Miłościwie Galicji panujący Franciszek Józef I

roza czerw

                  Sto jeden wystrzałów armatnich w dn.18.08.1830 r. oznajmiło narodziny Franciszka Józefa I przyszłego cesarza Austrii, króla Węgier, Czech, Lombardii, Wenecji, Dalmacji, Galicji, Jerozolimy etc, etc. W młodości przyszły cesarz uczył się introligatorstwa, co miało swoją dobrą stronę, gdyż nie tylko oprawiał, ale w końcu zaczął czytać książki. Przez 68 lat panowania zaskarbił sobie sympatię ludu, gdyż zapewnił względny spokój i dbał o pomyślność obywateli.

                    ” Zdarzenia z życia naszego monarchy”

                Na majowym spotkaniu z M.Czumą i L. Mazanem kupiłam  tę książkę. Tak po prawdzie pomyślałam:  - Co ja wiem o Franciszku Józefie? Prawie nic, a przecież miłościwie nam panował, a profesura deklamowała: „Przy Tobie Najjaśniejszy stoimy i stać będziemy”.  Monarcha z tego opracowania przypomina ciepłego człowieka pełnego osobliwości i przyzwyczajeń. „Dzień w dzień wstawał o 3.30 nad ranem, przykładnie pił krowie mleko, od 5.00 wytrwale dyżurował przy biurku pierwszego urzędnika” i dziwił się, kiedy przyszedł, że jeszcze nikogo w pracy nie ma. Kilka godzin dziennie siedział w siodle, wyprawiał się również do odległych prowincji, składał wizyty, musztrował, słuchał innych uważnie. Był  również oszczędny, taki pędzel do golenia zmieniał co trzy lata,  a jednak nawet ten Najwyższy Pan nie zapobiegł rozpadowi monarchii. Wiedział o tym, stąd dumne  słowa: „Monarchia idzie na dno, ale przynajmniej z honorem”.

            Uśmiech cesarza

        Sławny malarz Horowitz malował cesarza. Ażeby przerwać milczenie, monarcha zapytał, gdzie obraz będzie wisiał. – W banku, w hali kredytowej – odparł artysta.  Monarcha uśmiechnął się i ten filuterny  uśmiech utrwalił Horowitz. Domyślić się należy, że  kto spojrzał na znaczący uśmiech cesarza, kredytu unikał.

              Co znaczy pierdoła

            pewien oficer, Polak, w liście do przyjaciela nazwał cesarza „starym pierdołą”, ale list przechwyciła cenzura, więc poproszono polonistycznych ekspertów K. Nitscha, J. Łosia i J. Rozwadowskiego, którzy zgodnie orzekli, że słowo to oznacza dobrotliwego staruszka. Tym sposobem i oficer był zadowolony, i cesarz.

               Wodociąg  Franciszka Józefa

              W 1880 r. cesarz wyruszył z inspekcją do Galicji, ale woda w tym mieście miała złą sławę, więc do pociągu zabrano większy zapas. Magistrat zrozumiał aluzję i wkrótce zaczął uruchamiać pierwszy wodociąg, któremu nadano, a jakżeby inaczej – imię Franciszka. Od tej pory każdy, kto odkręcał kurek, myślał życzliwie, a niesmacznych dowcipów nie zanotowano nawet przy sedesowej spłuczce.

                   Niemiły dotyk

            Cesarz z reguły nie podawał ręki dostojnikom Kościoła. Musiałby bowiem te skrzące  kamienie ustami dotykać, ale arcybiskup praski celowo nie włożył pierścienia, licząc na uścisk. Nie zawiódł się na Franciszku, ale stracił uznanie w Watykanie, więc omijały go awanse. Nie przewidział oburzenia i zazdrości przełożonych.

                    Franciszek parobkiem

              Cesarz chciał poznać dolę ludu, więc przebrał się jako parobek i zatrudnił w galicyjskim gospodarstwie. Oczywiście spóźnił się na wschód słońca, więc rządca kazał mu wymierzyć 25 batów. Dopiero jazda żołnierzy przywołała do porządku srogiego zarządcę, a sam Najjaśniejszy siedział i płakał nad dolą swego ludu.

