W mieście grzechu i hazardu

          Las Vegas to stolica hazardu, symbol przepychu i luksusu. To tu znajduje 19 z 25 największych hoteli na świecie. Co roku przyjeżdża  około  40 milionów turystów i w 176 kasynach zostawiają miliardy dolarów. Tu zobaczysz cały świat w jednym miejscu: wieżę Eiffla, egipskie piramidy, Titanica, Łuk Triumfalny, Statuę Wolności, Buddę, a nawet można przejechać się gondolą niczym w europejskiej Wenecji. Tu weźmiesz najszybszy ślub (na polu golfowym, w kasynie, skacząc  na bungee, na statku pirackim), ale i rozwód (czasem już rano po wytrzeźwieniu). „National-Geographic” przytacza słowa jednego z turystów: „Lombardy, ulokowane w małych domkach na sąsiadujących z kasynami uliczkach, pełne są wartościowych dóbr zastawionych w przypływie szaleństwa. – Mam tylko nadzieję, że reguła: „Co zdarzyło się w Vegas, zostaje w Vegas”, naprawdę obowiązuje, inaczej żona mnie zabije”.

          O tym mieście można mówić z podziwem lub ironią. Nie zmienia to faktu, że najjaśniejsze na świecie ulice Las Vegas widać nawet z kosmosu.  A kto tu rządzi? Wiadomo, bóg pieniądz. Turystę Polaka szokują tłumy ludzi (w tym emerytów z wszystkich krajów), którym przycisk „bid” zjada kolejną pulę pieniędzy, a uzależnieni przegrywają oszczędności swojego życia. Jeśli  jednak wejdziesz do hotelu, nie musisz nigdzie wychodzić, bo tu jest wszystko: kasyna, ogrody, baseny, restauracje, butiki, malarskie galerie, muzea, luksusowe Spa, centra handlowe. A dodatkowo na suficie masz namalowane niebo. 

            Kiedyś Las Vegas miało opinię miasta niewyobrażalnego kiczu z różowymi Cadillacami, plastikiem i brzydotą. Obecnie dzięki milionowym dochodom z kasyn, powstają eleganckie, nowoczesne kompleksy zaprojektowane przez najlepszych światowej sławy projektantów, którzy burzą ten kicz i oferują luksus nie tylko w pokojach. Godzinami  możesz patrzeć na tysiące tańczących fontann, obrazy z żywych roślin, kaskady wody, spektakle dźwięku i świateł. Taki bajeczny luksus z górnej półki. Wszechobecne kolory świateł przenoszą w inny wymiar baśni niezwykłości ludzkich marzeń i pragnień.

           Statystyki pokazują, że do Las Vegas, miasta na pustyni, przyjeżdża się po to, by pozbywać się nadmiaru pieniędzy. Przeciętny międzynarodowy przybysz wydaje w kasynach ok. 1.011 dolarów, a krajowy około 645 $. Na jedzenie trzeba wydać przeciętnie 282 dolary. Jeżeli ktoś liczy, że podreperuje swój budżet, to lepiej niech ma dystans do swoich marzeń. Tu więcej się traci niż zyskuje, ale kto o tym pamięta? Około jedną dwudziestą w takiej ruletce zabiera krupier w kasynie. Jeśli jednak myślimy, że łatwiej będzie wygrać w Totolotka, to prawda może zaboleć, kiedy uświadomimy sobie, że Totek z kolei zabiera niemal połowę, czyli prawie pięćdziesiąt procent, więc może już lepiej zobaczyć to Las Vegas i przeznaczyć te parę dolarów na kasyno. A nuż szczęście dopisze? I w  końcu ta fortuna wreszcie się  uśmiechnie? Jeśli przegrasz, mówi się trudno, za to wspomnienia zostaną i smak luksusu pod powiekami.

          Polacy muszą mieć świadomość, że za często do stolicy  hazardu nie przyjadą, nie te zarobki i nie ta emerytura, aby oszołomić się rozrywką, tłumem, hałasem,  światłem i poczuć dreszczyk emocji, kiedy zasiądą do ruletki, crapsa, czy mechanicznych wyścigów konnych z autentycznym  rżeniem koni. Jeśli w końcu zasiądą do stolika, przypatrzą się grze, poczują moc roznoszonych mocnych drinków, szybko stracą poczucie czasu, skoro nie ma tu okien, zegarów, za to kolory i brzęk żetonów wabi, kusi, nęci, czaruje i wodzi na pokuszenie. Nadzieja umiera ostatnia. Może tym razem szczęście dopisze? 

