Ta nasza Mania o genialnym umyśle

            wieza eifla

            Czytasz, że to podwójna noblistka, mąż prawie ideał, dwie wspaniałe córki, wykłady na Sorbonie, dom w Paryżu i od razu myślisz: ta to miała szczęście. Tymczasem jej życie – jak życie każdego z nas – nie rozpieszczało, nie było usłane różami, a nawet trzeba to mocno wreszcie wyraźnie powiedzieć: rzucało kłody pod nogi. Jak to życie…  Maria Salomea Skłodowska zwana przez wszystkich Manią w wieku jedenastu lat straciła matkę, więc zatracała się w książkach i co rusz miewała depresje.

             Po ukończeniu Żeńskiego Gimnazjum Rządowego chciała się uczyć dalej, ale – jak wiemy – w Polsce dziewczętom wstęp  na studia był wzbroniony, zatem została guwernantką. Poznała swoją pierwszą miłość, Kazimierza Żórawskiego, ale jego rodzice nie zgodzili się, by ich syn ożenił się z jakąś tam guwernantką. Znów wróciła „czarna melancholia”.  Kiedy siostra zaproponowała przyjazd do siebie i studia w  Paryżu, skorzystała i była jedną z dwudziestu trzech kobiet, które studiują na Sorbonie. Pochłonięta nauką, zapominała o jedzeniu, a kiedy dostała stypendium, już nie głodowała. Sytuacja powtórzy się po poznaniu Pierre Curie. Zaabsorbowani doświadczeniami, nie potrafili powiedzieć, czy i co jedli na obiad. Stany depresyjne wracały.

         Po ślubie (a w ramach podróży poślubnej pojechali na rowerach do przyjaciół), kiedy na świat przyszła Irena, trzeba było nauczyć się gotować, studiować przepisy o karmieniu niemowląt, opiekować się córką, przechodzić koklusze, szkarlatyny i cały czas prowadzić badania w laboratorium. Biografowie jakoś nie pokazują tej codziennej prozy życia, a trzeba było wyjść, by nakarmić dziecko, ugotować, sprzątnąć, łatać ubrania. Wówczas nie kupowało się co sezon nowych. Tak długo cerowała swoje suknie, że nie nadawały się do noszenia. To czasy, gdy półfabrykatów ani gotowców nie było, więc ubrania przy fizycznej pracy niszczyły się szybko. Dołączyły się ataki paniki, czy opiekunka dobrze zajmuje się dzieckiem. To codzienne gotowanie (nie było lodówek), robienie dżemów (a wyborne robiła z agrestu), dbanie o dom, o dzieci musiała pogodzić z precyzyjnymi pomiarami, wyliczeniami, weryfikowaniem wyników, powtarzaniem po wielekroć eksperymentów, studiowaniem, czytaniem i pisaniem prac naukowych. I we wszystkim chciała  być perfekcyjna.  Etapy przetwarzania ton rudy wymagały siły fizycznej, a mieszanie godzinami tym prętem większym od niej samej, nie należało do przyjemności dla młodej dziewczyny. To obsesyjna harówka, tym bardziej, że romans z radem trwał całe jej życie. Laboratorium, czy szopa raczej,  była zimna zimą, a gorąca latem, a przecież godzinami tu pracowała w samotności. Palce miała całkiem spalone od radu, twarde jak cement, z nawracającymi bolesnymi spękaniami. Widać było, że  zawarła swoisty faustowski pakt, ale zapomniała, że jest tylko kobietą, czyli jak słyszeliśmy niedawno osobą słabszą i mniej inteligentną.  Zacofanie wraca i nie udajmy, że go nie widać. 

            Pani Curie i pan Curie pracują cały czas razem, ale nie ma co udawać, że doceniano ich jednakowo. Mimo że otrzymała tytuł profesora, ten zarezerwowany był tylko dla mężczyzn, jej przysługiwał tytuł „madam Curie”. Podczas wręczania Nagrody Nobla dla nich dwojga, Piotr miał miejsce na podium, ona wśród publiczności. Po śmierci męża, kiedy znów zaczęła walczyć z depresją, męska część naukowców zaczęła pisać, że teraz to już nic nie osiągnie, bo to mąż za nią pracował. W chwili śmierci Piotra młodsza córka, Eve, ma czternaście miesięcy, więc siłą rzeczy musiała zająć się małym dzieckiem i starszą córką. Zaimponowała mi, ponieważ postawiła na rozwój kompleksowy ciała, ducha i umysłu swoich dzieci. Starsza poszła w ślady matki, także noblistka, a młodsza  została dziennikarką i pianistką.  Po opublikowaniu dwutomowej „Rozprawy o promieniotwórczości”,  zadrość kazała kolegom wzdychać, że : „Ta biedna kobieta napracowała się bardzo ciężko, ale niezyt przydatna” praca, ma się rozumieć, a jej wykład o „pozytwnych wynikach leczenia raka radem”, wybuczeli. Kiedy kandydowała do objęcia katedry fizyki, dowodzono, że byłoby to zagrożeniem jej kobiecości, wszak „nauka jest dla kobiet bezużyteczna”. (Ten dziewiętnastowieczny pogląd obecnie jest szerzony w Polsce przez europosła, który wbrew nauce twierdzi, że kobiety są mniej inteligentne. Zamiast wybuczeć posła, wszystkie stacje utrwalają jego lans kobietami).

