Franciszek Fiszer, człowiek legenda, król ironii i sarkazmu

        DSC_6628

              Wojtek (wojciechgotkiewicz.blogspot.com) zaproponował w komentarzu, aby napisać o Franciszku Fiszerze (1860 – 1937). Pomyślałam, czemu nie, skoro to  zabytek swojej epoki, niezwykły człowiek, erudyta, przyjaciel poetów i pisarzy, filozof.  Ech, gdybyż wszyscy filozofowie byli tacy barwni i taką mieli osobowość…  

         Właśnie mija osiemdziesiąt lat od śmierci tego filozofa zwanego Sokratesem Warszawy. Nic nie napisał, podobnie jak Sokrates, który również niczego nie napisał i gdyby nie Platon… Filozofię Fiszera znamy zwykle z opowiadań jego przyjaciół, trzech książkowych opracowań oraz wspomnień artystów zafascynowanych niezależnym umysłem, prawdziwie franciszkańskim miłosierdziem, ciętymi ripostami i niezrównanymi gawędami. Fiszer to człowiek, który nie miał nic, tylko ten niepospolity umysł. Odziedziczył wprawdzie spory majątek, ale głowy do interesów nie miał, przyjaciół wielu, a szczodrość wielką, więc szybko go stracił.

            Pokażcie mi człowieka, który nie ma dachu nad głową, nie pracuje, nie ma grosza przy duszy, a wszyscy zabiegają, by im towarzyszył, płacą za niego rachunki, karmią, zapraszają do zamieszkania u siebie i to bez zobowiązań. Nawet restauratorzy często żywią potężnego łasucha, gdyż jego osoba to żywa reklama, która przyciąga niebanalnych gości. Franciszek zwany Fransem, Franzem lub Francem  należał do warszawskiej śmietanki towarzyskiej i był ozdobą balów,  rautów, spotkań. Całe dnie spędzał w „Ziemiańskiej”, „Udziałowej”, „Kresach”, „Małej Ziemiańskiej”, „Zodiaku”, „U Miki”, IPS-u (Instytutu Propagandy Sztuki). Kawiarnia była w Młodej Polsce i międzywojniu „środowiskiem naturalnym” artysty, jak zauważył Artur Rubinstein. Franc zaprzyjaźniony był z poetami Skamandra, stąd sądzi się, że to właśnie Fiszer stworzył  pseudonim artystyczny B. Leśmianowi.

            Trzeba sobie wyobrazić potężne zwaliste ciało, tubalny głos i niespotykaną charyzmę Franca Fiszera. Jaką trzeba mieć osobowość, by  Stefan Żeromski, Władysław Reymont, Antoni Słonimski, Julian Tuwim, Jan Lechoń, Zenon Przesmycki, Artur Rubinstein,  Antoni Lange i inni byli zafascynowani erudycją, dowcipem wykształconego smakosza. Ten „warszawski oryginał” (M. Sawicka) był legendą jeszcze za życia, postawił przed sobą cel właściwie nieosiągalny, czyli rozwiązywanie zagadek istnienia. Jeśli ktoś uważa, że sprawa prosta, niechże sam spróbuje rozwikłać zagadnienie form świata oraz rozumienie bytu na ziemi.

             Między tym śledziem a sztuką mięsa toczyły się poważne filozoficzne dysputy; uważa się, że Fiszer był pierwowzorem postaci Pana Kleksa, a dyskusje  z F. Fiszerem prowadzili Leśniewski, Tarski, Tatarkiewicz, Twardowski i Kotarbiński.  Na półpiętrze „Ziemiańskiej” dochodziło często do sporów o Boga, prawdę, czy o istotę bytu. Słynna była dysputa Fiszera z Bolesławem Wieniawą-Długoszowskim o Marcelu Prouście. Wieniawa zaciekle bronił pisarza przed atakami pana Franciszka, (który Prousta zwyczajnie nie lubił), więc przytaczał rozmaite recenzje najznakomitszych krytyków. Znudzony Fiszer w końcu oświadczył: ”Widzisz kochany, ja mam tę przewagę nad tobą, że ty czytałeś Prousta, a ja nie.”

Trzy miłości Franciszka

I. FILOZOFIA

             Pierwszą i najważniejszą była filozofia. Jako uczeń lipskiego filozofa Richarda von Schubert-Solderna, uważał się za metafizyka.  Ten perypatetyk, ten kontynuator arystotelesowskiej filozofii lubiący nagłe a niespodziane zwroty w akcji, trudności, uwikłania, zmienne losy, przygody, anegdoty nie pozostawił po sobie ani jednego dzieła filozoficznego; ba, ani jednego zdania. Gdyby opublikował choćby część swych zabawnych anegdot, filozoficznych uwag, stałby się jednym z najbardziej czytanych filozofów. I  także zapewne najbogatszym z filozofów.

II.  TOWARZYSTWO LUDZI

            Fiszer był osobowością o  inteligencji, którą podniecał kontakt z ciekawymi ludźmi.  Jego „zapładnia atmosfera dysputy, paradoksu” pisał Boy. „Nie docenia się dziś takich ludzi. Kiedyś na przykład fantazja podpowiedziała mu, żeby z warszawskiej „Sielanki” na dalszy ciąg pojechać wprost do… Wiednia”. I pojechał, bowiem drugą miłością są  ludzie o ciekawych umysłach. 

            Jedna z aktorek, oburzona, że Fiszer nie poznaje jej, powiedziała mu o tym. - Na Boga! – wykrzyknął Fiszer. – Po czymże mam panią poznać? Żeby pani miała jakiś pryszcz na nosie albo wąsy, a tak, twarz goła jak pięść, codziennie inny kapelusz i uczesanie, po czymżeż mam panią poznać?Innym razem zapytał, czym zajmuje się ten przechwalający gość – To słynny olimpijczyk, lekkoatleta. –  A dokładnie? -  Biega.  A na to Fiszer: -  A w którą stronę?

