Piwnica Pod Baranami trwa na przekór szarym, smętnym dniom

           Minęły kolejne dekady, świat się zmieniał, a Piwnica pod Baranami śpiewała: „Na naszej wyspie / żyjemy wszyscy / śliczni i czyści…” Jedyny w swoim rodzaju taki kabaret, oaza wolności, azyl niezależności i swobody. S. Mrożek wspominał: „Piwnica w tym naszym dość jałowym życiu krakowskim świeciła jak jutrzenka.” Klub był elitarny, skupiał inteligencję, przyciągał studentów, prawników, lekarzy, dziennikarzy, gdyż tu można było mówić bez ogródek, nikt nie przejmował się cenzurą. Iluż artystów   karmiło publiczność absurdem, polityką, sztuką. Artyści przychodzili, odchodzili, ale jakość była najważniejsza od zawsze. „Ja minę, ty miniesz, on minie, mijamy…”

          Trzeba i to zaznaczyć, że dawniej większa była niezależność i większa wspólnota ludzi. To są radosne, aczkolwiek biedne czasy, gdyż nie mieć pieniędzy nie oznaczało wstyd, ale raczej był to powód do normy. Początkowo za występ zapłata wynosiła równowartość 50 g wódki. Kto ze współczesnych zaśpiewa choćby i za całą flaszkę? Był ten patos, ale także drwina, błazenada i dobra zabawa. Piotr Skrzynecki wspominał, że pamięta improwizację, kiedy występowały cztery osoby, bo reszta nie mogła, pamięta rzucanie krzesłami, więc pogotowie musiało do rannych przyjechać. Obecnie nie do pomyślenia, jak i to, że każdy robił to, co lubił w tym nocnym szaleństwie muzyki, poezji, wszak hasło Piwnicy brzmiało: Jak się sami nie zabawimy, to nikt nas nie zabawi (powtórzone przez Skrzyneckiego za Montaigne’em). Zostają wspomnienia, jak choćby tego rautu w Wierzynku, gdzie rozdawano prezenty, zatem Grechuta dostał kredki, Warchał skarpetki, a Turowicz marcepan. Zgrzebność owych czasów nie do powtórzenia, choćby trud załatwienia materiałów, świec, strojów. A kto wam dziś usprawiedliwi nieobecność nietrzeźwością? Nikt. Gdyby rzucano w publiczność płaszczami, wieszakami i innym sprzętem, czy budzono żeński akademik o czwartej nad ranem okrzykami: mamy rzodkiewkę, przyszliśmy na śniadanie, to pewnie bulwarówka miałaby o czym pisać nie tylko jeden tydzień.

            Polityka też była zawsze w kabarecie: władze Półtuska ogłosiły, że zmieniają nazwę na Półtoratuska, przy czym nazwa „nie jest perfidnym nabijaniem się z J. Kaczyńskiego”. Ewidentnie widoczny był także wśród PIWNICZAN powszechny brak szacunku do cnoty abstynencji, podobno z powodu … nieschematycznego myślenia. Kiedy wódki nie można było kupić, wystarczyło iść na melinę, by potem przy bułce ze śledziem dyskutować do tego białego dnia. Jak ja lubię skandale – wzdychała H.Wyrodek – „Cóż poradzę, że gdy się napiję wódeczki, to nie wszystkich lubię.” Trzeba było mieć piwniczny charakter, by przetrwać w zdrowiu owe Zaproszenia na Piotrowiny (wykwintne bicie świni, przymierzanie trumien), szalone bale (w Pieskowej Skale, prywatnych mieszkaniach), bal w Feniksie „Komuno wróć”, Noc paryską na Floriańskiej itepe. Sławne były striptizy z rozbieraniem z napisów przyczepionych do ortalionowego płaszcza  („stopa życiowa”, „mąka”), czy roznegliżowywanie globusu.

