Wierny widzu, uzbrojony w tę internetową mysz

     Komputer 1                   

                                         Uśpiona czujność

            Internet, jak powszechnie wiadomo, ma swój algorytm i kontroluje nasze priorytety, gdyż bierze pod uwagę nasze zaangażowanie w sieci. Wystarczy kliknąć na pasku literę „i”, a już popchnięci będziemy w temat, który częściej wybieramy, np. Interia.  F o l l o w e r s i e  (wierny widzu), nie myśl, że ty nad tym panujesz i sam wszystko wybierasz; wiedz, że to Internet za ciebie wybiera i ciągle   p o d s u w a  jakąś stronę, abyś się nią zainteresował. A ty nawet nie zdajesz sobie sprawy z manipulacji, bowiem już działa uśpiona czujność demokracji i odwrót od racjonalności. Niedawno na ból zęba Fb oferował olej z goździkami; nawet do dentysty nie trzeba chodzić. Tymczasem dzieci przyswajają te rewelacje i  nikt im nie wyjaśnia, że ten olej powinien być w głowie, a nie w zębie piszącego. Powszechnie wiadomo, że prawda przegrywa w Internecie, ale jak to przełożyć na wiolonczelę i skrzypce?

           Produkowanie baniek mydlanych  i obrazów  z informacji powoduje  z m i t o l o g i z o w a n i e  wiadomości  (brudas to godzien wzgardy człowiek innego koloru skóry, terrorysta to każdy islamista, niebezpieczna gra „niebieski wieloryb”, rozpowszechniany mit Polski wywodzącej się od starożytnych Lechitów, lud smoleński, czy teorie spiskowe), a dorobku nauki nie widać. Dlaczego? Choćby dlatego, że wiara w newsy, odwrócone prawdy, postprawdy ledwie ocierające się o prawdę (albo i nie) oraz specjalnie spreparowane informacje do określonych celów przez medialnych makerów  zwyciężają nad zwyczajnym rozsądkiem i oczywistą prawdą, która się nie sprzedaje tak dobrze, jak kłamstwo, wiadomo. Dziennikarz zostaje także włączony w algorytm pomnażania naszej i waszej przyjemności, bowiem za kretyńskie newsy dobrze płacą i lud zadowolony.

                                                  Uzależnieni

         Wcześniej, czy później  zrozumiemy, że wolność Internetu nie znaczy pisania nieprawdy i tego, co ślina na język przyniesie. Wierzę, że po pierwszym zachłyśnięciu się wolnością sieci, przyjdzie czas na etykę i wiarygodność. Najtrudniej będzie znaleźć sposób na uzależnienie, które funduje Internet. Nawet gry dziecko nie może skończyć, bo trzeba wyjść na wyższy lewel, potem na następny, więc siedzi i przechodzi, a emocje z nim. Cztery godziny mijają, a to dopiero początek. Podobnie z Fb, Instagramem, gdzie naoglądasz się fotoshopów, a potem masz psychiczny dyskomfort, bo twoje ciało nawet, gdy wciągniesz brzuch, tak modelowo nie wygląda. Sprawdzanie swojego profilu i odwiedzanie znajomych zajmuje znaczną część wolnego czasu i wchodzi w bezwiedny nałóg, więc smucą rodzice wpatrzeni w ekrany; dziecko nie ma z kim rozmawiać. A to dopiero początek, bowiem młodzi naśladują rodziców i kółko się zamyka. Sam Bill Gates mówi: „Internet jest jak przypływ. Zaleje przemysł, komputer i wiele innych, zatapiając tych, którzy nie nauczą się pływać”.

                                                   Czarny scenariusz

             Chociaż Internet jest wspaniałym wynalazkiem, nie pachnie bazylią ani lawendą. Kiedyś ludzie kłócili się w cztery oczy, powiedzieli co trzeba, a potem szli na piwo. Obecnie wymyślają sobie publicznie, nie czują przy tym niesmaku, nie przepraszają, bo to nieznana osoba, więc wstydu nie ma. Rola obrazu w przekazywaniu wiadomości jest tak wielka, że właściwie poza szokującym zwykle nagłówkiem i obrazkiem, nie czytamy tekstu, ponieważ przetrawienie go wymagałoby trochę czasu i wysiłku, a każda biomasa podlega systemowi. Wierny klikaczu, nie myśl, że ty ogarniasz świat i jego problemy. Żebyś się czasem nie przeliczył, ponieważ z tej masy miliona rewelacji wybierasz to, co tobie odpowiada, czyli nie musi być prawdą, więc zwycięża w końcu twoja wizja świata, co z kolei powoduje, iż myślisz: proszę, a mówiłem, że mam  rację. Niekoniecznie, ale skąd masz wiedzieć, gdy czytasz poglądy jednej opcji, bo taka ci odpowiada i nie masz żadnego punktu odniesienia?

           Nigdy też nie obejrzysz całego You Tube’a. W każdej minucie w  serwisie pojawia się ok.stu wideo. Pytanie dla dociekliwych: ile lat musi upłynąć, byś obejrzał filmy tylko z jednego dnia? W ciągu jednej minuty użytkownicy Fb tworzą ok. 2,5 mln postów, wpisów, lajków, komentarzy. M. Spitzer przestrzega: „Wszyscy powinniśmy zdawać sobie sprawę, z pewnego faktu: „Jeżeli coś jest za darmo, to nie jesteś konsumentem, tylko sprzedawanym towarem”. (…) „Nasze myśli są czytane i prognozowane, nasze zachowania manipulowane. O tym, że w prawdziwym świecie nic nie jest za darmo, staramy się nie myśleć. Ten, kto  (teoretycznie) coś nam daje w prezencie, ma w tym swój interes i ostatecznie na tym zarobi” (…) „Nawet jeżeli wykorzystujesz smartfon wyłącznie jako latarkę, wciąż zbiera on i wysyła dane na twój temat, a najpóźniej od lata 2013 roku – dzięki wyznaniom pracownika NSA, Edwarda Snowdena – wiemy, że są analizowane, sprzedawane i nadużywane”.

