Internet Rzeczy niezmiernie inteligentnych

       6uz

                                              Inteligetne miasta, domy, rzeczy 

              Inteligentne rzeczy mają ułatwić życie. Po co masz sam otwierać drzwi, kiedy może to zrobić pilot? Po co męczyć się otwieraniem okna, skoro może to zrobić smartfon? Kolejne rzeczy dołączane do Internetu są wyposażane w kamerki, wyświetlacze, mikrofony, Furorę zrobiła maszyna do lodów, która po głosie poznaje, w jakim jesteś nastroju. Jeżeli w smutnym, dostaniesz większą porcję. Już widzę tych, co barwę głosu zmieniają, by dostać duużą gałkę. Tymczasem możesz zaopatrzyć się w szczoteczkę do zębów z kamerką. Super sprawa! Takie oglądanie filmików w zębodołach lepsze od horroru. Na wyższy poziom przechodzisz, jeśli kupisz inteligentne spinacze. Zawiadomią, gdy zmienia się pogoda. Twój czworonóg też może mieć obrożę, która wskaże stan emocjonalny pupila. Dobre wiadomości.

                                                 Ainteligencja człowieka

           Rzeczy są inteligentne, ale co z twoją inteligencją człowieku? Nie dość, że zapłacisz za przechodzenie na ten wyższy poziom ainteligencji, to coraz bardziej wkręcisz się w  paranoidalną niedorzeczność, za którą trzeba słono zapłacić. Nie masz swojej  inteligencji? To smartfon musi ci powiedzieć, że pada deszcz lub słońce świeci? (A może mieszkasz w domu bez okien?).  Musisz kupić obrożę, by widzieć, że psu ciśnienie skoczyło, bo zobaczył swego rywala? Jeśli nie masz oczu, to kup parasol z wbudowanym czujnikiem. Zawiadomi cię, że deszcz nie pada, więc możesz złożyć parasolkę; również na smartfon dostaniesz informację, że kwiaty na oknie trzeba podlać, bo więdną. Widziałam filmik z działania inteligentnej lodówki z doklejonym tabletem z Androidem. Ta aplikacja wymyśla, jaką potrawę zrobisz z tego, co masz w lodówce. I wymyśliła: koktajl. Za to cudo zapłacisz ponad 10 tys. zł, a za piekarnik, który poinformuje, że ciasto upieczone – 3,5 tysiąca. Jak znam złośliwość rzeczy martwych, to inteligentna koszula, która budziła taki zachwyt znajomej, kiedy zmieniła kolor, także podpowie żonie, że nie miałeś nadgodzin, tylko byłeś z koleżanką z pracy na piwie w pubie.

                                                      Internet Rzeczy

       Norbert Biedrzycki przyrównuje Internet Rzeczy do rozciągniętej pajęczyny wokół nas. Groźne o tyle, że pajęczyna dla nas jest niewidoczna, tym bardziej że żadna z tych rzeczy nie musi być podłączona do sieci. Wystarczy, że przechowuje dane i ma swój przyporządkowany adres IP. „W październiku 2016 roku 2,5 mln kamer internetowych w USA i Europie zostało zaatakowanych i obraz z nich został przekierowany na serwery w innych krajach. W jakim celu? Tego raczej się nie dowiemy”. Tymczasem inteligentnych produktów przybywa: „W 2008 roku było ich więcej niż ludzi, a w 2020 będzie ich od 25 do 50 mld sztuk. Urządzenia podłączone do Internetu Rzeczy zaczynają dominować naszą rzeczywistość”. 

          Z tego jasno wynika, że tak niewinnie wyglądający  termostat może być  również groźny. Internet of Things, czyli IoT podlegać może cyberprzemocy, więc wirusy mogą zaatakować te inteligentne lodówki, kamerki, klamerki, klamki, a nawet całe domy. Jak się wtedy wydostaniesz, kiedy okna i drzwi  ręcznie nie otworzysz? Tak po prawdzie nie wiem, co człowieka popycha, aby zgotować sobie piekło inwiligacji przez rzeczy oraz produkować bzdurne gadżety. Pomyśl, jeśli twój klucz i buty będą miały ciągłą komunikację z innym produktem typu pończochy i torebka, to może być niebezpiecznie i rozwód z orzeczeniem winy udowodniony. Może to przez te deadliny (ostateczne terminy), które młodych gonią, bo trzeba zdążyć przed innymi, więc linia krytyczna nie może być przekroczona, skoro za tym stoją kary, ale być może także po to, by mieć więcej czasu na uzależniający brak rozsądku głowy i kciuka w klikaniu?