           Posłuchajmy, jak Franc opowiadał:  Miałem stangreta. Józef mu było. Wyjeżdżając do Paryża ze stacji Ostrołęka, błądząc już myślami nad Sekwaną, powiedziałem mu machinalnie: „Niech Józef czeka.” Nie było mnie w kraju dwa lata. Wracam niespodziewanie, wezwany telegraficznie przez plenipotenta. Była noc. Jak ja się tu dostanę do domu? Wychodzę przed dworzec, patrzę: moje konie i Józef. Zdumiony pytam, skąd wiedział o moim powrocie. „Ja nie wiedziałem, ale pan dziedzic kazał czekać, no to ja czekam.” Dwa lata czekał.

          Kiedyś w knajpie była mowa o chiromancji. Ktoś komuś wróżył. Fiszer oświadcza, że on lepiej wróżyć potrafi. Siedząca obok literatka wyciąga ku Francowi swą rękę i pyta serio: - Cóż pan widzi? Fiszer spogląda na dłoń i pali natychmiast: - Duży apetyt, małą inteligencję.

III.  POTRAWY

             Filozof jako człowiek potężnych gabarytów lubił dużo i dobrze zjeść. Kiedy pewien ichtiolog zapytał go: –  A wie pan do jakiej rodziny należą śledzie, Fiszer spokojnie odpowiedział: -  Proszę pana, śledź należy do rodziny przekąsek.

            Starszy kelner w restauracji w Krakowie, zachęcony sutym napiwkiem, zapytuje uniżenie, bo Kraków słynie z tytułomanii: - Jak mam szanownego pana tytułować? Prezes, dziedzic, dyrektor? - Nie, możesz do mnie ostatecznie mówić „Boże Ojcze” – odpowiedział Fiszer gładząc swą rozwichrzoną brodę.

              Spotykam kiedyś Fiszera na Mazowieckiej, była to pora obiadowa. - Dokąd idziesz? – pyta Franc. - Na obiad – odpowiadam. - Szczęśliwy – wzdycha Fiszer – a ja już po obiedzie!

              Kiedyś Fiszer oświadcza: jestem tak objedzony, że najcudniejsze potrawy nie przeszłyby mi przez gardło. Doktor Toruńczyk, marzący o pokazaniu się z Fiszerem u modnego wówczas „Wróbla”, skwapliwie zaproponował mu udanie się do tej knajpy na pół czarnej. Siedzieli w pierwszym pokoju, gdzie mieścił się bufet. Z przyzwyczajenia Franc podszedł do bufetu i okiem znawcy zrobił przegląd. - Co to za ryba? – zapytał pokazując pięknego łososia. - Łosoś, panie dziedzicu. - Ja wiem, że łosoś, ale czy jest dobry? - Niech pan dziedzic skosztuje, wspaniały! Fiszer uległ pokusie, pochwalił łososia… i zjadł go całego. Blady z przerażenia Toruńczyk liczył pieniądze, czy mu starczy na zapłacenie tak luksusowej konsumpcji, gdy z sąsiedniej sali wyszedł rzeźbiarz Gruberski i zapytał Fiszera: - Czy jadłeś dziś sztufadę z makaronem? - Nie – odpowiedział Fiszer – a bo co? - Mówię ci, ósmy cud świata, palce lizać. - Panie starszy – zwraca się Fiszer do kelnera – daj no mi pan tej sztufady z makaronem. Biedny Toruńczyk musiał wyskoczyć do sąsiedniej cukierni, by pożyczyć pieniędzy na wykupienie Fiszera od „Wróbla”.

          A. Śliwiński  wspomina: Miałem przy sobie niewielką tylko sumkę, wdałem się więc z Fiszerem w pertraktacje. – Może pójdziemy do „Simona” na obiad, ale na coś skromnego, bo nie bardzo jestem przy gotówce – zaproponowałem. – Doskonale – ożywił się Fiszer. – Sztuka mięsa? – zapytał zniżając głos do szeptu. Propozycja została zaakceptowana. – Jedna wódeczka i małe piwko? – dodał Fiszer, gdyśmy już wchodzili do restauracji. I to zostało uzgodnione. W restauracji Fiszer majestatycznym głosem zamówił wódeczkę, sztukę mięsa i piwko. Nagle wzrok wlepił we drzwi i krzyknął na kelnera: – Da mi pan karpia, gęś i melbę! Sztukę mięsa także!  Wypada również znać najsłynniejsze powiedzenie Fiszera o jedzeniu: najlepsze są dania proste. Weźcie na przykład taki kawior, czy może być coś prostszego, a jakie to pyszne.

Fiszer – myśliciel

          Były okresy, kiedy Fiszer znikał z Warszawy, a wtedy pejzaż stolicy tracił coś ze swej malowniczości. Okresy te spędzał zaszyty w ciszy wiejskiej w Łomżyńskiem u przyjaciół. Przed dwór podjeżdżał właśnie silny oddział jazdy niemieckiej z generałem na czele. Zobaczywszy stojącego na ganku olbrzyma, generał zatrzymuje konia i pyta Fiszera: - Pan jest właścicielem tego majątku? - Nie – mówi Fiszer. - A cóż pan tu robisz? – brzmi groźne pytanie. - Zajmuję się metafizyką – odpowiada wyniośle Fiszer swym zwykłym, niezachwianym, pewnym siebie tonem.

           Przybyszewski, nie mogąc dać rady Francowi Fiszerowi w jakiejś bardzo konkretnej filozoficznej dyspucie, zachichotał szatańsko i wyszeptał: ‚Nie masz pojęcia, robaczku, jak strasznie się uśmiałem z tego wszystkiego, coś powiedział’. Na co Franc: ‚Kochany Stachu! Uśmiałbyś się tysiąc razy więcej, żebyś choć jedno słowo z tego zrozumiał’ .”

- Co pan robi? – zapytał ktoś kiedyś Fiszera. - Odłogiem leżę. Ugoruję – odparł Fiszer.  O  S. W. Reymoncie mówił: w metafizyce zupełny Boryna.  Jak mawiał sam Franz Fiszer – „Nie można wymagać od wszystkich, aby nic nie robili, bo to najtrudniejsza rzecz na świecie”.