        Nie byłoby świętych sobót legendarnego kabaretu bez: S. Mrożka, G.Turnau, W. Dymnego, Z. Koniecznego, H. Wyrodek, Z. Preisnera, A. Szałapak, J. K. Pawluśkiewicza, G. Turnau, T. Kwinty, B. Nawratowicz, M. Święcickiego, A. Warchała, L. Długosza, P. Ferstera, E. Wnukowej, B. Micka, L. Wójtowicza, J. Wójcickiego, B. Rybotyckiej, O. Maurer, K. Madeja, Z. Raja i oczywiście P. Skrzyneckiego: „Niech żyje śmiech, / Niech żyje szał”. Piwnica zamierała, gdy na scenę wkraczał Czarny Anioł, niezwykła E. Demarczyk ze swymi przebojami, a Z. Konieczny nie doczekałby się opinii, że jego „muzyka zgwałciła tekst M. Białoszewskiego „Karuzela z Madonnami”, śpiewany przez E. Demarczyk. Kto pamiętałby niezaprzeczalny urok pszeniczno – jęczmiennego łanu, gdyby nie słyszał piosenki M. Święcickiego oraz wspomnień L. Długosza  - „Pod Baranami też już inny czas”. Biały  Anioł, czyli A Szałapak, nazwana tak przez A. Osiecką, rozsławiła Piwnicę wykonaniem  piosenki „Grajmy Panu”, słynne „Konie Apokalipsy” interpretował J. Wójcicki, a kiedy H. Wyrodek śpiewała „Naszą młodość”, wzruszenie wszystkim odbierało mowę i dławiło w gardle.

            „A wszystko przecież miało trwać/ najwyżej pięć lat.”  Najsławniejsza w Polsce Piwnica Pod Baranami  z 1956 roku omijała dziejowe zakręty  i mimo śmierci Piotra jej geniusz  nadal trwa. W czasach obecnych otwierana jest także w ciągu dnia, młodzi czytają, słuchają, grają w szachy. Ale to już inny kabaret (patrz:Zakaz palenia). Obecnie każdy ma swoje sprawy, pilnuje interesów, żyjemy  przecież w epoce konsumpcyjnej. Ech, Piotrze, widzisz to i po policzku spływa ta czterdziestoprocentowa łza…

34 Komentarze

  1. Pobudziłaś wspomnienia ULTRO, ale dla mnie są to miłe wspomnienia.
    Ja obserwowałem jedynie to, co raczyła pokazać telewizja. Trzeba jednak przyznać, że to było całkiem sporo. Piosenki, które przywołałaś to już klasyka, ale czy pamiętasz utwór będący tekstem urzędowym, z którego Cenzura usunęła reakcyjne ich zdaniem fragmenty wstawiając w tych miejscach głupawy odsyłacz:”Ustawa o kontroli czegoś tam i widowisk…” Tekst śpiewany przez cały zespół budził wesołość, chociaż wesołym raczej nie był.
    Pięknie oddaje tamte klimaty utwór A. Sikorowskiego, który pozwolę sobie tu przytoczyć:
    ANDRZEJ SIKOROWSKI: ŻAL ZA PIOTREM S.
    Spotkałem wczoraj Piotra we śnie w Rynku po kabarecie
    Miał obok siebie gwiazdy dwie: Ankę Szałapak i Becię
    Gdy zapytałem dokąd w noc idzie kompania cała
    Odpowiedzieli – jeden krok na Bracką do Turnaua
    Ledwie minęło parę chwil o już stukamy w bramę
    Grzesiek szykuje wódkę i siada za fortepianem
    Piotr opowiadać zaczął tak, że migotały słowa
    Po brodzie mu płynęła łza czterdziestoprocentowa
    Zegar zadzwonił jak to w snach, zachłysnął się kurantem
    I wtem Wójcicki stanął w drzwiach z fasonem i belcantem
    Wręczył Piotrowi bukiet róż zaśpiewał: czas się zbierać
    Taksówki podstawione już do Maszyc do Preisnera
    A u Zbyszka, jak zawsze u Zbyszka, jego żona cichutka jak myszka, psów
    Czereda i pełno w kieliszkach i nijaki nie grozi nam głód
    Tu muzyka się snuje po kątach i Terenia po gościach posprząta
    I za oknem zieleni się łąka i niejeden wydarzy się cud
    Piotr z powagą obejrzał obrazy, chyba przy tym się trochę rozmarzył,
    Bo miał uśmiech anielski na twarzy, bez obrazów wszak trudno jest żyć
    Potem jakby się na nas pogniewał, nagle stwierdził, że żegnać się trzeba
    Bo ma drogi kawałek do nieba a przed świtem powinien tam być
    Spotkałem wczoraj Piotra we śnie w Rynku po kabarecie
    Bo najważniejsze prawdy dwie zaśnijcie a znajdziecie

    • Tatulu,
      usłyszałam piosenkę pt. „O Groblach na Groblach” i ten akapit:

      „Czy to możliwe Matko Święta
      Żeby to jeszcze ktoś pamiętał?”