           W Japonii Sharp wyprodukował RoBoHona, takie połączenie robota, smartfona, projektora. o wyglądzie ludzika, który ma wys. 19,5 cm, waży 390 g. Obudzi, przypomni o umyciu zębów, zatelefonuje, zrobi zdjęcie, wyświetli film i zapisze, co trzeba kupić w sklepie.  Reaguje na głos ludzki, więc nagadać się trzeba, ale za to  zatańczy dla ciebie! Słodziak, który kosztuje tylko 1800 dolarów. Dziwne jest również to, że kupują go młodzi zamiast tych z demencją i zamuleniem.

           Mała dziewczynka stoi na ulicy i płacze, ludzie ją pytają:- Dlaczego płaczesz?- Bo się zgubiłam! - A jak się nazywasz? - Nie wiem! - A swój adres znasz?
- Tak, znam: wu-wu-wu-kropka-zosia-kropka-pe-el

Korzystałam: Guinard Dominique, Trifa Vlad: „Internet Rzeczy”; https://prezi.com/6bf37hxau4_s/internet-rzeczy-itopczewska-dtrochimczyk/;(https://www.forbes.pl/opinie/internet-rzeczy-zaczyna-dominowac-rzeczywistosc/n1b5l86);  https://www.youtube.com/watch?v=nYEgTmMLLVc

78 Komentarze

  1. Nie jest źle, znam swój PESEL, życiorys pamiętam, nr dowodu, nr rejestracyjny samochodu. Mam w pamięci imiona bliskich mi osób, wiele innych rzeczy. Trochę byłem zwariowany przez tego „komputra”, ale się ocknąłem. A co z nowinkami? Kolega mawiał: „gdy nie masz co robić to się rozbierz i pilnuj ubrania”. One też nawalają, kupić trzeba nowe, a to kosztuje. I tu wirusy zrobią spustoszenie. Niech młodzi i ci, którzy mają kasę próbują. Jestem oporny, tradycjonalistą jestem. Gdyby poprawiły zdrowie, wydłużyły żywot, wtedy może. A tak? Podziwiam i tyle, nie skuszę się. Twoich podstawowych danych Ultro nie zapomniałem. Dziękuję, że choć przez chwilę pobyłem na wyższym poziomie. Pozdrawiam. :)

    • Jędrku,
      ważne, że swoje dane pamiętasz, bo moje wpisane są na chybił-trafił.
      A Internet Rzeczy jest potrzebny w służbie zdrowia, komunikacji, w mieście, Wi-Fi, w centrach handlowych, czy transporcie. Przy tym powinna wzrosnąć świadomość, że w miastach powinny funkcjonować rowery, elektryczne samochody i dobra komunikacja miejska.
      Pozdrawiam

  2. a na wypadek deficytu uczuciowego już wymyślona została sztuczna baba. O zgrozo wyposażona w opcje seks werbalnie niedobrowolny. Gdyby taką sprzęgnąć z lodówką i kuchenką, to może chociaż obiad by ugotowała. Technicznie to możliwe, ale czy taki obiad ma prawo smakować? Nie jestem przekonany do cyfrowych produktów. Stary jestem zapewne tak bardzo, że wciąż analogowy.

    • Oko,
      kiedy sztuczna baba ma swoje plusy: nie gdera, , nie stoi z wałkiem, gdy późno wracasz, nie każe wynosić śmieci, czy robić zakupów. Popatrz łaskawszym okiem na braki kulinarne, zawsze można zjeść w knajpie lub zamówić pizzę do domu.
      Pozdrawiam

  3. Nie chce, nie potrzebuję inteligentnych rzeczy ani gadżetów. Dobrze sobie żyłam, wiedziałam zawsze kiedy ręczniki wymienić i niech tak zostanie. trudno, niech mnie nazywają zacofaną…

    • Iwonko,
      postęp jest potrzebny, wszystkie branże przechodzą transformację cyfrową, aktualnie komunikacja, motoryzacja, bankowość. W gospodarce odpadami komunalnymi pojemniki na śmieci będą wyposażone w czujniki poziomu wypełnienia, ale żeby we własnym domu sobie coś takiego sprawić, to trzeba najpierw ten czujnik przyczepić do swej głowy, bo nie wiadomo, jaki tam poziom.
      Pozdrawiam

  4. A ja kocham te wszystkie gadżety, i mam ich mnóstwo, nic a nic mi nie przeszkadza, że jestem przez nie nieustająco inwigilowana. Ubawiłam sie dopiero wtedy, kiedy dostałam od syna lampkę nocną sterowana smartfonem…