                 Życie prywatne Franciszka Fiszera w zasadzie mniej mnie interesuje, ale środowisko, w którym przebywał, które go kształtowało, atmosfera, która go otaczała jest godna uwagi. Nieważne, co jadł, (wódkę niezbyt lubił, wolał wino), nieważne co pił, ale najbardziej interesujące z kim jadł i pił! Tamten świat błyskotliwego umysłu, intelektualnych uczt nie wróci. Na kamiennej płycie nagrobka  F. Fiszera wyryto zasłużenie: myśliciel.

Może kiedyś przyjdzie dawna moda na wspólne rozmowy, na bezinteresowność, na legendarne kawiarnie?

Korzystałam z tekstu J. Zaruby „Fiszer i jego anegdoty”   (http://niniwa22.cba.pl/fiszer.htm)

68 Komentarze

  1. Są rzeczy, które się dwa razy nie zdarzają, wiec i Franców Fiszerów nigdy dwóch nie będzie, podobnie jak i Himilsbachów, czy Maklakiewiczów.
    Inna sprawa, że życie z takimi musiało być niezłym koszmarem. :)

    • Dreptaku,
      Fiszer nie miał rodziny, więc nic dziwnego, że nie chciał siedzieć sam w czterech ścianach. Bez ludzi podobnych do Niego kawiarnie byłyby miejscem handlu kawą, a nie instytutem filozofii i dyskusji. Wyobraź sobie, że chcesz postawić Fiszerowi lampkę wina (niech będzie butelkę). A tu Franc zagaja: „No dobrze, proszę pana, ale czy chaotyczne kombinacje efemerycznych pryncypów są w stanie zdeterminować neutralną cywitatywę absolutu dobrego i złego, czy nie są w stanie? Bo od tego ostatecznie wszystko zależy…”. Wynika z tego, że trzeba było mieć nie tylko wiedzę, ale i poczucie humoru, by zasiąść z Fiszerem do tej lampki.
      Smakujmy życie

  2. „Najlepsze są dania proste. Weźcie na przykład taki kawior, czy może być coś prostszego, a jakie to pyszne”, prawda? Niby nic, a jednak, sprowadził kawior do parteru. Ze znajomymi, słynnymi kumplami umilali sobie po knajpach życie. Tam wszyscy czerpali natchnienie. Był nadzwyczajnie zdolny, inteligentny, to lgnęli do Niego. Powiem, miał ciekawe, ale trudne życie. Pozdrawiam. :)

    • Jędrku,
      Fiszer wybrał model życia, który mu odpowiadał. To człowiek wszechstronnie wykształcony za granicą, znał kilka języków, miał majątek. Pozbył się go szybko, widać nie był mu potrzebny do szczęścia, rzecz obecnie niepojęta, bo też to inny świat.
      „Czy idziesz, Franiu, na odczyt Kramsztyka o Einsteinie?” – tak pytał Fiszera przyjaciel jego spotkawszy go na Mazowieckiej. – „Nie, nie idę, ale jak Einstein będzie miał odczyt o Kramsztyku, to wnet polecę.”
      Smakujmy życie

      • Za Twoją przyczyną, nieco o Nim poczytałem. Co ja mógłbym o Nim? Wielki, leniwy. Wielki nie tylko posturą, przede wszystkim osobowością, pracować zaś nie lubił. Znalazłem takie oto określenie: „Nic nie napisał, gardził pracą, wszyscy go słuchali. Oto pierwszy hipster Warszawy… zwany Sokratesem”. Dalej: „Studiował filozofię w Lipsku, ale studiów nie skończył. Rodzinna posiadłość, folwark Ławy, zaniedbany, wkrótce został zlicytowany za długi. Nie zmieniło jednak to stylu życia Fiszera, restauratorzy chętnie go gościli, ponieważ był chodzącą reklamą ich lokali”. Pomimo tego był jedną ze znamienitych, znanych, lubianych osób tamtych czasów. I to wszystko przez to co miał w swojej główce. Dzisiaj też mamy wielu hipsterów, ale ich móżdżki maluśkie, tak myślę. Smakował życie ! :)

        • Jędrku,
          bo tak to jest, że jedni nie mają nic, ale kochają życie, ludzi i świat (Fiszer), a drudzy choć mają wszystko, wiecznymi są malkontetami (to my).
          Fiszer miał fantazję: „Na polowaniu obskoczyły mnie wilki. Wlazłem na drzewo, trzymam się gałęzi. Gałąź trzeszczy, trzeszczy, wreszcie złamała się i spadłem. Oczywiście rozszarpały mnie. Została tylko ta fajka.” Pokazywał fajkę porykując przy tym wolno i rytmicznie”. Wystarczyło posłuchać, a świat piękniał w oczach.
          Radości życzę

  3. Bardzo dziękuję Ultro i jednocześnie podziwiam błyskawicę Twojej reakcji :) PS. Jest jeszcze taka anegdotka. Fiszer opowiadał kiedyś przyjaciołom, jak to w trakcie wizyty Cara podejmował go z całą śmietanką łomżyńskiej szlachty. Uczty, rozmowy, tańce trwały trzy dni. Po tym czasie „śmietanka” wyległa na plac przed pałacem, by nieco ochłonąć i wtedy nadjechali Kozacy, płazując szablami kogo popadło. „Ale dlaczego?!” – zapytał któryś ze słuchaczy. „A żeby nam się w dupach nie poprzewracało” – odpowiedział Fiszer :))))

    • Wojtku,
      mówisz i masz portret człowieka, który sprowdził swoje życie do jednej wielkiej przygody. Nawet po udarze w szpitalu poprosił, by kelner podał mu pół czarnej. A na łożu śmierci martwił się: „Miałem niesłychane kombinacje myślowe – nie mogę ich zebrać”. Przydałby się jakiś fiszerowski instytut, gdzie można toczyć pojedynki intelektualne przy dobrej golonce (mogą być również sałatki dla koneserów). Pomyśl, jak piękny byłby ten świat.
      Smakujmy życie

      • Ooo! żadnych sałatek, Ultro, bo zwabiłyby z Sejmu pannę Pawłowicz (też profesor!) i cały czar intelektu by prysł.
        Ciekawe, swoją drogą, gdyby była na miejscu owej literatki, co Franc Fiszer odczytałby z dłoni pani poseł…?