      Cóż, ja jeszcze pamiętam…
      Serdeczności

      • Małgosiu,
        Jan Kanty z Grechutą karmili nas jeszcze pękami czerwonej melancholii i konikiem cukrowym… Pawluśkiewicz wspomina pisanie słynnych piwnicznych deklaracji. U niego w domu w wyniku wielogodzinnego spotkania powstała zapisana i uzgodniona deklaracja, że matriarchat jest najwyższą formą organizacji społeczeństwa. Kiedy jednak odwróciło się kartkę na drugą stronę, identyczny zapis dotyczył patriarchatu. Jak to kabareciarze.
        Serdeczności

      • Małgosiu,
        dostać dawniej wejściówki graniczyło z cudem. Snobowanie się na Piwnicę było uzasadnione w tych czasach siermiężnych, bo tu był intelekt, humor i nastrój. To odskocznia od przaśności i ucieczka w stronę drwiny, kpiny i kabaretowej przewrotności. A piosenki do dziś przetrwały, legenda także.
        Serdeczności zasyłam

  2. Miałam 14 lat, gdy pierwszy raz usłyszałam „Grande Valse Brillante”, pamiętam okoliczność, w jakiej słuchałam radia. Potem „Groszki..”, i po kolei, przez wiele lat nowe, niezapomniane utwory. Zachwycająca Anna Szałapak, Halina Wyrobek z „Tą naszą młodością”, przy której każdy, absolutnie każdy musiał wpadać w zadumę. Niedawno oglądałam benefis Leszka Długosza. Poza pięknym wykonaniem pięknych tekstów, wiele opowiedzianych wspomnień, anegdot.
    Myślę, że to nie sami artyści i twórcy, to niezwykła atmosfera miejsca, duch krążący po kątach współdziała z nimi.
    Żałuję, że nigdy nie byłam w Piwnicy, a przecież bywam co jakiś czas w Krakowie….

    Pozdrawiam serdecznie, Ultro :)

    • An-Ulu,
      masz rację, dla atmosfery (np.”Niech was Bóg, Papież, Jaruzelski i milicja prowadzi do domu”), dla piosenek (np.”Litania”), wreszcie dla nastroju (np. kurtyna falliczna W. Dymnego) niech duch piwniczny krąży nad nami.
      Serdeczności

  3. Za sekundę wyjeżdżam (niestety) do Warszawy, więc nie mogę się rozpisywać. Kiedy jednak wrócę, urządzę sobie piwniczny koncert! Dziękuję za przypomnienie:)

    • Wojtku,
      w tej Polskiej Stajni Narodowej i politycznej były „momenty”, nawet powiedziałabym perwersyjne, np. rozbieranie roweru na części. Magia i tyle.
      Serdeczności

  4. I niech trwa po wieczne czasy, zasłużyli sobie na to. „Myszkując” w sieci, by uzupełnić swą wiedzę, znalazłem takie oto coś:

    Piwnica pod Baranami
    mieści się w Rynku Głównym 27
    W każdą sobotę o 21.00 zapraszamy do Kabaretu Piwnica pod Baranami
    Legendarny Klub & Drink-bar Piwnicy pod Baranami zaprasza codziennie od 10:00 rano do Ostatniego Gościa.
    Rezerwacja stolików, organizacja kolacji, spotkań i przyjęć:
    Bar Piwnicy pod Baranami, tel. +48 12 422 01 77
    W każdy czwartek o 21.00 – Koncert Jazzowy czyli Jazz Club Pod Baranami

    Jak widać zapraszają! Przy okazji pobytu w Krakowie, po spełnieniu warunków, pewnie do Klubu & Drink-baru wpaść można. Będziesz mógł/mogła się szczycić, że byłeś/byłaś w legendarnym Klubie Piwnicy pod Baranami.
    Pozdrawiam. :)

    • Jędrku,
      Piwnica jest i pewnie będzie, ale to już inny kabaret, choćby z racji tego, że mogą przyjść wszyscy. Nikogo współcześnie nie przyciągają osobowości, jak kiedyś E. Demarczyk. Sala dawnego planetarium jest pięknie odrestaurowana, kabaret my – oni funkcjonuje, ale nie ma tej wiedzy, że Stańczyk to nie tylko błązen i trefniś.
      Serdeczności

    • Paczucho,
      podobno wszystkie stare miasta mają coś w sobie coś, co przyciąga dziwaków, ludzi otwartych i niebanalnych. Takim był Piotr i to wokół niego skupiła się grupa ciekawych artystów intelektualistów, którzy cały czas trzymali poziom i byli blisko siebie. Obdarowani przez Skrzyneckiego słonikem, do dziś przechowują jak relikwię.
      Serdeczności

