Ty ćmoku, kłobuku, paskudniku i ćmuchu

       IMG_0012

           W pogańskich czasach wierzono, że w każdej chałupie mieszkał domowy duch. Uważano, że ludzie mają swoje gwiazdy, które spadają, gdy właściciel pożegna się z życiem. Każdy miał swojego anioła, który schodził z nieba jako posłaniec bez własnego ciała. Wyobraźnia ludziom podpowiadała, jak wyglądał angel:  urodziwy, ubrany na biało i uskrzydlony.

       Do tej pory wszyscy uważali, że bełt to podłej jakości alkohol. Tymczasem bełty zwane błędami to demony wodzące na pokuszenie po bezdrożach, bowiem powodowały brak orientacji w terenie. Kto myślał, że bełt zniknął z półek i życia, ten jest w błędzie, ponieważ wodzenie po bezdrożach, meandrach, mylenie dróg, mącenie, pomroczność i zagubienie znane w czasach współczesnych, czyli słowiański demon ma się dobrze niekoniecznie tylko na tych dawnych rozstajach dróg.

            Ćmok to demon występujący w czasach pogańskich w Wielkopolsce, ale jego skrzydła już dawno nie straszą  na nocnym niebie. Obecnie, jak podaje SJP „to człowiek prosty, mało inteligentny; ćwok”. Nazwać pogardliwie kogoś ćmokiem znaczy w slangu: jesteś ofermą, ciemniakiem, prymitywem. W „Zabawie” Sławomira Mrożka parobek mówi: „Na cośmy tu przyszli, ćwągu?!”  A jest jeszcze  przecież ćmuch. Tego stworka wielkości psa nikt  podobno do tej pory jeszcze nie widział. Wiadomo jedynie to, że straszył, ale straszył tylko leniwych ludzi. Kto się jednak przyzna, że go widział, kto zechce się oficjalnie przyznać, że jest obibokiem?

          Z kolei gnieciuch (na Podhalu hurbóz) był mały, podobny do kota, ale miał jedną wadę. Przyciągała go woń niestrawionego alkoholu. Jeśli wyczuł, zaczynał harce,  mocne  uciskanie, więc nazajutrz wydmikufle i opoje budzili się wyczerpani, niezdolni do pracy i życia. Wydaje się, że w obecnych czasach gnieciuchy mają się równie dobrze jak za czasów naszych przodków. Dosiadają przykładnie wszystkich zmęczonych życiem. A rano trudno niektórym ludziom  otworzyć oczy, więc wszystko jasne, w nocy były te wredne gnieciuchy. Kłobuki zaś to duchy niższego rzędu, przybierają postać czarnego ptaszyska, które kradną przedmioty jednym, by zanieść innym. Takie współczesne Janosiki. Tyle że przedmioty zanoszone dobrodziejom, zamieniały się po czasie w łajno. Z. Nienacki w powieści „Raz w w roku w Skiroławkach”  nawiązał również do legendarnej postaci tego demona, a w grze Wiedźmin 3 poronione dziecko pochowane pod progiem zamienia się w kłobuka, który pomaga wiedźminowi w odnalezieniu żony i córki Barona.

                  Paskudnik był wyjątkowo szkaradny, bo dusił, wysysał krew i zarażał  chorobami wszystkie zwierzęta. W. S. Reymont: „Nic to, ino paskudnik albo i co innego…trza było zaraz, kiej zachorzała…”, Z. Kossak-Szczucka: „Leczył zapalenie wymion, zołzy, paskudnika, nawet czarne wrzody, ochwat albo kolkę”.  Demonem był latawiec, który jako powietrzny demon uciekał przed piorunami, ale zachowywał się nieelegancko, a nawet rzec można paskudnie, ponieważ często wpadał do chłopskich chałup, a mieszkańcy wsi przecież wierzyli, że pożaru wznieconego przez błyskawicę nie należy gasić. Uważano bowiem, że piorun to kara boska za jakoweś przewinienia. Wąpierz z kolei był żywym trupem zw. upiorem lub wampirem. Całą siłę czerpał z krwi ofiar i jedynie ten osikowy kołek prosto w serce mógł zaradzić.  Mierniki uważane były za dusze urzędników, którzy za życia krzywdzili ludzi. Rzecz jasna, chodziło głównie o geometrów fałszujących pomiary pól. Oj, przydałoby się, by urzędnicy w naszych czasach wierzyli w istnienie mierników. Licho to złośliwa istota skłonna do psot i figli. Przede wszystkim licho wyprowadzało na bezdroża, człowiek błądził i mąciło mu się w głowie. Z realiów wynika, że licho nadal obecne, skoro zmąconych i wywiedzionych w pole coraz więcej. A niech to licho porwie!