        Jakie psikusy potrafi robić czasem życie – on bez studiów, ona z tytułami…

        • Małgosiu,
          tytułu profesorskiego nie ma, tylko tytularny. Myślę, że Fiszer celnym zdaniem pokazałby, gdzie jej miejsce.
          A. Słonimski wspominał, jak to wmówili Grydzewskiemu gazy: „Odmówił tylko bruderszaftu Grydzewskiemu, twierdząc, że ten powiedział kiedyś, że ludzkość powstała z gazów i wobec tego przyjaźnić się z nim nie może. Oczywiście Grydz, redaktor „Wiadomości Literackich”, również dziwak, niczego podobnego nigdy nie powiedział, ale my wszyscy na złość potwierdzaliśmy relację Fiszera i żart ten doprowadzał Grydza do wściekłości. Gdy odwoływał się do mnie – powiedziałem ze smutkiem w głosie: „Powiedziałeś, Mieciu, powiedziałeś, że ludzkość powstała z gazów.”
          Są ludzie, którzy zanoszą się od śmiechu, jak Fiszer, a inni dławią się jadem. Są też tacy, którzy karmią się endorfinami, a inni tylko sejmową sałatką.
          Smakujmy endorfiny

          • Wojtku,
            pomyślałeś dobrze, dziś za darmo nic nie ma, więc abonament na pierwszym miejscu.
            Serdeczności zasyłam

  4. Zastanawiam się, czy to nie on kształtował środowisko. Silna osobowość, ogromny intelekt, do tego ostry dowcip – trudno się dziwić, że lgnęli do niego. Trochę pewnie ze zwykłego snobizmu, bo przebywać z takim człowiekiem nie lada rzecz, w hierarchii można schodek podskoczyć w górę. Ale w większości to jego niezwykłość była magnesem. Jak napisał Dreptak Zenon – nic dwa razy się nie zdarza. Stąd i o oryginały trudno.
    Obawiam się, że nie wróci moda na bezinteresowne spotkania.
    Biznes, tylko biznes się liczy. A szkoda.
    Serdeczności ślę, Ultro :)

    • An-Ulu,
      oczywiście taka indywidualność nadawała ton i skupiała wokół siebie ludzi o podobnych umysłach. R. Loth przypomina sobie taką historię: „- Będąc w Gdyni na Święcie Morza – grzmiał Fiszer głosem burzy na Bałtyku – nabrałem w butelkę wody morskiej. Na pamiątkę. W pociągu, w drodze do Warszawy, gdy otworzyłem walizę, by wydobyć nieco pożywienia, zoczyłem, że butelka jest pusta. Zdumienie moje było bezgraniczne, gdy stwierdziłem, iż butelka leżała nie stłuczona, doskonale zapieczętowana, w walizce zaś ni śladu rozlanej wody. Wreszcie spojrzałem na zegarek i zrozumiałem wszystko. Zgadzało się co do minuty. Przed chwilą właśnie nastąpił odpływ morza.”
      Smakujmy życie

  5. Osobowość wielce malownicza, tacy ludzie generują legendy i anegdoty.
    Moda na podobne klimaty mogłaby wrócić, tylko że ci, którzy mieliby fundusze, by takich Fiszerów karmić, nie są zainteresowani filozoficznymi dysputami…
    Kawiory i ośmiorniczki dziś przy innych okazjach się jada :-)
    Dzięki za ucztę duchową:-)

    • Jotko,
      współczesny Fiszer wszechstronnie wykształcony za granicą i znający kilka języków poradziłby sobie bez sponsoringu, ale o te pojedynki racji nie zawsze oczywistych, ironię, sarkazm już trudniej, skoro w modzie kłótnie, zawiść i opluwanie.
      Franciszek Fiszer o sobie z lat 1905-1907: „I ja brałem udział w ruchu niepodległościowym, wprawdzie w sposób raczej bierny niż czynny. Zaproszony byłem do znajomych na kolację. Kiedy przyszedłem, okazało się, że przed chwilą policja wszystkich gości zabrała do cyrkułu. Musiałem zjeść dwadzieścia cztery zrazy.”
      Smakujmy życie

    • Bojo,
      wymarzony kandydat, jeden z punktów Jego CV:
      „Kiedy za czasów sanacyjnych przyjechał do Warszawy król rumuński, ulice były obstawione policją, i to nie tylko polską. Obawiano się widać zamachu. Na trasie przejazdu króla nie pozwalano przejść ulic nikomu. Fiszer, który pędził na jakiś proszony obiad, przerwał kordon i sapiąc przechodził zakazany odcinek. Podbiega doń elegancki rumuński oficer policji i mówi po francusku: „C’est defendu de passer. On attend le roi” ["Nie wolno przechodzić. Oczekuje się króla"]. – „Le roi c’est moi” ["Król - to ja"] – odpowiada Fiszer ogłupiałemu ze zdumienia oficerowi”.
      Smakujmy życie razem z Fiszerem

  6. Fiszer to barwna postać, silna osobowość. Tacy zawsze przyciągają ludzi do siebie jak magnez, chyba też uważają, że wszystko im się należy z tego powodu, bo nie mają skrupułów żyć na koszt innych.

