Czy mugole to kiedyś zrozumieją

            

IMG_0019

                                                   Analogowy świat

           Wcale nie żałuję, że urodziłam się w analogowym świecie. To był świat nauki i świat książek. Nikt dyplomowych prac za nikogo nie pisał, nikt nie ściągał gotowców z Internetu, bo takiego nie było. Nie uczyłeś się, to wiedziałeś, że będziesz pasał krowy, kopał doły lub jak moja mama mówiła: dobrze, że blisko Chrzanowa jest Chełmek, niedaleko do pracy, będziesz mogła szyć papucie, potem może nawet buty pozwolą, bo tam dobrze płacą. Praca zawsze dawała i daje poczucie niezależności. Inny był również świat wartości i świat wstydu. Jeśli ktoś mówił brednie, rumieniec od razu zdradzał upokorzonego, a na salony debatowe nie zapraszano pełnych żółci  nieuków. A klucz?  Wiadomo, był jak zwykle pod wycieraczką.

                                                   To był styl życia i bycia

         Żeby być muzykiem, piosenkarzem, trzeba było mieć słuch, głos, dyplom, talent, więc nic dziwnego, że zaczynali od Bacha, śpiewali „Nie lękajcie się, idźcie pod prąd”. „Olevay system”, „Kto cię obroni Polsko”. Smakowicie też brzmiało „Wino za karę”.  Pytam, „Gdzie są punki z tamtych lat”? Pod tym samym niebem żyjemy i z tej samej gliny ulepieni… Wpadłam w te dźwięki razem  z glanami i kolorowymi sznurówkami na jeden sezon. „Zostań z nami melodio”, mimo że „Czas upływa jak sen”.  Czasy słusznie minione przeszły do historii, ale wówczas usta zagipsowane mówiły, zresztą nie tylko aluzjami, choć te były w lot odczytywane. Świat jest cały czas w ruchu, Bergsonie, tylko w jakim kierunku  teraz idzie?

                                                 Slashies poszukuje

              Niektóre elementy lat mitrężnych i siermiężnych powoli wracają. Zacznijmy od wina nieboszczki PRL: „Czar Pegeeru”, „Uśmiech Sołtysa”, „Alpaga” „Alpagi łyk i dyskusje po świt”. Nawet zaprawieni siarką i kwasem mieli odlot, a S. Kisielewski o „Amarancie Górskim”: „ból głowy bije tu wszelkie rekordy.”  Za to „la patik” że tak powiem z francuska dobry był na kaca.  Coraz prężniej wracają kolorowe jarmarki zwane świętem miasta, dzielnicy, dniem chleba, cebuli, ziemniaka, kapusty. Tylko w te dni gospodynie (bez kontroli SANEPIDu) mogą sprzedawać swoje ciasta, bigosy, potrawy regionalne, miody, wędliny. Ten czas zaprzeszły także widać w kawiarniach, barach i knajpach z nazwą PRL. Zajrzyjcie do nich, wszędzie tłumy młodych, mimo obskurnych ścian, mebli i mętnej lury. Wracają potańcówki na dechach i śluby rodem z PRLu. Do gości wysyłane są zaproszenia w stylu wezwanie przez MO, na ślub młodzi jadą „syrenką”, „warszawą”. Menu od galarety po śledzia, a wódeczka z niebieską etykietką, uwaga panowie, w literatkach i musztardówkach.  Na bogato.

              „Na miły Bóg, życie nie po to jest, by brać”. I mieć. Drodzy Paciaciakowie, wcale nie z tego kabaretu, zbierajcie tymi szpachelkami internetowy szlam, polityczny muł i wyżyłowany szmal. Trzymajcie poziom, nie bądźcie milczacymi owcami i bezradnie beczącymi baranami. Z pozycji trzy czwarte lepiej dostrzec, co się liczy w życiu. Wzorem Wachmistrza proponuję wypicie choćby naparstka nalewki za szczęścia łut młodych slashiesów. Niechaj szukają swojej drogi w życiu i niech to będzie świat w tym dobrym stylu.

PS. Na zdjęciu „Nowa Prowincja” u Turnaua na Brackiej tak wyposażona.