    • Anno,
      lampki na suficie, żyrandole też można gasić pilotem lub smartfonem. Miasta okamerowane, śledzone praktycznie są nie tylko budynki, sklepy, ale całe ulice. Wprawdzie obecnie niewiele z tego wynika, ale w przyszłości trzeba się liczyć, że kiedy ktoś rzuci papierek, rozbije butelkę, zapłaci mandat.
      Pozdrawiam

  5. Ja też jestem analogowy. Telefon jest mi potrzebny do prowadzenia rozmów. Nawet SMS-ów nie wysyłam, a telefony Full wypas pozostawiam młodym. Im to bardziej potrzebne niż mnie. Ostatnio złamało mnie wyzwanie jazdy do obcych miast bez GPS-u i chyba sobie kupię to narządko, bo pożyteczne jest.

    • Tatulu,
      a mnie się marzą takie buty z GPS. Kiedy nie będę mogła trafić do domu, choćby z powodu splątania umysłu, zaprowadziłyby mnie prosto do domu. I to mi się podoba, zatem uznajemy GPSy za pożyteczne rzeczy.
      Pozdrawiam

  6. Problem z IoT polega na tym, żeby nie kupować i nie instalować funkcji możliwych acz niepotrzebnych. Mnie wiele lat przy klawiaturze oduczyło ręcznego pisania – a kiedyś miałem podobno ładny charakter, przynajmniej pisma!

    • Tetryku,
      Internet Rzeczy to potęga. IoT zajmie się w miastach inteligentnym oświetleniem, redukcją emisji CO2, gospodarką odpadami, komunikacją, ale na razie wymierne korzyści i oszczędności przynoszą w nielicznych miastach, jak Oslo, czy Los Angeles mówi dziennikarzowi Mirosław Polski pracujący w w HPE Uniwersal IoT Platform. Do tego potrzeba danych z podłączonych czujników z wykorzystaniem różnych technologii, jak 3G, WiFi, Bluetoath. Podobno różnimy się od zachodu motoryzacją, znaczy sprowadzanymi samochodami- złomem, którego pozbywają się zachodnie państwa. Ponadto nie rozwiązujemy problemu suburbanizacji, czyli rozlewania się miast bez stworzenia najpierw dogodnej komunikacji, stąd podmiejscy muszą dojeżdżać własnymi samochodami, a powstają nowe dzielnice bez możliwości szybkiego wyjazdu, więc smogowi nie ma co się dziwić.
      Pozdrawiam

  7. Staram się unikać zbyt inteligentnych urządzeń, bo kiedyś obejrzałam film, świetny zresztą, czym moze sie skończyć takie uzależnienie od elektroniki oraz Internetu.
    Obserwuję także u niektórych ludzi uzależnienie od telefonu, na tej zasadzie, że bez konsultacji telefonicznej, z żoną, matką, szefem, nie potrafią podjąć samodzielnej decyzji, pytają nawet jak mają się ubrać danego dnia, jaką kupić śmietanę, jaki film obejrzeć…
    Gdy szukaliśmy expresu do kawy, najdroższe były te naszpikowane elektroniką, ale niestety, kawę trzeba wsypać samemu i filiżankę ustawić pod kurkiem…

    • Jotko,
      uzależnienie od gadżetów jest tak samo niedobre, jak każde inne. Przykucie do telefonów także zaobserwowałam, a w mijanych samochodch widać prowadzenie jedną ręką, bo druga z telefonem przy uchu. O niebezpieczeństwie nikt nie myśli.
      Pozdrawiam

  8. Jeszcze słówko w sprawie nie musi być podłączona do sieci. Oczywiście niepodłączone urządzenie nie sprzeda korporacjom twoich przyzwyczajeń. Ale jeżeli sąsiad uruchomi niezabezpieczony router, albo nawet przyjdzie z na chwilę mając aktywną funkcją routera w swoim smartfonie, twoja lodówka może się podłączyć do sieci automatycznie i bez twojej wiedzy…

    • Tetryku,
      a ja mam spory router, bo stacjonarny telefon mam internetowy, czyli rozmawiam za darmo z rodziną, ale pewnie o inny router chodzi. Myślisz, że do starych lodówek też da się coś podłączyć bez mojej wiedzy?
      Pozdrawiam

      • Na szczęście nie, nie musisz wyłączać starej lodówki w obawie przed inwigilacją :-)

        • Tetryku,
          tak myślałam… Dziękuję za informację, mogę spokojnie spać. Lodówka nie przemówi ani nie podsłucha.
          Pozdrawiam