    • Mario,
      to człowiek wyksztacony, znający bodajże cztery języki, więc nie miałby problemu z pracą, ale nie musiał pracować i nie żądał, by płacono za niego. To inni mieli zaszczyt, że płacili jego rachunki. Przykład: „Niejaki Dobieliński, bogaty handlarz drzewem, który gdy wpadał na kilka dni do Warszawy, obwoził Fiszera po najdroższych lokalach stolicy”.
      „Kiedyś przyszedł na obiad zły czy chory i Paulina Kleszczyńska bardzo się zdenerwowała, że jej nadworny wielki causeur nic nie mówi. Wreszcie Franc rzucił ze złością widelec o stół i zawołał: „Paulino! Stanowczo za dużo poufałości jak na tę rozgotowaną cielęcinę.”
      Trudno byłoby znaleźć w obecnych czasach takiego Dobielińskiego i taką Kleszczyńską.
      Smakujmy życie

  7. Znowu się u ciebie dowiedziałam tylu nowych rzeczy o naszym bohaterze. Szkoda, wielka szkoda, że podobne czasy spotkań i swobodnych, interesujących dyskusji, nie wrócą. Przynajmniej za mojego życia. A na marginesie: wyobrażasz sobie jak Franc dyskutuje z obecnym ministrem obrony o jego teoriach? To by była perełka:)

    • Iwonko,
      odpowiem tak: „Byli ludzie, których Fiszer nie znosił, a raczej do których podniecał umyślnie swą zawziętość, aby wyładować się w najzupełniej irracjonalnej pretensji. Któregoś dnia spotkaliśmy jednego z takich nieprzyjaciół Fiszera. Franc przystanął, obejrzał się za przechodzącym i mruknął: «Cóż za szubrawiec! Czy wiesz, że to bydlę ośmieliło mi się przyśnić?»”
      Franc to człowiek biesiady, ale dla mnie nie w sensie jedzenia dla samego jedzenia, ale chęci obcowania z innymi ludźmi, choć podobno nikt go nie mógł przegadać, bo na wszystko miał gotową odpowiedź.
      Smakujmy te fiszerowskie „perełki” życia.

  8. Czy jest niemożliwe ,żeby wróciły kawiarnie literackie, itp ? Myślę, że tak tylko dzisiaj inny wymiar by miały, inaczej by to było zapewne jak niegdyś. Tylko Franc Fiszer był jedyny i takiego drugiego próżno by szukać. Jednak jakiś inny filozof albo niezwykle inteligenty, dowcipny z charyzmą człowiek by się znalazł. Taka osoba zwykle przyciąga innych, snobów też …
    Kiedyś Warszawa była inna, teraz też jest inna. Nie wątpie, że są miejsca, gdzie spotykają się różni ludzie, wymieniają poglądy i dyskutują. Tyle, że to są raczej zamknięte kręgi, bo na ściance jest łatwiej dać się poznać :))

    • Reniu,
      myślisz, że możliwe jest wskrzeszenie takich miejsc, tylko w innym wymiarze? Czasem widziałam świat kultury wychodzący z knajpek, ale szybko żegnali się i chyłkiem uciekali, by nikt ich nie zobaczył (znaczy opisał i sfotografował). Poza tym kto umie śmiać się z siebie i swoich przyjaciół?
      „Gorącym wielbicielem Leśmiana był Franciszek Fiszer. Franc stał się częstym gościem w moim domu. Za każdym jego przyjazdem do Warszawy spotykaliśmy się niemal codziennie w „Ziemiańskiej”. Pewnego dnia Fiszer oświadczył mi, że Bolesław pewno nie przyjdzie, gdyż przejechał go jamnik”.
      Smakujmy życie, póki czas

  9. Bardzo barwna postać, poznałem ja dzięki Twojemu opisowi. Czy teraz w dobie Internetu spotyka się takich ludzi? Mało prawdopodobne. Pozdrawiam

    • Romanie,
      barwne i dowcipne dodajmy. W Internecie królują memy, ale wulgaryzmów w nich za dużo.
      R. Loth pisze: „Przypominam sobie, jak na otwarcie „IPS-u” przyszedł Fiszer. Był ciepły, letni wieczór i siedzieliśmy wszyscy w ogródku pod rozgwieżdżonym niebem. Ogródek ten był zamknięty czterema jakby pergolami z daszkiem na wypadek deszczu. Efekt oświetlonych ścian i stolików pod gwiaździstym stropem nieba był bardzo dobry. Fiszer spojrzał w górę na gwiazdy i zapytał, kto to malował. Odpowiedziano mu na chybił trafił: Rzecki.
      - Są to najlepiej malowane na suficie gwiazdy, jakie widziałem w życiu”.
      Smakujmy życie po ten kres

  10. Witaj, Ultro.

    Szkoda, że takie barwne Postaci należą już prawie do przeszłości… Kiedyś każda lokalna społeczność mogła szczycić się takim Oryginałem, o którym opowiadano anegdoty i cytowano jego myśli.
    Dziś, niestety, sztuka słuchania i dyskutowania prawie zanikła. Niewielu chce prowadzić dysputy „o rzeczach ulotnych”.
    Jest takie słowo: „priorytety”.
    Otóż – one się zmieniły:)

    Pozdrawiam:)

    • Leno,
      lubię Fiszera, oczywiście nie dlatego, że znał Hegla, Kanta, czy Arystotelesa, ale za urozmaicanie rzeczywistości, dowcipną inteligencję i fakt, że kochał ludzi, stanowili inspirację do Jego ironicznego sarkazmu.
      „Wacio Grubiński rozwijał kiedyś przed Francem Fiszerem paradoks w stylu epoki, że forma jest wszystkim – treść niczym. Na to Franc: „Doskonale! Wobec tego na twoim nagrobku wyryjemy: «Tutaj leży forma zupełnie pozbawiona treści.»”
      O pisarzu lubującym się w tematach szpitalno-chorobowych: „Choromaniak”. Chodziło o M. Choromańskiego i jego powieść „Zazdrość i medycyna”.
      Smakujmy życie i cieszmy się ulotnością chwil, nie przyziemnymi priorytetami

  11. Wielki umysł, świetny dowcip i nietuzinkowa osobowość. Czegoż chcieć więcej. :) Chylę przed panem czoło panie Fiszer, a Tobie Ultro dziękuję za ten wpis.

