Te zwykłe smaki codzienności, rzecz o pożądaniu

Serce z ziemniaka       

        Książki są jak towarzystwo, które człowiek sobie dobiera według własnego gustu. Przeglądanie książek kucharskich z powodu kartoflowego święta jest jak przypominanie, co ludzie jedli, kiedy mieli dwadzieścia lat, a że w duszy też suszy, więc zaczynam od tych dawnych przepisów, gdzie ziemniaki miały swoją rangę, brylowały na stołach w przeróżnych postaciach i z różnymi dodatkami.

        Przeglądanie współczesnych książek o gotowaniu nie jest moją przyjemnością, ponieważ nie karmią kubków smakowych, gdyż królują paskudztwa, które nie ustępują opisowym obrzydliwościom, ale za to są poobrastane legendą i poważnymi zaleceniami typu: musisz tego spróbować, koniecznie zrobić, poznaj nowy smak, a jak tego nie zjesz…  A jak nie? To nie powiększą się twoje moce w sypialni, nie oczyścisz organizmu, źle będą pracowały podroby, cera się sfilcuje, celluloid pewny, paznokcie wypadną, a niektóre kruche organy nawet powoli mogą zanikać.  Jak nie jeść ? Strach i przerażenie większe, jak od tego, że nie masz butów i koszuli dobranych do  koloru samochodu. Zatem wróćmy do okropności: ślimaki, ośmiorniczki, ostrygi, dżdżownice kalifornijskie zapiekane z serem, żabusie, rekiny. Niektóre je się na żywo, przy czym małe ośmiorniczki mogą mackami  wpić się w gardło; nie pytajcie też, jak zabić dżdżownicę, a rekin, który nie posiada dróg moczowych, może spowodować paraliż, więc pół roku trwa usunięcie toksyn z jego organizmu czyli, jak mówią, musi zgnić, aby nie truł. To lepiej kup płetwę rekina, wysusz, a po pół roku zrobisz tę pobudzającą zmysły zupę. Smacznego i na zdrowie.

           Wymyślne potrawy, jak steki z rekina, smażone macki ośmiornicy, gołąbki nadziewane kalmarami,  zapiekane kałamarnice, kotlety z selera, burger z fasoli,  czy kopytka z batatów nie zrobiły większego wrażenia, poza kawą z…  bekonową posypką. Może dania zdrowsze, ale jeść codziennie? Spróbować i zapomnieć. (Może kiedyś, gdy  będę starsza, przełknę bez problemu zmiksowane z ziemniakami). Trufle również mają niezaprzeczalną sławę, ponieważ przywracają potencję. Siostrzeniec mi przywiózł, stwierdzam: zwyczajnie przereklamowany produkt. Podejrzewam u tych grzybów niezwykłą inteligencję. Gdyby rosły wszędzie jak podgrzybki, to nikt by pewnie nie posądzał ich o niezwykłość. A langustę zostawię sobie do spróbowania na koniec. Może warto będzie na nią tyle lat czekać. Tak jak  guinnessa picie, też nie zamieni ci w bajkę to szare życie. 

              Zmiksowane breje, muliste, w kolorze ziemi, papryki, czy maślakowego brązu  z wystającym odwłokiem krewetki również nie zachęcają do zrobienia. Czy komuś przyszłoby do głowy miksować kartoflankę, choć to bardzo dobra zupa nawet dla tych, którzy się nie ruszają, więc muszą liczyć te kalorie. Babaganusz to pasta z wędzonego bakłażana z tahiną, sama radość.  Ulegasz tej patologicznej presji jedzenia różnych odcieni zieloności, co niezmiernie inspiruje, jako że trawie w tym kolorze jest nadzwyczajnie dobrze. Zachwycają posypanymi kiełkami  i granatami sałatki. Nie będę się sprzeczać, może komuś to wystarczy i lepiej smakuje niż dawna warzywna sałatka. Ale co młode pokolenie wie o smaku pieczonek,  kartoflanek, zapiekanego kartofla przewiązanego boczkiem, skoro nic nie je w tonacji tłuszczu, a z kolei  wit. A,D, E,K rozpuszczają się w tym tłuszczu, więc należy jeszcze raz rozebrać na czynniki pierwsze zdrowe jedzenie.