          • Lodówka może nie Ultro, ale
            -Halo czy to pizzeria Giuseppe?
            -Nie, to pizzeria Google. Kupiliśmy tę firmę
            - OK. Chciałbym złożyć zamówienie
            - To samo co zwykle?
            - To pan mnie zna?
            - Nie, ale zgodnie z ID dzwoniącego ostatnie 12 razy zamawiał pan pizzę surową z dodatkową porcją szynki i pepperoni
            - OK. Taką zamawiam
            - Czy mogę tym razem zasugerować zamiast sera ricottę z rukolą i suszonymi pomidorami?
            - Nie! Ja nie lubię warzyw
            - Ale ma Pan podwyższony cholesterol. Tak wynika z Pana karty pacjenta w klinice
            - Ale ja nie chcę pizzy z warzywami. Już biorę leki na cholesterol
            - Cóż, nie brał ich Pan ostatnio regularnie. 4 miesiące temu zamówił pan w aptece internetowej opakowanie 30 szt.
            - Kupiłem więcej w innej aptece.
            - Nie ma tej płatności na pańskiej karcie kredytowej
            - Zapłaciłem gotówką
            - Wg wyciągu z pańskiego konta nie wypłacił pan wystarczającej kwoty
            - Nie trzymam wszystkich pieniędzy w banku!
            - Nie widać tego na pańskim ostatnim zeznaniu podatkowym
            - Dosyć! Wynoszę się na jakieś zadupie. Na wyspę gdzie nie ma internetu, telefonów komórkowych, gdzie nie będziecie mogli mnie szpiegować!
            - Rozumiem. Będzie Pan musiał odnowić paszport, bo skończył ważność miesiąc temu

            Zapisane wszystkie ewentualne błędy w powyższym tekście odpowiada mój telefon- sam decyduje jakie słowo chce napisać.

          • Ewo,
            czytałam o przypadku zwolnienia pracownika w USA z powodu wykrycia u niego rzadkiej choroby. Pracodawca dowiedział się z elektronicznej karty pacjenta. U nas ręcznie podpisujemy oświadczenia komu ma lekarz powiedzieć o chorobie, czyli zbędna papieromania.
            Sampai jumpa lagi!
            Pozdrawiam

          • To złudzenie Ultro, że decydujemy. Te informacje są w komputerze, czyli w sieci. Zdobycie ich, dla specjalisty, wcale nie jest trudne. Co więcej sami w sieci opowiadamy co nas boli.

          • Ewo,
            sami o sobie opowiadamy, wklejamy swoje zdjęcia i co gorsze, zdjęcia swoich dzieci, być może kiedyś będą miały słuszną pretensję, a pnastępne pokolenia będą miały ubaw z rozebranego do rosołu pradziadka
            Pozdrawiam

  9. Kapitalny post ! Od dawna twierdzę, że internet jest oknem na świat, ale jednocześnie zwalnia nas z myślenia, hmmm, coraz bardziej zwalnia. Komputeryzacja cuda czyni. Twój telefon zaprowadzi cię do cioci Dzidzi, gdy włączysz gps. A przecież znasz ciocię 35 lat i tyleż samo odwiedzasz ją. Ale teraz inaczej, możesz tępo oglądać wystawy po drodze – sam ci przypomni, gdzie skręcić, w którą bramę wejść.
    Nie jestem gadżeciarą, nie rajcują mnie takie cuda. W moim smartfonie /po dwóch latach użytkowania dowiedziałam się, że mam właśnie smartfona, a nie telefon/ mam sporo różnych funkcji, nie korzystam, bo mi się nie chce. A co, mogę i robię co chcę :)
    Pozdrawiam serdecznie, ULtro :)

    • An-Ulu,
      naprawdę po dwóch latach używania dopiero dowiedziałaś się, że to smartfon? To było dobre. To i inne gadżety Cię pewnie nie rajcują, więc nie będę kusić.
      Pozdrawiam

      • Zapytałam mojego 20-letniego wnusia: co to jest Michasiu ten smartfon i czym sie rózni od mojego telefonu . Wnuk popatrzył na mnie ze zdziwieniem i odpowiedział; babciu właśnie masz smartfona. I opowiedział o funkcjach, które mnie zupełnie nie interesują.
        Taka jestem rozwinięta…..