           Kiedy zdarzyło się jej zakochać, wylano na nią tony hejtu i odsądzono od czci: „Jest dokładnie tym, za kogo ją zawsze uważałem – skończoną idiotką” – pisał w szmatławcu Boldtwood. Domagano się opuszczenia kraju. Żadna z tych rzeczy nie miałaby miejsca, gdyby Maria była mężczyzną. Ale nie była, więc oskarżano o rozbijanie związku, choć w rzeczywistości go już nie było, nazywano rozwiązłą,  a przecież nią nie była, wypominano, że była – o, zgrozo – cztery lata starsza, a jakby i tego było mało – podobno była Żydówką, choć wiadomo, że rodzina nawet w zamierzchłej przeszłości żydowskich korzeni nie miała. Ale cóż szkodzi posądzić, zanim się dojdzie do prawdy, coś na rzeczy zostaje. 

           Romans panu Langevinowi nie zaszkodził, a nawet wywindował go w górę, Maria przypłaciła ostracyzmem środowiska naukowego, depresją, zdrowiem, ważyła czterdzieści sześć kg. Ludzie  wciąż potykają się o tę moralność, choć prawdę powiedziawszy, co kogo powinno obchodzić z kim kto idzie pod rękę przez życie, a także co robi pod kołdrą. (Ironia losu, bo wnuk Langevina ożenił się z Helene Joliot, wnuczką Skłodowskiej – Curie). Szczęście znów Maria ulokowała w pracy.

             Pracowała bez zabezpieczenia, więc choroba popromienna dała znać bólami, osłabieniem, szumem w uszach i niedowidzeniem. Kiedy w poł. lat dziewięćdziesiątych rodzina postanowiła przekazać dzienniki, pamiętniki Bibliotece Narodowej w Paryżu, trzeba było widzieć miny obdarowanych, gdy licznik Geigera szalał i dopiero zwolnił po dwóch latach intensywnego odkażania!

        Nasza Maria mówiła: „Ja zaś myślę, że w każdej epoce można mieć życie interesujące i użyteczne, a o to głównie chodzi, aby go nie zmarnować”.  I w tym się mieści oczywisty geniusz w jej nieoczywistej odsłonie. Sama się potem dziwiła, że tyle przeszła. Uważała, że „niczego w życiu nie należy się bać”, a nawet lepiej, gdy nie mamy pieniędzy, ponieważ nie jesteśmy wystawieni na pokusy i rozrzutność. O, Mario, kto tak dziś myśli. Jej wystarczyły szklane fiolki  z małymi cząstkami bromku radu, nam już zapewne nie wystarczą. Trzeba przypomnieć, że to o Pani Marii powiedział A. Einstein: „Pani Curie jest – z wszystkich ludzi na świecie – jedynym nie zepsutym przez sławę człowiekiem”. 

71 Komentarze

  1. Piękny tekst i jakże aktualny. Wystąpienie naszego posła było żenujące, ale obawiam się, że to nie koniec polskiego wstydu :(

    • Dzień dobry

      Zastanawiam się dlaczego żaden z panów Europosłów nie stanął w obronie swojej matki/żony/partnerki/córki* obrażonej przez Eurobuca w muszce?
      Ja nie dam rady (bo nie mam dostępu) ale europosłowie mogą go spotkać na korytarzu i po staropolsku „dać mu w mordę”** za obrażanie kobiet.
      Tak się honorowo rozwiązywało sprawy w dawnej Polsce.

      Pozdrawiam

      * niepotrzebne skreślić
      ** wśród osób honorowych preferowano pojedynek, jednak J. K-M. nie ma (jako notoryczny kłamca) zdolności honorowej więc prawidłowym zachowaniem gentelmena jest danie chamowi w mordę ;)

        • Małgosiu,
          ciśnie się na usta jedno: czemu u nas się nie karze za tego rodzaju wybryki ? Czemu zezwala się na wzajemne obrażanie?
          Jest zezwolenie, więc nic dziwnego, że tak się politycy zachowują.
          Ściskam Cię mocno

          • Bo u nas obowiązuje inny kodeks moralny, inny Dekalog, inne poczucie przyzwoitości, godności, honoru.
            Naciągamy te WARTOŚCI, jak gumę do żucia. Po przeżuciu – wypluwamy ją.
            Bo u nas najbardziej zagorzali katolicy, wyznający miłość bliźniego są jednocześnie najbardziej agresywnymi zapaleńcami, a wynika to z tego, że większość z nich nie wie w co wierzy i nie chce się pofatygować w poznanie podstaw swojej wiary.
            https://www.youtube.com/watch?v=3Dsbo_-lEMQ
            Bo u nas jest wszystko na odwyrtkę, a spróbuj to tylko głośno powiedzieć…!
            Ech…