68 Komentarze

  1. A mnie przeraża ta przaśność, swojskość, sielskość w stylu PRL. To zamykanie się we własnym „folklorze”. Odbieram to jako ogromne ograniczenie, niedouczenie, brak potrzeby poznawania nowego, brak otwartości. Może należałoby i napisać zaściankowość? Bo ja tego nie odbieram jako kultywowanie tradycji, ja to odbieram jako wycofanie się na znane pozycje, bo co inne , obce, to BE. I wkurza mnie coroczna powtarzalność imprez wsiowych- dożynki, festyn, zabawa noworoczna, wystawa lokalnej grupy artystów- oczywiście folklor Z.C., konkurs gwary tutejszej… do znudzenia i te uśmiechy obleśnego zadowolenia, że my stela i my o to „dbómy”.
    Powrót do wzorców z PRLu odbieram jako objaw potrzeb człowieka zniewolonego. I nie śmieszą mnie te nazwy, bo one wcale nie są nadawane prześmiewczo. Przeciwnie, kiedyś tak było, no to teraz fanie jest nazwę przywrócić. Ale to już nie te czasy, nie ta rzeczywistość.

    • Jaskółko,
      także i mnie razi przaśność skeczy, wiejskie zabawy miastowych, czyli przejęcie zewnętrnych uciech zamiast wartości. Zresztą za te uciechy, śpiewogry i rozmaite dni płacą władze miasta, a pieniądze idą z naszych podatków. Dawniej chciałeś kogoś posłuchać, trzeba było sobie kupić bilet. Tego fundowania darmochy nie rozumiem, jakby nie było ważniejszych potrzeb.
      Pozdrawiam

  2. Teraz aby zostać piosenkarką, wcale niepotrzebny jest słuch, wystarczą usta jak u glonojada, oczy jak panda, biust i pośladki na wierzchu i już można śpiewać.
    Obecnie prace magisterskie to zlepek różnych akapitów z mądrych książek i nieważne, czy to wszystko do siebie pasuje, czy też nie.
    Kilkakrotnie poprawiałam studentom ich prace magisterskie, nawet na temat bramkarza piłki nożnej. Do każdej takiej pracy wstawiałam co najmniej 300 przecinków i innych znaków interpunkcyjnych.
    Od 1989 roku Polacy zachłysnęli się możliwością kupna pomarańczy i szynki, tylko że teraźniejsza szynka jest do wyrzucenia po trzech dniach.
    Serdecznie pozdrawiam.

    • Anno,
      jeden z menadżerów nawet nie wstydził się napisać, że z każdej osoby może zrobić gwiazdę, byle wygląd miała, straszno się robi, bo i mnie po retuszu mogą zrobić osobę, która dopiero maturę ma zdawać.
      Szynkę robię sama wg przepisu z Kneziowiska, jest rewelacyjna i wiem, co jem.
      Pozdrawiam

  3. Takich lokali jak na zdjęciu coraz więcej, byłam w podobnym w Poznaniu. Może młodych to kręci, bo nie pamiętają, ale ja nie chciałabym powrotu do tamtych czasów. Długo czekałam na to, by stać mnie było na „odrobinę luksusu”, a za luksus taki jak z tej fotki nie zamierzam słono płacić…
    W moich czasach też prace wszelakie pisano za pieniądze, dla tych, którzy tę kasę mieli, a uczyć się nie chciało…
    Każdy czas ma swoja bylejakość ;-)

    • Jotko,
      każdy czas ma swoje plusy i minusy. Nie ma chyba osoby, która chciałaby powrotu do minionych czasów. Jak pisał A. Asnyk: „Ale nie depczcie przeszłości ołtarzy, / Choć macie sami doskonalsze wznieść;” Musisz przyznać, że takich podziałów i skłócenia nie było.
      Pozdrawiam

  4. Nostalgicznie mi się zrobiło… No bo faktycznie, z plastikowego kubeczka nie smakuje tak jak z musztardówki smakowało! Chociaż… Może to wina jakości wina?