Zdjęcia Tomasza

65 Komentarze

    • Bojo,
      zależy ile tych stówek na grzech przeznaczasz. W ostateczności pozostał sponsoring starszych, znudzonych, majętnych pań, czyli Ty znasz angielski i obsługę maszyn, one mają pieniądze.
      Pozdrowienia

  1. Nie będę czekał, znowu pewnie będę pierwszy. Chcę tylko powiedzieć, że będąc kiedyś u córki, tam hen, zawieźli mnie do miejscowego kasyna. To co zobaczyłem, naprawdę zrobiło na mnie wrażenie. Szokiem było, że przy automatach i nie tylko, siedzą ludzie starsi, kobiety i mężczyźni. W biały dzień w kasynie pełno ludzi. Sam spróbowałem szczęścia, oczywiście utraciłem trochę zielonych. Nic nowego, nigdy szczęścia nie miałem, ani w hazardzie, ani w miłości. Dziękuję. Pozdrawiam. :)

    • Jędrku,
      właśnie czytam, że ktoś stracił sto dolarów, ale wygrał i to całe jedenaście dolarów. Ile to dało mu radości, bowiem ruletka może być również łaskawa.
      Pozdrowienia

  2. Nie byłam i nie będę. Znam natomiast polskich emerytów, którzy byli i z zachwytem opowiadają.Ba, z tym zachwytem pozostaną na zawsze

    • Ewo,
      to miejsce związane jest z emocjami, więc nie da się go zapomnieć. Jeden z pracowników wspomina: „…jeżeli raz wejdziesz do kasyna, to zawsze wrócisz. Nieważne, czy następnego dnia, za miesiąc czy za rok. To miejsce uzależnia”.
      Pozdrawiam

  3. Podobnie, jak Ewa raczej się nie wybiorę (trochę nie moja liga:). Wydaje mi się, sądząc po zdjęciach, że Las Vegas, to w dalszym ciągu tandeta. Może taki styl podoba się to Amerykanom, ale mnie jakoś nie przekonuje :)

    • Wojtku,
      ale przyznać musisz, że nudzić się tu niepodobna. Najwyższy hotel „Stratosphere”, w kształcie trzystumetrowej wieży, powoduje wyrzut adrenaliny. Skoki z wieży albo „X Scream” to jedne z najbardziej przerażających przejażdżek świata. „Ale zanim ruszycie, nie zapomnijcie o zapasowych majtkach!,” wszak z zawrotną szybkością lecicie głową w dół. Z pokoi hotelu Bellagio widać tańczące fontanny, atmosfera, jak w Toskanii, wszędzie jedwabie, mozaiki na posadzkach, kwiaty, a salon Spa zaprasza na kąpiele w mleku kokosowym.
      Tak mówią, trzeba to zobaczyć.
      Pozdrawiam

  4. Ulubiona nasza Ultro, obawiam się, że w zdaniu: „Co roku przyjeżdża około 40 milionów turystów i w 176 kasynach zostawia około 6 milionów dolarów” wkradł się jakiś błąd bowiem oznacza ono, że sieć sklepów Biedronka ma się u nas nieporównywalnie lepiej niż wszystkie kasyna w Las Vegas razem wzięte :-) Obawiam się nawet, że w takim stanie rzeczy rzeczone Las Vegas pozostaje w stadium upadłości, bo na jednego turystę przypadają wydatki w kwocie 15 centów, a na jedno kasyno wręcz poniżej jednego centa?

    • Szczurku z Loch Ness,
      masz rację, poprawiam i dziękuję za dbałość o szczegóły. A przy okazji wyszło, że więcej wydaję w Biedronie.
      „– Rocznie odwiedza to miasto ponad 40 mln. turystów, aby w 176 kasynach zostawić 6 miliardów dolarów” ( https://www.infolinia.com/kilka-ciekawostek-zwiazanych-z-las-vegas).
      „Na złą drogę sprowadzili Las Vegas gangsterzy, wśród których prym wiódł Meyer Lansky, czyli pochodzący z Polski Meir Suchowlański”(http://wyborcza.pl/alehistoria/1,121681,14682605,Miasto_Grzechu.html), zatem Polak wszędzie namiesza.
      Pozdrawiam

      • W każdym razie nie gniewaj sie Ultro za zwrócenie uwagi na oczywistą pomyłkę, zaś najbliższe prawdy byłoby stwierdzenie, że prawdziwych dochodów z kasyn i hazardu w Las Vegas nie znają nawet władze federalne lub jest to rozeznanie orientacyjne. Są to z pewnością miliardy, przy czym należy zważać, że słowo to oznacza w USA i krajach anglosaskich całkiem inną liczbę niż w Europie, w tym w Polsce.
        Serdeczności od nas dla Was
        :-)