          • Małgosiu,
            w ciągu długiego życia miałam okazję nie raz i nie dwa poznać smak owego”naciągania wartości” oraz chrześcijańskiego traktowania. Matka mojego niechodzącego ucznia nie mogła się doprosić księdza, by zechciał przyjść wyspowiadać chłopca. I dopiero pieniądze zmobilizowały do przyjścia. Szkoda słów…
            Zasyłam serdeczności

    • Starsza,
      zastanawiałam się, kto nam to zrobił, że kobiety z powrotem zostają wtłoczone w męskie widzenie, jak w afrykańskim kraju. Dziennikarzyny lansują pletu pletu i nikt nie powie: dość głupstw. Za czasów p. Kopacz partyjni nazywali swoje koleżanki lekceważąco „dziewczynki”, obecnie mamy ponad sto automatów w Sejmie, ale wpatrzone w szefa szefów, a ten w ojca ojców nie zmienią nastawienia. Marionetki wykorzystywane w polityce los Polek zostawiły w rękach głupców. Same kobiety muszą wziąć sprawy w swoje ręce, wyjść, by nie zgadzać się na głupie ustawy, choćby dla swoich córek, czy wnuczek. Jest nas tyle samo co mężczyzn, więc skąd poczucie de’ja vu?
      Ukłony

      • Krzysztofie,
        obawiam się, że europosłowie podzielają pogląd J. K. M, stąd nie było reakcji. Swoją drogą, brak szacunku nie tylko do kobiet, także do siebie widoczny nie tylko w sejmach i parlamentach. Dziennikarstwo upadło do poziomu mułu w rowie i zajmuje się skandalami, media robią seriale o pustych i sztucznych Polkach z Hollywood, jakby zachęcały do robienia takiej „kariery”. Nikt nie zrobi filmu o Marii Siemonow, chirurgu transplantologu, architektce M. Berezowskiej-Rudzkiej i innych mądrych paniach. Co znami jest nie tak?
        Ukłony

  2. Podziw, duma, szacunek dla Marii Skłodowskiej-Curie jako naukowca. Życie prywatne, jak piszesz, było bogate i pełne kłód pod nogami, jak to życie wielu z nas. Staram się nikogo nie oceniać. Sam powinienem być w porządku, a tak nie jest. Dwukrotny Nobel znaczy wiele. To tyle, pozdrawiam. :)

    • Jędrku,
      dwukrotny Nobel i to w dwu różnych dziedzinach. Zapłaciła za to wysoką cenę. Ona, mąż, córka i zięć również chorowali na raka.
      Ukłony

  3. Pięknie napisałaś, wzruszyłam się. Pan poseł znany jest z niewybrednych wystąpień i na miejscu kobiet, które go otaczają wstydziłabym się z nim pokazać gdziekolwiek…
    Nie pierwsza biografia kogoś, kto liczył się w dziejach nauki pokazuje, że warto ciężko pracować, choćby sława i chwała przychodziły dopiero po śmierci.

    • Jotko,
      o tym pośle wstyd pisać. Wystarczy, że liczy na męski elektorat. Tak myślących jest zbyt wielu, a kobiety zawsze w tyle, nawet siebie nie bronimy, gdy trzeba. Tylu było oszołomów w zamierzchłych czasach, ale że obecnie mają głos, przerażające.
      Ukłony

  4. Jak to pisał Broniewski:
    Nie głaskało mnie życie po głowie,
    nie pijałem ptasiego mleka -
    no i dobrze, no i na zdrowie:
    tak wyrasta się na człowieka :)))

    • Wojtku,
      o Broniewskim też kiedyś napiszę, a życie jego było nader trudne.
      Pani Maria za zasługi w dziedzinie nauk jako jedyna kobieta spoczęła w paryskim Panteonie, musi budzić szacunek.
      Ukłony

      • Tak, spoczęła, ale po wielkich bojach dopiero w 1995 roku. Męski szowinizm przez wszystkie wcześniejsze lata blokował przeniesienie jej szczątków do Panteonu. Jakże to znamienne! Mimo rzekomego równouprawnienia i tak zawsze będziemy traktowane jako te gorsze, słabsze i głupsze, czemu jasno dał wyraz J.K.M., bo on mówi głośno, co myśli, a inni podzielają jego poglądy, tylko o tym głośno nie mówią. My równe prawa mamy i będziemy miały tylko na papierze, bo jak przychodzi co do czego, to i tak zawsze mężczyźnie łatwiej w konkurencji z kobietą, szczególnie na polu zawodowym, nawet jeśli kobieta jest lepiej wykształcona i bardziej odpowiedzialna, ale jest kobietą…
        Dzisiaj byłam na filmie o Marii Skłodowskiej-Curie i mimo kiepskich recenzji, ja oceniam go nieźle.
        Pozdrawiam

