I ty bądź szczęśliwy jesienną porą

Kozice2

         Człowiek rozmiłowany w zbytku i wygodzie całe życie dąży, by mieszkać w tym luksusie, ale kiedy go po jakimś czasie osiąga, wcale nie czuje się szczęśliwszy ani spełniony. Ciągnie  do niewygód, ponieważ zauważa brak tej witaminy N związanej z naturą. Buduje chatki  hej tam na górce, w szczerych polach obok  brzozowych lasków,  sadzi iglaki, w tym modrzewie i czarne sosny, by pachniało górami. Cieszy się, gdy zając pod chatę przykica lub sarenki zimą proszą o karmę i podchodzą pod dom. Raduje, gdy rano otworzy okno na taras, a ta zieleń sama w oczy wchodzi, z kolei  wieczorna kolacja ma inny smak, bo przy okazji można wreszcie zobaczyć zachód słońca.

          Tego blokowi w miastach nie uświadczą, za to mogą więcej czasu spędzać przed ogłupiającym telewizorem, choćby z tej racji, że nie odśnieżają, nie noszą drewna, nie przycinają, nie koszą i nie oglądają tych gwiazd na niebie.  Ale szczęśliwsi nie są, słupki depresji idą w górę. Żyją cudzym nieszczęściem, wojenkami na górze i kotem w oknie. Są i tacy, którzy rzucają wszystko, kupują dom w Bieszczadach, jednak w większości wypadków wracają, ponieważ życie w puszczy na stałe wymaga stałych poświęceń, więc nie każdy podoła. Popatrzmy, jak radzą sobie Norwegowie.

           Niemal każdy  Norweg ma swoją hyttę, czyli mały drewniany domek w lesie; im wyżej w górach, tym lepiej, a majętniejsi mają najwyżej, bo tam dojechać niczym  nie można, więc materiały trzeba zwieźć helikopterem oraz samemu przejść wiele kilometrów z tym prowiantem pod szczyt, gdzie ten wymarzony domek stoi. Trud rekompensują niesamowite widoki, zatem z reguły co weekend do niego pielgrzymują, by poczuć się lepiej, by mieć kontakt z naturą i widzieć te uspokajające krajobrazy bez telewizora, komórki, komputera. Niektórzy sami ciężko pracują przy budowie, nie dlatego, że ich nie stać na wynajęcie ekipy pracowników, tylko z powodu tej późniejszej satysfakcji, że to wszystko zbudowali  własnymi rękami.

            Natomiast kiedy patrzą, jak ich szef pędzi do wygódki (z serduszkiem?)  po śniegu czy błocie, czują się  na równi z nim szczęśliwi, bo on ma tyle samo, co oni i równie mu trudno w tym domku bez elektryczności, więc może dlatego w tym miejscu każdy czuje się dobrze. Wnętrze surowe,  przy kominku i świecach, gdzie piętrowe łóżka, meble z odzysku, w szufladach  każda szklanka, czy łyżka z innej parafii, a przy ścianie narty, kijki, wędki, siekiery, łopaty, bowiem tu się przyjeżdża po psychiczną równowagę oraz życie zgodne z naturą. Ten milioner także w czasie ulewy czy zamieci jest również odcięty od świata, a mimo to czuje się szczęśliwy egzystencjalnym bezpieczeństwem, pozbawiony złych emocji, bo chodzenie po lesie niezwykle wycisza i uspokaja, czyli ludziom potrzebny  jest taki wentyl bezpieczeństwa.

              E. O. Wilson z Harvardu uważa, że człowiek ma naturalną potrzebę kontaktu z przyrodą i nawet nazwał to zjawisko „biofilią”. W hyttach Norweg wycisza się z reguły ok. 35 dni w roku. Prof. N. Witoszek sądzi, że kryją się za tym głębsze, choć nieuświadomione potrzeby. Okazuje się, że wtedy rodzina rozmawia z sobą, bo wreszcie się widzi, ponieważ nikt nie siedzi w swoich pokojach, skoro jest tu jedna izba, ponadto rozmów nie zagłusza żadna gra, czy  telewizornia. Polskie dzieci nie chcą podobno jeździć w góry, bo trzeba najpierw na nie wychodzić, a potem znowu schodzić. Nie wiem, jak z małymi Norwegami, myślę, że podobnie, ale przywykli do tych wyjazdów, więc potem będą wspominać nie to życie w mieście, tylko tę rybę, którą trzeba było samemu złapać w tym potoku, oprawić  i usmażyć. Mimo że  pachniała mułem, przesmażona,  była pyszna, każdy tak powie.

