Język uprowadzony przez przypadki

         jez

          Język może nieostrożnego człowieka sprowadzić na manowce. Skoro to nie chiński, spróbujmy zrozumieć te przypadki, reguły i ten porządek, przynajmniej w piśmie.  O Facebooku nie wspominam ze zwykłej grzeczności. Tam za swoje poglądy możesz być banderowcem, gudłajem, ubekiem, mośkiem, szwabem. Język nie jest bowiem eksluzywnym towarem, a skoro każdego stać na język, spowszedniał był, a gazetowy tak zwiększył pole semantyczne, że w końcu stał się śmieszny. Przypatrzmy się tym eksluzywnym sklepom z majtasami, paznokciami, ciuchami, pudrami w kremie. Tani Armani second hand też może być exclusive.

              Eksluzywny znaczy «przeznaczony dla zamkniętej grupy osób», czytaj: dla wybranych,  bogatych np. klub, lokal, hotel, dzielnica, ferrari. Słowo to obecnie używane jest w znaczeniu elegancki, luksusowy, bo przecież  na lakier, puder, bokserki każdego stać. W sieciówce zawisło nad jedzeniem, ubraniem, a także postawione zostało obok tytułu pewnego czasopisma dla gentlemanów oraz w ostatnich latach nad butikami. Nawet podłoga została nazwana exclusive, choć pewnie wszyscy po niej będą chodzić, czyli kto przyjdzie, musi podeptać. Jeśli wszystko będzie eksluzywne, to co będzie dla wybranych i wyjątkowych?

              M. Rusinek nazywa to zjawisko pypciami na języku. Idzie rzeczywiście pypcia dostać i to w trybie warunkowym czasu przeszłego.  Chociaż każdy widzi swój język, tak naprawdę nikt nie może sobie z nim poradzić, skoro również językoznawcy w niektórych kwestiach różnią się między sobą. A slogany powtarzane przez telewizyjną celebrę poszły w lud, co widać za sprawą galanterii dzierganej na rękach, szyjach, łydkach oraz  na odzieży (tak, tak, obecnie odzież też może być patriotyczna, jakby kto tego nie zauważył), stąd napisy typu: „wyklęty”, „dobra zmiana”, „żołnierze niezłomni”, „dziewczyny wyklęte”, „jestem patriotą”, „suweren”. A ten ‚suweren’ znany już ze średniowiecza, oznaczał kiedyś władcę sprawującego niezależną władzę oraz naród, gdzie funkcjonuje zasada suwerenności ludu. Obecnie suwerenem jest ten, kto wybrał władzę, czyli pojawili się nowi władcy.  

             Jeśliby był język taki giętki, to byłby poradził sobie sam z salonami, których pełno dookoła. Wprawdzie trzeba mieć poczucie humoru, by ciasną kanciapę z butami nazwać salonem,  czy piwniczną izbę studiem urody, ale jak to mówią, kto bogatemu zabroni. Chociaż owe salony mogły były mnie rozczarować, że tak posłużę się plusquamperfektum, to nie zniesmaczyły tak bardzo, jak ten podział słowem ideologicznym: tfu, lewactwo, fu Ukrainiec, fuj komunista, fe Żyd, pfe pedał. Wyrazisty język jednych (my, Polacy, patrioci, polegli) przeciw onym, czyli  zdrajcom, zbrodniarzom, gorszym sortom. W tym wypadku słowu odbiera się właściwe znaczenie, a nadaje nowe, przewrotne w swej treści, więc obserwujemy zjawisko odwróconych etykietek, co od razu widać na koszulkach, przypinkach: „Nie ma geyów ani genderów”, ”Gorszy sort to ja”, „Prawdziwy mężczyzna nie wybuduje domu, nie zasadzi drzewa”, „Zara szlag mnie trafi”,  ”Jaki kraj, taki gender”.