        • Czarownico z Bagien,
          na filmie nie byłam, ale znajomi raczej krytycznie go ocenili.
          Myślę, że rzecz nie w równouprawnieniu na papierze, tylko w przemeblowaniu głów i kobiet, i mężczyzn.
          Zasyłam serdeczności

  5. Bardzo dawno temu, jeszcze w podstawówce, przeczytałam Beletryzowaną biografię Marii autorstwa jej córki Ewy. No i pokochałam ją, uznałam za ideał i wzór. Chciałam być jak ona geniuszem nauki, a byłam zwyczajna. To fantastyczne, że zrobiono o niej doskonały film, że sie mówi i pisze. A że jedn z drugim pitoli bez sensu… a mam to gdzieś.

    • Anno,
      pierwsza kobieta profesor, w czasie wojny pracowała jako szefowa wojskowej komórki medycznej i zrobiła jako jedna z pierwszych kobiet prawo jazdy, by dojeżdżać do rannych.
      Ukłony

  6. Euroosła, jako heretyka, należy spalić na stosie, przedtem poddawszy próbie wody, zaś na odchodnym życzyć mu, by w kolejnym wcieleniu był kobietą w Somalii, oczywiście z całym swoim męskim geniuszem.

    • Szarabajko,
      sami wybraliśmy głupców i sami słuchamy bzdur. Mniej inteligentne, więc mniej powinny zarabiać, tabletka niemoralna, aborcja „absolutnym absurdem”, przemocy nie ma, a zasłanianie się klauzulą sumienia częste, skoro „przywracamy normalność”.
      Ukłony

        • Szarabajko,
          zauważ, że nikt obecnie kretyna nie nazywa kretynem i nie mówi wprost, że ta uchwała jest durna, przepis zacofany, a pani, czy panu doktorowi należy odebrać tytuł za brak rozsądku i zasady sprzeczne z nauką.
          Pozdrawiam.

  7. Jakie to typowe – kobieta, Polka, naukowiec, matka i żona – w każdej dziedzinie stara się być doskonała. Często własnym kosztem (U Marii Curie widać to aż nadto). A męska część społeczeństwa widzi tylko słabą istotę co to podpięła się pod mądrego mężczyznę i z tego czerpie garściami. Wstyd!
    Nie chcę czarno widzieć, ale w naszym kochanym kraju krok za krokiem zmierzamy w stronę patriarchatu, tracimy systematycznie zdobycze ostatnich lat. Tylko patrzeć, jak znów dziewczynom będzie wolno być tylko żonami i matkami. A jak się będą buntować to już się sposób na to znajdzie. Wszak nawet PAD powiedział, że ustawa antyprzemocowa niestety jest, ale można jej nie stosować.

    • Iwonko,
      kiedy pani Maria spędzała urlop w Anglii, dziennikarze dotarli do jej domu, ale widząc skromnie ubraną kobietę, wzięli ją za służącą i zaczęli dopytywać o intymne życie noblistki. Ta odpowiedziała, by interesowali się ideami i ważniejszymi sprawami niż cudze życie. Od tej pory nic się nie zmieniło, a szkoda.
      Ukłony

  8. Ja pamiętam serial o MSC, sprzed około 50 lat temu. Oglądaliśmy go całą rodziną z rodzicami i rodzeństwem. Obraz przedstawiał bardzo zdolną kobietę, uczoną, ale i też kobietę, która pragnęła ciepła i miłości. Z Piotrem stworzyli fajną rodzinę, pamiętam scenę z filmu, kiedy to Piotr wracając z podarunkiem dla żony do domu, wpadł pod jadący powóz, tak zginął.
    Parę lat później nasz tato kupił mamie książkę autorstwa Ewy Curie pt. „Maria Curie”. I do tej pory jest w mojej biblioteczce.
    Takie prywatne wspomnienie mnie naszło. Serdeczności zostawiam, Ultro :)

    • An-Ulu,
      Piotr wówczas cierpiał prawdopodobnie z powodu raka kości na bóle i sztywność nóg, utykał, zataczał się, stąd wypadek, a potem wyrzuty sumienia miała p. Maria, że nie poszła razem z nim, tylko wybrała pobyt z dziećmi.
      Ukłony

    • Grażynko,
      nie opatentowała swego wynalazku, bo „Nie wyobrażam sobie, abym mogła czerpać z niego zyski”. Rad należał do wszystkich, więc wszyscy mają do niego prawo. Myślenie godne następnego Nobla.
      Ukłony

    • Tuv,
      w dziedzinie fizyki i chemii nie musisz odnosić sukcesów, wystarczy, że w innej dziedzinie jesteś mistrzem. Twoimi pracami jestem zachwycona.
      Ukłony

  9. Nie jestem ostatnio na bieżąco z polityką, czyli nasi znowu jadą po całości? Banda zwierząt… Najbardziej poruszył mnie tekst Einsteina, takim mianem określa się tylko ludzi wielkich. Ciekawe, czy film biograficzny, który niedługo wejdzie do kin przedstawi choć połowę faktów, o których napisałaś.

