Wzrok, który zabija

                                            pajęczyna

          Onegdaj weszłam do ogródka po koperek do ziemniaków. Mój wzrok zatrzymał się na koronkowym cudzie utkanym misternie przez pająka. Zachwyt i podziw dla haftu małego stworzonka, przecież sama haftowałam, więc wiem ile trudu i pracy trzeba włożyć, by serweta przyciągała wzrok. Mały pajączku, jesteś wielki i boski – pomyślałam.

      Przyszłam do domu, zrobiłam sobie swoją o mało co kawę, przysuwam fotel do stolika i zamarłam. Mój wzrok padł na przycupniętego robala i z przerażeniem patrzę na obrzydliwość, która udaje, że tu nikogo nie ma. Powoli zdejmuję kapcia, by ubić wstrętne owłosione odnóża, a  tymczasem niezrażony wzgardą pająk z wyrzutem w głosie rzecze:

       - Tylko spróbuj, będziesz morderczynią. Sumienia nie masz, by zabijać stworzenie boskie, które ma takie samo prawo żyć, jak ty. Poza tym wiesz, że przynoszę szczęście każdemu domowi, a niektórzy twierdzą, że i bogactwo.

       - Fiu, fiu, też mi bogactwo, nie sądzę, byś tu miał się czym żywić. Wymarsz robalu grzecznie na szufelkę i fru z domu. Słyszysz, co mówię?  Nie życzę sobie jadu i pajęczyn.

       - Tylko bez ubliżania i osobistych wycieczek. Należę do najliczniejszego rzędu pajęczaków, w dodatku jestem większa niż partner, co oznacza, że nie jestem rodzaju męskiego. A jadowita zołza to z ciebie wychodzi, gdy wyrzucasz mnie z mojego gniazda na deszcz. Wiedz, że się nie ruszę, bo ciepło, dach nad głową i tu są moje dzieci. Widzę znów przerażony wzrok, który może wrażliwego pająka doprowadzić do zawału. Czyżbyś miała arachnofobię?

       - Nie, ale twoja niebezpieczna uroda nie powala mnie, a ponadto nie życzę sobie pajęczych lokatorów w moim domu. Usłyszałam wyraźnie, że nie jesteś sama.

         - Ludzie są jednak bez sumienia. Kota, choć brudzi, drapie i trzeba po nim sprzątać,  darzą miłością, głaszczą i traktują lepiej niż cichego, małego pajączka, A z psem to nawet selfie robią. Kto widział selfie z pająkiem?  Wiesz, że ja też mam migotanie przedsionków, gdy zobaczę człowieka, bo wiem, ze zaraz zadepcze, ukatrupi odnóże albo potraktuje muchozolem. Moje życie to wieczne uciekanie, krycie i życie w ciągłym stresie. Pytam, czym sobie  pająki zasłużyły na taki spektakl? Przecież kiedyś tarantyści odbywali publiczne rytuały, tańce, korowody, grała muzyka ku czci pająków w święto samego św. Pawła. Cóż, że to było dawno, nie znaczy przecież, że można obecnie pastwić się dla samej przyjemności zabijania. Co wy wiecie o miłości, przecież pająki towarzyszyły człowiekowi od zawsze.

        – Ja twoje racje rozumiem, mimo to mówię, że nie chcę mieć u siebie żadnych stworzeń. Ani brzydkich ciem, ani pięknych motyli.

       - Z tym to i ja się zgadzam. Wszystkie owady wyłapię, jestem pożyteczną pajęczycą, kątnikiem domowym. Nie masz much, komarów, insektów, to moja zasługa. A jak moje dzieci podrosną, sprowadzą swoje połówki, a wnuczęta znów dorosną i będą mieć potomstwo …o takim szczęściu marzę, by mieć dużą rodzinę. Znów widzę twój wzrok, który zabija. Myślałby kto, że ty nie chcesz doczekać szczęścia dzieci,  wnuków, a może przy dobrych układach i prawnuków.

             - Masz rację, może to uprzedzenie, przecież wiem, że kątniki nie są groźne.