    • Parrafrazo,
      Fiszer cięty język, dowcip miał niezrównany do końca swego życia.
      „Fiszer i Lechoń, wyszedłszy późną godziną wieczorną z „Ziemiańskiej”, skierowali swe kroki w stronę placu Wareckiego, zwanego ówcześnie placem Napoleona. Przeszedłszy przez jezdnię ulicy Świętokrzyskiej dostrzegli stojący z prawej strony placu obity blachą pissoir i w przykładnej zgodzie pośpieszyli ku niemu. [...] Opasły i brzuchaty Fiszer, liczący sobie wtedy lat siedemdziesiąt z okładem, ciężko co chwila wzdychał. Westchnienia te nasunęły widocznie Lechoniowi jakieś skojarzenia, bo raptem odezwał się z przymilnym uśmiechem: – Tryperek, panie Franciszku, prawda?! – Na takie dictum Fiszer parsknął homeryckim śmiechem aż echem poniosło po placu Napoleona i tubalnym głosem zawołał: – Pochlebca!”
      Smakujmy dowcipny sarkazm

  12. Franc Fiszer…
    Lubię o nim czytać, wysłuchiwać o nim anegdot, uśmiecham się do cytatów, jakie po sobie zostawił, ale…
    tak sobie myślę, że gdyby kiedyś los spotkał nas ze sobą to wolałabym, aby mnie polubił.
    W przeciwnym razie sucha nitka by na mnie nie została, bo przecież Bellą Stachowicz nie jestem. :)

    (a wiesz, Ultro, że swoją słynną brodę farbował jodyną?)

  13. Małgosiu,
    czytałam o tej jodynie, za to broda mieniła się kolorami tęczy o czym informował J. Zaruba, gdy pytał: Kimże był ten tęgi Zeus z fantastycznie ubarwioną brodą i nieodmiennym płomiennym goździkiem w klapie podniszczonego surduta?
    A wiesz, myślałam o Tobie przy pisaniu tej notatki, że byłabyś najlepszą partnerką do dyskusji z Fiszerem, zaś gdyby nieopatrznie zerknął na mój blog, powiedziałby, jak temu grafomanowi, który pokazał mu wydaną pierwszą książkę, mówiąc: – Zrobiłem oto pierwszy krok do nieśmiertelności, mistrzu.
    - Tak, ale tyłem, łaskawy panie, tyłem – huknął z sarkazmem Fiszer.
    Spotkanie z Fiszerem to wycieczka w nieznane, bowiem humor jego miał strukturę dwupoziomową i nigdy nie wiadomo, z którego można upaść.
    Smakujmy Fiszera i samo życie

  14. Nie rozpaczajmy z powodu braku Fiszera! Jest o nim masa świadectw i anegdot – mamy szanse starać się rozwijać w sobie te cechy, których tak mu zazdrościmy. Oczywiście, w ramach „znaj proporcją, mocium panie!”, nie należy liczyć na darmowe obiady a i podziw młodych literatek przychodzi rzadko i przeważnie późno ;-)
    Po prostu – rozmawiajmy ze sobą. Nie bójmy się rozmawiać, ukazywać swoje poglądy, nawet jeżeli trafimy na giganta który je lekko i dowcipnie zetrze w pył – jak to FF potrafił – to też jest korzyść, a nie strata :-)

    • Tetryku,
      J. Tuwim uwiecznił myśliciela:
      „Franciszku! Jakiż to wicher radości
      Na skrajach ziemi się pieni?
      Patrz: milion płomiennych wieczności
      Piramidami wyrasta z przestrzeni.”
      J. Lechoń również:
      „”Franc Fiszer, większy filozof, niż myśleli ci, którzy znali go tylko z jego niebotycznych powiedzeń, często mówił o sobie, że jest Bogiem, co było tylko paradoksalnym wykładem właśnie jego filozofii. Kiedyś na wsi w Chełmicy u Pauliny Kleszczyńskiej uskarżał się na reumatyzm, na co Paulina docięła mu: ‚Ładny Bóg – co ma reumatyzm’. A Franc nigdy nie stropiony: ‚Reumatyzm – to jest właśnie arka przymierza między mną a ludzkością’.”
      P. S. Na darmowy obiad możesz liczyć, zachwyt też.
      Smakujmy filozofię życia

      • Zasmucił mnie nieco brak wzmianki o młodych literatkach… ;-))

        • Tetryku,
          Fiszer miał mniejsze wymagania, skoro kobiety dzielił na te damy i nie damy.
          A jeśli chodzi o wiek, to Franc powiedziałby, że ma 28 lat, ale kiedy to było, nie musi pamiętać.
          Zastanawiałam się, jakimi przymiotnikami określilibyśmy tych, co mają współcześnie przeciąg w kieszeni…
          Smakujmy humor, bo śmiech to zdrowie

  15. Bardzo ciekawy tekst i ciekawa osobowość o wielkim apetycie :)
    Serdeczności.

    • JaGo,
      pianista R. Jasiński ubolewał, że po Fiszerze pozostały jedynie anegdoty.
      „Niestety, dają one nam tylko bardzo niepełny obraz tego tak niezwykłego człowieka, który w swym olbrzymim, groteskowym ciele współczesnego Falstaffa krył skarby najdelikatniejszych uczuć i niezwykle subtelnej wrażliwości. ” Fiszer pewnie odpowiedziałby mu, że Chrystus też nic nie napisał, a dokonał przewrotu na ziemi.
      Smakujmy uczucia i samo życie

  16. Pozwolę sobie dorzucić moje ulubione anegdoty do Twojego Ultro zacnego wspomnienia

    ” ‚Na polowaniu obskoczyły mnie wilki. Wlazłem na drzewo, trzymam się gałęzi. Gałąź trzeszczy, trzeszczy, wreszcie złamała się i spadłem. Oczywiście rozszarpały mnie. Została tylko ta fajka’. I pokazywał słuchaczom fajkę.”