                 Wstrząs spowodowany bokobrodami

              Lotem błyskawicy obiegła Galicję wiadomość, że 12 lipca 1862 roku monarcha zgolił wąsy i bokobrody. W Krakowie przewidywano z tego powodu rozruchy (wszak do rozruchów każdy powód może być dobry), więc rozdzwonił się Zygmunt, a pod Sukiennicami harcował Lajkonik. Napięcie rosło do 29 lipca, kiedy to „Morgenpost” doniósł, że Najjaśniejszy znów zapuszcza bokobrody. Fryzjerzy zaczęli zamawiać płyny, maści, farby przez co gospodarka zaczęła iść w górę, rewolucji nie było.

                   Niech żyje cesarz

            Hr. A. Potocki został po rozruchach skazany na sześć lat twierdzy. Wyrok wysłuchał, a potem krzyknął: Niech żyje cesarz! Kiedy monarsze doniesiono, zrobił Potockiego posłem i przyznał mu koncesję na budowę linii kolejowej Przemyśl – Łupków. Od dawna wiadomo, że wznoszenie okrzyków i klaskanie  panującym zwykle się opłaca.

                    Nie każdy łasy na frykasy

           S.Ciuchciński na cmentarzu Łyczakowskim zakończył mowę pogrzebową słowami: – „Bądź zdrów, Andrzeju”. Wiadomość dotarła do Wiednia, Monarcha zaproponował mu od razu stanowisko dyrektora wydawnictw wojskowych Ministerstwa Wojny. Pan Stanisław odmówił z uwagi na nawał pogrzebów, które obsługiwał.

                  Wycieranie nosa

                Szach perski przebywający z wizytą w Wiedniu, wycierał nos w firankę, cesarz kazał ofiarować mu jedną ze swoich dwudziestu dwóch chustek. Nie wiadomo, czy szach aluzję zrozumiał, ale podarunku nie przyjął.

                 Podziw dla pracowitości

             Cesarz dostał wstrząsającą wiadomość, że następca tronu cierpi na rzeżączkę. Zatem tłumaczono mu, że 20% żołnierzy zapada na tę  przypadłość przynajmniej raz w roku. Spowodowane jest to wyjątkowymi zapałami bojowymi oraz pracowitością pań. Najstarsza obsługuje klientów mimo 81 lat. Ogromna szkoda – westchnął monarcha – że charakter zajęć tej osoby nie nadaje się do wykorzystania w podręcznikach szkolnych.

                    Kardynalska dyspensa

                Krakowski magistrat postanowił przeznaczyć ok. ośmiu tysięcy koron na wizytę Franciszka Józefa I. Radni liczyli na to, że w piątek postne jedzenie kosztuje taniej, tymczasem otrzymali wiadomość, że monarcha i jego świta otrzymali dyspensę na ten dzień. Prezydent Zyblikiewicz z trudem przywołał uśmiech, a gdy za rok kardynał przyjechał do Krakowa nie mógł zrozumieć chłodu, z jakim go przyjęto.

                       Imię po Franciszku

                       W 1920 r. w Wadowicach przyszedł na świat chłopiec, ojciec dał mu na imię Karol Józef. – Karol po tobie i po Habsburgu, a dlaczego Józef? – dopytywała matka. – To po naszym dobrym panu cesarzu Franciszku Józefie – przypomniał jej dawny podoficer armii austriackiej, Karol Wojtyła. Nadane imiona stały się sławne na cały świat.

                    Moje serce zostaje z wami

               Tak cesarz powiedział do prezesa Koła Polskiego K. Grocholskiego, na co prezes odpowiedział: – Ale nasze serca zabierasz z sobą, Najjaśniejszy Panie.

             Podobno pokłonić się sercu monarchy można w Wiedniu w kościele Kapucynów, ale pokłon nie należy do tanich, zatem wystarczy powiedzieć, że jest się z Krakowa, aby wpuszczono bez opłat. Najjaśniejszy wprawdzie w niebiesiech, ale jak znam życie i tam mu donoszą, że ukazują się o nim książki, wspomnienia, a Franciszek uśmiecha się dobrotliwie: – Tam zostawiłem swe serce. Galicja o mnie pamięta. Jeszcze pamięta.