            Czarny scenariusz też powinieneś zobaczyć. Co stałoby się, gdyby wybuch na Słońcu uniemożliwił działanie  internetu? Wyobraź sobie, jakie trudne życie będą mieć przyszłe pokolenia, gdy zechcą się zarejestrować, a tu…wszystkie „loginy”  z a j ę t e. Już widzę ten strach w oczach Kiepskich,  którzy nie umieją podłączyć języka do mózgu, tylko muszą włączyć mysz do sieci, aby żyć.

100 Komentarze

  1. Jakiś czas byłem bez sieci, na głębokiej wsi i nic się nie działo. Świat bez internetu i komórek był nadal taki sam, słońce świeciło, deszcz padał, trawa rosła i żniwa same przyszły, bez pomocy Internetu. Wróciłem do miasta i okazało się, że tu również wszystko takie samo, nawet żona i dzieci! :)
    Za to wirtualna wrogość i jatki coraz większe. Chyba zacznę gołe baby pokazywać z tego stressu, albo pójdę do Tatula i go zrugam, ot tak, dla sportu??? :D :D :D

  2. W przypadku podsuwania tego i owego wystarczy czyścic komputer z ciasteczek i innego badziewia, bo jeśli raz tylko butów w sieci poszukasz, to już wszędzie buty widzieć będziesz…
    Jeśli dziennikarze na tak łatwy lep dają sie nabierać, to może od nich należy w tej reformie zacząć?
    Bo gdy byle dziennikarzyna może o uznanej reżyserce Holland źle mówić, to jak takiego nazwać?
    Może to w jedzeniu jakieś pierwiastki nienawistne podają, że ludzie tak lubią bluzgać na siebie?
    Oby to opętanie prędzej ustąpiło, niż później, bo szkody mogą być nieodwracalne…

    • Jotko,
      sama zalepiłam plastrem górne „oko” na ekranie, co ma na mnie patrzeć. Pogoń za mamoną i sławą przyćmiła rzetelność dziennikarską. Poza tym łatwo o rozgrzeszenie słowami: takie czasy.
      Miłego lata

  3. No i masz, załamka. Poczułam się taką maleńką, internetową mróweczką. Taką maleńką…Ale mnie Internet nie złamie, nie zleje informacjami, nie zmanipuluje. Codziennie następuje u mnie taki moment, że mówię „starczy” i wyłączam.
    Kiepscy bardziej odczują awarię sieci telefonicznych niż brak Internetu.

    • Jaskółko,
      powoli zdajemy sobie z tego sprawę, ze nasz glob nie jest rajem, a coraz większym składowiskiem śmieci. Dochodzą do tego jeszcze śmieci w głowie. Niezależnie od umiejscowienia, śmieci nas ograniczają.
      Miłego lata

  4. aż się ciśnie za Orwellem z folwarku – gdzież jest niegdysiejszy Snowden?
    zajmiesz jego miejsce? dramatycznie uświadomiony i tak żyję w przekonaniu, że poświęcam czas nadinterpretacją a prawda nie będzie obiektywna, jeśli ją zacznie oglądać więcej niż jedna osoba. Sponiewierany bezpośredniością przekazu – mały i głupi odpinam na chwilę kabelek, żeby spać bez oka wielkiego brata nad snem moim niepokornym.

    • Oko,
      jak te żuczki daliśmy się uwieść reklamom, że dobre samopoczucie zależy od kupna danej rzeczy z nową technologią, zatem nagradzamy siebie, kupujemy nowy gadżet, a stary wyrzucamy, by nie zakłócał nam snu. Wirtualnego zresztą.
      Miłego lata

  5. Dużo do myślenia dał mi twój post Ultro. Cały czas myślałam, że sama zarządzam swoim czasem, niestety widzę, czuję, że to się zmienia. I w dodatku zawsze jest jakieś wytłumaczenie konieczności wejścia w internet i kliknięcia tego czy owego. Niedługo jadę na wakacje, spróbuję odwyku… Obiecuję sama sobie i wszem i wobec u ciebie:)

    • Iwonko,
      urodziłam się przed naszą erą cyfrową, gdzie nie było udogodnień, a jednak czas był na wszystko. Obecnie mimo tylu gotowców i towarów na półkach, na nic nie mamy czasu. Cyfrowe życie, czyli najbogatszy przemysł na świecie zadbał o to, byśmy cały czas widzieli, słyszeli i siedzieli w sieci.
      Miłego lata

  6. Zanim się dowiedziałam o Snowdenie już miałam zaklejoną kamerkę w laptopie.
    Ale czy to nie jest hipokryzja z naszej strony? Pomimo całego uświadomienia i pozornej kontroli i tak wdepnęliśmy. Wszyscy jesteśmy mniej lub bardziej aktywni w sieci, jedynie Amisze mogą mówić, że są „wolni”

    • Linko,
      a nie masz wrażenia, że w mediach społecznościowych czujemy się jak pod latarnią: przyglądamy się, patrzymy, taksujemy, pokazujemy wdzięki, dajemy rady, mizdrzymy się, by w końcu uzależnić się od tego wypatrywania byle latarni.
      Miłego lata