    • Linko,
      do tej pory nasza noblistka nie miała szczęścia nawet do filmowców. Obawiam się, że i ten reklamowany ukaże ją przez pryzmat jej przelotnego romansu i to on zdominuje jej życie. Będzie ukazana jako ta celebrytka, „pożeraczka męskich serc”, której w głowie tylko romanse. Obym się myliła.
      Ukłony

  10. Coby nie mówić przetarła nam trochę szlaki i pokazała, że kobiety też są genialne i nie mniej inteligentne od mężczyzn. W XIX wieku uważano niemal w każdym środowisku, że kobiety są mało inteligentne i do tego powinny być traktowane jako osoby specjalnej troski, czyli mężczyzna miał za nią decydować o wszystkim. Dziwne czasy, ale to było w tedy takie oczywiste jak dziś fakt, że kobieta może być profesorem na polibudzie i wykładać inżynierię lądową np.
    Pozdrawiam :)

    • Wilmo,
      do lat pięćdziesiątych ub. wieku leczono raka jedynie radem, wynalazkiem P. Marii. Nazywano curieterapią. Obecnie jest to złożony zestaw substancji, pomiary udoskonalono, a komputerowe oprogramowanie wspomaga leczenie. Postęp. I tylko mentalność ludzka została w tyle, niestety.
      Ukłony

  11. Tak. Genialny umysł, ale też Mania była bardzo kobieca. I ładna (choć to pewnie niefortunne dziś i seksistowskie wyrażenie ;) )
    Przez romans z P. Langevinem nękała ją ówczesna prasa.
    Stała się trochę, jak dzisiejsze celebrytki (Boże, co za porównanie!).
    Do najbardziej agresywnego szmatławca zwróciła się listem:
    „„ Zgodnie z przysługującym mi prawem (kobiety miały jakieś prawo?!) zażądam tytułem odszkodowania znacznych sum, które spożytkuję na badania naukowe”
    No, proszę – i były przeprosiny!
    Obawiając się procesu, redaktor naczelny odpisał:
    „…nie mogę pojąć, jak szaleństwo mego zawodu mogło mnie przywieść do tak haniebnego czynu…”
    Jak miło! :)
    Jednakże, gdy zasugerowano jej nie odbierać Nagrody Nobla osobiście (ze względu na aferę w związku z jej romansem z Langevinem), odparła wzburzona: „Uważam, że nie ma żadnego związku pomiędzy moją pracą naukową a życiem prywatnym!”
    I pojechała do Sztokholmu. Osobiście.

    No i jak jej nie podziwiać? :D

    • Małgosiu,
      F. Saddy napisał: „Największym odkryciem Piotra Curie była Maria Skłodowska. Jej największym odkryciem była … promieniotwórczość”. Zmieniła świat swoim wynalazkiem i tylko sposobu myślenia nie zdołała. Jej córka przechodziła przez to samo. Gdy Irena otrzymała nagrodę Nobla za odkrycie sztucznej radioaktywności, prasa pisała, że zawdzięcza to talentowi męża, Fre’de’ricowi, ona zdegradowana została do roli asystentki. Przecież kobieta nie mogła być na tyle mądra, prawda?
      Ukłony

  12. Kiedy uczyłem o promieniotwórczości, to przywoływałem Marię z jej heroiczną pracą nad polonem i radem, a także szerokim działaniem nad poparciem wśród możnych tego świata idei wykorzystania energii promien istej w diagnostyce medycznej. To ona zorganizowała ambulanse jeżdżące po polach bitew I Wojny Światowej aby dokonywać prześwietleń, Była jedn ą z pierwszych kobiet, która zrobiła prawo jazdy aby te ambulanse prowadzić i to w warunkach jakich dzisiaj trudno sobie wyobrazić

    • Tatulu,
      a pracowała w laboratorium , o którym noblista W. Oswald mówił:”Wyglądem przypominała stajnię albo piwnicę na ziemniaki”. Wystawiona na pokusę tantiemów, nie uległa, by za swój wynalazek brać pieniądze.
      Pozdrawiam

    • Leno,
      problem w tym, że to głupota dobrze się sprzedaje, więc wygwizdana nie będzie. Smutne, że w tej sprawie wszyscy milczymy, a inni zdobywają tą durnotą głosy wyborców.
      Ukłony

  13. Nie będąc dalekim od prawdy stwierdzę, że najgłupszą rzeczą jaką wymyśliła płeć piękna było równouprawnienie. Z drugiej strony wzbogaciło to literaturę piękną o dokonanie Marty Michalskiej z 1953 r. pod znamiennym tytułem „Hela będzie traktorzystką”. Czyli i tak źle, i tak niedobrze.
    Kłaniam z zaścianka Loch Ness :-)