    • Bojo,
      z plastikowego kubeczka jeszcze można wypić, bo długo w kubku nie poleży, ale w Azji sprzedają w woreczkach foliowych. To dopiero smak wina prawdziwie współczesny, kiedy wchodzi w reakcje z chińskim tworzywem.
      Pozdrawiam

  5. Czy ta „Nowa Prowincja” nie jest czasem „ustawiona” pod młodych? ;)
    Młodsze pokolenie ma to do siebie, że zawsze zmierza pod wiatr – jest dobrobyt, chcą zakosztować prostoty. Jest prostota, walczą o lepszy świat. Tak to się kręci.
    A starsi? Pokolenie, które żyło i łyknęło sporo z komuny, woli zasiąść w większym luksusie ;) Osobiście nie tęsknię za tamtymi czasami, a jeśli już zajrzałabym do Turnaua, potraktowałabym to jako podróż w „archaik”, dokąd ponownie nie chciałabym wrócić ;)

    Pozdrowienia przesyłam :)

    • Ariadno,
      myślę, że nie jest ważny wystrój, a atmosfera. Tu przychodzili nie po tę pijaną czekoladę i sernik: B. Maj, A Zagajewski, W. Szymborska z M. Rusinkiem… Tu powstawały wiersze, piosenki, które wydano w utworze „Epitafia bywalców i nie-bywalców Nowej Prowincji”. Szkoda, że młodzi artyści nie kontynuują, więc legendą jak Ziemiańska się nie stanie.
      Pozdrawiam

  6. Wprawdzie krzesło na zdjęciu trochę zdezelowane ale wydaje mi się, że to stary, poczciwy, gięty Thonet – dobrze więc, że w tym przybytku z dawnych lat chociaż designerskie przedmioty się pojawiają. W świetle dzisiejszych wydarzeń związanych z propozycja zmian w ustawie o sądownictwie, sądzie najwyższym nie chce mi się dyskutować o PRL-u bo nam go zwyczajnie tu fundują. Bez żadnych gadżetów, wprost, łopatologicznie, po chamsku. A my możemy sobie narzekać z musztardówką w dłoni. Sorry, ale naprawdę jestem poruszona a dzień 13 lipca ma szansę przejść do wstydliwej historii.

    • Iwonko,
      żenady za dużo i to pod płaszczykiem sprawiedliwości. Dawne czasy słusznie minęły, być może i te miną, ale wstyd zostanie.
      Pozdrawiam

  7. O, szczęśliwe wróbelki, papużki, mewki japońskie, kanarki i gile, którym uda się przysiąść na oparciu tego krzesła…

    • Bexo Lemon,
      nie było łatwo takie krzesło zrobić. Drewno początkowo było rozmiękczane poprzez gotowanie w wodzie lub parze wodnej, a następnie było suszone w specjalnych metalowych formach, które przejmowały napięcia związane z suszeniem i zapobiegały pękaniu materiału. Właśnie z meblami wykonanymi z giętej buczyny Michael Thonet jest najbardziej kojarzony.Za najsłynniejsze „krzesło wszystkich krzeseł” nr 14 Thonet otrzymał złoty medal.
      Pozdrawiam

      • Oparcie krzesła, jednakowoż, tak zwykło się projektować, by nim właśnie – oparciem – było dla pleców siedzącego. W thonetach znanych mi osobiście i w tych znalezionych przez Google’a w takim pałąku umieszczony był albo drugi, mniejszy, albo, w najszerszym miejscu, pozioma listwa. Takie jak na zdjęciu pokrywały się kurzem na strychu czy na szafie, czekając na naprawę…

        • Bexo Lemon,
          mimo braku miejsc, nikt nie usiadł na krześle, bowiem było wyraźnie nadszarpnięte zębem czasu. Obok stała ławka szkolna z otworem na kałamarz, a nad barem szkolna tablica z menu napisanym kredą.
          Pozdrawiam