      • Dla mnie internet to wciąż egzotyka, nigdy nie istniałam na żadnym portalu społecznościowym, czy to jako ja, Linka, czy konto fejkowe. Zdecydowanie cenie sobie swoją prywatność. Dopóki nie założyłam bloga, moja aktywność w sieci była zerowa. Ze stron przeze mnie odwiedzanych to tylko portale filmowe i sportowe. Nic więcej. YT to muzyka, nie oglądam filmików z kotami, czy idiotami. Czytam wiadomości z różnych źródeł i różne artykuły bo lubię być na bieżąco, robię też zakupy przez internet, więc i tak pewne służby mają mój portret psychologiczny, co wystarczająco mnie przeraża.
        Również miłego :)

        • Linko,
          myślę, że pokolenie epoki internetu powinno nauczyć się nieklikania w „co słychać”. Alan Morgan strawestował prawo Clarke’a i napisał:”Każdy wystarczająco zaawansowany troll jest nieodróżnialny od prawdziwego czubka”. Bez wyguglowania nie da rady, szkoda czasu.
          Miłego lata

  7. Myślę, że internet nie jest groźny. Mam przeczucie, że wkrótce pojawi się coś nowego, coś co będzie jeszcze niebezpieczniejsze niż internet…

    • Bojo,
      masz pewnie na myśli orwellowskie państwo kontrolujące swoich obywateli równych i równiejszych za pomocą oka Wielkiego Brata…
      Miłego lata

    • Pawle,
      a tymczasem pojawiła się nowa zabawka, czyli iWath, którego zadaniem jest pomoc w cyfrowym odwyku. To dopiero postęp, wspaniały marketing. Na wszystko jest sposób, tylko kupować, więc po co samodzielnie myśleć i inteligencja ta sztuczna na wyciągnięcie ręki.
      Miłego lata

  8. Manipuluje się nami nie tylko w sieci, także zapraszając na
    spotkania, zakupy, zachwalając byle badziewie. I tutaj powinna zapalić się lampka ostrzegawcza: im bardziej zachwalane, tym bardziej byle jakie. Najtragiczniejszą sprawą zaś jest zawieranie przez wyuzdanych ramoli znajomości z dzieciakami, w celach oczywistych. Bądź wciąganie młodych ludzi w różnorakie sekty. Słusznie określi rzecz Bill Gates. Tylko dzieci mają jeszcze prawo nie umieć pływać….
    Serdeczności zostawiam, Ultro :)

    • An-Ulu,
      Big Data daje szansę, choć niesie także zagrożenia, z czego należy zdawać sobie sprawę. Obecnie widoczny problem to cybermobbing, cyberprzemoc, udostępnianie danych, czy intymnych zdjęć w mediach społecznościowych.
      Miłego lata

    • Jędrku,
      pierwsze pytanie, które zadano inteligentnemu komputerowi brzmiało: „Czy istnieje bóg?” Jak myślisz, co odpowiedział? – „Tak, teraz już istnieje”.
      Miłego lata

      • Wydawało mi się, że już nie potrafię myśleć. Dzięki Bogu, jeszcze cokolwiek myślę.Komputera przez okno nie wyrzucę, ale więcej podprowadzić się już jemu nie pozwolę. Nie zgrzeszę przeciw pierwszemu przykazaniu Dekalogu. Mój rozum, może tylko rozumek jest naturalny, nie sztuczny. Pozdrawiam, za lato dziękuję, chcę chłodu, ciepełka mi wystarczy ! :)

        • Jędrku,
          we wszystkim potrzebny umiar. Gdy rozmawiamy o znaczeniu cyfrowej technologii, nie myślimy o negatywnych skutkach, tylko o pozytywach.
          Miłego lata, a nie gorącego życzę

  9. Dużo przebywam w sieci …bo mam czas. Ale świadomie nie kupuję, nie uczę się różnych rzeczy . Jak już nie mam co robić a umysł śpi to gram w karty albo w mahjonga. Czasem dla rozrywki poczytam komentarze pod jakimś byle jakim artykułem na onecie i zniesmaczona wychodzę z tego badziewia bo wydaje mi się ,że komentatorzy to stado nierozgarniętych małp. Szpiegowaniem się nie przejmuje – nie jestem w stanie temu zaradzić i mam to w nosie. I co mi kto zrobi …
    Ale ,żyjąc tutaj widzę jak coraz trudniej bez myszy żyć.

    • Reno,
      zdrowy rozsądek ważny, bowiem cyfrowe życie nie zapewni nam różowych snów, lepszej przyszłości, nie znikną również zmartwienia i kłopoty. Te musimy nauczyć się sami rozwiązywać, pokonywać bez pomocy myszy.
      Miłego lata

  10. Tak, niby zdaję sobie sprawę z tego, jak „wykorzystywani” jesteśmy i manipulowani przez internet… Ale jakoś specjalnie nie boleję nad tym. Cierpi może trochę moje poczucie „samowolności” (osobiście wymysliłam ten wyraz) ;-), ale z drugiej strony: kimże jestem by przejmować się śledzieniem przez wielkich tego świata. Zwykłą mróweczką, która sobie żyje po swojemy nie włażąc nikomu do domu. Mam problem jedynie z wiarygodnością informacji w internecie, zalewem reklam i.t.d.
    Byłam na wakacjach w Polsce, przez pewien czas w rejonach, gdzie nie było zasięgu. Cudna sprawa. Da się żyć i to wspaniale rozkoszując się tym życiem. Ale to były wakacje… Szybko okazało się, że gdybym nie miała internetu w telefonie – to n.p. : nocowałabym na dworcu w Krakowie w oczekiwaniu na pierwszy pociąg do Katowic – ponieważ na Polski Bus mozna tylko przez internet kupic bilet, a innego juz nie było…
    Tak więc świadomość swoje a życie swoje.
    Szkoda tylko dzieciaków, które w zasadzie nie mają zbyt wiele alternatyw.
    I ulegają łatwo nałogom…