        • Szczurku z Loch Ness,
          jeszcze raz dziękuję za przytomność umysłu. Dla mnie te cyfry są same w sobie czystą abstrakcją. Te miliardy (E. Pawełek pisze o 40 mld) świadczą, że najwyraźniej łatwo przekroczyć granice piekła, gdy mowa o pieniądzach.
          Żałuję, że ze zdjęciami problem, bo to one były inspiracją.
          Pozdrowienia od nas dla Was.

  5. stare, krupierskie powiedzenie rzecze: „wygrać możesz, przegrać musisz”. najtrudniejszą rzeczą dla tych, którzy choć na chwilę dadzą się oczarować hazardowi jest odejście od gry we właściwym momencie ;)

    • Makrelo,
      nie musimy wyjeżdżać do Vegas, by przegrywać swoje oszczędności. Kasyna online oferują liczne gry, także na żywo np. Baccarat live, ruletka live, poker live oraz blackjack live. Gry kasynowe na żywo to przyjemność gry z żywym krupierem i z prawdziwymi przeciwnikami. Wszystko jest dostępne, byle były pieniądze.
      Pozdrawiam

      • akurat o tym wiem naprawdę dużo i to właśnie z pozycji tego, z którym „z przyjemnością” grasz i zwykle przegrywasz. w rzeczywistym kasynie Twoim przeciwnikiem tak naprawdę nie są pozostali gracze lecz krupier ;)

        • Makrelo,
          jestem pod wrażeniem, że się znasz na grze w kasynie. Krupier zabiera i jest przeciwnikem?
          Ukłony

  6. Przeczytałam jako egzotyczną ciekawostkę, czasami na filmach pokazują to i owo, a my cóż? Nie ten budżet, nie ta odległość, nie taka rozrywka ;-)

    • Jotko,
      dla grających nie ma przeszkód.
      A. Morawska pisze: „Widziałam też potężną kobietę na wózku inwalidzkim przypominającym motocykl na trzech kółkach. Na kierownicy postawiła popielniczkę i podekscytowana paliła papierosa za papierosem. Kartę kredytową zawiesiła na szyi na gumce. Miała pewnie plan – jak wszyscy – wygrać fortunę. Głośno wykrzykiwała przekleństwa. Po kolejnym wybuchu złości przejeżdżała do kolejnego automatu. Nie wiem, czy w ogóle poszła spać – gdy następnego dnia rano wracałam ze śniadania, nadal grała”.
      Pozdrawiam

  7. To miasto i ten sport, to akurat nie moja bajka i nie mój klimat. Nawet za znaczną dopłatą nigdy bym się tam nie wybrała. Chyba, że jako podróż pokutna za grzechy ;)

    • Szarabajko,
      o jakiej pokucie mówisz i za co? Pojęcia nie mam, jakie można mieć grzechy w naszym słusznym wieku. Natomiast zobaczyć chciałabym jak najwięcej, czemu nie?
      Pozdrawiam

    • Tetryku,
      z tego, co mi wiadomo, informatycy znają się na rachunku prawdopodobieństwa, więc nie grywają ani także Totka nie puszczają. Szkoda im ciężko zapracowanego grosza, by komuś kieszeń nabijać. W Vegas nie jest pierwszy raz, więc dałoby się zauważyć, że konto zbiedniało lub się wzbogaciło.
      Pozdrawiam

  8. Powiało wielkim światem. Al Capone, ruletka, ciężkie pieniądze, piękne dziewczyny, luksusowe samochody.
    No to sobie poczytałam, polska emerytka.
    Serdeczności, Ultro :))

    • An-Ulu,
      hotel „Luxor” w kształcie szklanej piramidy ze sfinksem budzi podziw, czy „Mandalay Bay” z plażą, palmami i bambusami w środku, taki raj dla oczu. „MGM Grand Hotel”, jeden z największych hoteli USA (ponad 5000 pokoi) w środkowej części Habitat ma sześć żywych lwów. W luksusowym „Caesars Palace” w osłupienie wprawiają ruchome rzymskie posągi, stroje dawne i wystrój. Trzeba mieć dobre buty, kiedy przejście jedną ulicą The Strip zajmuje ponad godzinę.
      Pozdrawiam