    „Car przyjął całe nasze obywatelstwo okoliczne wspaniale i łaskawie, wznosząc nasze zdrowie. Ale gdyśmy gromadnie wychodzili z pałacu, wypuścił na nas sotnię kozaków, która nas wypłazowała, żeby nam się w głowach nie poprzewracało.” :)

    • Qumo,
      skoro tylko anegdoty zostały, to dorzucę wspomnienia J. Zaruby o tym, że kiedyś podczas żałobnej oracji stremowany mówca zamiast: Dunin-Markiewicz, powiedział: Munin-Darkiewicz – „Ale się sypnął!” – zagrzmiał Fiszer. – „No, i cały pogrzeb na nic!”
      A. Słonimski trafił w sedno: „Jeśli Bóg humor ceni, to w niebie Franciszek / Co dzień zupę ma dobrą i pełny kieliszek”.
      Smakujmy wspomnienia

      • Jestem tego pewna, że tak własnie jest ;)
        Jeśli ktoś coś robi z miłością to może grzmieć i nadal
        jest kochany :)

        • Qumo,
          Kiedyś ktoś zauważył, że jeden młody poeta podobny jest z profilu do Dantego.
          – Szkoda, że nie pisze profilem – odparował Fiszer.
          Smakujmy radość ze świata, jaki jest

          • :) faktycznie pyszne riposty , cieszę się , ze przywołałaś dziarskiego ducha epoki strasznie śmieszny :P z naciskiem na straszny ;) nocy pod gwiazdami życzę <3

          • Qumo,
            a mnie to ubawiło: Na przedstawieniu „Wesela” w Teatrze Narodowym w jednym z pierwszych rzędów siedzi znany bywalec „IPS-u”, pan Fiszer i tubalnym głosem odpowiada swej towarzyszce.- Niech pan nareszcie przestanie gadać! – woła ze zniecierpliwieniem ktoś z tyłu. – Nie słychać ani słowa! – Inteligentny człowiek – odpowiada spokojnie pan Fiszer – powinien znać całe Wesele na pamięć!
            Smakowania ciętych ripost życzę

    • Szarabajko,
      takich łamiących zasady jest więcej. Weźmy Diogenesa, a przecież żył w beczce.Paul Erdos, matematyk podróżował od uniwersytetu do uniwersytetu i „dociekał” z innymi, a dachu nad głową nie miał. Gdy jedzenia brakowało, brał zaliczkę za nową zagadkę matematyczną i ludzie kupowali w ciemno, bo wiadomo, że będzie nad czym się głowić. Piotr Skrzynecki też nic nie miał, dopiero pod koniec przyjaciele wystarali się u władz o mieszkanie.
      Smakujmy to, co mamy

  17. Można by powiedzieć, że to taki ówczesny celebryta. Tylko jest jedna, ogromna różnica. On był Kimś, barwną Postacią, Kimś niezwykłym. Miał klasę, inteligencję, dowcip – wiele zalet i wszystko w najlepszym gatunku.:)
    Dzisiaj celebryci najczęściej nic godnego uwagi sobą nie reprezentują…
    Pozdrawiam serdecznie:)

    • Grażynko,
      masz rację o tej barwności: śniadanie jadł z Guciem Potockim, obiad u Zarubów, a kolację u Beluni (Izabela Stachowicz- Czajka), a potem jeszcze Ziemiańska. Nic dziwnego, że mówiono o nim żarłok metafizyczny. Po wizycie na pewnych imieninach mówił: „Piliśmy wódkę, jedliśmy saceson. Konwersacji nie było żadnej.” Bo też nie tylko o jedzenie chodziło.
      Smakujmy każdy dzień

  18. Może dobrze, że nic nie napisał. Wspomnienia bywają barwniejsze.
    Zastanawiam się czy miałby szanse dzisiaj. Zupełnie inni są dzisiejsi celebryci. Błyszczą pieniędzmi, a nie intelektem. I kto by chciał go gościć, skoro zysk z tego żaden?

    • Ewo,
      po współczesnym celebrycie nie zostanie nic, natmiast Fiszera wspomina kilkunastu znanych, kilku się na nim wzorowało, został uwieczniony w poezji Tuwima, Słonimskiego, Lechonia.
      Smakujmy wspomnienia

  19. Co nieco wiedziałam o Fiszerze, szczególnie anegdoty, które gdzieś czytałam. dzięki Tobie poszerzyłam swą wiedzę o tym ciekawym filozofie.
    Serdecznie pozdrawiam.

    • Aniu,
      król życia i dobrego jedzenia, któremu wiatr hula w kieszeniach to dopiero oryginał.
      Indyka nazywał głupim ptakiem, bo dla jednej osoby za dużo, ale już dla dwóch za mało.
      Za to jego mentalne poglądy, błyskotliwy dowcip i radość życia rewelacyjne.
      Smakujmy pogodę ducha

  20. Tak się zaczytałam w tekst i komentarze, w odpowiedzi na które miałaś gotowe kolejne anegdoty, że spaliłam obiad i ulubiony garnek. Jest to jednak strata, której nie żałuję, bo strawa dla duszy było stokroć lepsza od tej dla ciała. Kolejny raz pokazałaś jak mało wiem, pomimo podeszłego wieku. Serdeczne dzięki za rozrywkę w niedzielne popołudnie. Ukłony dla Ciebie, Twej rozległej wiedzy i umiejętności wyboru najciekawszych tematów.

    • Iwonko,
      jeśli Cię zaciekawiły anegdoty, to dodaję jeszcze:
      W swoim czasie szeroko opowiadano sobie, jak to Fiszer sekundował jednemu z literatów. Literat prosił go, aby był nieustępliwy i koniecznie doprowadził do pojedynku. Fiszer zgadzał się bez zastrzeżeń. Wtedy zacietrzewiony literat domaga się natarczywie, aby warunki spotkania były najostrzejsze. Fiszer uspokaja go dobrodusznym, łagodzącym tonem: – Możesz pan być najzupełniej spokojny. Życie pańskie jest dla mnie niczym. Będę dbał tylko o pański honor.
      Smakujmy dowcip i ironię

  21. W książce pani Lidii Sadkowskiej-Mokkas pt. ,,Warszawa Skamandrytów” jest sporo o tej nietuzinkowej postaci. Bardzo zmyślnie przybliżasz nam takie osoby, co nie jest tak proste, bo szybko można popaść w encyklopedyczne wiadomości. A Ty jednak unikasz tego, co jest plusem. :)

    Moim zdaniem Szwajcaria jest wzorem do naśladowania w wielu dziedzinach. Jak dla mnie tylko wystawiać rękę i czerpać, oczywiście po pewnym dostosowaniu do warunków naszych tamtych co lepszych rozwiązań.