  5. „Ja ci śrubkę wkręcę w radio,
    O Leokadio.
    Ja ci śrubkę i tak dalej,
    Na rogu Alej”

    No cóż, w dużej części z tych wszystkich, dawnych klimatów Piwnicy została jedynie nazwa. Co potwierdza, że to ludzie tworzą miejsca, a nie odwrotnie. Oczywiście, dobrze że rzecz przetrwała i do legendarnego pierwowzoru jakoś nawiązuje. Sądzę, że to ważne, że postanowiłaś o tej perełce przypomnieć. Zwłaszcza w czasach tzw. „kabaretów” i innej miernoty, z której nie wiadomo czy śmiać się, czy płakać :-(
    Serdeczności od nas dla Was i byle do Watrowiska :-)

    • Szczurku z Loch Ness,
      kiedy czytam o ówczesnych artystach z Piwnicy, „gdzie piło się spirytus z tabasco”, przy czym siedemdziesięcioprocentowego nie wpuszczano w tamte progi, to przypuszczam, że na spróbowanie nalewek z Watrowiska (choćby Farmaceutów, Jogurtowego, nawet z tytułem Wachmistrza) nikt z Piwnicznych nie dałby się namówić. Nie te czasy.
      Magię miejsca zawsze tworzą ludzie. Któż chciałby obecnie przejść po tych wąskich schodach w dół, tłoczyć się w ciżbie, wyciągać szyję, by cokolwiek zobaczyć, stać w niemożebnie zadymionej sali, a na scenie oglądać klatki, lustra i tę kanapę wprawdzie z molami, ale za to ze złotymi frędzlami? A wszystko po to, by usłyszeć tembr miękkiego głosu Piotra Skrzyneckiego, posłuchać rewii piosenk, ostrych monologów, czy gorzkiej satyry. Atmosfera, aura i niezwykłe osobowości zawsze będą przyciągać.
      Serdeczności

      • Noooo, ja bym tak znowu do tych nalewek aż tak lekceważąco nie podchodził, zważając że preferujemy trunki smaczne, zdrowe, ale dość mocne, żeby nie powiedzieć, że dla nienawykłych zabójcze. :D :D :D
        Jogurt Wachmistrza to delikatny trunek dla „płci odmiennej”. Damom nawet nie proponujemy tego co my pijamy!!! No, chyba że same chcą, ale to już na własną odpowiedzialność.
        W tym roku ma być inauguracja „Zielonej wróżki”, z rytuałem ognia, ale bez wody, bo kto by wodę pijał?! :D :D :D

        • Kneziu,
          nalewki smaczne, potwierdzam, a z kieliszkiem się nie rozstawawałam, czyli damskie były?
          Zaskoczyłeś tajemniczą „Zieloną wróżką” z rytuałem ognia. Pewnie tylko dla mężczyzn, skoro pali niemiłosiernie…
          Serdeczności

  6. Piwnicznych artystów znam jedynie z mediów, nie dane mi było bywać …
    ale nawet te telewizyjne migawki dawały ogląd na to , co tam stworzono i chyba nawet w podobnej wersji już się nie powtórzy. Inne czasy, inni ludzie.

  7. Jotko,
    dawniej wykonywany przez T. Kwintę popisowy numer „Kaczuszka” obecnie budziłby oczywiste skojarzenia („dwa ziarnka pieprzu wsadzamy w oczko”, o pierzu nie wspomnę), ale też kabaretowe piosenki będą co jakiś czas przywoływane z pamięci z okazji i ku czci. Gwiazda E. Demarczyk nie zgaśnie, a i legenda piwnicznych głów trwać będzie, póki ludzka pamięćnie odtrąci wspomnień.
    Serdeczności

    • Bexo Lemon,
      dekret z 13 grudnia 1981 roku, skecze z fragmentami przemówień partyjniaków, obśmiewanie dziennikarskich tekstów, a także aluzje polityczne dostarczały rozrywki i ukazywały absurd systemu. Piwnica kilkakrotnie była zamykana, Skrzynecki raz był aresztowany i raz zapłacił karę za to, że „podtrzymywał demonstrujący tłum na duchu”. Ale Cyrankiewicz tu bywał i bawił do rana. Wałęsa i Walentynowicz też byli. Poziom przyciągał.
      Sereczności zasyłam

      https://www.youtube.com/watch?v=RoidjHh1W2w

  8. Witaj, Ultro.

    Leszek Długosz pisał w „Telefonach do Piotra S.”:

    „A on, prestidigitator
    Pelerynę w kłębek zwija
    Spłaszcza i już płytą czarną
    Kręci
    I już gnomik, ludzik śmieszny
    Hop w tę tubę gramofonu
    Skacze”

    Coraz więcej miejsc traci ten klimat…
    Szkoda.
    Coraz mniej ludzi z charyzmą, pasją, pomysłami…
    Naprawdę szkoda.