  8. Żyją jeszcze na świecie takie plemiona, jak np. Mashco-Piro, czy Kawahiva, które nie miały kontaktu, bądź był on sporadyczny ze współczesnym człowiekiem.
    Członkowie tych plemion, gdy trafią w szpony cywilizacji nie potrafią odnaleźć się w nowej rzeczywistości i lądują na samym dole społecznej hierarchii.
    Takim zderzeniem z nową rzeczywistością dla naszego pokolenia było zaistnienie telefonii komórkowej i Internetu.
    …no i się porobiło!
    Jesteśmy my, wymierające plemię, które znało zawód zecera, introligatora, zduna, panią od repasacji, pokolenie sprawnie obsługujące biurowe powielacze, przepisujące prace doktorskie lub magisterskie, w kilku egzemplarzach przez kalkę, na maszynie Consul…
    Są też, jak piszesz, mugole – szybujący w cyberprzestrzeni, z przyrośniętą do ucha komórką.
    Nie wiem, jak milusińscy mugole umieliby się odnaleźć w naszym dawnym, siermiężnym życiu, wiem natomiast, że gdybyśmy my nie przyswoili nowych zasad cyberprzestrzeni, bylibyśmy jak to plemię Kawahiva.
    A analogowy świat jest już traktowany przez Młodych jako ciekawostka, bawi ich, ale zrozumieć nie potrafią. :)

    • PS. przekornie odwróciłam slangowe pojęcie mugoli, bo to jednak mój świat uważam za magiczny!
      o! :D

    • Małgosiu,
      trafne spostrzeżenie, ponieważ młodzi dostaną bólu głowy, gdy muszą za jakiś czas przeprojektować swoje modele dla nowszych technologii. Już dziś opracowywane jest nowe oprogramowanie przystosowane do pracy w chmurze. Cybergalaktyka niejedną firmę zetrze w gwiezdny pył i osadzi na Drodze Mlecznej.
      Podrawiam

      • No, to pofantazjujmy trochę, wykonajmy woltę umysłową i załóżmy, że za sprawą jakiejś siły wyższej (nie wiem: kataklizm pogodowy, hakerzy, kosmici, tfu! tfu!- wojna cybernetyczna) zostają zerwane wszelkie łącza internetowe, pada telefonia satelitarna, wracamy do prymitywu, ręcznego sterowania…
        Jak myślisz, kto w tych warunkach łatwiej i szybciej „się ogarnie”?
        Czy nie masz wrażenia, że dla tych dzisiejszych Młodych, tak bardzo uzależnionych od elektroniki bylibyśmy super-ekspertami?
        Ha! nasze życie (to wyłącznie moja opinia! :) ) nasze dzieci postrzegają, jako swoisty survival, ale podstawę zaprawy mamy solidniejszą! :D

        (żartuję, żartuję, żartuję)

        • Małgosiu,
          wraz ze wzrostem liczby urządzeń podłączonych do sieci wzrasta możliwość wykorzystywania technologii, podobno są to miliony, a niektóre nazywane inteligentnymi zadbają o dom i ubrania. Internet staje się statycznym archiwum informacji, ale też trzeba wpierw przerzucić tony śmieci. Tu widzę problem. Podłączeni do kompa tracą mnóstwo czasu, by odsiać ten kąkol.
          Pozdrawiam

  9. Też nie żałuję, że urodziłem się nieco wcześniej. życie na wsi było trudne, ale szczęśliwe. Nie muszę się wstydzić tamtych czasów. Systemy się zmieniają, okresy w literaturze, modzie, różne trendy. To wszystko przemija, przychodzi nowe. Po czasie okazuje się co było dobre, co złe. Z tym dzisiejszym będzie podobnie. Przypatrzmy się demokracji u nas i na świecie: ” demokracja to najgorszy system, ale nie wymyślono nic lepszego”, tak mówił Winston Churchill. Jak było poprzednio i jest u nas obecnie? Dopowiedzmy sobie sami. Albo Chrzanów, Chełmek. Kiedyś Fablok Chrzanów „łoił” skórę prawie każdemu, a dzisiaj Arka Babice lepsza. Obuwie z Chełmka to była klasa! Czy ktoś to może zrozumieć? Ani mugole, ani ci z czuba, jeno ci, co znają życie, ci co kiedyś coś przeżyli a woda sodowa nie uderzyła im do głowy. Teraz do autorki postu: o mnie bądź spokojna, ja o Ciebie jestem nadzwyczaj spokojny, choć to młodsze pokolenie, ale jeszcze nie zdeprawowane. Dziękuję, pozdrawiam. :)

    • Szarabajko,
      A ja współczuję młodym, ponieważ nie przewidują realnych zagrożeń, a przed nimi niewiadomy kierunek.
      Pozdrawiam

  10. Każde pokolenie ma własny czas – jak śpiewało Kombi. Nowe pokolenie nie powinno zapominać skąd pochodzi, ale nie może żyć nurtem swoich rodziców. Takie nowe-stare zatacza krąg bez wyjścia. Każde pokolenie wspomina swoją młodość z sentymentem – ja też, ale nie chciałabym powrotu tamtych czasów.