         Język poluzował i to niezależnie od wieku. Kiedyś w szkołach uczono, że szyk w wyrazach jest ważny, więc taki przymiotnik oznaczający cechę powinien stać zawsze przed rzeczownikiem. Obecnie kolejność odwrotna, co podobno ma ukazać wagę i ciężar rzeczownika, stąd „kraj nasz”, „wartości chrześcijańskie”, „pieśń maryjna„. Dawniej uczono pisania ”wziąć”. Niektórym jednak więcej wolno, więc pewna posłanka pisze: „Napisałam wziąść. I tego będę się trzymała”. Trochę to pastewnym trąci, lepiej nie brać przykładu z zadufanych. Zatem bez nadętych dyskusji, pisz „wziąć”. I nie inaczej. Niedowarzenie językowej strawy widać również w „złej renomie„. Renoma znaczy pochlebna opinia, więc dodawanie przymiotnka ‚dobra’ niepotrzebne, a ‚zła’ renoma to poplątanie z pomieszaniem. Zestawienie „najbardziej optymany” również nadużywane w ławach i na trybunach. Optymalny to najlepszy z możliwych i nie potrzebuje przymiotnika.

                Polacy nie gęsi, ale czy swój język znają? Dopiero w pełni widać, gdy otwierasz tego bożka zwanego Internetem (choć powinno się pisać ‚internet’). Tam dopiero ciężko! Dosłownie wszystko waży i nie do udźwignięcia: „ciężko powiedzieć”, „ciężki orzech” (zamiast twardy orzech), „ciężko to widzę”, „ciężko o tym  mówić”, „ciężko przewidzieć”, „ciężko uwierzyć”, „ciężki weekend”. Ugryź się w język, zanim napiszesz „ciężko myślę”. {
http://gadzetomania.pl/17516,gadzeciarski-design}

            Słowo „design” zrobiło dosłownie furrorę. To zapożyczenie ma polski odpowiednik  znaczy ‚projekt’, ale nie pachnie tak światem jak dizajn. Stąd to słowo pożyczają sobie wszystkie branże i stosują go w znaczeniu technologia, funkcjonalność, aranżacja i ładny wygląd. Mamy więc czajnik z ciekawym designem, podobnie jak skrzydło drzwi, muszle, kafelki, krawaty. I dalej spada ten design jak grosz z jasnego nieba, tylko patrzeć, jak powołają instytut dizajnu, skoro zadęcie na zubożenie słownictwa widoczne wszędzie. Zamiast  jednego „design” można użyć: estetyka, stylistyka, wygląd, wzornictwo, estetyka, wygląd.

           Rozpętała się dyskusja o szerzeniu biernika w dopełniaczu, bowiem od jakiegoś czasu trwa moda na dopełniacz zamiast biernika. Nie będę zaglądać pod język, ale lubimy wysłać e’maila, pisać bloga, kupować laptopa zamiast wysyłam e’mail, piszę blog, kupię laptop (tak jak nie powiemy napisałam lista, posta, notatnika). Biernik jest  kłopotliwym przypadkiem, ponieważ trzeba wiedzieć, że rzeczowniki nieżywotne przyjmują postać tożsamą z mianownikiem, czyli trzymam wąż (ogrodowy) i podlewam, a z kolei żywotne – z dopełniaczem, więc mogę trzymać żywego węża. Jemy też niepoprawnie: kotleta, banana, pomidora zamiast jem kotlet, pomidor, banan. Blogujący również piszą na bloga zamiast na blogu. Zjawisko powszechne, więc będzie normą, a nawet już jest uznane powoli za normę. Dzień dzisiejszy, kontynuowanie dalej, okres czasu - masło maślane nikogo nie dziwi, a niektórzy udowadniają, że to nie pleonazmy.

- Nie do wiary, żeby jeden człowiek mógł zrobić tyle błędów – dziwi się nauczycielka.          - Nie ja jeden, bo pomagał mi brat, mama oraz tata – odpowiedział uczeń.

              Pomyślmy, jak żylibyśmy, gdyby nie trudne przypadki? Muszą być, aby odczuć potem ulgę i móc co zmieniać. Polacy codziennie w biegu, dlatego zapychają swój język „bele czym”, a nawet wyrazistym nad wyraz: „Jak się komuś nie pasi, to wypad”. Koń też ma swój język, chociaż jaki jest, każdy widzi. Ty, jak zrobisz błąd, zawsze możesz powiedzieć, to wina klawiatury.

             Teraz parę sucharków o samych językoznawcach za to, że stosują ścisły szyk i szyk przestawny też:

- Co robią w przerwie między zajęciami? Idą na Kafkę.

- Co mają na nogach? Owe Sandauery i trupięgi Leśmiana.

- Co robią po pracy? Piją Pana Tadeusza.

- Czy jedzą drogie sushi? Oczywiście, na Sępa tego od Szarzyńskiego.

- Ulubiony przysmak? Wiadomo, Miodek.