      – Ale twój przerażony wzrok mówi co innego, jakbym była monstrum, bestią, potworem. Mam wprawdzie te włoski, ale to dzięki nim, wrażliwym na drganie powietrza orientuję się, co dzieje się w sieci. Czy wiesz, że pająki przepowiadają pogodę? Jeśli zobaczysz, jak spuszcza się po nici z sufitu, znaczy idzie plucha, a jak sieć buduje i wykazuje we dnie ruchliwość, jak ja teraz, słoneczna pogoda utrzyma się dłuższy czas. Mogę ci opwiedzieć dykteryjkę: Pająk do pająka: - Co robisz? - Gram w owady – A skąd masz? - Ściągnąłem z sieci…

          – Nic nie pomoże, proszę grzecznie na szufelkę. Nie ma zmiłuj.

          – Pewnie także nie wiesz, że pająki mają osiem nóg, a owady tylko sześć. Jesteś wysoce nierozsądna, skoro pożytecznego pajączka usuwasz z domu tylko z powodu wyimaginowanych uprzedzeń. Mężczyźni mnie widzieli i żaden nawet nie zareagował, a ty zachowujesz się, jak rozhisteryzowana nastolatka. Cud, że nie wyskoczyłaś na stół. Przemyśl to jeszcze raz w spokoju. Ja też mam prawo żyć. A ty masz sumienie. Zastanów się, człowieku, czy musisz być dla pająka tym wilkiem?

          -

Ta nasza ułomność

                                     paw

                                                Zafałszowany obraz

         Współczesny świat jawi się jako ten teatr ze sceną zapchaną ciuchami, jedzeniem, nogami, głowami, rozdętym ego, dzióbkami kubek w kubek podobni do ryb łapiących powietrze oraz borejowską mądrością, że jak zima to musi być zimno, a gdy lato, to gorąco. Ten obraz świata jest mocno zafałszowany, a to z tej przyczyny, że jako pierwsza informacja przebija się szokujący news, plotka i postprawda, która niekoniecznie musi się ocierać, choćby o rąbek prawdy. A że umysł przestał być atrakcyjny na rzecz zewnętrzności, więc prawda czy fałsz nie do rozróżnienia. Jajko można postawić bez opierania i będzie stało, bo tak w Internecie czytałem, a to, co tam – święte. Nie uwierzę bratu, ale Internetowi wierzę we wszystko i bez zastrzeżeń. Ostatnio czytałam, że jedzenie jajek zabija.  Starsza przytomnie odpowiedziała, że jajka nie produkują cholesterolu, tylko człowiek. Nic, tylko zejść po takich rewelacjach, bo jajka wszyscy jadamy, choćby w tym makaronie i majonezie.  Może lepiej przypomnieć sobie upomnienie A. Weasley’a: „Co ja ci zawsze powtarzałem? Żebyś nigdy nie ufała niczego i nikomomu, jeśli nie wiesz, gdzie jest jego mózg.” Tam jest myśloodsiewnia. Dzieci jeszcze tego nie rozumieją, więc nauka spoczywa na rodzicach, ale przecież nie wszyscy komputery mają i nie wszyscy się na rzeczy znają.

                                                 Internetowy szajs

           Demokracja Internetu  z jednej strony jest jej siłą, a z drugiej strony nie ma przesiewu bredni, słomianej sieczki, wulgarności, głupoty i rzecznego szlamu, co stanowi niejako zagrożenie z powodu uśpionej czujności aintelektualnych, bo skoro setka lajków pod tekstem, to przecież wszyscy mylić się nie mogą. A Internet huczy, dymi, szumi i porywa ze ze sobą, a potem wciąga w grząskie bagno, bo skąd masz wiedzieć, jak rzecz ma się do racjonalności, stąd mniej rozsądni piszą, by przyczepiać dzieciom amulety chroniące przed chorobą oraz wymieniają się sposobami leczenia. M. Napiórkowski trafnie zauważa: „Internet przypomina „Bitwę pod Grunwaldem”, gdzie wszystko naraz dzieje się na pierwszym planie”. Nikt nie sprawdza wiarygodności rewelacji, stąd wcześniej, czy później musi być ta sprawa internetowego oszustwa rozwiązana i nie chodzi tu o cenzurowanie, a zwyczajną prawdę i rzetelność informacji, tym bardziej że zaśmiecony do granic możliwości, staje się powoli wysypiskiem śmieci z gdzieniegdzie zagubionymi perełkami, ale żeby do nich trafić, trzeba wiele czasu poświęcić na wertowanie, a i tak nie ma pewności, czy czegoś nie pominęliśmy. Są granice, których przekroczyć nie wolno, podobnie jak z wolnością w realu. Nie wszystko wolno. Kiedyś to ludzie zrozumieją, bowiem poczucie rozproszenia tak duże, że zanim przebrniesz przez setki nieistotnych inormacji, zaczynają z oczu wychodzć mroczki, a spocony palec wskazujący przykleja się do klawiszy, jakby nie istniał czas linearny.