    • Mario,
      czytałam, że te pokolenia tak bardzo się od siebie nie różnią, choć wydaje nam się przez ten młodzieńczy bunt, lecz przecież ten jest w każdym człowieku.
      Pozdrwiam

  11. A mnie tez dzisiaj na wspomnienia kolonijne wzięło. To już a może to tylko żal za czasem kiedy byliśmy beztroscy i pełni ufności w lepsze jutro?

    • Gabrysiu,
      chciałabym wiele rzeczy zrozumieć, ale łatwo nie będzie. Dzieciństwo to jednak beztroski czas, bo nic na grzbiecie nie gniecie.
      Pozdrawiam

  12. Ostatnie kilkanaście lat rozwoju m.in. informatyki i automatyki przesunęły nas, społeczeństwa, mocno do przodu. Klik – kamera na plaży w Sydney , klik – muzeum w Paryżu, klik – wszystkie sklepy otwierają swoje magazyny przed Tobą, klik – zamawiasz, płacisz, etc. Jednocześnie uzależnił nas ten ogromny rozwój cywilizacji. Mniej myślenia, mniej samodzielności, wszystko podane.
    A ja i tak z nostalgią wspominam tamte czasy. I chociaż niełatwo było zostać artystą, jak się już zostało – pamięć publiczności wieczna. Dzieci znały tabliczkę mnożenia /ja to jeszcze klasie uczyłam się liczyć w słupkach/, jak ktoś skończył wyższe studia, miał naprawdę wiedzę.
    W zeszłym roku zgorszona /jak na starą babę przystało/ , krytykowałam na swoim blogu Prowincję. Wprawdzie herbata, ciasto, były pyszne, ale czułam się w tym pożal się Boże – lokalu, niekomfortowo, ze świadomością, że właściciel boki zrywa, że miejsca wszystkie zajęte. Nie stare graty mi przeszkadzały, a brudne ściany, odrapane drzwi, obite schody. Nie jestem snobem, więc mimo słyszanych ochów na temat Prowincji i jej klimatu /rzekomego/ , zdania nie zmienię.
    Serdeczności zostawiam, Ultro :)

    • An-Ulu,
      z tym Internetem wirtualnie zwiedziłam wszystkie zakątki świata, które mnie interesowały, ale do FB mam dystans, za dużo tam niesprawdzonych informacji, zwyczajnych przekłamań i „rewelacji” rodem z szamba.
      Podrawiam

  13. Masz rację Ultro, coraz częściej spotyka się obrazki z PRL-u. W ostatnich dniach widziałam taki w Krakowie. Pan sprzedawał wodę gazowaną, czystą lub z sokiem, z saturatora. Żeby przypominało to w 100% dawne czasy, kiedy obce były kubki jednorazowe, do urządzenia przywiązana była musztardówka. Woda podawana była w kubkach plastikowych. Wracamy do przeszłości, gdzieś te tęsknoty w nas drzemią.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    • Elu,
      nie sądzę, by to była tęsknota, a raczej chwyt marketingowy. Sama się uśmiechnęłam na widok saturatora.
      Ciekawe, czy ktoś z młodych wspomni, że jadł i pił ze słoika?
      Pozdrawiam

  14. A ja mam mieszane uczucia. Z jednej strony miło to wszystko wspominam, ale z drugiej, doceniam to, co oferuje mi ten, nowy świat, zwłaszcza w przypadku fotografii. Co zaś do tanich win, MO, syrenek i potańcówek pod gołym niebem, to – wybacz Ultro – kojarzy mi się to z Cepelią. Poza tym myślę, że chwilowa moda, którą za chwilę zastąpi coś innego.