                Skoro tort może być warzywny, czekolada może być gorzka, a sękate ciasto pieczone na rożnie, to wszystko staje się możliwe. Zważywszy na przydatność, to takie lody rosołowe i brokułowe do kupienia w USA załatwiają sprawę obiadu. Pozostaje tylko do lodów ugotować kartofle. Zatem zamiast gołąbków nadziewanych kalmarami, będą te z ziemniakami.

P.S. Na zdjęciu lokowanie produktu, moje kartofle.

 

88 Komentarze

  1. Jeden z moich wujków mawiał: „Jakby sałata była dobra, to by ją w polu psy zjadły”… Legenda rodzinna głosi, że po dwóch dniach hucznego wesela rano zaszedł do kuchni i zażądał: „Matka, daj żur!”.

    • Tetryku,
      rozumiem, jeśli ktoś nie jada mięsa lub jest weganinem, ale ja nie przeglądałam książek dla tych, co na diecie. We współczesnym gotowaniu prawie nie ma ziemniaków, choć wiadomo, że nie one, a dodatki tuczą. Żuru też nie ma, a przecież podobnie jak kiszonki dobrze działa na pracę jelit.
      Smacznie pozdrawiam

      • A ja tam dzisiaj żurek na kiełbasce ugotowałam i najedliśmy się z chlebkiem jak nie wiem co. A na deserek upiekłam ciasteczko ze śliwkami. A co, nie można? Aha, a w niedziele były żeberka z kapustą. Ultro zapraszam cię na dobry obiadek:)

        • Iwonko,
          dziękuję za zaproszenie. Czasem robię też zalewajkę, czyli gotuję ziemniaki w kostkę z kiełbasą i zalewam żurem plus koper i majeranek. Na drugie kluchy z własnym sosem pomidorowym. Proste, szybkie i bez chemii.
          Smacznie pozdrawiam

        • Asiu,
          oczywiście robiłam w specjalnych chlebkach na zakwasie. Żurki z białą kiełbasą i czerwony barszcz z uszkami nie tylko z okazji świąt. Czytałam, że zjedzone domowe frytki nie zaszkodzą, byle kupnych nie jeść.
          Smacznie pozdrawiam

  2. Żeby sprzedać, trzeba zareklamować. Czasem nawet prze-reklamować. Żeby w towarzystwie zabłysnąć – trzeba się pochwalić ostatnimi przysmakami, godnymi człowieka na wysokim poziomie. I tak się kręci koło obrośnięte w snobów. Ile prawdy w tych wyszukanych przysmakach – Bóg raczy wiedzieć.
    Że nie jestem snobem i nic nie muszę, kocham naszą polską kuchnię, choćby właśnie z żurkiem własnej produkcji, bigosem, pierogami. Z szarlotką na deser, mmmm….
    Serdeczności Ultro zostawiam :)

    • An-Ulu,
      codziennie nikt przecież bigosu, mięsa, pierogów nie jada, ale czasem warto zrobić, ponieważ są pyszne. A do tego jesienny place ze śliwkami lub jabłkami.
      Smacznie pozdrawiam

  3. Ja juz zachorowałem w stylu retro.
    Nie współczesne książki kucharskie a wspomnienie dawnych zapamietanych zapachów i smaków. Wracam do surowców prostych i kiedys uzywanych i jestem szczęsliw jak świnia w błocie jak wyjdzie wątrobianka, kwaszone buraki czy cynaderki.
    Czy jest cos lepszego niż dobry mielony z dobrą kapuchą zasmażaną i kartofelkami z koperkiem – niech sie wypchaja z tymi zupami-krem, pizzami, knyszami, kebabami i innym świństwem.
    ……a śledzik w smietanie z kartoszkami – miodzio.
    Smacznie pozdrawiam

    • Piotrze,
      mielone z udka indyczego też u mnie w kuchni gości często, a do tego surówka z jabłka, marchwi i buraka. A śledzika jak zwykle zamawiam. Genialne robisz, rzeczywiście potwierdzam: miodzio.
      Smacznie pozdrawiam

  4. fabryki plastikowego żarcia i z drugiego końca ekologiczny trawnik z trociną… plus eksperymenty pod hasłem „czy dasz radę przełknąć i nie zwrócić” – ohyda.
    Pocieszyłaś , bo już myślałem, że tylko ja omijam podobne ekscesy jako ten ostatni Mohikanin, albo mniej grzecznie – dinozaur, który zapomniał zdechnąć.