    Pozdrawiam :)

    • Leno,
      i w tym masz rację. Brakuje kudzi, którzy mają charyzmę i bezwzględnie oddani będą swojej pasji. P.Skrzynecki nie przywiązywał wagi do pieniędzy, gdy je miał kupował kwiaty, ponieważ lubił obdarowywać innych, a nawet wręczał przechodniom. Takie gesty świadczą o wielkoduszności, ale w racjonalnym świecie nie do pomyślenia, niestety. Kabarety obecnie oglądane mają czasem tak żenujący poziom dowcipu, że bardziej płakać niż śmiać się chce.
      Serdeczności

  9. Ja też znam to tylko z mediów. I mam uczucie, że to już tylko legenda, wspomnienia… Że prawdziwych kabaretów już nie ma. Zalewa nas bylejakość w każdej dziedzinie… Tych, którzy pamiętają jest coraz mniej, a młodych to już nie interesuje.
    Pozdrawiam serdecznie

    • Grażynko,
      klimat zawsze tworzą ludzie wyjątkowi, o niepospolitych umysłach, bo to geniusz umysłu przyciąga innych, porywa za sobą i dopinguje do działania. Piwnica pod Baranami przeszła do legendy i dobrze, że jeszcze trwa.
      Serdeczności

  10. Nostalgia mnie ogarnęła, zadzwonił gdzieś cichutko w pamięci dzwoneczek Piotra i rozmarzyłam się. Ta nasza młodość, ten szczęsny czas, gdy jeździło się do Piwnicy na sobotni kabaret. A po latach razem z córką, która piwniczan znała tylko z opowiadań i nagrywanych na kasetach VHS koncertach, wybrałyśmy się na jeden z licznych w roku jubileuszowym wystepów. Nie do Krakowa, bo za stara już chyba jestem na takie eskapady, ale tu blisko mojego miasta rodzinnego – do Katowic. Była zachwycona i oczarowana ta moja nastolatka i myślę, że dobrze ją wychowałam bo odczuwa, docenia i c h ł o n i e… Tak jak ja kiedyś.
    Rodziła się rodziła na klepisku czarnym po węglu,
    rozkwitła za komuny, zadrżała w posadach po śmierci Piotra, ale wytrzymała i trwa nadal.
    Dziękuję Ci Ultro za ten tekst.

    • Parrafrazo,
      a wiesz, że ja także te dzwonki pamiętam. I te wąskie schody w dół. Trzeba było mieć bardzo trzeźwe spojrzenie, by nie zjechać za szybko.
      Dziękuję za klimatyczny i wspomnieniowy komentarz.
      Zasyłam serdeczności

  11. Nawet jeśli była znana tylko z migawek tv, to piwnica pod baranami robiła i tak wrażenie. Wyczuwałam w tym rodzaj magii artystycznej i żałowałam, że mieszkam za daleko. Z Twojego tekstu wyłania się ten magiczny obraz w pełni. Dziękuję Ultro:)

    • Mario,
      Piwnica pod Baranami” to taka kolorowa wizytówka starego Krakowa. Miejsce niegdyś jedyne w swoim rodzaju w szaro-burej rzeczywistości PRLu.
      Serdeczności

  12. Piwniczna legenda niech trwa, bo to jest jakiś wzorzec dawnej wolności. I cóż że czasy były podłe, gdy ludzie się czuli wolni! A my? Cóż my? My mamy swoje… blogi. I kto wie, czy czasami do tamtej piwnicy nie nawiązujemy? Problem bywa tylko z tym, że… A z resztą, czy ja wiem? Teraz o Skrzyneckim by powiedzieli, że menel. :(

    • Dreptaku,
      tę wolność trzeba mieć w sobie, pamiętamy czasy niesłuszne. Sama mówiłam, co myślałam i robię to do dziś. O Skrzyneckim zawsze mówiono menel, pijak, żebrak, a przecież jego intelekt, osobowość, talent obronił się i mimo epitetów był honorowany i podziwiany.
      Serdeczności

  13. Bo to ongiś była zabawa, spontaniczność, przyjemność wpisana w działanie; a teraz, tak myślę oglądając spektakle „Piwnicy”, to praca, a dla niektórych, mam wrażenie, harówka.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.