                                                    Nasze dane

             Nie zapminajmy o Internecie Rzeczy. Zdaniem uczonych, nasze dane może udostępnić nie tylko smartfon, komputer, ale inteligentne urządzenia podłączone do niego, np. sprzęt AGD. Wprawdzie inteligentna lodówka powiadomi cię, że kończy się termin ważności parówki, światło wyłączy się w całym domu czy piec wcześniej nagrzeje, ale przy okazji sprzeda dane, ponieważ producent nie ma obowiązku zabezpieczeń, a tu już kolejne  ”inteligentne” rzeczy zostają przyłączane do komputerów i telefonów. Stan innej percepcji, jak u Stanisława Lema.

                                      

Zabawa w kliknij, polub, nie lubię, wytnij

róża

           Facebook mi doniósł, że 17 lipca minęły dwa lata bytności na tej publicznej tablicy. Co mam napisać, skoro tyle to już lat. Właśnie miałam wrzucić swoje zdjęcie, jak jem ciastko z tą dziurką, by zobaczyć „lubiki”, tymczasem doniesiono mi, że czas  zmienić wygląd blogu.

          Mnie akurat nie rusza zewnętrzność, ale skoro wygląd przyciąga bardziej niż treść, to pewnie mnie podkolorują, wyszczuplą, wygładzą zmarszczki, naciągną to i owo, ustawią profil zanim zajmę się blogową rzeczywistością, więc pytam Szanownych Komentatorów, co po tym warunkowym zawieszeniu zostawić, jakie kamyki z tego ogródka wywalić i w którą stronę słońca iść za, a może przeciw? Jak wiadomo, pisanie nic nie kosztuje, jest na własne ryzyko, więc proszę podpowiedzieć, czego lepiej nie dotykać, co definitywnie wykreślić, a czym się zająć.    

  ¶   Zacznijmy od wyglądu. W domu mam kolor ściany „aromat wanilii”, więc może tak jakoś podobnie? Słowo daję, że nie czuć żadnego aromatu, nie tylko wanilii, a czucia stracić na blogu nie wypada, więc  może coś z ekologii? 

 ¶  Zobaczcie, co w moich zabałaganionych szufladach. Groch z kapustą.  Wyrzucajcie, niech usłyszę: Daj sobie spokój, czas dorosnąć i zająć się wrzucaniem zdjęć: tu siedzę, tam stoję, tutaj z psem. Może lepiej pisz przygody wzięte z życia typu: on ją rzucił, a ona jego.

  ¶ Interesuje mnie, jaki temat Was zbulwersował, poruszył, zmusił do zgrzytania, uśpił, zastanowił,  skłonił do szybszego mrugania, czy wesołości?

  ¶   Nie lubię lukrowania, pudrowania, koloryzowania, zatem prosto z mostu proszę mówić: weź się ogarnij, nie do wytrzymania te twoje denerwujące natręctwa…  ach, to ty.         

  ¶  Z jaką muzyką mnie kojarzysz, skoro i w komentarzach tego sporo? Spróbuj wybrać moją melodię.

  ¶ Obok Szczura z Loch Ness stoi ten sobowtór Ironista. Hmm, a co koło mnie?

 ¶   Albo  spróbować pisać wierszem, bowiem teraz to prościzna, skoro wg J. Brzechwy: „Są tam pół-rymy i niedorymy, / Rymy – poczwarki, rymy wyskropki, / Rymy- potworki i kozie bobki.” Kogut i kura za rym też obleci, bo ma „u” w środku, a poeci jak dzieci.

  ¶ Może pisać tak, jak radzi F. Kafka, by „Być siekierą dla zamarzniętego morza wewnątrz nas” (cytat podpatrzyłam u Bexy Lemon).