    • Oko,
      trawnik z trociną to jeszcze nic, skoro tyle pięknych nazw mają szynki i wędliny, a smak ten sam lub podobny. Ja już szynkę do chleba robię sama.
      Smacznie pozdrawiam

  5. „Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem…”… tak to jest ze mną. Jestem wierny zasadzie wpojonej przez mamę. Otóż, produkty:
    - mają być jadalne,
    - ugotowane, czy też odpowiednio przyrządzone,
    - przyprawione do smaku.
    Tyle już lat … nadal mi wszystko smakuje.
    Pozdrawiam. :)

  6. BEZ białkowo, BEZ glutenowo, BEZ cukrowo… całe szczęście, że są jeszcze młodzi ludzie którzy jadają ” Z” bo tym ” BEZ” , to trzeba chyba listek sałaty na stół położyć, a zresztą czy go znad ekranu smartfona dostrzegą? :)

    • Gabrysiu,
      to są mody, które mijają, a na to miejsce pojawiają się nowe. Ważne, by jeść wszystko w rozsądnych granicach. A ja zaczynam dzień od białego pieczywa posypanego solą, takie zalecenie lekarza. Każdy jest indywidualnością, więc nie można mieć tych diet „pod sznurek”, jak leci stosować.
      Smacznie pozdrawiam

  7. No to… jakby tak… lubie ziemniaki, pod każda postacią. I krewetki tez lubię. I guinnessa. I właściwie to nawet lubię żarcie w samolotach, które większośc obrzydza, bo to sama chemia. Może się wobec tego nie rozłożę po smierci? A, nie do sprawdzenia, mają mnie skremować.

    • Anno,
      ta kremacja to dobry pomysł. Krewetki lubię, choć rzadko przyrządzam, żabie i ślimacze mięso z puszki też mi smakowało, ale chemii nie mogę jeść, więc przyrządzam potrawy sama. Staram się, by także gościły u mnie smaki z różnych stron.
      Smacznie pozdrawiam

    • Romanie,
      placki ziemniaczane, cieniutkie, z niewielką ilością mąki, za to z jajkiem, cebulą, czosnkiem i chrupiące. A babeczki ziemniaczane robię w mufinkowej formie, więc są małe i zgrabne.
      Smacznie pozdrawiam

  8. Występuję w obronie sękatego ciasta z rożna. To uświęcony ludowa tradycją sposób pieczenia tego wyjątkowego pieczywa. Resztę wymienionych w tekście nowoczesnych jadeł ignoruję solidarnie z autorką. Kawior też mnie nie kręci, phiii!

    • Bet,
      bardzo lubię sękacza i gdy bywałam na wschodzie, próbowałam, a jeśli chodzi o kawior, to zgodzisz się, byśmy po tym jednym jajeczku zjadły?
      Smacznie pozdrawiam

  9. Ja tam lubię czasem popróbować różnych dziwnych rzeczy.:))) Chociaż są pewne granice…:)))
    Jak jeszcze jadłam mięso, to chętnie jadłam różne frutti di mare. Ślimaki i żabie udka też są bardzo smaczne.:) Kawior też lubię.
    I tak jak Bet występuję w obronie sękacza – to tradycyjne i bardzo smaczne ciasto, którego historia sięga średniowiecza, więc nie jest to nowoczesny wymysł.:)
    A jeśli chodzi o różne roślinne wymyślności, to tofu w wykonaniu Knezia nie ma sobie równych (że o pieczarkach nie wspomnę).:)))
    Pozdrawiam serdecznie:)