    • Klik dobry:)
      To ja zapytam, czy dzieciaczki nie mają rodziców, nauczycieli, wychowawców?
      Przecież nie wykluły się z jajek skradzionych rodzicom i podrzuconych gdzieś, gdzie rządzą tylko nałogi czy „wielki brat”.

      Pozdrawiam serdecznie.

      • Jasne, że mają! Tak mi wyszło „nieprecyzyjnie” w komentarzu, bo wyrosłam z dzieciaków a na wnuki też się nie zanosi. Więc refleksja jest „obserwacyjna”. I dla mnie to jest logiczne gdy widzę tatusia na „spacerze” z synkiem w parku i obaj siedzą na ławce, każdy ze swoim smartfonem czy tabletem – że dla tego dzieciaka szanse na świat realny są małe ;-). Szanse na to, że z ojcem pogra w piłkę, albo pójdzie na basen i.t.p. Dlatego mówię o braku alternatyw. Ktoś dziecku musi pokazać rzeczy…

        • Maradag,
          także widzę dzieci, które w parku zamiast bawić się, siedzą całymi godzinami ze smartfonami, a rodzice z nimi także wpatrzeni w swoje ekrany. Nie rozmawiają, ani świata nie objaśniają.
          Miłego lata

      • AlEllu,
        problem polega na tym, że skoro rodzice mają kłopot ze zrozumieniem komputera, to mówią: „niech dziecko ma lepiej”, a nawet jeśli nie mają kłopotów, a są uzależnieni, to dzieci będą również, ponieważ taki mają przykład.
        Miłego lata

    • Maradag,
      „samowolność” to piękne słowo, analogowi to wiedzą, natomiast urodzeni ze smartfonami znają wirtualny świat lepiej, choć nie jest on prawdziwy. W realu trudniej im się odnaleźć.
      Miłego lata

  11. Od pewnego czasu jestem „unieruchomiona” w domu. Taki przymusowy areszt domowy: nie wychodzę do pracy, nie wybiegam „na miasto”, nie uczestniczę w żadnych domówkach, ba! nie wyskakuję nawet po zakupy!
    Dziękuję mój kręgosłupie.
    W pierwszej chwili pomyślałam: „ale frajda! witaj wolności!”
    Po jakimś czasie naszła mnie druga refleksja: „jaka tam wolność, kiedy…”?
    Summa summarum mam DUŻO wolnego czasu.
    Więc włączam komputer, zaglądam na blogi – tu coś chlapnę, tam dopiszę, gdzie indziej wtrącę…
    I sama zaplątałam się w zamknięty krąg.
    Ale co tam ja?

    W tym „blogowym kręgu” napotykam ludzi, niby na co dzień normalnie egzystujących, a więc: praca zawodowa, dom, dzieci, starzy rodzice – a jednocześnie regularnie obecnych i aktywnych na wielu blogach.
    Robię „klik”, a taki blogowy aktywista już tu był, drugie „klik” o! i tu mnie ubiegł…

    I tak się zastanawiam: jak on (oni) to robi (to robią)?
    Skoro mnie, „przymusowemu leniuchowi” brakuje czasu, by obejść te wszystkie blogi, to kiedy do licha! on znajduje na to wszystko czas?!
    Czy jego dzień jest dłuższy od mojego?!
    Tak więc, droga Ultro, aktywny bloger, czy choćby komentator to musi być zadziwiająco zorganizowany człowiek, działający wg tylko sobie znanego algorytmu.
    Ta jego aktywność to już rodzaj sztuki.
    Potrafiłabyś tak? ;)

    Muszę to rozgryźć…
    Buziaki!

    • Małgosiu,
      leżakuję w domu, dlatego mam czas, a nawet wskazania, aby zająć czymś głowę. Jak wygląda życie „aktywistów”, to wiem po odwiedzinach wykształconej, szczęśliwej mamy. Na jednym kolanie siedzi dziecko, na drugim torebka z włączonym smartfonem. Klika, odpisuje, odpowiada na moje, bądź dziecka pytania. Dziecko znudzone zaczyna szukać sobie zajęcia, mama idzie do ubikacji ze smartem, a jakże. Po pół godzinie wychodzi, robi małemu zdjęcia, wrzuca do sieci, informuje o lajkach. Podczas obiadu telefon na stole i cały czas zerkanie, cud, że trafiła do ust, a nie do ucha. Rozmawia ze mną, z telefonem i dzieckiem, ale jakoś nie cieszyła mnie ta podzielność uwagi… Dziękuję za podpowiedź, o czym następny post.
      Miłego lata

      • Taka „podzielność uwagi” osoby, która nas odwiedza jest okropnie wkurzająca. Zwłaszcza, że jak piszesz była to dziewczyna wykształcona.
        Widocznie jej edukacja nie objęła dobrego wychowania, czy jak wolisz – kindersztuby.
        W takich momentach bywam dość obcesowa i reaguję bez pardonu.
        Przypomina mi to sytuację z mojej młodości, kiedy to na spotkania towarzyskie przychodziła para, która nie zwracając uwagi na wartkość rozmów prowadzonych przy stole, poświęcała jedynie sobie czas obściskując się i obdarzając zbyt intymnymi pieszczotami.
        Nie jestem (a Boże broń!) sztywniarą, ale taki brak poloru mnie drażni.
        Na wszystko jest czas i miejsce. ;)
        Miłego leżakowania!