    • Szczurku z Loch Ness,
      dla mnie farmazony, niedorzeczności, prymitywizm, bzdety i dyrdymały nie mają płci, w związku z czym rownouprawnienie nie ma tu nic do rzeczy. Kołtun to kołtun bez względu na to, czy jest kobietą, czy mężczyzną.
      Trzecie pokolenie p. Marii dołączyło do grona naukowców paryskiego Instytutu Fizyki Nuklearnej. Helene Langevin-Joliot podobnie jak jej babka i matka tępiła absurdy i uprzedzenia.
      Ukłony

      • Ultro Nasza Ulubiona, napisałaś tekst o Marii Skłodowskiej Curie sugerując, że była ona dyskryminowana ze względu na płeć. Zanim do tego przejdę zwrócę uwagę na pewien irytujący szczegół. Bohaterka Twojej notki nazywała się Maria Skłodowska Curie. Tak się podpisywała i tak wypełniała dokumenty. Niestety, nader często (zresztą nie tylko w blogowych komentarzach ale i tzw. poważnych opracowaniach) podaje się błędnie Maria Curie Skłodowska. Wracając do rzeczy. Gwoli prawdy obiektywnej Maria Skłodowska Curie nie była w jakikolwiek sposób dyskryminowana ze względu na płeć. Była traktowana tak samo jak traktowano wszystkie kobiety w jej czasach. Bo takie były uwarunkowania, hierarchia społeczna i poglądy. Mieszkając we Francji i tak była w relatywnie lepszej sytuacji, bo w Polsce do końca życia byłaby co najwyżej guwernantką. Nie można przykładać naszej, współczesnej miarki do tego co było kiedyś i wyrywać spraw z kontekstu i konkretnych uwarunkowań. Kolejną kwestią jest ubieranie noblistki w konwencję walki sufrażystek o równouprawnienie, bo nic takiego nie miało miejsca. Maria była naukowcem i żyła w określonym świecie. Poświęcała się nauce a nie walce o zmiany społeczne. Na koniec błagam o litość. Co do tego wszystkiego ma jakaś durna wypowiedź europosła, który żyje z zadziwiania i szokowania poglądami. Święte oburzenie? Ale w jakiej sprawie? Przecież on tam się sam nie zaprosił, a głosowały na niego również kobiety. Odrębną sprawą jest to czy kobiety zyskały na równouprawnieniu, w jakimś szerszym rozumieniu, o czym wspomniałem w komentarzu, czego jak się wydaje nie zauważyłaś. Wybacz Ultro ale szkoda mi czasu na dokonywanie ocen i mnożenie epitetów na okoliczność pana europosła.
        Pozdrowienia od nas dla Was

        • Szczurku z Loch Ness,
          fakt bezsporny, p Maria zawsze podpisywała się Skłodowska-Curie i taką poprawną pisownię należy zapamiętać. Natomiast we Francji figurowała jako Curie. Jej córka napisała biografię matki pt. „Maria Curie”, powstał serial w reż. J. Glenistera”Maria Curie” i opera E. Sikory (2011) „Madame Curie” itd. Ostatni film otworzył wielu ludziom w Stanach, Francji, Niemczech oczy: to ona była Polką?
          Natomiast nie zamierzam udawać, iż nie słyszałam wypowiedzi, że kobiety powinny mniej zarabiać ble ble (a w tyle za nim wianuszek uśmiechniętych kobiet, to dopiero straszne). Żeby 143 lata po śmierci noblistki duby smalone pleść, toż sama mam ochotę zostać sufrażystką, czy inną emancypantką.
          Zasyłam serdeczności

          • Witam.

            Ja tak nieśmiało w kwestii nazwiska.
            Nie to, żebym była wielką znawczynią, ale z tego, co pamiętam, pani Maria podpisywała się bardzo różnie: Marie Curie, Madame Curie, Madame Pierre Curie, Marie Skłodowska-Curie (z dywizem lub bez), a także Marie Curie-Skłodowska. W tej ostatniej formie – własnoręcznie przez nią złożony – podpis widnieje m.in. w księdze gości Architektury Lubelskiej z 1930 roku. Stał się on podstawą do niezmieniania nazwy UMCS (Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej) na UMSC.
            Dodam, że uzus językowy sugeruje, by umieszczać nazwisko panieńskie przed mężowskim, natomiast norma prawna(KRIO) wyraźnie mówi (w kontekście małżonków) o dowolnej kolejności w zapisie nazwisk dwuczłonowych, która zależy tylko i wyłącznie od woli współmałżonków.
            Jaka była wola pani Marii – trudno dziś powiedzieć, śmiem jednak twierdzić, że w tym konkretnym przypadku nie ma błędu w zapisie „Curie-Skłodowska”. Tym bardziej, że pani Maria chyba jednak niespecjalną do tego wagę przykładała:)