              Życzę sobie i innym „darz blog”, bo jako zabieracz czasu nie jest wart jednej łzy, a przecież wszyscy staramy się, jak możemy. Rozwiązujcie pytania testowe, może coś sensownego z tego wyjdzie. Wesołej zabawy i letniego lajkowania.

Spróbuj zbudować żarówkę

                                                Różnice pokoleń

         frania        Odkąd przeczytałam, że tak naprawdę pokolenia niewiele się różnią od siebie w mentalości, zaczęłam szukać, czym starsze pokolenie różni się od młodszego. W. Strauss i N. Howe w „Generation” po przebadaniu 25 pokoleń napisali: „pokolenia w każdym archetypie mają nie tylko podobną historię wieku, ale także podzielają pewne podstawowe postawy wobec rodziny, ryzyka, kultury i wartości oraz zaangażowania obywatelskiego”. A nam się wydawało, że każde pokolenie jest z innego świata i inaczej myśli. Wszystko przez bunt młodych, a potem oni żyją, jak ich nauczono. Prawda stara jak świat.

            Zatem, czym się tak naprawdę różnimy? Na pierwszym  miejscu trzeba postawić… przedmioty. Rzecz jasna, pralka Frania z wyżymaczką różniła się nie tylko wyglądem od marki Elektroluks. Wcześniej urodzeni pili kawę sypaną do szklanki i parzoną po turecku, choć w Turcji o takim sposobie nie słyszeli, obowiązkowo w wiklinowym  lub metalowym koszyczku, bowiem nie dałoby się szklanki utrzymać w ręce, kawa  była przykryta nieśmiertelnym spodeczkiem, a młodzi już ekspres. Stary czajnik z gwizdkiem (i bez) również różnił się od elektrycznego, a herbatę wcześniej parzoną w czajniczku mieszało się aluminiowymi łyżeczkami. Telewizor wprawdzie był, ale bez pilota, za to aż z dwoma programami. O Internecie nikt nie słyszał. Kiedy były jakieś wątpliwości, szło się do biblioteki, by mądrości szukać w pachnących farbą klejonych kartach książek. Współcześnie króluje wszechwiedzący Internet.

                                              Mądrzejsze pokolenie?

            Myślimy również, że z każdym pokoleniem jesteśmy mądrzejsi. Złudzenie. Joe Rogan (dziennikarz, komik) twierdzi, że co pokolenie, to więcej przybywa głupich ludzi. Dlaczego? Z prostej przyczyny:  ludzie mądrzy nie rozmnażają się w takim tempie, jak bezmyślni. Większość z nas nawet nie wie, że jest ograniczona, bo pstrykają i pojawia się światło, klikają i widać wydarzenia dziejące się na drugiej półkuli. Kiedyś jednak głupi zdominują liczebnością, a mądrzy wymrą naturalną koleją rzeczy i zostawią pozostałą resztę z całym bagażem komórek, pilotów, inteligentnych komputerów, trzeba liczyć chyba na kosmitów. Halo, jest tam kto? Można się śmiać do rozpuku razem z Roganem, ale kto wie, co to jest prąd, jak zbudowana jest komórka, komputer, kamera, czy zwykła bateria. Na  pewno wiesz, co włożyć do środka, by działał mikrofon i jak zbudować żarówkę? Trzeba wrócić do świec, nie ma zmiłuj. Uśmiech znika, kiedy badania w USA potwierdzają stały spadek inteligencji między 0,25 a 0,89 IQ na dekadę. Bez matematyków, fizyków, informatyków jesteś w czarnej dziurze. W szkole te przedmioty nudnie podane, zwykle do nauczenia na pamieć(!), same regułki, nieprzystępnie podana szczegółowo teoria i niepraktyczne zadania, jakby to był pryszcz, który trzeba jakoś przeżyć. Młody się uczy, by jak najszybciej zapomnieć.

Co robił foton na stadionie piłkarskim? –  Falę. – Jaką falę?

Jeśli masz dziesięć kurczaków i zjesz pięć, o ile wzrośnie twój poziom cholesterolu?                   
                                               
                                        Technologie wyprzedzają
             A pojawiają się coraz nowe opracowania i wynalazki, zatem analfabetyzm przedmiotów ścisłych powiększa się, więc któregoś dnia usłyszymy: „A tak właściwie, szanowni jajogłowi, czego ode mnie oczekujecie?” Było czytać choćby Marcusa du Sautoy’a „Poker z Pitagorasem”.  I szanować wiedzę.