             Bez wątpienia z niektórymi duszkami warto się zaprzyjaźnić. Niech nam nie będzie szkoda tego czasu na poznanie tychże ćmuchów, szkodników, paskudników, kłobuków choćby po to, by wiedzieć przed kim i jak się bronić. Jeśli powiesz do kogoś „ty ćmoku” powinieneś znać, co oznacza. Gdy usłyszysz: „A niech to licho”, musisz wiedzieć, co oznacza ten demon. Kiedyś łapiduchów nikt się nie bał, skoro łapały jedynie duchy, zjawy, obecnie łapiduchy, całe rzesze różnej maści medyków straszą nie tylko chorych. To nie przypadek, że się ich boimy, tak mi się wydaje. Zaś  znanym wilkołakom, bestiom w wilczej postaci powinniśmy jasno powiedzieć: ciao, ciao bambino, wasz czas już minął. Rzecz w świadomości, by próbować się bronić przed złem tego świata.

54 Komentarze

  1. Nawet nie przypuszczasz, droga Ultro, w jakim stopniu mierniki zatruwają spokój i krew współczesnym urzędnikom! Są one dla nich często znacznie bardziej realne niż interesariusz (dawniej: petent) ;)
    A wracając do poprzedniego wątku, należy podkreślić, że wiedźma, w odróżnieniu od tu wspomnianych demonów i demonków, wywodzi się od wiedzy – bycie wiedźmą powinno być powodem do dumy! I tylko kontrastująca niewiedza społeczeństwa czyni je często powodem poczucia zagrożenia.

    • Tetryku,
      myślę, że to mierniki powodują zalew bzdurnych rozporządzeń, papieromanię i zagubienie w gąszczu przepisów. A niech to licho weźmie.
      Pozdrówki

  2. Pamiętam, jak w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku o takich różnych domowych duchach rozprawiano, z biegiem lat, to jakby ucichło. Coś gdzieś kiedyś słyszałem, że to się wydarzyło w lesie, że na strychu, że ludzi to straszyło, z tego powodu omijali te miejsca. Gdy o tym myślę, to widzę jaki ze mnie w tej materii ćmok/ćwok. Pozdrawiam. :)

    • Jędrku,
      obecnie ludzi nie trzeba straszyć. Wystarczy, że posłuchają ulubionego dziennika i ciarki same przeszywają.
      Pozdrówki

  3. Ja kojarzę tylko licho, ćmoka (ćwocha), łapiducha i bełta – i to wyłącznie w obecnym znaczeniu. Dzięki zatem za wyjaśnienia, Ultro. Teraz zupełnie inne rzeczy nas straszą, jak by tak np. komuś powiedzieć: a żebyś kredyt wziął do końca życia (może lepiej by pasowało: a żeby ci kredytu nie dali – ale to ma chyba dobre skutki w dzisiejszych czasach).

    • Iwonko,
      jak to dobrze, że kiedyś straszyły ćmoki, obecnie tylko możemy o tym pomarzyć. Teraz tyle strachów, że strach się bać. Także banki zadłużające państwo ponad miarę budzą lęk przed przyszłością pokoleń.
      Pozdrówki

  4. Oprócz wierzeń w różne duchy, demony, upiory i inne takie, nasi przodkowie znali sposoby zabezpieczania się przed ich działalnością. Wiedzieli np. jakie zioła i jak związać, żeby chroniły ludzi, dom, dobytek. Wychodzi na to, że stwory nadal są, ale my już nie wiemy, jak się przed nimi chronić…
    Pozdrawiam serdecznie:)

    • Podzielam zdanie. Nasi przodkowie wiedzieli kogo się bać o na co go stać. Byli też wyposażeni w wiedzę jak osłabić przeciwnika lub jak zaskarbić sobie jego przychylność. Zapewne wiedzieli też jak dokuczyć nielubianemu sąsiadowi zsyłając demony na niego, jego rodzinę jak i na jego dobytek.
      Dzisiaj mniej wiemy na ten temat, a przecież choroby jeszcze bardziej niż dawniej trapią ludzi jak i domowe zwierzęta. Mało tego to jeszcze władza często podpowiada: – Obywatelu ulecz się sam, pomóż sobie sam
      Ki czort tak to urządził?