        • Małgosiu,
          podobne zachowania widzę u młodych, kiedy przychodzą, wyciągają telefony, aby nic nie umknęło.
          Zawsze intrygowało mnie, dlaczego ludzie z własnej, nieprzymuszonej woli piszą na swój temat, ujawniają tajemnice, wrzucają swoje i dzieci zdjęcia. Okazało się, że psycholodzy z Harvardu udowodnili, iż ujawnianie szczegółów o sobie „aktywuje ośrodki przyjemności mózgu”. Czysta przyjemność? To już wolę czekoladę.
          Nawzajem: miłego leżakowania

          • Klarko,
            piszesz tak długo i tyle masz czytelników, więc nie wyobrażam sobie, byś mogła ich zostawić, nie ma takiej opcji.
            Miłych dni lata

    • Małgośka – wstawałam przed pracą godzinę wcześniej, czyli o wpół do piątej i pijąc kawę odwiedzałam blogi, odpowiadałam na komentarze, komentowałam. Posty pisałam w pracy na przerwie, wieczorem nie ma na komp ani sił, ani czasu. Bloguję dość długo i nie chcę porzucać czytelników, ludzie przyzwyczajeni i związani ze stroną w internecie czują się rozczarowani i odrzuceni, jeśli się milczy. To jest rodzaj społeczności, nie można tak beztrosko napisać – koniec, idę bo nie mam czasu – i już. Tak myślę.

  12. Już kiedyś napisałem na Twoim blogu, że najważniejszy jest zdrowy rozsądek. Ja sam nigdy jakoś nie uzależniłem się od sieci. Nie serfuję bez sensu, tylko wykorzystuję ją do szukania konkretnych informacji. Konto na FB mam, ale poza informacją o nowym poście, nie zajdziesz tam niczego innego. Smartfona nie mam, dzięki czemu w zeszłym tygodniu odzyskałem komórkę, którą zgubiłem w sklepie (nikt się na nią nie połaszczył i trafiła do p. Kierowniczki). Pewnie bez problemu odnalazłbym się w świecie bez internetu, poza jednym wyjątkiem – moją pracą.

    • Wojtku,
      internetowa technologia potrzebna, ale o negatywach też trzeba wiedzieć, a przede wszystkim o uzależniającym działaniu niebezpiecznym dla dzieci. Zob. A. Spitzera „Cyfrowa demencja”.
      Miłego lata

      • Wszystko zależy od tego, jak te dzieci wychowasz. Moja córka ma i ajfona i pokaźną bibliotekę i jakoś umie znaleźć się pośród tego wszystkiego:)

        • Wojtku,
          wszystko zależy od rodziców, jeśli rodzice pragną mieć święty spokój, zezwalają na gry i nie kontrolują czasu, co zdarza się nagminnie, o czym informują nauczyciele.
          Miłych dni lata

  13. Witaj, Ultro.

    O wiele bardziej niż brak netu irytuje mnie, np.: awaria wodociągów, więc chyba nie jest ze mną jeszcze tak źle:)

    Pozdrawiam:)

    • Leno,
      nie mam wątpliwości, że nie popadniesz w internetowy amok. Kiedyś scyzoryk wielozadaniowy nosiło się w kieszeni, obecnie smartfon, a niektórzy z nim śpią.
      Miłego lata

    • Droga A,
      wiele osób straciłoby pracę, bowiem większość firm działa w internecie. Bez internetu nie ma postępu. Natomiast na pytanie: jak wyeliminować głupotę i nieprawdę z sieci, nie ma odpowiedzi.
      Miłego lata

  14. Dlatego warto sięgać między kolejnymi poziomami gry, czytaniem kolejnego newsa czy kto co tam robi w Sieci, po książki. Zwłaszcza takie, których autorzy stawiają na jak największą dozę prawdy (wiadomo, zawsze przemyci się, nawet nie świadomie pewne subiektywne treści).

    Ostanio wymęczyłem książkę pana Janusza Bieszka o naszych przodkach Słowianach. Jestem w szoku, bo takiego turboslawizmu (ha, nowe słowo, choć niosące groźne treści według mnie) nie spotkałem nigdy. Wróć, właściwie wcześniej nie zastanawiałem się nad tym skąd tak naprawdę pochodzimy. Jednak jak przeczytałem te ,,wielkie dzieło” to nie wiedziałem czy śmiać się czy płakać. Jak to mówią niech każdy wybierze sobie to, w co chce wierzyć. Ja akurat wierzę w historię jaką wszyscy znamy. A takie bujdy to między bajki bym włożył. Szkoda tylko ludzi, co w to wierzą jak w objawienie jakieś.

    Masz rację, z pisaniem jest jak z wieloma innymi czynnościami, jeśli chce się być lepszym, należy ćwiczyć. Bez tego człowiek daleko nie zajedzie.

    Pozdrawiam!