  – Mam cudowny pomysł – powiedział Edisonowi pewien młody człowiek.
– Chcę wynaleźć uniwersalny rozpuszczalnik: ciecz, która będzie rozpuszczać każdy materiał. Ale nie mam środków na realizację tej idei.
– Uniwersalny rozpuszczalnik? – zdziwił się Edison – a w jakim naczyniu będzie go pan trzymał?
                 Na naukę nigdy nie jest za późno, myślenie ma przyszłość, a wszystkie obliczenia mają swoje źródło w codzienności. 

Czy mugole to kiedyś zrozumieją

            

IMG_0019

                                                   Analogowy świat

           Wcale nie żałuję, że urodziłam się w analogowym świecie. To był świat nauki i świat książek. Nikt dyplomowych prac za nikogo nie pisał, nikt nie ściągał gotowców z Internetu, bo takiego nie było. Nie uczyłeś się, to wiedziałeś, że będziesz pasał krowy, kopał doły lub jak moja mama mówiła: dobrze, że blisko Chrzanowa jest Chełmek, niedaleko do pracy, będziesz mogła szyć papucie, potem może nawet buty pozwolą, bo tam dobrze płacą. Praca zawsze dawała i daje poczucie niezależności. Inny był również świat wartości i świat wstydu. Jeśli ktoś mówił brednie, rumieniec od razu zdradzał upokorzonego, a na salony debatowe nie zapraszano pełnych żółci  nieuków. A klucz?  Wiadomo, był jak zwykle pod wycieraczką.

                                                   To był styl życia i bycia

         Żeby być muzykiem, piosenkarzem, trzeba było mieć słuch, głos, dyplom, talent, więc nic dziwnego, że zaczynali od Bacha, śpiewali „Nie lękajcie się, idźcie pod prąd”. „Olevay system”, „Kto cię obroni Polsko”. Smakowicie też brzmiało „Wino za karę”.  Pytam, „Gdzie są punki z tamtych lat”? Pod tym samym niebem żyjemy i z tej samej gliny ulepieni… Wpadłam w te dźwięki razem  z glanami i kolorowymi sznurówkami na jeden sezon. „Zostań z nami melodio”, mimo że „Czas upływa jak sen”.  Czasy słusznie minione przeszły do historii, ale wówczas usta zagipsowane mówiły, zresztą nie tylko aluzjami, choć te były w lot odczytywane. Świat jest cały czas w ruchu, Bergsonie, tylko w jakim kierunku  teraz idzie?

                                                 Slashies poszukuje

              Niektóre elementy lat mitrężnych i siermiężnych powoli wracają. Zacznijmy od wina nieboszczki PRL: „Czar Pegeeru”, „Uśmiech Sołtysa”, „Alpaga” „Alpagi łyk i dyskusje po świt”. Nawet zaprawieni siarką i kwasem mieli odlot, a S. Kisielewski o „Amarancie Górskim”: „ból głowy bije tu wszelkie rekordy.”  Za to „la patik” że tak powiem z francuska dobry był na kaca.  Coraz prężniej wracają kolorowe jarmarki zwane świętem miasta, dzielnicy, dniem chleba, cebuli, ziemniaka, kapusty. Tylko w te dni gospodynie (bez kontroli SANEPIDu) mogą sprzedawać swoje ciasta, bigosy, potrawy regionalne, miody, wędliny. Ten czas zaprzeszły także widać w kawiarniach, barach i knajpach z nazwą PRL. Zajrzyjcie do nich, wszędzie tłumy młodych, mimo obskurnych ścian, mebli i mętnej lury. Wracają potańcówki na dechach i śluby rodem z PRLu. Do gości wysyłane są zaproszenia w stylu wezwanie przez MO, na ślub młodzi jadą „syrenką”, „warszawą”. Menu od galarety po śledzia, a wódeczka z niebieską etykietką, uwaga panowie, w literatkach i musztardówkach.  Na bogato.