      • Tatulu,
        myślisz, że czort maczał ogon w tym, że obywatel ma utrudniony dostęp do lekarza? Nie byłabym tego pewna, pozwoliliśmy na to, ponieważ pieniądze zawłaszczone przez partie służą ich celom.
        Oni wiedzieli, czego się bać, a my nie tylko nie wiemy, ale i nie rozumiemy.
        Pozdrówki

    • Grażynko,
      obawiam się, że nie bardzo chcemy się bronić, ponieważ w zasadzie to nie demony nam utrudniają życie, niestety. Najczęściej my sami sobie podkładamy te nogi.
      Pozdrówki

  5. No popatrz i wszystko się wyjaśniło . Od zarania żyjemy z bełtami , ćwokami, lichami i całą tę plejaa ,którą opisałaś. Tylko chyba sposoby obrony przed nimi zawodzą…

    • Reno,
      przed duchami można się obronić, ale przed złymi ludźmi nie ma mołiwości. A szkoda, bo to oni najczęściej krzywdzą.
      Pozdrówki

  6. Urocza opowieść. Większości nazw owych demonów i ich umiejętności nie znałam, więc z rozkoszą poczytałam. Jednak najgorsze jest to, że to „człowiek człowiekowi wilkiem” czyli najgorszy i przy nim żadne demony nie wydają się straszne. Pozdrawiam.

    • Mario,
      każdy pije, byle nie do sąsiada. Żeby nie rzucało. A duchy pomagają, kiedy po tych bezdrożach harcują.
      Pozdrówki

  7. Przyznaję bez bicia, że od czasu do czasu „opętuje” mnie bełt, albowiem czasami wyprowadza mnie w pole.
    Z tymi upadającymi gwiazdami to znam – ktoś traci życie, ale też kiedy pomyśli się o swoim marzeniu w czasie spadania meteorowej gwiazdy, to pragnienie najgorętsze spełnić się może… z pierwszomajowym pozdrowieniem

    • Smoothoperatorze,
      bełt umysłu widoczny wszędzie. Widocznie jesteśmy pechowcami z garbatym szczęściem.
      Pozdrówki

  8. Język polski jest bardzo podchwytliwy, bo jak tu wytłumaczyć cudzoziemcowi, że bełt to demon, a jednocześnie określenie to może oznaczać także pocisk do strzelania z kuszy? ;)

    Dawniej bałam się duchów. Właściwie to bałam się swojej wyobraźni, bo duchy generował mój umysł. Teraz nie myślę już o nadprzyrodzonych siłach w kontekście strachu. Raczej traktuję to w kategoriach ciekawostki :)

    Życzę Ci wspaniałego dnia :)

    • Ariadno,
      nasza wyobraźnia płata figle, wiadomo. Ale kto boi się duchów, skoro wszystko w realu straszy.
      Pozdrówki

    • Szarabajko,
      nasi przodkowie znali zaklęcia, więc uważali, że są pod ochroną. Współcześni mają gorzej, skoro nie wierzą w czary, a złych mocy przybywa, choćby w postaci straszaków współczesności: terroryzm, bakterie, atom …
      Pozdrówki

  9. Jako berbeć byłem ulubieńcem (po śl. przichlastek) mojej babci Marii (1888 – 1970).
    Rodzice często mnie u babci zostawiali na noc, gdy zasiedzieli się z wizytą.
    Babcia często raczyła mnie śląskimi berami, których to bardzo lubiłem słuchać.
    Dowiedziałem się, że piwnice śląskich domów (familoków) zamieszkują złośliwe duszki: beboki, husiki oraz ich królowa Ryśka z Czerwonymi Zębami.
    Później z książek znałem już utopce, połednice, lotawce i jaroszki, toteż było czym dzieci straszyć!
    ściskam i niezmiennie zapraszam

    • Andrzeju,
      Śląsk to tygiel kulturowy, więc demonów więcej, choćby waserman, werwolf itp. O Ryśce z Czerwonymi Zębami muszę poczytać. Nie ukrywam, że mnie zaciekawiła niezmiernie. A najciekawsze jest to, co mówią babcie.
      Dziękuję za miłe słowa.
      Pozdrówki

  10. Napisany przeze mnie komentarz z okazji Wielkanocy nie zapodał się (pewnie z powodu okolicznościowego piktogramu emoji, moja wina) — lecz nic to, wszak dziś znów święto, a Ty, Ultro, wkładasz tak dużo pracy w blogowanie, że 1 Maja to w sam raz, aby pozdrowić Cię w takim dniu :).

    Podoba mi się ten post, nie czuję dyskomfortu, jeśli chodzi o takie tematy. Swojskie klimaty. Niech się schowają japońskie duchy słoików, poduszek i sandałów, nawiedzonej papierowej latarni, humanoida z wypadającym okiem i cała masa innych odjechanych stworów :D.