        • An-Ulu,
          właśnie po to mamy wnusiów, by tłumaczyli techniczne sprawy. Oni się urodzili w cyfrowej epoce, my w analogowej, więc mamy prawo czasem coś nie wiedzieć.
          Mariuszek dostał 5 jabłek. 3 jabłka zjadł. Pytanie: Ile jabłek zostało Mariuszkowi? Myślicie, że 2? Programista odpowie: Guzik prawda, a ile jabłek miał Mariuszek, zanim dostał 5 jabłek.
          Morał: Zawsze zerujcie zmienne!
          Pozdrawiam

  10. Witaj, Ultro.

    „Pokaż mi swoje gadżety, a powiem Ci, kim jesteś.”;)
    We wszystkim potrzebny jest zdrowy rozsądek, o czym pisałam już nie raz:)

    Pozdrawiam:)

    • Leno,
      otóż najtrudniej przychodzi zachowanie zdrowego rozsądku,jak niegdyś trzymanie się złotego środka. A skoro można się uzależnić, to potem trudno odzwyczaić.
      Pozdrawiam

      • Nie zamierzam dyskutować z twierdzeniem, że uzależnienie jest złe:)
        Bez względu na to, czy masz na myśli uzależnienie od zewnętrznych czynników uzależniających czy – prowadzącą do zaburzeń osobowości – zależność.

        Po prostu – ani w jednym, ani w drugim przypadku nie demonizowałabym roli super-inteligentnych gadżetów:)

        Pozdrawiam:)

        • Leno,
          uzależnienia najbardziej widoczne są w szkole, poradnie współpracują ze szkołami, ale efektów nie widać. Gadżet można sobie kupić, po to jest, ale przy niektórych warto zapytać: po co?
          Pozdrawiam

  11. Ciekawa sprawa z tym łączeniem inteligentnych urządzeń – wciska się to każdym możliwym sposobem, byleby tylko użytkownik był pozbawiony świadomej kontroli nad tymi gadżetami, albo żeby można go było kontrolować. Swego czasu pojawiły się entuzjastyczne artykuły o tym, że pojawiły się telefony komórkowe z możliwością tworzenia sieci niezależnych połączeń, na zasadzie przekazywania sygnału bezpośrednio pomiędzy telefonami. Coś jakby telefoniczny Internet w mikroskali, ale niezwykle skuteczny w grupie i poza kontrola koncernów telekomunikacyjnych i co za tym idzie, służb specjalnych. Telefon komórkowy jest niczym innym, jak nadajnikiem radiowym o określonym paśmie przenoszenia sygnału i programowanych funkcjach i częstotliwościach, wiec technicznie to było bardzo proste i oczywiste.
    Rzecz bardzo szybko wyciszono a możliwości komunikowania w sieci bezpośredniej zablokowano raz na zawsze. Bardzo to interesujące, czy korporacjom zależało na tym bardziej, czy tez państwom?
    Ciekawe, że mało kto się tym zainteresował. Podobnie było i z tworzeniem u nas Internetu – na rynku ostały się jedynie wielkie firmy z centralnie skonfigurowanymi połączeniami, a przecież to miała być sieć rozproszona, a nie skoncentrowana! Komuś bardzo zależało na kontroli własnych obywateli!

    • Dreptaku,
      czytałam, że korporacje zawsze współpracują z rządami państw, więc dogadują się, a z niektórymi łatwo się dogadać.
      Tak będzie wyglądał koniec świata: „I zapłoną piekielnym ogniem Wasze serwery, gdyż zabezpieczenia ich wątłe, a podatność na buffer overflowy ogromna. I zaprzestaną działania Wasze routery, a Wasze niewiasty nosić będą pakiety w kubłach, a tam będzie płacz, zgrzytanie zębów, 404 i request timeout”.
      Pozdrawiam

  12. Ulubiona nasza Ultro, wszelkie przepowiednie mają to do siebie, że nie sprawdzają się nigdy, a przynajmniej tak poucza historia cywilizacji. Nader paradoksalnie, ułatwia to w miarę poprawne przewidywanie zdarzeń przyszłych, a w konsekwencji spokojne patrzenie na ćmy latające wokół świecy. Nawet nie obserwowanie tychże, a patrzenie z chłodem Frankensteina na drgawki jak po ukąszeniu vipera berus.
    Serdeczności od nas dla Was :-)

    • Szczurku z Loch Ness,
      wprawdzie nikt mi nie powiedział, że takiego wirusa przy komputerze to jeszcze nie widział, prania też na linkach nie wieszam, co nie znaczy, że jako ta komputerowa ćma będę obserwować inne ćmy i drgawki po ukąszeniu żmii zygzakowatej zresztą, bo też kiedy czyta się prawo Murphy’ego, że „Komputer przypomina gospodarkę socjalistyczną. Jest centralnie sterowany, ma zawsze za mało pamięci, jest zawsze za mało wydajny i trudno znaleźć sprawcę błędów”, w dodatku niby wszystkie komputery są kompatybilne, ale niektóre są kompatybilniejsze od innych, a mój jak zwykle najmniej kompatybilny, to musisz przyznać, że spokojnie patrzeć nie można.
      Pozdrawiam