  9. Na Ozyrysa zawsze chciałam tam pojechać. Znając życie pewnie przegrałabym psa, a przed Ruskimi musiałabym uciekać do Meksyku. Przynajmniej byłoby blisko ;)

    • Linko,
      to miasto nigdy nie zasypia. Szampańska zabawa trwa nawet na ulicy, najlepsze parki rozrywki i wszechobecne kasyna, to są pokusy nie do odrzucenia. Wielu przyjeżdża tu na konferencje, służbowo i do pracy. Ci raczej nie grają. A jeśli już, to mają z góry określoną kwotę do stracenia. Z reguły jest to niewiele dolarów.
      Pozdrawiam

  10. Może to i ciekawe, ale jakoś nigdy nie miałam ochoty na wyprawę do Ameryki. USA jakoś nie bardzo mnie fascynują. Już bardziej pociągała mnie Amazonka.:)))
    Pozdrawiam serdecznie:)

    • Grażynko,
      co wieczór tłum ludzi ogląda tańczące fontanny. „Ponad tysiąc dysz w idealnej harmonii wyrzuca wodę sto metrów w górę, w rytm takich hitów jak „Time To Say Goodbye” czy „My Heart Will Go On”, a pod „The Mirage”, w ogrodach wybuchają wulkany, strzelające ognistą lawą. Są widoki, które wzbudzają emocje i dlatego chce się je zobaczyć.
      Pozdrawiam

  11. Był rok 2005. Za dobre sprawowanie nasza córka ufundowała nam wycieczkę sentymentalną autokarem z Chicago do Californii.
    W drodze do Las Vegas przejeżdżaliśmy przez Reno, gdzie też można się zabawić w hazard i słodkie życie. Przewodnik opowiadał nam, że w Vegas łatwo wziąć ślub, a w drodze powrotnej jeszcze łatwiej się rozwieść – właśnie w Reno. Dojechaliśmy do Vegas wieczorem i po zakwaterowaniu w jakimś tańszym hotelu wyruszyliśmy w miasto. Niemal wszystkie obiekty, których zdjęcia jakie prezentujesz widzieliśmy na żywo lub z okien samochodu. Kilka godzin spacerowaliśmy po mieście aby móc powiedzieć: Byłem, widziałem, a nawet zagrałem w kasynie… Przy automatach zwanych jednorękim bandytą, które szybko połykały ćwierćdolarówki przygotowane w kubkach do coli. To jest gra w jedną stronę, chociaż byłem świadkiem jak charakterystyczny dźwięk wysypywania się bilonu do specjalnej rynienki trwał dość długo. Wtedy wszyscy patroszyli w tamtą stronę, a ochroniarze pędzili do miejsca wygranej aby sprawdzić czy przypadkiem nie zacięła się maszyna.
    Czy wiesz, że nie dalej jak wczoraj jedna ze znajomych z Fb udostępniła pokaz koncertu owej fontanny sprzed hotelu Bellagio. Cudne. Zobaczcie sami: https://www.youtube.com/watch?v=fJAsK17hmr4
    Umieściłem tak komentarz z którego wynikało, że ten balet wykonują tancerki zaklęte w strumienie wody

  12. Z moimi dochodami raczej nie ma obaw, bym tam w ogóle trafiła. Choć chciałabym. Nie tyle pociąga mnie hazard, co chęć zobaczenia tego miasta – legendy.Pomarzyć zawsze sobie można ;)

    • Leno,
      znana mi osoba zarzekała się, że do Islandii nie pojedzie, bo wiatr głowę urywa, zimno jak w psiarni i nic nie widać, bo mgły i deszcz. Zdarzyło się, że odwiedziła tam pracującego chłopaka i zakochana w krajobrazach wraca tam co roku, choć chłopak już dawno rozpłynął się w mgłach. Nic nie wiadomo, co kogo urzeknie i gdzie zostawi serce.
      Pozdrawiam

      • Witaj, Ultro.

        Jak zwykle – masz rację:)
        Chyba, że jednak – nie urzekło;)

        Pozdrawiam :)

        • Leno,
          kicz nikogo nie urzeknie, więc dystans trzeba mieć, a Vegas zawsze będzie kojarzył się z próżnością.
          Pozdrawiam

  13. Klik dobry:)
    Ne wiem, czy pojechałabym do Las Vegas, gdybym miała fortunę do stracenia. Nigdy nie ciagnęły mnie takie klimaty.

    Pozdrawiam serdecznie.