    • Grażynko,
      nie napisałam, że sękacz to nowoczesne danie, tylko istnieje podobnie jak słodka czekolada o nazwie gorzka, tort warzywny zrobiłam ze szpinakiem, też bardzo dobry. A pieczarek Knezia muszę w końcu kiedyś spróbować.
      Smacznie pozdrawiam

      • Te pieczarki są usmażone na brązowo na zwykłym oleju i posolone po usmażeniu. I to wszystko, żadnej tajemnicy w tym nie ma. :)
        Ale ja już na żadną imprezę pieczarek nawet nie dotykam! :)

        • Chociaż kilka dla Ultry mógłbyś usmażyć.:)))
          Jeśli pieczarkarnia byłaby już czynna, to tam gdzie jedziemy są najpyszniejsze pieczarki.:))) Kupiliśmy wtedy sporo, cała rodzina się zachwycała.

          • Ultro, ja już wiele razy próbowałam usmażyć „po Kneziowemu” i jeszcze mi się nie udało osiągnąć takiego efektu. On jakieś zaklęcia dodaje.:)))

          • Grażynko,
            aleś mnie zaskoczyła… z zaklęciami nic jeszcze nie smażyłam. Musimy podsłuchać, co Kneź szepcze po cichu przy daniach, skoro mu się wszystko udaje. A nuż się uda i przejmiemy te moce?
            Smacznie pozdrawiam

          • Ani chybi rzuca przekleństwami i urąga na cały świat pod wąsem – taka natura podła. Ale co do pieczarek, to z całą pewnością nic takiego nie ma miejsca, tzn. pewnie urąga, ale pieczarkom to obojętne. :P ;) :D

          • Dreptaku,
            kiedyś ludzie wierzyli w moc uroków, więc kiedy coś nie szło, od razu szukali winnego, a kiedy zginęło w ruch szedł Antoni, czyli święci też byli zaangażowani.

          • Eeee, Kneź będzie się pilnował, sekretu nie zdradzi.:)))
            Pieczarkarnię ma nasz Gospodarz w Rudniku. W wakacje nie działa, ale może teraz już będzie.:)

  10. Za ziemniakami w ogień nie skoczę, ale takie z ogniska to przygoda i rarytas. Moda sięga również talerza. Do jedzenia mięsa strach się przyznać, bo zaraz padlinożercą zostaniesz, ciacho to tylko to ziarniste i od razu musisz zaznaczyć, że to razowe, broń Zeusa z białej mąki. Jak ci się zechce zupki chińskiej to ukryj na dnie koszyka, najlepiej pod jarmużem. Człowiek jest wszystkożercą, więc jeść, co komu smakuje.
    Pozdrawiam

    • Kathi,
      mody na talerzu to nie moja bajka, choć muszę wiedzieć, co jem. Człowiek jest faktycznie wszystkożercą i wszystko, co mu smakuje, powinien jeść w rozsądnych proporcjach.
      Smacznie pozdrawiam

  11. Ubolewam, że coraz mniej jest potraw, które źle znosi mój organizm, bo tęsknię zwyczajnie za kalafiorem z bułką tartą, za bigosem, pure ziemniaczanym z masełkiem….
    Mój mąż ostatnio stwierdził, oglądając programy kulinarne, że talerze coraz większe, a na nich głównie dekoracja, ale czy tym można się najeść?
    Poza tym teraz to już nie kuchnie są i restauracje, ale laboratoria smaku…

    • Jotko,
      te laboratoria po dodaniu chemii dymią, świecą, palą się i mrożą, a kosztują majątek, przy czym raczej to dzieło artystyczne na talerzu, bardziej do patrzenia i podziwiania niż jedzenia.
      Smacznie pozdrawiam