            Pozdrawiam :)

          • Leno,
            sama nigdy nie używałam do tej pory innego zapisu niż Maria Skłodowska – Curie. W tym tekście napisałam Maria Curie, by uwidocznić różnicę w traktowaniu (Piotr Curie jako mężczyzna miał większe prawa).
            Prawdę powiedziawszy, nie wiedziałam, że jest KRIO, które prawnie normuje zapisy, dziękuję.
            Zasyłam serdeczności

          • *Archikatedry Lubelskiej miało być zamiast Architektury Lubelskiej – przepraszam.
            Lapsus mi się wkradł:)

          • Leno,
            ok, często takie lapsusy są również z moim udziałem, jak to w życiu bywa.
            Zasyłam serdeczności

  14. Tak pięknie i przejmująco napisałaś o Marii, że aż mnie w gardle ścisnęło ze wzruszenia, że to nasza, Polka.

    Serdeczności pozostawiam :)

    • Ariadno,
      a jej wnuczka ze ściśniętym gardłem opowiada, jak wykorzystywano atom przeciw ludzkości i mówi, że dobrze, iż babcia tego nie dożyła.
      Ukłony

      • Bezsprzecznie dwukrotnie użyto broni atomowej przeciwko ludziom. Dyskusje na ten temat trwają do dzisiejszego dnia i zapewne potrwają jeszcze długo, ale…
        Przypuszczalnie użycie tej broni spowodowało, że zakończona została wojna, która w perspektywie mogła trwać jeszcze wiele miesięcy, jeżeli nie lat i kosztować mogła jeszcze miliony ofiar. Z kultury, mentalności i charakteru Japończyków wynikała walka do śmierci, a gdy to już było niemożliwe, dokonanie samobójstwa, o czym walczący mieli okazje przekonać się w czasie walk na Okinawie, kiedy to takie sytuacje miały miejsce.
        Ponadto, masowe naloty na kolejne miasta i użycie kombinowanych środków zapalająco-burzących powodowało podobne ilości ofiar. Różnica była jedynie w promieniowaniu i skażeniu radioaktywnym.
        Sami Japończycy przyznają, że gdyby nie te dwie eksplozje atomowe, nie byłoby kapitulacji. Mało tego, oni sami przyznają, że użycie tej broni było uzasadnione!!!
        Z perspektywy czasu można również przyjąć, że tamte tragedie spowodowały też otrzeźwienie i uświadomienie światu z czym mamy do czynienia.

        Natomiast co do udowodnienia panu (p)osłu jego głupoty, to racje ma Szczur – szkoda czasu i miejsca na dysku. Jednakowoż zastanawiające są te pannice za jego plecami – chyba potwierdzają w pewnym stopni jego tezy – no nie bardzo to mądre! :D

        • Kneziu,
          i cóż z tego, że przyszło otrzeźwienie, skoro bronią nuklearną nadal straszą, choćby ostatnio Korea.
          Szczur ma rację, szkoda słów.
          Zasyłam serdeczności

  15. W Anglii też nie wiele osób wie, że Maria była Polką. Przekonałam się, podczas dokumentalnego filmu w tv, gdy pojawił się napis – Piotr i Maria Curie, dodałam – Skłodowska. Na pytającą minę męża powiedziałam, że przecież to jest Polka – wskazałam ekran – i powinno być także jej pierwsze nazwisko. Bardzo się zdziwił, a potem wywiązała się dyskusja w gronie znajomych i tylko dwie osoby wiedziały, że Maria była Polką.
    Jeśli w większości rządzą mężczyźni do spóły z kościołem, to nie ma co się dziwić. Kościół od zarania szedł w kłamstwo, umniejszając rolę Magdaleny, a w końcu robiąc z niej prostytutkę

    • Mario,
      jej biografka także była zdziwiona, gdy we Francji nikt poza córkami nie wiedział, że była Polką.
      Zasyłam serdeczności

  16. Jesteś dziś drugą osobą ,która wspomina o p. Marii. Sorry – pisze o p. Marii. I bardzo dobrze. Co do stwierdzenia Marii , że mało ludzi wie, że Maria Skłodowska – Currie była Polką …wyobraż sobie, że nie tylko o jej pochodzeniu się wię niewiele. Ja się spotkałam z wielkim zdziwieniem – to Chopin był Polakiem ???
    To jest naszą sprawą,nas Polaków ,żeby osiągnięcia naszych ziomków były znane .
    Maria być może nie była sufrażystką ,była naukowcem.. ale też dała podwaliny pod walkę kobiet o swoje prawa.
    Jeśli chodzi o tego faceta w muszce – widziałam tę relację w niemieckiej tv i myśląłąm, że jakaś posłanka (hiszpanka chyba) o mało ręcznie nie pokazała mu jak kobieta ma mały rozumek. Chyba tylko ją powstrzymała powaga miejsca. Ale na korytarzu – i tu się zgadzam pownien dostać po pysku. Do takich chamów przemawia tylko chamskie zachowanie.