70 Komentarze

  1. Chciałoby się powiedzieć: „Szkoda, że tylko 68 lat, ale ślady pozostały po Tobie po dziś dzień” … Galicja pamięta, królewski Kraków … i liczne pamiątki … tłumy wielbicieli dawniej i dziś … nie tylko Pan Mazan i Ultra … Cesarzu, patrzysz z góry na Kraków i co?
    Jeszcze do tego gdy dodamy dzielnego wojaka Szwejka ! To przecież w Galicji wielkie mecyje !
    Autorkę postu serdecznie pozdrawiam. :)

    • Jędrku,
      W 1998 r powołano Przemyskie Stow. Przyjaciół Dobrego Wojaka Szwejka i mszę odprawiono. To się Najjaśniejszy ucieszył.
      Serdecznie pozdrawiam

      • Ja też wspominam przy okazji obrazy z filmu o Szwejku i książki Żołnierzy Jego C-K Mości, którą sfilmowano bardzo udatnie. No i jeszcze nasuwa mi się Cesarzowa Sisi. Razem spory kawałek historii.
        Bardzo przyjemna lektura

        • Tatulu,
          Szwejk, kiedy wszedł do karczmy, zauważył brak obrazu. – Tutaj wisiał niegdyś obraz Najjaśniejszego Pana – ozwał się znów po chwili – akurat tam, gdzie teraz wisi lustro.
          – A tak, ma pan rację – odpowiedział Paliviec – wisiał tam, ale obsrywały go muchy, więc zaniosłem go na strych.
          Tym sposobem też można zaistnieć, bo historię opowiadano i śmiechu było do rozpuku.
          Serdecznie pozdrawiam

          • Jędrku,
            Za cesarza pana zawsze można wychylić lampkę.
            To mamy już I galicyjskie imieniny 19 marca 2009 w Przemyślu z poczęstunkiem, medalem i śpiewem dla Najjaśniejszego: „Niech mu gwiazdka pomyślności nigdy nie zagaśnie”.
            Pozdrawiam i dziękuję za linki

  2. Bardzo ciepło ukazałaś tę charyzmatyczną postać. Wtedy jednak czasy były inne i szczególne, lecz „cysaroki” patrzą na Franza Josefa nadal jak na dobrego wujka.
    Współczesność, niestety, nie zrodzi już takich osobowości.
    ściskam i niezmiennie zapraszam

    • Andrzeju,
      Stanisław Wajda tak opisał przyjazd Najjaśniejszego do Krakowa w 1880:
      „I na Wawelu w starym Krakowie,
      W grobach, gdzie drogie są szczątki,
      Gdzie śpi naczelnik, wodze, królowie,
      Gdzie i habsburskie pamiątki –
      Modli się Cesarz, zgina kolana
      W ducha pokorze i skrusze,
      I ciche modły wznosi do Pana
      Za naszych praojców dusze”.
      Zasyłam serdeczności

  3. Ultro Droga, czyżbyś liczyła na ten dobrotliwy uśmiech Franciszka w niebiesiech? :)

    Pięknie opisałaś anegdotami postać FJ I. Przeczytałam z przyjemnością.

    • Szarabajko,
      uśmiechem nie pogardzę. Tak rzadko mamy powody do radości. Patrzę w ołowiowe niebo, ale tylko błyskawice widać i huk gromowładnego. No, ileż można, już trzeci raz burza nawraca.
      Serdecznie pozdrawiam

      • A ja kocham burze. Nie znoszę, natomiast, duszności przed burzą. Burza oczyszcza. Jest w niej bezwzględna szczerość. Pieron, grzmot i całe napięcie opada.