  12. Trochę o tej kuchennej fizyce i chemii, nie mówiąc o biochemii wiedzieć trzeba. Termometr z sondą to podstawa, do tego zdrowy rozsadek i prostota. Jak do tej pory przekonałem do swoich herezji może ze trzy osoby?
    Za to nasze Młode jak dostały w renomowanej knajpie pieczony schab, to ze zdumieniem stwierdziły, że taka spaprać dobre jedzenie to im się wydawało niemożliwością. Suchy, twardy, mdły, bez smaku i zapachu – nie wypluły, bo nie wypadało. :D :D :D
    Na urodzinowy obiadek Starszej był schab pieczony, ziemniaczki w mundurkach, z masełkiem czosnkowym i pomidory jako surówka.
    Gdy Ultra zabiera się do gotowania, to klękajcie narody, będzie się działo, pomimo apeli i próśb o umiar!!! :D :D :D
    Nowościami nie gardzę i eksperymentować lubię, ale wiele przepisów z sieci odrzucam jako kompletnie chybione i zwyczajnie niesmaczne. Część przepisów to po prostu chłam spisywany wzajemnie przez młode blogerki kulinarne. Gorzej że czytelnicy te błędy powielają i jeszcze entuzjastycznie komentują. :)

  13. Dreptaku,
    gdyby nie Twoje przepisy i podpowiedzi, jadłabym szynki i wędliny ze sklepu, tymczasem dzięki Twoim radom jem zdrową żywność i wiem, co jem.
    Smacznie pozdrawiam

      • Dreptaku,
        nie zapominaj o Ewie, też się uczyła u Ciebie. Gdyby wędliny nie były pyszne, to pewnie nie robiłabym, a w dodatku zdrowe, bo choćby bez azotanów, czy azotynów.

        • Ewa jest druga, a pierwszy Piotr. Poza tym nikt mi nie wierzy! :D :D :D
          Podejrzewam, że wszyscy poza tym pukają się za ścianą w głowę!!! Bo tak wprost to raczej nie, Kneź paczy!!! :D :D :D

          • Dreptaku,
            nie pozwól, by Kneź paczył za długo. Weź jeszcze poprawkę na moje dzieci, którym podsyłam, gdy robię dla siebie.

          • Uprzejmie donoszę, że Ewa przekazała różne instrukcje dalej i będę próbować, mam nawet stosowny sprzęt zakupiony.:)))

          • Grażynko,
            warto, sama się przekonałam, ale przyprawić trzeba dobrze ziołami. Znalazłam też przyprawę do szynki i do kiełbasy bez konserwantów.
            Smacznie pozdrawiam

          • Co do przypraw, to często nie używam żadnych, a jeżeli już to pieprz, czosnek, majeranek, gałka muszkatołowa i papryka – w różnych konfiguracjach i w zależności od potrzeb. Nigdy gotowych kompozycji.
            Do wędzonek nie dodaje nic poza peklosolą, a do pieczarek tylko zwykła sól i to po usmażeniu. :)
            Do szpinaku natomiast pieczarki, czosnek, pieprz i cytryna – polecam wegetarianom. :)

          • Dreptaku,
            ja także – dzięki Twoim sugestiom – staram się nie kupować tych gotowych torebek, drogich zresztą, tylko na wagę w sklepie z ziołami i komponuję sama.

          • Grażynko,
            szpinak z pieczarkami zrobię młodym, zobaczymy, czy polubią. A pieczarki smażone dłużej, zyskują na smaku, sprawdziłam.

        • Na takie ostro smażone pieczarki cebulka, czosnek i prawie nie krojony szpinak, tak żeby nie „pirze”. Posolić, popieprzyć, zamieszać i na talerz! Dopiero wtedy skropić cytryną i można dać plasterek dla aromatu. :D :D :D
          Podobnie można też zrobić podagrycznik i np. portulakę warzywną, ale także każdy rodzaj sałaty. :)

  14. Witaj, Ultro.

    A cóż Ci zawinił nasz sękaty dziad:)?

    Nie jestem żywieniową terrorystką, ani kulinarną patriotką:)
    Nigdy nie narzucam nikomu własnych preferencji jedzeniowych, ani – nie wyśmiewam cudzych.
    Gładko przechodzę do porządku nad tym, że ktoś czegoś jeść nie chce i nawet nie pytam o przyczynę – upodobania żywieniowe są indywidualną sprawą i nie widzę powodu, by je komentować.