    • Mozaiko Rzeczywistości,
      ten mit uwiedzonych wielkością i starożytnością Polski rozpowszechnia się i ludzie wierzą, że panowaliśmy jako Ariowie w Gobi, bo Himalaje były wtedy uprawnymi równinami i wyznawali arianizm, a ponieważ nie uznawaliśmy niewolnictwa, to reszta świata nas niszczyła. Przytoczmy też cytat: „Jesteśmy wyjątkowym i najbardziej starożytnym ludem Europy”. Zniszczyli nas dopiero Atlanci i …potop. Te brednie wydaje się, zamieszcza w sieci. Niech żyją w głupocie potomkowie starożytnych Lechitów!
      Miłego lata

  15. czasami sobie cichutko marzę o tym, że pewnego dnia ginie internet i jesteśmy zmuszeni porzucić ocean chaosu, natłoku informacji i powrócić do budowania świata według podstawowych świat. Tak, takie mam nieraz marzenia, mimo, że internet też jest moim narzędziem pracy, rozrywką, uzależnieniem… A może własnie dlatego?
    Może powinno wprowadzić się w szkołach przedmiot: jak krytycznie i owocnie korzystać z internetu i omijać manipulacje jakim jesteśmy nieustannie poddawani? :) Nauczyć nas mądrego korzystania z tego dobrodziejstwa? By nie stawało się przekleństwem…? Pozdrawiam :)

    • Agnieszko,
      rodzice wiedzą, szkoła pewnie też uczy, ale jeśli młody nie ma zakreślonych granic, ile ma korzystać, nie jest kontrolowany, to prędzej, czy później wpadnie w uzależnienie. Internetowe społeczności nie zastąpią bezpośrednich relacji.
      Miłego lata

  16. :) W tym ogólnym „psioczeniu” na Internet, jako na złodzieja czasu i powodującego głupawkę użytkownika chciałabym nieśmiało nadmienić, że to moja…prawa ręka!
    Otóż: pełni rolę doradcy, informatora, książki kucharskiej, „płaci za mnie” wszelkie rachunki, zastąpił leksykony, encyklopedie (biedne papierowe zakurzone teraz płaczą na półkach!), pozwala znaleźć „instrukcje obsługi”, tłumaczy teksty, funduje mi wirtualne podróże, łączy mnie z przyjaciółmi i znajomymi zza Oceanu (i nie tylko), bukuje miejsca w samolocie, hotelach, rezerwuje bilety na imprezy, dokonuje zakupów, informuje o numerach telefonów, pozwala rozszyfrować trudne teksty Vulpiana, Ultry, szlifuje moją znajomość języków obcych, literatury, zamawia taksówkę, uczy wiązać krawaty, odszukuje cytaty, informuje o przewidywanej pogodzie, o otwartych nocnych aptekach, itp. itd. itp…
    LUBIĘ SKUBAŃCA! :D

    • Małgosiu,
      dzięki internetowi zwiedziłam cały świat. Widziałam Tasmanię, diabła tasmańskiego, rafy koralowe, gotowałam egzotyczne potrawy…
      Tego „skubańca” też lubię, bo przydatny, ale bombardowanie milionem informacji, z czego większość trzeba odrzucić, nie jest miłe, bo zabiera czas.
      Facebook dysponuje największą bazą zdjęć ze zidentyfikowanymi twarzami, więc już teraz wykorzystuje, by znajdować Twoich i moich znajomych. Identyfikację twarzy już ma opanowaną, a niebawem rozpoznają nas po głosie. Wystarczy, że w telefonie powiemy: słucham. Brr

  17. Podzielam wnioski płynące z przeprowadzonej tu analizy. Ja też obserwuję u siebie oznaki uzależnienia, ale pocieszam się że jestem już w takim wieku, że skutki uzależnienia będą krótkotrwałe i zabiorę je ze sobą na drugą stronę. Mam nadzieję, że tam będą komputery i Internet. Nawiąże kontakt z Kneziem i jeszcze paroma innymi osobami

    • Radzę sobie bez Internetu całkiem dobrze, nie dostrzegam u siebie uzależnienia. Owszem, to niezwykle wygodne i skuteczne narzędzie do wielu uciążliwych do tej pory zajęć, ale to wszystko.
      Do tej pory telewizja, telefon, czy nawet radio absorbowało więcej czasu i uwagi. To medium bardziej zbliżone do gazety, ale o wiele bardziej uniwersalne, multimedialne i przede wszystkim wielozadaniowe (wielowątkowe). Tu wszystko może się dziać jednocześnie, a zarazem można do tego wrócić w każdej chwili. Nawet rozmowy można zapisywać i wracać do nich po jakimś czasie.
      To pokolenie, o którym mówimy, że wszystko robi na raz i w biegu, to jest właśnie pokolenie Napoleonów – tylko sprawny umysł może tak wiele na raz ogarnąć – a kobiety są do tego po prostu stworzone. To co nas (starszych) razi, jest oczywistością i naturalnym środowiskiem tego nowego pokolenia.
      Zadziwiające jest, że tak bardzo zaznacza się w nim podział na płci – tworzą to środowisko programiści, w większości mężczyźni – korzystają w pełnym spektrum kobiety.
      Jednocześnie, ci „wielcy” są też wielozadaniowi i na widok warsztatu pracy programisty, czy zaawansowanego admina ja dostaję oczopląsu i kompletnej dezorientacji. Dla mnie to nie jest do zarejestrowania – to migotanie powidoków.
      A w rozmowach to są normalni ludzie, oczytani humaniści i sympatyczni ludzie. Bardzo dokładnie rozróżniają realne życie i wirtual.
      I znowu pozwolę sobie na mały „odjazd” użytkownika – to oni decydują co możemy w sieci. Jeżeli coś możemy, to dlatego, że ktoś to przewidział i umożliwił. Jeżeli jakąś możliwość tracimy, to dlatego, że ktoś to ograniczył.
      Tu oczywiście do gry wchodzą politycy i nasza jakże zapobiegliwa i opiekuńcza władza, bo nic tak nie kocha władzunia jak zakładanie nam knebla, jakakolwiek by nie była! :D :D :D