    • Bojo,
      nie zamartwiaj się tym, bowiem bez pomocy komputera można wykonać tę samą pracę w czasie o połowę krótszym. Komputer zastępuje myślenie, liczenie, pisanie, cybersex, ale tej butelki schłodzonego „Żywca” nie zastąpi. A u mnie Żywiec Zdrój już się chłodzi.
      Pozdrawiam

  13. Na razie bawimy się nimi. Na razie mówimy o nich „gadżety”.
    Mają ułatwiać i ubarwiać nam życie.
    Tymczasem Stephen Hawking (ten facet z prawdziwą „ludzką” inteligencją) uważa, że inteligentne maszyny mogą być „najgorszą rzeczą, jaka może się przytrafić ludzkości”.

    Zakładając, że sztuczna inteligencja jest obecnie na raczkującym poziomie (a cały czas trwają przecież prace rozwojowe), to wystarczy aby do tej pełnej automatyzacji dodać kwestię niespodziewanego uzyskania świadomości oraz czynnik buntu maszyn i… roboty uznają człowieka za zagrożenie.

    Pozostaje więc nam całkowicie zrezygnować z badań i prac nad sztuczną inteligencją (która z czasem może nawet przewyższyć myślenie człowieka), albo powoli oswajać się z myślą o zamieszkaniu w „ludzkim zoo”, w którym zamkną nas roboty.

    Nie ma bowiem żadne gwarancji, że ludzkość zawsze będzie miała możliwość kontrolowania tego, co „myśli” robot, do jakich wniosków dochodzi oraz jakie może mieć zamiary.

    A Prof. Hawking i bez „pomocy” robotów daje nam marne prognozy

    Wierzę mu, wie co mówi, bo większość czynności życiowych wykonują za niego roboty, nie zatracił jedynie umiejętności WIELKIEGO MYŚLENIA.
    Pocieszam się jedynie, że nie dożyję tamtych czasów.
    Ale marna to pociecha – świadczy to tylko o moim egoizmie i maliźnie umysłowej. Tak mam.
    Brrrrr….

    • Małgosiu,
      link wprawdzie przeraża, ponieważ Prof. Hawking („Czerwony karzeł”, „Superhero”) daje ludzkości zaledwie sto lat bytowania. Uważa więc, że trzeba przenieść się na inną planetę. Ja tam na inne planety wysłałabym nocnych jarków i sałatkowe stado paprotek.
      Czy wiesz, że jest nowa żartobliwa akcja Microsoftu: donieś na 10 użytkowników pirackich kopii, dostaniesz licencję gratis. Zrób to, zanim zrobi to twój sąsiad… Skąd my to znamy?
      Pozdrawiam

  14. Na szczęście nie popadłam w w/w nałóg. Obojętne są mi takie gadżety. Ale bez niektórych mądrych urzadzeń trudno juz żyć. Chodzi mi głównie o mozliwości komunikacji (komunikatywności?), gdy bliscy są porozrzucani po świecie. Skype, internet i te rzeczy… I n.p. mozna by nocować na dworcu w Krakowie, w oczekiwaniu na pierwszy pociąg do Katowic, gdyby nie miało się smartwona i wifi na dworcu, co umożliwiało internetowy zakup biletu na Polski Bus… Ale, oczywiście, to są takie podstawowe juz teraz rzeczy, bez których było by trudniej żyć. Co do gadżetów… My, bardzo dorośli i świadomi, mamy wybór ;-)

    • Maradag,
      ale kiedy następuje uzależnienie od gadżetów i komputerowych gier, to psycholog może kazać nakierowanie na bardziej zdrowe hobby: wino, kobiety i śpiew.
      Całe szczęście, że nam nie grozi…
      Pozdrawiam

  15. Po pierwsze: nie ma nic lepszego od horroru :P

    Po drugie: kompletnie zaskoczyły mnie rzeczy, które wymieniłaś. Nie miałam pojęcia o ŻADNYM z tych cudów automatotechnologii. A już na pewno nie przyszłoby mi do głowy się w nie wyposażyć. Przyznam szczerze, że ten RoBoHon (którego właśnie przed chwilą pokazał mi wujek Google) wygląda słodko. Kto nie marzył kiedyś o znalezieniu małego ludzika? :)

    Przypomniała mi się komedia, w której niegrzesząca rozumem dziewczyna twierdziła, że ma szósty zmysł, bo wie, kiedy pada deszcz… :D

    W innym filmie kobieta usłyszała pytanie: co byś ze sobą zabrała wybiegając z płonącego domu? Sprawdziła to uruchamiając alarm przeciwpożarowy i rozglądając po mieszkaniu stwierdziła, że ma wszystko, co tylko chciała, ale nic, czego potrzebuje (śliczny film tak w ogóle- „Oświadczyny po irlandzku”).