        • Szarabajko,
          tak ładnie napisałaś: „burza oczyszcza”. Po burzy pachnie ozonem, powietrze odświeżone, lepiej się oddycha, ale przed burzą nie do wytrzymania. A tu wiele burz jeszcze nawiedzi.
          Serdecznie pozdrawiam

  4. Zawsze mnie zadziwiała ta estyma i sentyment dla cesarza, bo u nas w Kongresówce wszyscy wiedzieli, że „car eto sukinsyn” i wszyscy wiedzieli że to nie nasz, tylko „awstryjackij”! :D :D :D

    • Dreptaku,
      wydaje się, że cesarz miał słabość do Polaków, a może chciał jeszcze tym królem zostać? W każdym rządzie Austrii zawsze był Polak ministrem d/s Galicji. Żaden inny kraj nie dostąpił tego zaszczytu. Prof. Andrzej Chwalba twierdził, że Polacy liczyli przede wszystkim na przekształcenie Austrii w państwo trialistyczne. Marzyli o powstaniu Austro-Węgier-Polski, a potem odłączeniu. Cesarz ich popierał, ale Austriacy słyszeć nie chcieli.
      Serdecznie pozdrawiam

  5. Poznałam bardziej cesarza i już się nie dziwię wieloletniej pasji i miłości mojego męża do tegoż władcy. Prześlę mężowi linka do twojego posta. Poczyta sobie, patrząc na ścianę, na której wiszą liczne pocztówki z podobizną Franciszka. Pozdrawiam, Ultro

    • Iwonko,
      jego wadą było to, że był zbyt drobiazgowy i szczegółowy. Miał wyliczone kalesony, więc kiedy przeliczył i brakło, dociekał, podobnie z chusteczkami do nosa, do końca pamiętał, że jedna zginęła, więc zostały mu 22. Za wycięcie jednego drzewa, trzeba było posadzić dziesięć, a przecież o ekologii nikt wówczas nie słyszał.
      Serdecznie pozdrawiam

    • Romanie,
      przez tyle lat przestrzegać dworskiej etykiety tylko cesarz potrafił. Pewnej nocy dostał nagle ataku. Wezwany lekarz nadworny nadbiegł nieubrany wskutek pośpiechu. Ale Franciszek Józef odprawił go z kwitkiem, mrucząc pod nosem:
      - Niech pan najpierw włoży frak.
      Serdecznie pozdrawiam

  6. Anegdota o postnym, tańszym menu przypomniała mi obiad jubileuszowy, za zorganizowanie którego byłam odpowiedzialna. Jubileusz obchodziła szkoła. Zamówiłam rybę dla siostry zakonnej i katechetek, bo to piątek był, a okazało się, że one dostały dyspensę na jubileusz, rybę zjedli inni chętni, w tym ja :-)
    Super ciekawostki, jak zwykle u Ciebie ;-)

    • Jotko,
      w pewnej szkole uczyło czterech księży, żaden w piątek nie pościł. Twierdzili ze śmiechem, że ten, kto przyrządza ma grzech, a nie ten, który je. Najjaśniejszy zapraszał na obiady swoich podwładnych, ale uczestnicy tych obiadów nie wspominali najlepiej. Rozpoczynano oczywiście serwowanie potraw od cesarza, a ten miał zwyczaj jeść pospiesznie, kończył i wstawał – to zaś oznaczało koniec obiadu, choćby goście jeszcze nie zjedli.
      Serdecznie pozdrawiam

  7. Świetnie opisałaś. Z prawdziwą przyjemnościa odświeżyłam sobie wiadomości o cesarzu. Wszędzie mniej lub bardziej blogowo minorowo a tu tak sympatycznie i nostalgicznie

    • Reno,
      kanikuła, więc letnie wpisy.
      Pewien szeregowiec awansował na ordynansa porucznika i miał mu wyczyścić buty.
      W niedzielę porucznik traci cierpliwość:
      -Ej ty niezdaro! Jeszcze nie wyczyściłeś mi butów?
      -Melduje posłusznie panie poruczniku – odkrzykuje z kuchni ordynans – właśnie czyszczę drugi.
      -Podaj mi tymczasem pierwszy!
      -Melduje posłusznie panie poruczniku, że ten pierwszy to ja zawsze czyszczę na ostatku.
      Grunt to trafna, dowcipna odpowiedź i życie wtedy staje się łatwiejsze.
      Serdecznie pozdrawiam

  8. Do chóru zadowolonych dołączam :) Świetnie było poczytać ciekawe anegdoty, które cesarza w tak dobrym świetle przedstawiają. A wady, one tylko dosmaczają.
    No nic innego – ludzki człowiek :))
    Serdeczności zostawiam, Ultro :)