              „Na miły Bóg, życie nie po to jest, by brać”. I mieć. Drodzy Paciaciakowie, wcale nie z tego kabaretu, zbierajcie tymi szpachelkami internetowy szlam, polityczny muł i wyżyłowany szmal. Trzymajcie poziom, nie bądźcie milczacymi owcami i bezradnie beczącymi baranami. Z pozycji trzy czwarte lepiej dostrzec, co się liczy w życiu. Wzorem Wachmistrza proponuję wypicie choćby naparstka nalewki za szczęścia łut młodych slashiesów. Niechaj szukają swojej drogi w życiu i niech to będzie świat w tym dobrym stylu.

PS. Na zdjęciu „Nowa Prowincja” u Turnaua na Brackiej tak wyposażona.

Miłościwie Galicji panujący Franciszek Józef I

roza czerw

                  Sto jeden wystrzałów armatnich w dn.18.08.1830 r. oznajmiło narodziny Franciszka Józefa I przyszłego cesarza Austrii, króla Węgier, Czech, Lombardii, Wenecji, Dalmacji, Galicji, Jerozolimy etc, etc. W młodości przyszły cesarz uczył się introligatorstwa, co miało swoją dobrą stronę, gdyż nie tylko oprawiał, ale w końcu zaczął czytać książki. Przez 68 lat panowania zaskarbił sobie sympatię ludu, gdyż zapewnił względny spokój i dbał o pomyślność obywateli.

                    ” Zdarzenia z życia naszego monarchy”

                Na majowym spotkaniu z M.Czumą i L. Mazanem kupiłam  tę książkę. Tak po prawdzie pomyślałam:  - Co ja wiem o Franciszku Józefie? Prawie nic, a przecież miłościwie nam panował, a profesura deklamowała: „Przy Tobie Najjaśniejszy stoimy i stać będziemy”.  Monarcha z tego opracowania przypomina ciepłego człowieka pełnego osobliwości i przyzwyczajeń. „Dzień w dzień wstawał o 3.30 nad ranem, przykładnie pił krowie mleko, od 5.00 wytrwale dyżurował przy biurku pierwszego urzędnika” i dziwił się, kiedy przyszedł, że jeszcze nikogo w pracy nie ma. Kilka godzin dziennie siedział w siodle, wyprawiał się również do odległych prowincji, składał wizyty, musztrował, słuchał innych uważnie. Był  również oszczędny, taki pędzel do golenia zmieniał co trzy lata,  a jednak nawet ten Najwyższy Pan nie zapobiegł rozpadowi monarchii. Wiedział o tym, stąd dumne  słowa: „Monarchia idzie na dno, ale przynajmniej z honorem”.

            Uśmiech cesarza

        Sławny malarz Horowitz malował cesarza. Ażeby przerwać milczenie, monarcha zapytał, gdzie obraz będzie wisiał. – W banku, w hali kredytowej – odparł artysta.  Monarcha uśmiechnął się i ten filuterny  uśmiech utrwalił Horowitz. Domyślić się należy, że  kto spojrzał na znaczący uśmiech cesarza, kredytu unikał.

              Co znaczy pierdoła

            pewien oficer, Polak, w liście do przyjaciela nazwał cesarza „starym pierdołą”, ale list przechwyciła cenzura, więc poproszono polonistycznych ekspertów K. Nitscha, J. Łosia i J. Rozwadowskiego, którzy zgodnie orzekli, że słowo to oznacza dobrotliwego staruszka. Tym sposobem i oficer był zadowolony, i cesarz.

               Wodociąg  Franciszka Józefa

              W 1880 r. cesarz wyruszył z inspekcją do Galicji, ale woda w tym mieście miała złą sławę, więc do pociągu zabrano większy zapas. Magistrat zrozumiał aluzję i wkrótce zaczął uruchamiać pierwszy wodociąg, któremu nadano, a jakżeby inaczej – imię Franciszka. Od tej pory każdy, kto odkręcał kurek, myślał życzliwie, a niesmacznych dowcipów nie zanotowano nawet przy sedesowej spłuczce.

                   Niemiły dotyk

            Cesarz z reguły nie podawał ręki dostojnikom Kościoła. Musiałby bowiem te skrzące  kamienie ustami dotykać, ale arcybiskup praski celowo nie włożył pierścienia, licząc na uścisk. Nie zawiódł się na Franciszku, ale stracił uznanie w Watykanie, więc omijały go awanse. Nie przewidział oburzenia i zazdrości przełożonych.