    • Wojtku,
      sztuczne to mimo wszystko, jak puszczanie gołąbków na weselu. Bierzemy to, co najprostsze, czyli zewnętrzny blichtr, natomiast do głębszych pokładów nie sięgamy, a szkoda.
      Pozdrawiam

      • W przypadku wesel, najbardziej żałosna jest moda na przynoszenie zamiast kwiatów, win nietanich i książek. Chociaż, z drugiej strony, być może nie zauważyłem, że nagle wszyscy Polacy stali się kiperami i bibliofilami :)

  15. Byliśmy wtedy młodzi, świat inaczej „smakował”, inne perspektywy i my inaczej myślący. Te sentymenty często są źle adresowane. To co powierzchowne uważamy za wartościowe. Zapominamy co było treścią tamtych czasów, a niektórzy z nas zwyczajnie manipulują i zakłamują tamta rzeczywistość. Bo to co było wtedy dobre, było pomimo podłych czasów i systemu. To było dobre co udało się uratować w rodzinach, społecznościach i własnej głowie. A to co po tamtych czasach w nas zostało, to poczucie upodlenia, serwilizm i poczucie, że nic od nas nie zależy. I popatrzmy wokół, znowu zostaliśmy zniewoleni, a ta cała technika to tylko ucieczka od wolności, albo może pozór wolności? Już nie wiem, ale ja się szarpię sam ze sobą.
    https://www.youtube.com/watch?v=ALP2ZFypnHY

    • Kneziu,
      kraj zniewolony, ale ludzie byli skonsolidowani i działali wspólnie, choć za to groziły represje, obecnie wolność i podziały okraszone nienawiścią jednych do drugich, choć przecież większość katolików wyznających miłosierdzie. Czarno to widzę.
      Pozdrawiam

    • Kneziu,

      dziękuję za wstawki muzyczne. Prawdę powiedziawszy uwielbiam słuchać muzyki, ale na YOUTUBA nie mam czasu, by wyszukiwać takie piękne perełki.
      Pozdrawiam

  16. Witaj, Ultro.

    Panta rhei – jak to powiadał (ponoć) pewien myśliciel z Efezu.
    Dodawał też, że wszelkie zdarzenia wynikają z napięcia powstałego między wciąż ścierającymi się przeciwieństwami, a ciągłe stawanie się i przemijanie jest najważniejszą cechą bytu:)

    Trudno mi wartościować coś, czego nie pamiętam, ale świata nie da się zatrzymać. Można tylko tu i ówdzie stworzyć enklawę i bywać w takim skansenie. Z różnych powodów. Jeśli ktoś czuję potrzebę takiego zanurzania się w przeszłość – ja nie zamierzam mu w tym przeszkadzać:)

    Pozdrawiam:)

    • Leno,
      nie da się zatrzymać świata, który został pod powiekami i sytuacji znanych z autopsji, ale refleksje zmuszają do powrotów w przeszłość, a porównania same się nasuwają mimowolnie, rzecz jasna.
      Pozzdrawiam

  17. Ludzie robią co tylko by kilka złotych zarobić pod każdym dowolnym pozorem. Ze na nostalgię też zwrócili uwagę. Cóż…W sklepach co rusz zmieniaja ustawienia na półkach bym szukała czego chcę a przy okazji kupiła coś innego a ja tracę czas za który mi nikt nie zwróci…nie narzekam, zmieniam sklep.

  18. Pozmieniało się wiele od czasów PRL-u, ale czy na lepsze, oto jest pytanie?1
    Każdy czas w historii ma swoje dobre i złe strony, ale nigdy nie nauczyliśmy się, żeby nie powtarzać tych samych błędów. Historia lubi kołem się toczyć.
    Ja, niektóre momenty z PRL-u wspominam z nostalgią.

    Serdeczności.

    • JaGo,
      oby nigdy nie wrócił PRL, natomiast zdarzenia z magicznego okresu młodości pamętamy, bo przecież to nasze życie.
      Pozdrawiam

      • No właśnie Ultro, na pewno mile wspominam ten czas ze względu na swój okres młodości. To przecież były moje najlepsze lata. Gniewam się na ten czas, bo tak szybko leci…
        Serdeczności.