  9. Z anegdot o etykiecie lubię tę o szlachcicu (choć to chyba o innego cesarza chodziło), który po pijanemu w karczmie wykrzykiwał, że ma cesarza w d…
    Już następnego dnia został doprowadzony przed sąd i skazany, za „rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji o miejscu pobytu Najjaśniejszego Pana”…

    • Tetryku,
      kiedy przyjechał do Krakowa w 1880 roku dla Najjaśniejszego były to pracowite dni, kiedy odwiedzał szkoły, zakłady, uczelnię, przyjmował liczne delegacje. W drugim dniu lustrował wojsko na Błoniach: „Po drodze jego powóz otoczyła w pełnym pędzie licząca 610 jeźdźców chłopska banderia, zgrabnie łamiąc się na dwie grupy, uszykowała się po obu stronach monarszego ekwipażu, eskortując go aż do ul. Wolskiej. Manewr ten był świetnie wykonany”. Wieczorem na cześć cesarza urządzono iluminację miasta. Władca objechał miasto, podziwiając oświetlenie i ozdoby, a „widok rynku był prawdziwie czarodziejski”.
      Serdecznie pozdrawiam

  10. Trzeba jechać do tego Wiednia skoro obowiązuje promocja dla Krakowian! Jak dają to trzeba brać:-)
    Niech się Cesarz uśmiecha i pod żadnym pozorem nie obcina bokobrodów!

    • Bet,
      niech się Najjaśniejszy uśmiecha, tak mało uśmiechu i życzliwości.
      Podczas wizyty w Galicji nieoczekiwanie zatrzymał się w Chrzanowie. Nikt nie był na to przygotowany, ale przed stacją i tak zgromadził się wielki tłum. Chrzanowski starosta zupełnie stracił głowę. Latał wśród tłumu i szukał Cesarza, by go powitać. Wpadł na pewnego faceta z bokobrodami i zapytał go: – Przepraszam, gdzie jest Cesarz? Na to Cesarz wyjmuje z kieszeni monetę, pokazuje mu ją i mówi: – Tutaj.
      Cesarz potraktował to z humorem, ale lokalne władze – nie. Biednego starostę zdegradowano, bo nie rozpoznał cesarza.
      Serdecznie pozdrawiam

  11. Bardzo sympatycznie opisałaś Franciszka Józefa I :)
    Miło mi się czytało i poznawało tego Monarchę, bo muszę przyznać, że moja wiedza na jego temat jest bardzo skąpa.
    Taki anegdotki to bardzo fajny sposób na zapamiętanie przedstawianej postaci nawet dla tych, którzy z pamięcią problemy miewają ;)
    Podobała mi się anegdotka ,, pierdoła ” :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    • Aniu,
      to zdanie wojaka Szwejka łatwo zapamiętać:
      „Chudych ludzi nieco trudniej zapamiętać, ponieważ jest ich na świecie bardzo dużo. Tworzą oni większość, jak to się mówi”. Z tego rozumowania wynika, że chudym trudniej.
      Serdecznie pozdrawiam

    • cesarstwa nie uratował, ale sam stał się sławny:
      – Czy potrafiłby pan obliczyć przekrój kuli ziemskiej?
      – Nie umiałbym, proszę panów – odpowiedział Szwejk – ale i ja bym panom też mógł zadać zagadkę. Jest dom o trzech piętrach, każde piętro ma osiem okien. Na dachu są dwa dymniki i dwa kominy. Na każdym piętrze mieszkają dwaj lokatorzy. A teraz powiedzcie, panowie, którego roku umarła babka stróża?
      Serdecznie pozdrawiam

    • Ewo,
      Najjaśniejszy wstawał wcześnie, ale znając jego drobiazgość, pewnie toaleta zajęła trochę, podpisy, dyspozycje, szczegółowe zalecenia drugie tyle, a jeszcze na to pole trzeba było dojechać z tego Krakowa (bryczką?) razem ze świtą, stąd spóźnienie.
      Serdecznie pozdrawiam

  12. Klik dobry:)
    Franciszek Franciszkiem, ale ja dowiedziałam się, kto to M.Czuma i L. Mazan, ponieważ nie omieszkałam zajrzeć do Wikipedii, żeby sprawdzić, z kim to Ultra się spotyka. :)

    Pozdrawiam serdecznie.