    Gotuję dużo i – wszelkie różności.
    Mam słabość do przypraw i z każdego wyjazdu wlokę jakieś lokalne ususzone zielska i sproszkowane cuda, jeśli tylko uda mi się trafić na bazar:)
    Z moich doświadczeń wynika, że nawet czarny pieprz czarnemu pieprzowi nierówny, a co dopiero mówić o takim curry czy harissie:)

    Na koniec dodam, że pochodzę z regionu, w którym potrawy z ziemniaków są bardzo popularne. A przepisy na ten sam specjał – przekazywane z pokolenia na pokolenie w każdej rodzinie – tak zróżnicowane, że po smaku da się poznać, która gospodyni go przyrządzała:)

    Pozdrawiam:)

    • Leno,
      nic nie zawinił sękacz, ale zadziwił tym, że nie piecze się go w piecu, jak inne ciasta, a na rożnie. Musisz przyznać: fenomen.
      Mam nadzieję, że notkę potraktowałaś z przymrużeniem oka, bowiem na Kartoflisku potrawy przyrządzane są z ziemniaków, stąd moje gderanie, ponieważ we współczesnych przepisach prawie nie ma potraw z ziemniaków, takie trendy.
      Smacznie pozdrawiam

      • Ja byłam zafascynowana, gdy pierwszy raz widziałam polewanie rożna, ale, że dzieci nic nie dziwi, uznałam to za zupełnie normalne:)

        Stwierdzenie, że jestem skrajną demokratką jedzeniową, nie było wymierzone w Twój tekst. Po prostu – jestem nią. Kieruję się maksymą: „Jedz i daj jeść innym.”;)

        Pozdrawiam:)

        • Leno,
          rozumiem, sama wyznaję taką samą zasadę, gdyż moje dziwne smaki byłyby nieakceptowane przez wielu, np. kanapka z burakami i wędliną, kiełbasa i mleko, smarowanie powidłami pieczeni itp. Wcale to nie jest takie proste, kiedy nie wiadomo, co znajdzie się w jajecznicy i sałatce, czyli przepis swoją drogą, a moje dania swoją.
          Smacznych poszukiwań

  15. Jasne, odpoczynek od Sieci jest czasem potrzebny. Pogoda była taka, że w sumie nie można narzekać.

    Przypomniał mi się bardzo dobry film pt. ,,Skrzydełko czy nóżka”, w nim widać różnice między jedzeniem może i prostym, lecz smacznym, a produkcją masową, gdzie sałata była z plastiku, o reszcie produktów chyba nawet lepiej nie myśleć z czego były.

    Lubię czasem spróbować czegoś nowego, jednak mam w tym jakieś granice, bo widzę po niektórych osobach, że dla chwili sławy są w stanie zjeść niemal wszystko.

    Pozdrawiam!

    • Mozaiko Rzeczywistości,
      produkcja masowa nie może być smaczna, tym bardziej gdy tania. Ale za to, gdybyś zamówił gałki oczne tuńczyka, zapłacisz sporo kasy, a nie wiem, czy wstaniesz od stołu najedzony.
      Smacznie pozdrawiam

  16. niebacznie przy śniadaniu i słabo mi się zrobiło bo o tych mackach też ostatnio czytałam.
    I jak tu dojeść moją owsiankę ?!?
    No ale dałam radę;))

    • Tuv,
      lekarz do znajomego, który dzień zaczynał od owsianki: – Talerz owsianki to bomba kaloryczna, proszę tylko raz w tygodniu. Co lekarz, to nowa teoria, a jeszcze dietetycy i zwykli podpowiadacze, więc własnego rozumu najlepiej się trzymać.
      Smacznie pozdrawiam

  17. A ja marzę o plackach ziemniaczanych pieczonych bezpośrednio na blasze kuchennej i polanych masełkiem… Przed chwilą otworzyłem pudełeczko z pasztetem drobiowym, nawet nieźle pachnie…

    • Bojo,
      podobno pasztet dla kota ma więcej prawdziwego mięsa niż dla ludzi. Porównałeś skład? Może lepiej opłaciłoby się ten dla zwierząt? I zdrowszy, i tańszy.
      Smacznie pozdrawiam

  18. W roku 1980 dostałam od zaprzyjaźnionej „księgarki” książkę kucharską, piękną na kredowym papierze wydrukowaną(ówczesna nowość wydawnicza). Ilekroć do niej zaglądałam, to czytanie każdego przepisu kończyłam okrzykiem „a kogo na to stać”? Stała więc ta książka na półce nieużywana. Gdybym w obecnej chwili gotowała, to sięgałabym po przepisy z książki kucharskiej mojej matki z lat 50-tych XX wieku. Nigdy nie jadłam owoców morza, ślimaków, żabich udek i wcale za tym nie tęsknię. Kawior spróbowałam raz i wystarczy. Natomiast prawie na okrągło mogę jeść ziemniaki i jaja pod każdą postacią. Ukłony.