                    Franciszek parobkiem

              Cesarz chciał poznać dolę ludu, więc przebrał się jako parobek i zatrudnił w galicyjskim gospodarstwie. Oczywiście spóźnił się na wschód słońca, więc rządca kazał mu wymierzyć 25 batów. Dopiero jazda żołnierzy przywołała do porządku srogiego zarządcę, a sam Najjaśniejszy siedział i płakał nad dolą swego ludu.

                 Wstrząs spowodowany bokobrodami

              Lotem błyskawicy obiegła Galicję wiadomość, że 12 lipca 1862 roku monarcha zgolił wąsy i bokobrody. W Krakowie przewidywano z tego powodu rozruchy (wszak do rozruchów każdy powód może być dobry), więc rozdzwonił się Zygmunt, a pod Sukiennicami harcował Lajkonik. Napięcie rosło do 29 lipca, kiedy to „Morgenpost” doniósł, że Najjaśniejszy znów zapuszcza bokobrody. Fryzjerzy zaczęli zamawiać płyny, maści, farby przez co gospodarka zaczęła iść w górę, rewolucji nie było.

                   Niech żyje cesarz

            Hr. A. Potocki został po rozruchach skazany na sześć lat twierdzy. Wyrok wysłuchał, a potem krzyknął: Niech żyje cesarz! Kiedy monarsze doniesiono, zrobił Potockiego posłem i przyznał mu koncesję na budowę linii kolejowej Przemyśl – Łupków. Od dawna wiadomo, że wznoszenie okrzyków i klaskanie  panującym zwykle się opłaca.

                    Nie każdy łasy na frykasy

           S.Ciuchciński na cmentarzu Łyczakowskim zakończył mowę pogrzebową słowami: – „Bądź zdrów, Andrzeju”. Wiadomość dotarła do Wiednia, Monarcha zaproponował mu od razu stanowisko dyrektora wydawnictw wojskowych Ministerstwa Wojny. Pan Stanisław odmówił z uwagi na nawał pogrzebów, które obsługiwał.

                  Wycieranie nosa

                Szach perski przebywający z wizytą w Wiedniu, wycierał nos w firankę, cesarz kazał ofiarować mu jedną ze swoich dwudziestu dwóch chustek. Nie wiadomo, czy szach aluzję zrozumiał, ale podarunku nie przyjął.

                 Podziw dla pracowitości

             Cesarz dostał wstrząsającą wiadomość, że następca tronu cierpi na rzeżączkę. Zatem tłumaczono mu, że 20% żołnierzy zapada na tę  przypadłość przynajmniej raz w roku. Spowodowane jest to wyjątkowymi zapałami bojowymi oraz pracowitością pań. Najstarsza obsługuje klientów mimo 81 lat. Ogromna szkoda – westchnął monarcha – że charakter zajęć tej osoby nie nadaje się do wykorzystania w podręcznikach szkolnych.

                    Kardynalska dyspensa

                Krakowski magistrat postanowił przeznaczyć ok. ośmiu tysięcy koron na wizytę Franciszka Józefa I. Radni liczyli na to, że w piątek postne jedzenie kosztuje taniej, tymczasem otrzymali wiadomość, że monarcha i jego świta otrzymali dyspensę na ten dzień. Prezydent Zyblikiewicz z trudem przywołał uśmiech, a gdy za rok kardynał przyjechał do Krakowa nie mógł zrozumieć chłodu, z jakim go przyjęto.

                       Imię po Franciszku

                       W 1920 r. w Wadowicach przyszedł na świat chłopiec, ojciec dał mu na imię Karol Józef. – Karol po tobie i po Habsburgu, a dlaczego Józef? – dopytywała matka. – To po naszym dobrym panu cesarzu Franciszku Józefie – przypomniał jej dawny podoficer armii austriackiej, Karol Wojtyła. Nadane imiona stały się sławne na cały świat.

                    Moje serce zostaje z wami

               Tak cesarz powiedział do prezesa Koła Polskiego K. Grocholskiego, na co prezes odpowiedział: – Ale nasze serca zabierasz z sobą, Najjaśniejszy Panie.