    • AlEllu,
      nie ma problemu ze spotkaniem, namiary mogę podać.
      Trzeba się liczyć, że będzie wesoło i zabawnie.
      Serdecznie pozdrawiam

  13. O cesarzu można czytać i czytać, ale jet w Twoim tekście ( przypuszczam, że opartym na książce) nieścisłość- Galicja to prowincja, nie miasto i historia z tą wodą, dotyczyła pewnie jakiegoś miasta w Galicji- może Cieszyna?
    Sama jestem ciekawa, jakiego. Śląsk Cieszyński za panowania cesarza miał dosyć mocną autonomię i był bogaty w porównaniu z Galicją wschodnią, dlatego rządy cesarza wspomina się tu z sentymentem. I podkreśla się tu, że „my som cesaroki” stela. Nasunęło mi się, że ludek cieszyński to taki sam „stary pierdoła”, jak cesarz.

  14. Jaskółko,
    sprawa dotyczyła Krakowa, sprawdziłam, co nie znaczy, że w Cieszynie i w innych miasteczkach woda była dobra.
    W 1866r. prez. J. Dietl wystąpił z inicjatywą budowy, ale dopiero, kiedy na czele Miejskiego Biura Wodociągów stanął autor projektu c. k. nadinżynier R. Ingarden ruszył „nowoczesny miejski Wodociąg Pompowy imienia Franciszka Józefa I, zaprojektowany przez R. Ingardena, został otwarty na Bielanach w 1901 r. Budowa trwała 2 lata. Była to najdroższa inwestycja Krakowa ze wszystkich ówczesnych przedsięwzięć.” inżynieryjnych. (https://zabytek.pl/pl/obiekty/zespol-wodociagow-miejskich-im-cesarza-franciszka-jozefa-i-743)
    Serdecznie pozdrawiam

    • Dzięki. Ja z kolei poszperałam na temat wodociągów na Ziemi Cieszyńskiej i taki oto fragment historii wklejam. rzecz dotyczy Tylko Cieszyna. Potem, w połowie XX wieku, zbudowano sieć wodociągów w całym powiecie cieszyńskim.
      „Cały wodociąg zaprojektowany przez Adolfa Friedricha i zbudowany przez firmę Rempel i Miklas z Wiednia, otwarto w listopadzie 1894 roku.” Sieć obejmowała cały ówczesny Cieszyn, czyli po obu stronach Olzy.

    • Linko,
      idealizowanie Polaków znane było już od Galla Anonima, Kadłubka, Długosza po dziś dzień. A wszystko ku pokrzepieniu serc. Niektórzy koronowani to gwałciciele, rozpustnicy, głupcy, a wszystko przez to, że są równi i równiejsi. Za batonik jeden pójdzie siedzieć, a za milionowe przekręty drugi nie musi odpowiadać.
      Serdecznie pozdrawiam

  15. Warto również wspomnieć, że w 1868 r. Sejm Galicyjski uchwalił dwie, pierwsze na świecie ustawy o ochronie przyrody, a dokładnie kozic i świstaków. PS. Ale zaborcą był!

    • Wojtku,
      problem u nas polega na tym, że ustawy to my mamy, gorzej z wykonawstwem, za to dużo się mówi o ekologii, natomiast mało robi.
      Serdeczności

        • Wojtku.
          na konferencji zorganizowanej przez RODM w Toruniu (założycielem ojciec R.), który wygrał konkurs Min.Spraw Zagr., mówiono, że ekologizm
          neguje Boga jako stworzyciela Polski, Polaków i Polek. A tam tłumnie zjechali leśnicy i koła łowieckie…
          Serdecznie pozdrawiam

  16. Witaj, Ultro.

    Anegdotka o „dobrotliwym staruszku” skojarzyła mi się z wykrzyknikiem H. Sienkiewicza, którego nie dawało się przetłumaczyć na żaden inny język: „Wciórności!”:)

    Mnie najbardziej utkwiły w pamięci bukieciki fiołków złożonych na katafalku tego monarchy. Były to ponoć jego ulubione kwiaty:)

    Pozdrawiam:)