    • Seeker,
      filmu nie widziałam, postaram się zobaczyć, zachęciłaś mnie.
      Przytoczę Ci tabliczkę komputerowego wsparcia:
      Teoria – to kiedy wiecie wszystko, lecz nic nie pracuje.
      Praktyka – to kiedy wszystko pracuje, lecz nikt nie wie dlaczego.
      W tym miejscu łączymy teorię i praktykę – nic nie pracuje i nikt nie wie dlaczego. Takie życie.
      Pozdrawiam

  16. Bardzo przyzwyczaiłam się do laptopa i komórki, bo w moim mało ruchliwym stanie, pozwalają na kontakt z innymi. Jednak większość gadżetów mogłaby dla mnie nie istnieć, bo i tak nie umiałabym ich obsługiwać, gdyż nie potrafię czytać ze zrozumieniem instrukcji wszelkiego rodzaju . Obsługi uczę się dopiero wtedy, gdy mi ktoś naocznie pokaże.
    Pozdrawiam.

    • Iwonko,
      podobnie mam z bankowymi tekstami, w dodatku kartek mnóstwo, a pisane drobnym maczkiem nie do odczytania.
      Pozdrawiam

    • Leseratte,
      jak kogoś stać, a jest gadżeciarzem, niech kupuje. Czasem można do pracy nie wyjechać, ponieważ „inteligentna inaczej” brama się nie otworzyła.
      Pozdrawiam

    • KreoVito,
      może tak być, że zagrozi człowiekowi, ponieważ nigdy nie wiadomo, w czyich rękach będzie pilot.
      Pozdrawiam

  17. Klik dobry:)
    Nie ma to, jak głowa na karku i papierowy notes, o! W Afryce zgasła mi komórka. Pina pamiętałam, ale telefon, nie wiedzieć czego, domagał się także puka, a kto puka by pamiętał? I co? I nico! Z nikim kontaktu, bo przecież numery telefonów są w nieczynnej komórce. Rodzina umierała ze strachu, czy ja przypadkiem nie umarłam. Kiedyś, jak notesik się zgubiło, a głowa zawiodła, to cyferki przynajmniej palce pamiętały, gdy często wystukiwały dany numer lub wykręcały na tarczy telefonicznej. No i z pomocą przychodziły książki telefoniczne obecne w budkach i na pocztach.

    Cała rodzina w Polsce zginęła w płomieniach, ponieważ nie mogła uciekać z budynku pozamykanego na inteligentne drzwi i okiennice. A w ogóle to cóż to za inteligencja w tych drzwiach i oknach. Każdy głupi przecież wie, że z pożaru trzeba uciekać.

    Pozdrawiam serdecznie.

    • AlEllu,
      we wszystkim ten rozsądek i rozwaga konieczna, wiadomo. Jakim trzeba być leniem, by drzwi i okno ktoś musiał za mnie zamykać. Gdyby to było bezpieczne, to jeszcze, ale już wiadomo, że w przypadku pożaru zawodzi „inteligencja” tychże gadżetów.
      Pozdrawiam

  18. Człowiek jest z natury leniwy. To wynalazki tworzą ludzie inteligentni, genialni, aby ułatwić najczęściej sobie, najbliższym życie. Czy zwykłe, odtwórcze z nich korzystanie jest szczytem inteligencji? Hm…
    Serdeczności ;)

    • Tereso,
      człowiek powinien ułatwiać sobie i innym życie, ale coś w tych inteligentnych rzeczach jest niepokojącego, może to, że te naprodukowane zbędne gadżety nas przygniotą i zatrują środowisko?
      Pozdrawiam

  19. właśnie dlatego, moja pralka, choć niestety ma opcje łączenia ze smartfonem, nigdy z nim nie została połączona (opcja wymaga aktywowania, więc aktywowana nie byłą – producent pralki nie musi wiedzieć, czy gacie piorę codziennie, czy raz w miesiącu…), telefon, choć z aparatem, służy do dzwonienia, a fotki to co najwyżej ćmy, która rozsiadła się na szybie okna, albo kwiatka na łące… żadnego stałego podłączenia do internetów, tylko gdy jest to konieczne.