             Podobno pokłonić się sercu monarchy można w Wiedniu w kościele Kapucynów, ale pokłon nie należy do tanich, zatem wystarczy powiedzieć, że jest się z Krakowa, aby wpuszczono bez opłat. Najjaśniejszy wprawdzie w niebiesiech, ale jak znam życie i tam mu donoszą, że ukazują się o nim książki, wspomnienia, a Franciszek uśmiecha się dobrotliwie: – Tam zostawiłem swe serce. Galicja o mnie pamięta. Jeszcze pamięta.

Spełnione marzenie Antoniego Słonimskiego

 Adaś w dolinie

A. Słonimski: „Dzieciństwo”

Gdy za myślą wzruszoną westchnienie ulata,
Gdy sen klei zmęczone czytaniem powieki ,
Nad książką pożyczoną z miejskiej bibioteki,
Ach, któż marzeń nie roił w swe młodzieńcze lata?

Noc, w domu cisza. Zegar gdzieś sennie kołata…
Z książek pełnej mansardy, za lasy i rzeki,
Podkowami dzwoniący w wedrówce dalekiej,
Jedzie bohater, losy zmieniający świata.

Oto z mieczem naciera wzniesionym ku górze…
W kurzawie w skok pędzący, rozogoniony w walce,
Bez zbroi, sam, w chlamidy rozwianej purpurze.

Serce w piersi zamiera, w oczach błyskawice…
Przez chude, atramentem powalane palce 
Łzy spływają na książki pożółkłe stronice.

             Panie Antoni,

            przeczytałam sonet i wzruszyłam się, ponieważ każdy dom zapamiętany z dzieciństwa zawsze  będzie pełen tajemnic, uroku i osobistych wspomnień. Pełno w nim tykania zegara,  przyjaznych dźwięków, dzwonienia, a także zapamiętanych obrazów. Już w pierwszej strofie sonetu  wspomina Pan bibliotekę, a w niej książki, które czytane były aż do sklejenia powiek snem zmęczenia.

                     Panie Słonimski

             Kiedy po latach stanął Pan w progu swego domu i zobaczył siebie wybierającego się w podróż, by spełnić swe marzenie, czyli zmienić świat na lepszy model, wzruszenie westchnieniem uleciało. Każde dziecko ma swoje plany odegrania dziejowej roli w świecie. W dłoni miecz, dookoła tuman kurzu i rozwiana chlamida, strój Greków do jazdy konnej. Te wielokropki też dają sporo do myślenia: „rozognienie”, „serce w piersi zamiera”, „w oczach błyskawice”. Trzeba mieć wyobraźnię, by zobaczyć, dokąd się zaszło w tym ratowaniu świata przed zagładą. Minęły lata. Marzenia ustąpiły twardym realiom. Widać tylko palce  powalane atramentem i łzę spływającą na pożółkłe kartki książki. Tyle zostało z wielkich dziecięcych planów?

              Panie Antoni,

          Ty nie przespałeś życia, bo odkąd stałeś się poetą, prowadzisz tłumy przez życie swoją poezją, prowokujesz do myślenia, zachęcasz do czytania, do obcowania z piękną polszczyzną. Więcej dałeś światu swoim piórem niż inni szabelką. Wiedz również, że wolimy czytać Twoje wiersze niż oglądać współczesny świat Kiepskich. Wiadomo przecież, że czytanie nadaje inny wymiar życiu, uszlachetnia. Daje czas na refleksję, przyjrzenia się sobie i wartościom, które prezentujemy. Zapoznajemy się z niecodziennym językiem i jego metaforami. A bez metafor życie ma płaski kształt. Czytanie powoduje emocje, których w szarości dnia nie zobaczysz.

           Panie Słonimski,

          marzenia się spełniły. Może całego świata Pan nie zbawił, ale wielu osobom zauroczonym poezją, wiersze nadały nową wrażliwość, pokazały kierunek na przyszłość i na koniec zmusiły czytelników do tych pytań retorycznych:

- Czy czuję się spełniony, czy przespałem to swoje życie; na drugie przecież nie ma szans.? - Kim w końcu chciałem być, a kim zostałem i co po mnie …?

            Gdy pomyślimy, to  n a m  łza, nie Tobie, pocieknie na kartki książki, (czytaj: klawisze komputera). W dodatku nie tylko ta jedna łza.