  14. Ja bym kontrolnie pojechała, puścić tam parę stów w przestrzeń :). Ostatecznie raz się zyje. Gorzej, gdyby mi się to za bardzo spodobało…

  15. Mam nadzieję, Ultro, że nie popełniłaś tego tekstu po to, aby zachęcić czytelników, także piszącego te słowa, do postradania, kiepskiej zresztą, zawartości portfela, w mieście zaiste ślicznym i nowoczesnym, lecz, jak mniemam, jak dziadowski bicz rozpuszczonym, a raczej w edukacyjno-krajobrazowo-poznawczy sposób opisujesz ową metropolię hazardu, widzianą ponoć przez samego szlachcica Twardowskiego, osiadłego, jak wiadomo na Księżycu.
    Zaiste Las Vegas byłoby ostatnim miejscem, w którym zechciałbym roztrwonić swój majątek, którego zresztą nie mam, albowiem uwielbiam tyleż cichsze, co i tańsze miejsca na Ziemi, miejsca, w których nie musiałbym na głowę nakładać poduszki, aby ustrzec swój sen przed świetlistą nocą… no i mimo wszystko wolałbym mrugotliwe błyskanie gwiazd na nocnym niebie…. pozdrawiam z kraju.

    • Smoothoperatorze,
      oczywiście, że zachęcam do odwiedzenia (ale nie po to, by grać; zresztą grać można w polskich kasynach, a nawet bez opuszczania pokoju on-line). A mruganie 7,5 tysiąca gwiazd zobaczyć można w parku Bryce Canion obok Vegas. Dla miłośników astronomii park przygotował darmowe atrakcje w postaci nocnych wycieczek ze strażnikami (Park Rangers) połączonymi z obserwacją nieba przez teleskopy.

      https://www.nps.gov/brca/planyourvisit/astronomyprograms.htm
      Pozdrawiam

  16. Ja przed laty byłam na tygodniowej wycieczce w Monako i odwiedziliśmy największe kasyno w Monte Carlo i grałam, niestety tylko na jednorękim bandycie ,to był mój pierwszy i ostatni pobyt w kasynie ,ale wygrałam najwięcej z całej grupy i byłam zaskoczona reakcją grupy ,od razu wyczuwało się zazdrość.Było to dla mnie nie zrozumiałe ,bo ja to traktowałam jako zabawę ,wprawdzie wygrałam najwięcej z całej grupy ,ale to nie były duże pieniądze ,a tu taka reakcja otoczenia ,smutne to było ,ale generalnie wspomnienia z wycieczki i z kasyna miłe ,hazard nie zrobił na mnie takiego wrażenia ,jak klimat i piękno otoczenia ,szkoda ,że moja duszyczka nie wiedziała gdzie się urodzić ,piękny klimat ,morze i góry w jednym miejscu to wspaniałe miejsce ,mogłabym tam mieszkać ,jetem ciepłolubna .Wtedy można było starać się o obywatelstwo Monako ,wystarczyło wpłacić do ich banku 1 milion dolarów ,ale niestety nie miałam ,za mało wygrałam .:))

    • Molekułko,
      klimat zabawy i przyjemne otoczenie, tego ludzie potrzebują, więc to wszystko zaspakaja Monte Carlo i Las Vegas. Dochodzi jeszcze dreszczyk emocji kasyn.
      Pozdrawiam

  17. Kurczę! Tak blisko, niemal na wyciągnięcie ręki…
    To może jednak… zaszalejemy wirtualnie?!
    Stawiam wejściówkę i pierwszą wrzutę w roulette!
    Zacznijmy od Wynn Las Vegas Casino, …jasne, że damy radę, co tam buty?!
    Potem Casino at Bellagio, Palazzo Resort Casino, Casino at Aria Resort…

    A potem odpoczniemy w SPA. :D :D
    ;)

  18. Kiedyś już prawie byłam w Vegas i w ostatniej chwili plany uległy zmianie. Nawet nie żałowałam, bo jakoś mnie ten blichtr nie ciągnie. Tak czy inaczej nie zanosi się żebym tam pojechała. Dlatego Ultro z przyjemnością przeczytałam twój wpis, jak zawsze wartki, żywy i ciekawy.

    • Iwonko,
      w Vegas można te dziesięć atrakcji zobaczyć, natomiast dookoła Vegas to dopiero dech zatyka od atrakcji. I to trzeba koniecznie zobaczyć, choćby wirtualnie.
      Pozdrawiam

  19. Na pewno to bardzo ciekawe miasto (ale tego się nie dowiemy; w końcu wspomnienia o szaleństwach stamtąd nie wychodzą :p ).
    W każdym razie to nie do końca mój klimat…

    Pozdrawiam!