    • Demirjo,
      myślę, że to rozsądne podejście do rzeczy inteligentnych inaczej. Po co kto ma wiedzieć, co trzymasz w lodówce i czy to aby nie osławione owe ośmiorniczki.
      Pozdrawiam

  20. Urodziłam się w czasach, gdy najważniejszy był mózg, który służy mi do tej pory.
    Wszelkie bzdurne gadżety tylko mnie rozśmieszają.
    Serdeczności.

    • Anno,
      inteligentne rzeczy same nie działają, muszą korzystać z ludzkiego zaprogramowania. Bez genialnych umysłów ludzkich same są niczym.
      Pozdrawiam

  21. z jednej strony fascynujący jest ten rozwój techniki, z drugiej zaś strony przerażający. Do czego to wszystko zmierza?

    • Romanie,
      bez rozwoju techniki żylibyśmy, jak w dawnych epokach, więc rozwój jest wskazany, niemniej jednak rozsądek także powinien działać. Takie produkowanie jednorazowych pralek, lodówek, piecyków do czasu gwarancji jest zwyczajnym marnotrawstwem i zaśmiecaniem globu.
      Pozdrawiam

  22. Jak człowiek przestanie używać głowy postęp przestanie być postępowy.
    Pozdrawiam :))
    .

  23. Czasem oglądam w TV programy o gadżetach. Niektóre nawet bym kupił, jednak zwykle zaporą jest cena. Z kolei jak pomyślę sobie o tym ile podzespołów może się zepsuć w takim dajmy na to ,,myślącym” piekarniku czy lodówce, to wolę jednak zwyczajne sprzęty domowe.

    Przeczytałem niedawno, że w czasie eksperymentu informatycznego dwie ,,sztuczne inteligencje” przeszły ze zwyczajnego języka na kody, znane tylko im. Naukowcy szybko zakończyli badanie, gdy zobaczyli jak roboty zaczęły ,,knuć” (albo i nie) coś przeciwko nim za pomocą szyfru. Ot takie wydarzenie związane z ,,inteligencją” maszyn.

    To fakt, nawet przez ten tydzień co byliśmy na Mazurach to trzy razy burza była. A przewiew od wody właściwie cały czas.

    Pozdrawiam!

    • Mozaiko Rzeczywistości,
      wystarczy, że w piecyku zepsuje się wypasiony programator i naprawa staje się nieopłacalna. A sztuczna inteligencja już jest, czy chcemy tego, czy nie. Problem zostaje nierozstrzygnięty, czy i jak nam się przysłuży.
      Pozdrawiam

  24. Już chyba kiedyś pisałem, że wszystko jest dla ludzi i ja sam bywam zachwycony wynalazkami teraźniejszości. Kiedyś w ten sam sposób traktowano pociągi i automobile, a teraz o ile się nie mylę stały się dosyć powszechne :)) Sam nie mam smartfona, ale cieszę się, że gŁoś go ma, gdyż dziadostwo przydaje się w wielu sytuacjach. Nie natomiast, czy dojrzałem do inteligentnych lodówek i odkurzaczy, ale jestem pewien, że dla moich wnuków, będzie to równie pospolite, jak prodiż :))

        • Małgosiu,
          prodiża już nie mam, ale mam jeszcze „duchówkę”, czyli piecyk na prąd. Świetnie piekł, rozmrażał, a pieczona kiełbasa pachniała niczym ta z grilla.
          Pozdrawiam

      • Tetryku,
        ja już nie mam, choć „na wszelki wypadek, gdyby się kiedyś przydał” leżał z pięć lat w piwnicy.
        Pozdrawiam

    • Wojtku,
      dla dzieci i wnuków to będzie codzienna rzeczywistość, choć z utylizacją tej masy złomu będzie problem.Jest szansa, że ktoś za rozwiązanie tej sprawy otrzyma Nobla.
      Pozdrawiam

  25. Masz rację, zmierza to w dziwnym kierunku. Ja mam jednak w domu 6 latkę i 4 latka…i są chyba normalne :P Chociaż może nie do końca, bo tabletem się nie bawią ;)

    • Kobieto po 30,
      pociechy pójdą do szkoły i wszystko się zmieni. Ważne, by od razu ustalić zasady, np. pół godziny dziennie.
      Serdeczności

  26. Przerażają mnie te wszystkie inteligentne samochody.Całe szczęście mój 20 letni prawie Muniek taki analogowy, że go młotkiem naprawie

    • Uglywriterze,
      im prostsze rzeczy, tym łatwiej naprawić. Te naszpikowane elektroniką trudno naprawić, więc kupuje się nowe.
      Miłych dni lata