoje pozdrowienia N. :-) a i też miło mi, że nie ja jeden mam podobne dylematy… no… pięknie mi wyszło z tym „miło” :-)
      pozdrawiam….

    • Droga N,
      życie poza Internetem jest ciekawsze, a blog to forma wymiany myśli na podstawie tego, co zobaczyliśmy, czy przeżyliśmy. Proporcje należy zachować, stąd czas trzeba rozdzielić, by zwyczajne, ale piękne życie nie ucierpiało.
      Zasyłam serdeczności, do miłego

  23. A ja odnoszę wrażenie że udało mi się oddzielić swoje życie od bloga wyraźną czerwoną linia
    za która schowałem to chciałem aby schowane pozostało.
    POzdrawiam

    • Antoni,
      cieszę się, że masz za sobą kreskę i poukładane odwiedziny.
      U mnie zimą więcej przebywania w domu, więc przyklejam się za często do klawiatury. Może z wiosną będzie inaczej.
      Miłego

  24. Amen.
    Słowo się rzekło, kobyłka u płota.
    Faktem jest, że wszyscy się pomieścimy w tym wirtualnym świecie ;)

    Są tacy, którzy potrafią zarobić na blogu (osobiście mam taką znajomą). I jeśli da się pogodzić życie osobiste z prowadzeniem bloga, do tego zarobić (nie pracując zawodowo), dlaczego nie?
    Ja muszę codziennie biegać do pracy, a ktoś musi codziennie napisać coś ciekawego, żeby przyciągnąć czytających. Ciekawe, czy zgadniesz, kto ma większe dochody – ja, pracująca zawodowo, czy bloger, który „z tego żyje”? ;)

    • Ariadno,
      wypada się cieszyć, jeśli ktoś potrafi zarabiać na blogu. Jeden z dobrze zarabiających przyznał, że musiał swój czas maksymalnie poświęcićnie tylko na pisanie codziennych notek oraz wyjazdy na prowadzenie szkoleń, że w końcu stracił nie tylko pracę, ale i rodzinę. Coś za coś. Może i zarobi, ale musi odłożyć na czarną godzinę, gdy nie uda mu się zarobić oraz na emeryturę.
      Miłego

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.