    • Iwonko,
      każdy ma swoje ulubione smaki, a ponadto własne przyzwyczajenia z dzieciństwa i domu rodzinnego. Chleb ze śmietaną i cukrem był kiedyś moim ulubionym podwieczorkiem.
      Smacznie pozdrawiam

  19. Nowe smaki bywają fajne, ale nie wyobrażam sobie, że którego dnia mogłyby zniknąć takie zestawy jak kurczak+młode ziemniaki (koniecznie Lord)+mizeria, mielony+ziemniaki (opcjonalnie gryczana)+buraczki, schabowy+ziemniaki+kapusta kiszona, żurek+ziemniaki, babka ziemniaczana+kiszona kapusta itp. itd. :) PS. Trufle byłyby nawet OK, gdyby nie ich zapach, który jest dla mnie nie do przyjęcia!

    • Wojtku,
      siostrzeniec z Anglii przywiózł mi także ekstrakt truflowy, więc od razu pokropiłam nim pieczarki.Niestety, nikomu te pieczarki nie smakowały, aromatu za dużo albo człowiek nie jest przyzwyczajony, albo podniebienia nie są przyzwyczajone do tego luksusu.
      Smacznie pozdrawiam

        • Tak sobie pomyślałam, że jeśli ktoś ma przyzwyczajone podniebienie do pieczarek i prawdziwków, to mu te koszmarnie drogie nie przewrócą w głowie. W dzieciństwie jadłam u cioci smardze, nie pamiętam ich smaku, a obecnie pod ochroną.
          Smacznych grzybów

  20. Ja jakoś ani ziemniaków ani kapusty nie za bardzo. Co prawda zjem ale niekoniecznie musi byc. To mi zostało z młodych lat i jestem chyba jedyną Polką na świecie ,która nie jada gołąbków. Bo w jednym daniu jest wszystko za czym nie przepadam tzn, kapusta, kasza, mielone mięso, i do tego często podawany sos pomidorowy. Coś okropnego dla mnie. Bez ziemniaka mogę życ ale oczywiście jadam . I kartoflankę lubie i to zmiksowaną a do tego kawałeczki wędzonego łososia. Tak mi smakuje najbardziej ale taka zwyczajną zupę jarzynowa jakąkolwiek też z przyjemnością zjem. Frytek też nie za bardzo bo w/g mnie to głupie jedzenie a jak już to z majonezem… Oczywiście ,pamiętam smak kartofli pieczonych ,czasem mi się coś przypomni iteż coś z kartofla zrobie – wolę jednak nudle,kluchy wszelkie . I owoce morza – rózne frutti di mare bardzo lubie i umiem robić. Właściwie próbowałam kuchni uż z calego świata chyba i moja prywatna kuchnia jest nie polskich przepisów i wariacji na temat jakiś tam przepisów.. Lubię ryby i mięso. A one nie koniecznie muszą byc w towarzystwie ziemniaków i kapusty..Oczywi ście to są moje smaki . Tak poza tym ryba ma smakować jak ryba, mięso jak mięso. A ośmiorniczki są pyszne…

    • Reno,
      gołąbki robię z ryżem, kluchy też ulubione od kopytek po śląskie, ryby i owoce morza mogę codziennie, śledzie częściej niż wędlina, a kapusta tylko kiszona. Ciekawa jestem, czy spotkałaś reklamowane ciastka z suszonymi osami.
      Smacznie pozdrawiam

  21. Należę do gatunku tych , którzy jedzą tylko dlatego , by żyć. Jednak taaak bardzo chciałabym posmakować chleba , który piekła Mama. Żal ach żal.