    • Leno,
      w dniu imienin Najjaśniejszego 19 marca pod pomnikiem cesarza składane są właśnie fiołki nie tylko w Austrii, w Polsce również, choćby w Przemyślu.
      Serdecznie pozdrawiam

    • Parrafrazo,
      żołnierze podchwycili słowa Palivca, więc informacja o muchach, które lubią cesarza rozeszła się lotem błyskawicy, a śmiechu było przy tym wiele. Za te dowcipy słono zapłacił.
      Serdecznie pozdrawiam

  17. Cóż mogę powiedzieć? Czytałam z rozdziawioną gębą. Jak zawsze spisałaś się po mistrzowsku. Gratuluję doskonałego tekstu. Pozdrawiam i kłaniam się z pełnym szacunkiem.

    • Iwonko,
      czy wiesz, że jest strona poświęcona miłościwie paującemu:
      Nasz Franciszek Józef – Strona przyjaciół Cesarza
      A życie cesarza nie oszczędzało. Brat Maksymilian, ogłoszony w 1864 roku cesarzem Meksyku, trzy lata później został rozstrzelany przez pluton egzekucyjny.
      Żona, cesarzowa Elżbieta, zginęła w roku 1898 w Genewie zasztyletowana przez włoskiego anarchistę.
      Gwałtowna śmierć spotkała też dwóch następców cesarza – jego jedyny syn Rudolf zabiwszy swą kochankę, popełnił samobójstwo w zameczku myśliwskim Mayerling, a
      zamach na bratanka, arcyksięcia Franciszka Ferdynanda, w Sarajewie doprowadził do wybuchu wojny światowej.
      Serdecznie pozdrawiam

  18. No to już wiem co nieco o Franciszku Józefie. Dzięki. Podziwiam. Komentujących też podziwiam za tzw. rozległe horyzonty.

    • Ewo,
      w końcu nam miłościwie panował, wszyscy ciepło wspominają, więc czemu go nie przybliżyć czytelnikom.
      Serdecznie pozdrawiam

  19. Ulubiona Nasza Ultro, wpadam bez pukania, a tu przepiękny tekst nostalgiczny znajduję.
    Buziaki od nas dla Was
    :-)

    • Szczurku z Loch Ness,
      i z jego piersi też wydobyło się westchnienie: „Nic nie zostało mi oszczędzone.”
      Za to na aukcji w 2013 r. sprzedano pukiel jego włosów za 13.720 euro, a także jego chustkę do nosa i kalesony. Wynika stąd wnioek, by kalesonów i chustek nie wyrzucać.
      Serdecznie pozdrawiam

  20. Wpiszę sobie tę książkę na listę „Do przeczytania”.:)))
    Tym bardziej, że przez te burze ma często utrudniony dostęp do komputera. I trzeba się będzie przerzucić na książki papierowe. Czasem to nawet przy świecy czytane…:)))

    • Grażynko,
      weź od razu więcej kiążek autorstwa Czumy i Mazana, gdyź dowcipnie i barwnie przedstawiają zarówno historię, jak i miasto Kraków.
      Serdecznie pozdrawiam

  21. Franciszek parobkiem – najbardziej przypadło mi do gustu takie zachowanie. By kogoś zrozumieć, wejść w jego skórę. Mądre.

    • Margo,
      przenieśmy to na współczesne realia. W Anglii kierownik pracuje razem z wszystkimi i tylko dodatek w zależności od wyników go wyróżnia, więc wprowadza usprawnienia i udogodnienia. W Polsce kierownik stoi i patrzy, a kiedy się znudzi i pójdzie, robotnicy siedzą, palą, a robota stoi.
      Serdecznie pozdrawiam

  22. Wspaniałe ciekawostki z życia cesarza. Znałam wcześniej tylko anegdotkę o pierdole ;)
    Oglądałam obie wersje filmów o cesarzowej Sisi (Sissi) i bardzo dużo dowiedziałam się o cesarzu i jego pięknej żonie.
    Serdeczności.

    • Anno,
      zachowała się ta anegdotka w uczelnianych dokumentach, gdyż wcześniej toczyły się dyskusje językoznawców, wszak chodziło o życie żołnierza.
      Serdecznie pozdrawiam

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.