  18. Rzecz chyba w tym, aby się nie ograniczać do Internetu. Jak działa google już dawno się przekonałem, a mimo to korzystam, w sposób jak opisała Jotka, czyszczenie ciasteczek. I choć to tylko połowiczny środek, coś w sobie ma. Miałem też program, który śledził powiązania stron i pozwalał te powiązania w każdej chwili likwidować. Niemniej najlepszym środkiem wydaje mi się śledzenie stron o różnych zabarwieniach ideologicznych. Równie często czytam Wyborczą jak i wPolityce, racjonalistę i pch24, frondę i faktyimity. Algorytm podsuwania mi stron często głupieje, co szczególnie widać na fb w rubryce: „strony, które mogą cię interesować”. Jest dodatkowy plus, bo poznaję dwie, czasami skrajnie różne opinie na jakiś temat. To, co wybieram za bliższe prawdy jest już moją osobistą preferencją, ale tak działamy nie tylko w necie.

    Piszesz: „kiedyś ludzi kłócili się w cztery oczy (…) potem szli na piwo”. To nie do końca prawda, by nie napisać, że to manipulacja. Jeszcze dziś często taka „rozmowa” kończy się w szpitalu ;)

    • Asmodeuszu,
      o czyszczeniu ciasteczek nie wiedziałam, muszę się temu przyjrzeć. Wszędzie potrzebna równowaga, by nie dać się wmanewrować.
      Normalni ludzie kłócili się i godzili, natomiast niektóre „rozmowy” kończyły się szpitalem, najczęściej wśród pijaków i patologii, tak mi się przynajmniej wydaje.
      Miłego lata

  19. Nie da się zaprzeczyć, że zamieszczając teksty w sieci korzystam z formuły dedykowanej dla blogerów, co wszakże z pisaniem bloga nie ma wiele wspólnego, a wynika z prostego faktu, że mogę tak czynić bez opłat i bez ograniczeń. W podobnym celu pozyskałem telefon komórkowy, rzecz jasna zepsuty, aby nie być posądzonym o lekceważenie więzi społecznych. Wyjmuje się rzeczony telefon z kieszeni, wpatruje w niego i ma się święty spokój. I o ten święty spokój chodzi :-)

    • Szczurku z Loch Ness,
      z tym zepsutym telefonem masz rację.
      Dane zbierane są pod hasłami Big Data, czy Deep Learning i co dwa lata dane podwajają objętość „dzieje się to również za sprawą coraz większej liczby kamer bezustannie rejestrujących z coraz lepszą rozdzielczością, coraz lepszego śledzenia i magazynowania naszej komunikacji – e-maili, rozmów telefonicznych, wiadomości tekstowych itp., oraz że czujniki (od pogody po nasz puls) w sposób w pełni zautomatyzowany przesyłają dane o wszystkim i wszystkich…”, a magazynowane są w centrach w pobliżu rzek i elektrowni, ponieważ potrzebują wiele energii, także chłodzenia. Wypada smartfon wyłączyć, by był ten święty spokój.
      Miłych dni lata

    • Andrzeju,
      brytyjski matematyk Alan Turing wpłynął na przebieg II wojny światowej, ponieważ złamał kod maszyny szyfrującej niemieckiego wywiadu Enigmy. Bez internetu poradzili sobie. A nam została cyberprzestępczość i złośliwe wirusy.
      Miłych dni lata

  20. niedawno miałem awarie – nie było ani Internetu ani telewizji, nawet nie sadziłem że będzie tak trudno :). Dałem radę. Z każdym dniem było lepiej więc mógłbym się odzwyczaić. Nie jestem wiec do końca dla świata stracony :)

    • Romanie,
      awarie są krótkie, ale gdyby trwały dłużej, to rachunki niepopłacone, wiersze niewklejone, czarnych wiadomości brak, jak żyć? Psychologowie radzą, by na wczasy nigdy nie zabierać smartfonów i laptopów.
      Miłych dni lata

  21. I dlatego należy podchodzić ostrożnie nawet do książek historycznych. Problemem jest głównie to, że nie każdy uważał na lekcjach historii i dlatego pewnie tak wiele osób wierzy w takie bajki. Pewnie działania rządu także wpływają jakoś na postrzeganie naszych dziejów, choć to pewnie temat na większe notki, a może nawet mini-rozprawki.

    Też pierwszy raz je spotkałem i jadłem. Całkiem dobre takie wafle, choć tak jak z goframi, najlepsze są ciepłe.

    Racja, u mnie cmentarz od razu niemal wywołuję taką zadumę jakąś i nakłania do różnych przemyśleń. To po prostu wyjątkowe miejsca są, ot co.

    Pozdrawiam!

  22. Mozaiko Rzeczywistości,
    gdyby książka Bieszka była baśnią, niechby wszyscy czytali, ale historię tworzyć na podstawie teorii wyssanych z palca, to przestępstwo. Zwróć uwagę, jak uzasadnia w przypisach, skąd czerpie informacje: Internet i tyle. To ma być przypis? Żeby choć link dodał…
    Muszę spróbować tych wafli bąbelkowych.
    Miłych dni lata

  23. Wiele , wiele w ludziach jest nienawiści, zawiści – to wszystko wychodzi, gdy pod płaszczykiem anonimowości jad pryska na wszystkie strony. I ciekawostka , pisałam ostatnio z siostrzenicą prywatne wiadomości na temat jej przyszłej sypialni, za chwilę miałam juz strony z reklamami łóżek. Przypadek?