    Pozdrawiam!

    • Mozaiko Rzeczywistości,
      Izabela Stachowicz – Czajka, wydała książkę o Fiszerze „Moja wielka miłość”, ale ponieważ lubiła fantazjować, więc nie wiadomo, co prawda, a co podpowiedziała jej bujna fantazja.
      Myślę, że obecnie nie miałby komu anegdotek opowiadać. Purnonsens nie bawi, inteligencja zajęta sporami, a poeci to gatunek prawie wymarły. Ziemiańskiej też sklonować się nie da, a reanimowana to już nie to.
      Smakujmy dawny świat

  22. Jestem ciekawa, jak Fiszer odnalazłby się w aktualnych czasach i czy byłby równie błyskotliwy? Jak myślisz? :)

    • Ariadno,
      Fiszer jak nikt znał się na purnonsensie, a dookoła tematów nie brakuje. Witkacy nazwał te dyskusje po swojemu, czyli „rozmowy istotne”.
      Smakujmy wspólne rozmowy

  23. Ja bym dodał jeszcze, że dziś jak się czyta nawet o jakichś znanych osobach, co żyły powiedzmy 30-40 lat temu to niektórym trudno sobie wyobrazić jak wszystko wtedy wyglądało. A co dopiero mówić o dawniejszych sytuacjach, ludziach itp.

    Masz rację, obecnie taki Fiszer by się zmarnował tylko.

    Wydaje mi się, że coraz więcej jest pasjonatów starych aut. Czasem udaje się zobaczyć nawet na ulicy większego miasta jakiś ciekawy model z żółtą rejestracją, choć na jakimś zlocie wrażenie jest jeszcze większe.

    :) Dzięki za pozdrowienia.

    Pozdrawiam!

    • Mozaiko Rzeczywistości,
      a co powiesz o odwróconej bajce Fiszera?
      Dla Olimpii Grochowskiej Fiszer na poczekaniu układał bajeczki z morałem wywróconym na opak. Pierwsza była o siostrach Marysi i Zosi, które zbierały jagody w lesie. Miła Marysia poczęstowała całą rodzinę, Zosia swoje zjadła sama. Później okazało się, że Marysia nazbierała jagód trujących, więc cała rodzina umarła. A Zosia zdrowa.
      A zbieraczy i pasjonatów staroci coraz więcej.
      Smakujmy urok staroci

  24. Witam, ciekawy i mądry tekst, dziekuję, myślę, e istnieją jeszcze ludzie o ciekawej osobowości tylko czy jest jeszcze czas na dysputy? w przypadku Fiszera wystarczyło być i inni to doceniali….
    pozdrawiam ciepło

    • Dobry Coachu,
      o nim mówiono: „król życia, cesarz dowcipu, mikodem intelektu”. O ten intelekt chodzi, bez niego postać filozofa nie byłaby już barwna, prawda?
      Smakujmy dysputy i otaczajmy się ciekawymi ludźmi

  25. Tak zacząłem czytać ten tekst i przypomniałem sobie, że już kiedyś, gdzieś, mi się postać Fiszera o oczy i uszy obiła, choć nie pamiętam już okoliczności.

    Od razu też przyszło mi na myśl porównanie z inną wielką osobistością – Wieniawą. A tu się okazuje, że obaj się znali! :D

    Dziękuję Ci Ultro, za ten przewyborny tekst, o człowieku, który w sensie intelektualnym (a tym bardziej fizycznym!) przerastał zarówno swoje własne, jak i nasze obecne czasy. Teraz takich nietuzinkowych ludzi jak na lekarstwo. Wszyscy za szybko odchodzą i zostaje pustka. Oraz miernoty usiłujące mienić się wielkimi…

    Pozdrawiam Cię serdecznie!

    • Celcie,
      obserwuję ze smutkiem zjawisko zapraszania do telewizorni i do gazet miernot, które z racji bywania tamże, stają się celebrytami. Zauważ, że mądrych ludzi tam nie ma, ludzi nauki, sztuki również, za to są aktorzy jednego i drugiego serialu.
      Smakujmy dobro życia

  26. Oświadczenie ws. Prousta genialne, hehe. Nie znałam, muszę zapamiętać. Znałam za to jednego filozofa, pobieraliśmy nauki w tej samej klasie LO. Od początku zapowiadał się na filozofa właśnie, tylko z PR coś nie pykło. Już jako dyplomowany między innymi zapodał na Facebooku swoje zdjęcie zza siekiery, co mu raczej nie przysporzyło znajomości:D, ja w każdym razie odlajkowałam go wtedy od razu.

    Zaś do Ciebie, Ultro, zajrzę wkrótce i jak zawsze chętnie. Tymczasem buziaki.

    • Droga N,
      dziękuję za pamięć. Zawsze cenię sobie Twoją opinię.
      Serdeczności zasyłam

  27. Nie słyszałem nigdy o Fiszerze i jestem zaskoczony. Pozytywnie zaskoczony :-) Kiedyś kawiarniach było życie, teraz sprzedaje się tylko kawę :( Z drugiej strony, na krótką metę pewnie tak postać dodawała blasku każdemu spotkaniu, natomiast na dłuższą metę mógł być cokolwiek uciążliwy.
    Każda epoka ma swoje oryginalne postaci – jedni się wybiją, inni pozostaną tylko lokalnymi gwiazdkami. Widzę, to po łódzkim środowisku artystycznym

    • Hegemonie,
      ludzie niebanalni powinni być pokazywani. Tymczasem współczesna celebra znana jest z tego, że jest znana ze ścianek i kiecek oraz skandali. Zauważ, że wynalazców i mądrych tam nie ma.
      Serdeczności zasyłam