  19. Chyba każdy czytelnik Twojego tekstu Ultro przeżywa swoisty powrót do tamtych czasów, jeśli tylko żył w tamtych czasach. Mamy cenne doświadczenie ale nie mamy komu go sprzedać. Nie ma popytu, a i podaż zmniejsza się na skutek działania praw nieubłaganej biologii.
    Młodzi nam nie wierzą, a przekonywanie ich o tym, że nasze umiejętności radzenie sobie z niedostatkiem, z kłopotami nabyte w tamtej epoce mogą się przydać w razie klęsk jakie tu zarysowałaś nie ma większego sensu.
    Może być różnie – powiedzą.
    Niech więc się toczy ich świat uroczy. Oni przeżyją ewentualne klęski albo i nie. Nas już tu nie będzie
    Pozdrawiam

    • Tatulu,
      tak ma każde pokolenie, że neguje rady poprzedniego, gdyż wydaje mu się, że jest najmądrzejsze, a potem robi to samo, co my wobec swoich dzieci. I historia powtarza się od nowa.
      Pozdrawiam

  20. hmm wszystko pięknie, ale do „ceraty”, aluminiowych łyżek wracać nie chcę i do lurowatej herbaty też nie -ale nie raz, nie dwa myślę, że dobrze się wstydzić , i żeby była mowa: tak tak i nie nie, : k-w-a i j-p-ę itp, itd ;) , że lepiej klepać przyzwoitą biedę niż pławić się w nieprzyzwoitym bogactwie ( co pewnie większa bieda jest niestety oczywiście ).
    Z drugiej strony to może nie chodzi o politykę , a o wiek i siły witalne ? Podobno byli tacy , co niegdyś mówili : „za cara to było życie ;) Kto mówił? No ci co byli piękni , zdrowi i młodzi-ot co ;)
    Wiem,że uproszczenie :P

    • Qumo,
      słusznie miniony czas niech odejdzie do lamusa, ale przyznaj, że kiedyś „kręgosłupy” były mocniejsze, większa świadomość, czego się chce, mniej zewnętrzności i pazerności. A może to złudzenie młodości…
      Pozdrawiam

      • W obecnej dobie najbardziej dokuczają mi dziś auta -wszędzie, nawet gdy blisko ludzie podjeżdżają autami, podwożąc dzieci do szkoły za rogiem..Pamiętam ile kilometrów do szkoły i z powrotem zrobiłam w niepogodę, jak to hartuje! Z dziećmi spacerowałam w każdy czas, targałam maleńtasy po górskich szlakach od momentu , gdy nauczyły się chodzić. Nikt nie mówił zdzwonimy się , by oczywiście się wcale nie zdzwonić i spotkać się po 5 , 10 latach w kolejce przypadkiem z głupim tekstem „kope lat”. Liki i tzw. znajomi na facebooku miła rzecz , ale nie zastąpi realnych znajomości. Kiedyś wprawdzie dłużej marzyłam o rożnych rzeczach, ale tak jakoś łatwiej było sprawić radość: i sobie, i komuś – nie musiało to być nic wypaśnego. Super było jak mogłam mieć sandałki niebrązowe :) i kolorowe skarpetki i jakieś tanie drobiazgi z odpustu :) i piórnik w czerwoną kratkę , i rękawiczki ze śnieżynką :) och rozmarzyłam się .

        • Qumo,
          wiadomo, że trudne czasy potrafią uczyć samodzielności. Moja czterolatka weszła na Wielką Krokiew, wprawdzie część „na barana”, ale dała radę. Mnie we współczesnym świecie przeszkadzają uzależnienia, choćby od Internetu. Matka na placu zabaw klika i patrzy w smartfon, a kiedyś rozmawiali z sobą. Potem dziecko przejmuje pałeczkę i klika. Znów w samotności.
          Pozdrawiam

          • Mnie tez martwią smartfonowe matki :/ Odbierają dzieci z przedszkola i nawet nie popatrzą w oczy …

  21. Coś się chyba stało ze zdjęciem, bo widzę tylko oznaczenie pliku jpg.
    Tak sobie myślę, że innego świata już nie będzie – pędzi do przodu nie zastanawiając się nad kosztami – byle bardziej, byle mocniej….byle jak. Mało jest ludzi, którzy nie zgadzają się na taką „bylejakość”
    pozdrawiam!

    • Agnieszko,
      u mnie zdjęcie jest, więc nie bardzo wiem, o co chodzi.
      Ludzie przyzwyczajają się do każdych warunków, nawet ekstremalnych. Byle przetrwać. Chodzi jeszcze o to, by się zastanawiać jak żyć.
      Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.