  24. Gabrysiu,
    oczywiście nie ma tu przypadku, Handel płaci za tego typu informację. Pewien ojciec w ten sposób dowiedział się, że jego córka jest w ciąży, kiedy do domu zaczęły przychodzić foldery i próbki żywieniowe dla niemowląt, których nikt nie zamawiał łącznie z nastoletnią córką, a ona rozmawiała przez telefon o ciąży z koleżanką.
    Miłych dni lata

  25. Uzależnić się można od wszystkiego. Gdy nie było sieci, najpopularniejsze były hazard i alkohol. Tytoń czy kawa to również nie wina sieci. Nie szukajmy więc zastępczego winowajcy dla naszych słabości – uzależnienie to konsekwencja naszych postępowań i zaniechań, a nie kwestia dostępności sieci, prochów czy używek…
    Nawyk myślenia jest najpożyteczniejszym uzależnieniem ;-)

  26. Masz rację, mnie akurat taki misz-masz jaki prezentuje ten pan w swojej książce nie przekonał. Trochę straszne jest to, że jego książki są w pierwszej 10 sprzedaży w pewnej sieci na E. (i to z tego co wyczytałem aż trzy).

    Te wafle jak dla mnie są całkiem niezłe, można do nich zamówić kulkę lodów, orzechy czy polewę.

    Pozdrawiam!

    • Mozaiko Rzeczywistości,
      Przeglądałam jedną, a już są trzy? Taki stek bzdur rzadko się zdarza, a historycy udają, że książki nie ma? Dziennikarze nie powinni zostawić suchej nitki…
      Miłych dni lata

  27. W kieszeni nadal noszę nóż. W bagażniku siekierkę.
    Ostatnio chłopaki (chłopaki, hehehe) połamali trzonki do dwóch siekier i pięciokilowego młota – tak się napalili na rąbanie drewna – jeszcze tego samego dnia wszystkie zostały naprawione. Chyba nie jest tak źle, jeżeli starsze i młodsze pokolenie daje sobie rade z prostymi narzędziami?
    Natomiast udowodnione jest, że dla osób starszych (powiedzmy że nieco starszych) Internet i komputery są bardzo dobrze wpływającym czynnikiem na opóźnienie procesu otępienia starczego, Altzheimera i utrzymanie dobrej kondycji umysłowej. To co w pewnej mierze może szkodzić młodszym, bliżej sześćdziesiątki stanowi rodzaj terapii umysłowej i neurologicznej. To nam przedłuża młodość! Dlatego zachowując nieco dystansu i umiaru, starając się wykorzystać to dobrodziejstwo do maksimum, korzystajmy i bawmy się tym, bo dawniej takich możliwości nie było. :)

    • Kneziu Dreptaku,
      widzę, że niedaleko pada jabłko od jabłoni…
      Sama widzę dobroczynne działanie Internetu, natomiast mediów społecznościowych unikam, bo zajmuje czas, a pożytku żadnego, chyba że o szok chodzi.
      Miłych dni lata

  28. Muszę przyznać, Ultro, że przestałem być uzależniony od internetu (odwrotnie jest z pisaniem) i tak naprawdę mam w nosie, czy mnie kto śledzi czy nie :- ), zresztą, co by komu po tym przyszło, za diabła nie wiem i serdecznie uśmiałbym się z tej wiedzy „śledczego”. Z internetu wybieram to, co lubię, podobnie jak filmy, książki, muzykę, itp. … oto wyznanie sceptyka … pozdrawiam

    • Smoothoperatorze,
      dorośli wybierają życie i uzależnienia, które im odpowiadają, wiadomo. Jeśli pracowałbyś w korporacji, to pracodawcy wiedzieliby, jakie programy lubisz, na co się leczysz, co masz w lodówce i ile wydajesz. Młodzi nie będą mieć lekko.
      Miłych dni lata

  29. Otworzyłam stronę, przeczytałam . Z premedytacją i impuls, by dołączyć do rozmowy, polemiki, dyskusji ale impuls nie jest zawsze dobrym doradcą i tym razem jego nie posłucham. Usiądę na kamieniu i patrzyła będę ciesząc się,że widzę, że słyszę, że czuję bo w takich chwilach ja jestem całym wszechświatem a gdy czytam , już tylko czytelniczką, widzem…jedną z wielu na widowni.

  30. Był taki czas, kiedy naprawdę byłam uzależniona od internetu. Wtedy, w poprzednim, starym życiu. Siedziałam do późna w nocy i rano nie mogłam zwlec się z łóżka. Miałam bolący kręgosłup i podpuchnięte oczy. Na szczęście dzisiaj sie to skończyło. Ale nie wyrzucam dziecka z kąpielą. Lubię tego drania, mogę sobie pisać blog, mogę poznać wartościowych ludzi , a i wiele mogę się dowiedzieć. Ale nie ma już bałwochwalstwa, które , przyznaję było we mnie wcześniej. No i w końcu mam las, moje refugium…
    Pozdrawiam

    • Greenelko,
      nie byłam uzależniona, ale obserwuję współczesnych, którym współczuję. Wirtualne życie nie jest prawdziwym życiem.
      Serdeczności

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.