    • Watro,
      miło mi powitać dobrą duszę wszystkich spotkań na Watrowisku i Kartoflisku.
      Chleby pieczone w piecach i przez doświadczone gospodynie miały niepowtarzalny smak, a tym bardziej, jeśli to była ta najbliższa, czyli Mama.
      Smacznie pozdrawiam

    • Szarabajko,
      większość młodych myśli odwrotnie, znam takiego, który kupuje chipsy i pokazuje, że na torebce widnieje napis „zdrowe”. Producenci wiedzą, jak zachęcić do kupowania zdrowych, bo z polskich ziemniaków zrobionych chipsów.
      Smacznie pozdrawiam

  22. Mój hinduski mąż nauczył mnie wychodzić poza przyjętę schematy kulinarne. W Europejskiej kuchni wielu rzeczy i smaków się ze sobą nie łączy i wiele się traci. Nie mam więc nic przeciwko eksperymentom. Kilka dni temu sama „odkryłam” w swojej kuchni kanapkę z chałką i wędzoną szynką (mąż doprawił jeszcze musztardą). Jakie to było pyszne! Haha :)

    Jeśli chodzi o dziwactwa typu małże, żaby, ośmiornice i wszelkie możliwe korzonko-nasionka, to przeraża mnie wszechobecna eksploatacja przyrody. Człowiek naprawdę uważa, że mu wszystko wolno…

    • Seeker,
      bardzo lubię eksperymenty, nawet rodzina czasem ma pretensję, że za każdym razem danie inaczej smakuje. Kupuję także oryginalne przyprawy, ponieważ inaczej smakują i pachną. I jadłam chałkę z masłem i szynką, ponieważ na Wigilię jest pieczona bez cukru.
      Smacznie pozdrawiam

  23. Tak to już jest, skrajności są zawsze najgorsze. Dlatego warto zawsze patrzeć na to z czego jest zrobiony dany produkt ale też ważne jest to, by nie dawać zarobić komuś, kto chce nas nabić w butelkę oferując wymyślne jedzenie.

    Staram się jeśli kupię jakiś nowy krążek z muzyką napisać te parę słów o nim.

    Dlatego wybieram te sklepy, które już mniej więcej znam, wiem wtedy gdzie znajdę dany gatunek muzyczny i właściwie wszystko jest jak należy wtedy. Masz rację, że czasem można dostać oczopląsu od tych wszystkich okładek. Choć niektóre to małe dzieła sztuki.

    Pozdrawiam!

    • Mozaiko Rzeczywistości,
      najważniejsze, żeby nie jeść ze szkodliwymi dodatkami, wobec czego trzeba samemu robić i dlatego to takie smutne. A jak ktoś nie lubi być piekarzem, masarzem i nie lubi przesiadywania w kuchni?
      Smaczego słuchania

    • Kobieto po 30,
      to wcale nie jest głupia myśl. Kupujesz dziecku lody i sprawę obiadu masz z głowy i dziecko zadowolone. Ciasto szpinakowe robiłam, więc wiem, że dobre.
      Smacznego dnia

  24. Nie wiem czemu, ale z powyższym tekstem skojarzyło mi się zdanie, jakie wypowiedział na temat techniki Pawlak, bodajże w „Samych swoich” : „Wymyślili te durackie maszyny, bo siły w ręcach nie mieli!”
    Otóż w naszych kulinarnych materiach rzecz przedstawia się podobnie – miast zjeść coś porządnego, znaczy się smacznego, ciegiem ino kombinują, a to z samą nazwą, a to znów z wymieszanie składników na miarę, nie przymierzając językowej wieży Babel. A ja powiadam za Młynarskim: – „jedzmy swoje!” pozdrawiam

  25. Smoothoperatorze,
    jeść trzeba wszystko, także tłuszcz, tylko w rozsądnych granicach i proporcjach. Kiedyś byłam na kursie robienia sushi i nasłuchałam się o niebezpiecznej rybie w oryginalnym sushi. Na pewno takiej bym nie zamówiła.
    Smacznego dnia

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.