  11. Ultro Ulubiona, kiedyś wszystko było proste. Wystarczyło odczynić urok albo splunąć przez lewe ramię i demony znikały. Dziś można nawet wyrzucić telewizor za okno, odprawiać egzorcyzmy, a nawet kląć siarczyście i nic to nie zmienia. Jest ich z każdym dniem coraz więcej :-(
    Serdeczności z zaścianka Loch Ness
    :-)

    • Szczurku z Loch Ness,
      Niekoniecznie dawniej mniej było skomplikowania: „Weź tłuszcz niedźwiedzia i oko sowy oraz kulkę nawozu” (skorpiona!)… Życia nie starczyło, by odczynić ten urok.
      Obecnie młodzi mają swoje stworki równie skomplikowane jak niegdyś. Taki goblin na ten przykład każe wyszukać przebrzydłą postać, energicznie wmieszać ją w grupę kłótliwych bohaterów miewających makabryczne pomysły, gdzie „nawet płonący trup ma swoje jasne strony”. Do kaduka!
      Pozdrówki

  12. Dodam jeszcze dusiołka z wiersza Leśmiana.
    Najstarsza siostra mojej mamy wierzyła w zmory, które w nocy siadają na piersiach śpiącego i duszą. Mówiła tak przekonująco, że jako dziecko wierzyłam w jej słowa i się bałam.
    Ludzie lubią wierzyć w nadprzyrodzone moce, bo w ten sposób mogą sobie to i owo wytłumaczyć.
    Serdeczności.
    P.S. Jakaś zołza zblokowała mój blog i dlatego nie mogę zatwierdzić komentarzy. Widocznie się komuś naraziłam swym wpisem.

    • Aniu,
      dorośli, aby mieć spokój, chętnie lubili straszyć rozbrykane dzieci. Moja babcia wymyślała rozmaite historie, aby mnie utemperować, ale ja się bałam tylko tych żywych.
      Mój wpis dołożył swoje trzy grosze?
      Pozdrówki

    • Aniu,
      bebokami i ja się zachwycałam, choć były brzydkie. „We ślůnskich wjerzyńach ludowych bandurek, kery mjyszko kole chałpy”.
      Pozdrówki

  13. To nie przypadek, że nawet brzmienie nazw tychże duchów, duszków oraz innych szkodników jest mało sympatyczne…
    U nas czyli na Kujawach straszono dzieci babokami :-)

    • Jotko,
      nie tak dawno słyszałam, jak mama do dziecka mówiła: jak będziesz niegrzeczny, to cię ta pani weźmie. I pokazała na mnie.
      Pozdrówki

  14. O dytku nie napisałaś. Dydek, dytek, dytko to było takie coś na słomianych nogach, taki ala pająk z dużą głową i straszyło panny co się za długo w lustrze przeglądaly.
    A ludzie mają to do siebie, że lubią szukać winnych pośród sił nadprzyrodzonych. Chociażby po to by zwalić poczucie winy na coś albo zeby mieć na kogo narzekać.
    Cchoć żyje się w cywilizowanym niby świecie są ludzie, którzy święcie wierzą że jak ktoś im kwiatki pochwali i pozazdrości to już po kwiatkach. kaput! Często gdy dziecko urodzi się chore to się szuka winnych dookoła. Albo jak coś nie wyjdzie to kogos posądzają. Niby katolicy a czerwone wstążki wiążą zwierzętom. Zapraszam Cię sedecznie do mnie ;)

    • KobietoKtóraWszystkoMożesz,
      te dydki zastąpione były zwyczajnym, pomniejszym diabłem, więc jeśli panna za dużo patrzyła w lustro, pokazywał się diabeł. Może i którejś się współcześnie pokazał, bo siedzą godzinami w tych lustrach, ale żadna się przecież nie przyzna.
      Życzę miłego dnia

        • Tetryku,
          teraz modne selfie robi się od tyłu. Nie tylko trzeba o tym wiedzieć, ale dokupić specjalny przyrząd do belfie, czyli uchwyt do telefonu, dzięki któremu zrobimy perfekcyjną fotografię swej pupy.
          Pozdrawiam

          • Prawdziwie elegancki mężczyzna powinien być ponoć nieco spóźniony w stosunku do mody…

          • Tetryku,
            masz całkowitą rację, ale moje analogowe życie podpowiada mi, że od tyłu wygląda się młodziej.
            Serdeczności

          • KobietoKtóraWszystkoMoże,
            Jest takie powiedzenie: z tyłu liceum, z przodu muzeum, więc zwykle z tyłu młodziej się wychodzi.
            Miłego dnia

          • KobietoKtóraWszystkoMożesz,
            bez Dytka ani rusz, taki jest człowiek.
            Miłego dnia

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.