  17. :) Myślę, że nasza Rodaczka, zgodnie ze swoimi przekonaniami, wyszłaby dzisiaj na ulice i wmieszałaby się w tłum strajkujących kobiet.
    Właśnie tak – w tej swojej czarnej sukience, którą nosiła od śmierci męża.

    A palnięcie po gębie pana K.-M. prawdopodobnie nie zrobiłoby na nim żadnego wrażenia – on sam jest specem od „mordobicia”, nawet gmach Sejmu nie powstrzymał go od pajacowania i prostackiego zachowania (mam na na myśli sytuację z min. Boni).
    Pozdrawiam świątecznie! (F)

  18. Przeczytałem Twój wpis o Marii Skłodowskiej w Dzień Kobiet i myślę że bardzo dobrze się stało. Pozycja kobiet w dzisiejszych czasach bardzo się zmieniła ale dużo jeszcze stereotypów do obalenia i dużo jeszcze do zrobienia w zrównaniu praw kobiet. A przy okazji składam najserdeczniejsze życzenia nie tylko na dzisiejszy dzień.

    • Romanie,
      sama miałam to szczęście, że nie czułam się dyskryminowana, choć znam takie przypadki, a także czytałam o nich. Za życzenia dziękuję.
      Zasyłam serdeczności

  19. Wspaniały tekst o wielkiej Polce. Inne to były czasy, a przecież ostatnio i wypowiedzi i zachowania wobec kobiet coraz bliższe się stają tej pogardzie i lekceważeniu jakie spotykały Marię Skłodowską Curie. Nam również odmawia się inteligencji, jak to uczynił ostatnio pewien europoseł. Kobiety – sufrażystki wywalczyły dawno temu prawo wyborcze. Szkoda, że tak wiele z nas z tego prawa mie skorzystało w ostatnich wyborach.

    • Parrafrazo,
      prawda jest taka, że ani same nie staramy się mądrze wybierać, ani nasi mężczyźni nie dbają, by mądrzejszych wybierać. A dla p. Marii – sam podziw.
      Zasyłam serdeczności

  20. Zawsze uważałam J.K.M za imbecyla, ignoranta i chama. Co do innych europosłów, to zgadzam się z tym, kto powiedział, że ich brak sprzeciwu wynika z podobieństwa myślenia. Poza tym, nie oszukujmy się nasi europarlamentarzyści zdobywali te posady nie po to by bronić kraju czy narodu. Każdy z nich jest tam dla forsy. Żaden z nich nawet gdyby był wybitnym specjalistą w swoim fachu(a nie jest), to w Polsce by tyle nie zarobił ani na posłowaniu ani w żaden inny sposób. Zastanawiam się, jak nie jest wstyd żonie, córkom i innym żeńskim przedstawicielkom rodu J.K.M, za jego wypowiedzi odnośnie kobiet. Gdyby jakikolwiek facet w mojej obecności o kobietach, niepełnosprawnych i innych ludziach, których poniża J.K.M, wyraziłby podobną opinię, to nie mogąc go kopnąć w jaja, chwyciłabym go za nie tak mocno, by eunuchem został. A co do Marii Skłodowskiej-Curie, to wiele lat temu oglądałam film o Niej (chyba produkcji francuskiej), naszej rodzimej jeszcze nie miałam okazji.

    • Iwono,
      smutne i prawdziwe jest to, że dla pieniędzy niektórzy ludzie zrobią wszystko. Rozumiem Twoje oburzenie po słowach posła o niepełnosprawnych.
      Zasyłam serdeczności

  21. Niedawno otrzymałam mejlem archiwalne zdjęcie, na którym stoję w poczcie honorowym pod portretem Marii Skłodowskiej-Curie, będącej patronką mojej 8-letniej szkoły podstawowej. Wielu rzeczy o naszej noblistce wtedy nie wiedziałam i chyba wolałabym pozostać w nieświadomości (na tę nie pozwalam sobie tylko w odniesieniu do ludzi, z którymi jestem w jakiejkolwiek relacji). Dla mnie nie ma znaczenia, jakiej ktoś jest płci, romanse są obrzydliwe. Marii dane było zaznać oddanej miłości w małżeństwie z człowiekiem, o którym sama pisała, że na loterii wygrany, najlepszy, jakiego można sobie wymarzyć. Po jego śmierci próbowała być znów szczęśliwą, ale kosztem żony i dzieci Langevina? Cóż za niekonsekwencja.

    Swego czasu oburzałam się na Kabaret Moralnego Niepokoju za ten występ: link. Teraz rozumiem, skąd im się wziął pomysł na żarty o „prawdziwym” pochodzeniu nazw pierwiastków.

    • Droga N,
      takie zdjęcie dostać po latach i to w poczcie honorowym przed noblistką, to dopiero radość i uciecha. A w poczcie stawali najlepsi!
      Zasyłam serdeczności

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.