           Idzie jesień, a  z nią plucha,  chłód i wieczne narzekanie, wtedy przypomnij sobie, że ten Norweg musi przynieść sobie opał, zaświecić świeczkę, za swoją potrzebą wyjść do wygódki na zewnątrz i nieważne, ile milionów ma na koncie, sam musi odśnieżyć tę ścieżkę do niej, a latem też nie pośpi, bowiem ptaki już zwiedziały się o przyjeździe.

           Najciekawsze jest to, że wymarzone szczęście przychodzi w tych surowych warunkach, gdyż w trudzie człowiek uczy zmagać się z życiem, nie gnije w luksusie i nie narzeka. Z pozycji hytty  życie nabiera dystansu, innego wymiaru, a fizyczna praca oczyszcza złe emocje i przywraca właściwe proporcje wartościom, uczy zmagania z życiem i wygrywania z chaosem. Tam gubi się słotne chandry, gdyż – powtarzam za T. Gulbranssenem – „lasy wiecznie śpiewają”, uczą pokory, a chodzenie skutecznie i bez chemii leczy umysł.

63 Komentarze

  1. Pięknie napisane Ultro, myślę jednak, że do Norwegów pod tym względem (i wieloma innymi) jeszcze nam daleko. U nas mało kto chce mieć chatę gdzieś tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Raczej wybieramy domy niezbyt daleko od miasta, by spędzać tam weekendy przy kominku w towarzystwie znajomych, którzy takich przybytków nie mają i nam zazdroszczą lub są wdzięczni. Lub jedno i drugie. U nas wciąż liczy się „mieć więcej niż inni”.
    Jednak oddaję sprawiedliwość – słyszę o osobach, które uciekają gdzieś daleko, żyją tam i nie zamieniliby tego życia na żadne inne. Ale to niewielka grupa.

    • Iwonko,
      mentalność nasza zupełnie inna. Kiedy moje dzieci wybrały działkę w szczerym polu, na górze, dojazd drogą polną i szutrową, byłam w szoku, że tak daleko i fatalny dojazd. Z czasem domków zaczęło przybywać, położono nitkę asfaltu, ale widoki niezmiennie piękne zostały. I o to chodzi, by móc popracować fizycznie, odpocząć od pracy umysłowej i żyć bliżej natury.
      Dobrego samopoczucia

  2. No dobrze, ale jest różnica między „chcę”, „mogę” i „muszę”. Wiesz, o czym mówię.
    Norwegowie chcą i mogą. Polacy chcą, ale nie mogą z racji ograniczeń finansowych. Są też Polscy, którzy muszą żyć w warunkach trudnych, naturalnych, a wcale tego nie chcą. No i jest grupa ludzi, która wręcz „uciekła” do miasta od trudów życia poza nim. Tak im ta sielskość i zgodność życia z naturą dopiekła
    Jednak masz racje, wielu jest takich, którzy wolą „telewizornię’ i nie ruszą tyłka z bloku choćby na głupi spacer, a życie przecieka im przesz palce w zaduchu i ciasnocie. To rodzaj ciasnoty umysłowej, nie dopuszczającej do świadomości, że traci się coś dobrego, pięknego, zdrowego i niepowtarzalnego.

    • Jaskółko,
      wszystkie te opcje są mi znane, każdy wybiera swoją nitkę szczęścia albo życie za niego wybiera i nie ma zmiłuj. Natomiast obserwuję ten zaduch blokowisk oraz życie od serialu do wiadomości, a telewizor włączony od śniadaniówki, gdzie celebra i „gwiazdy” dają popisy braku myślenia.
      Dobrego samopoczucia

  3. Faktycznie, jest coś w tym, że człowieka „ciągnie” do lasu, na łąkę, do parku, w góry i nad morze i jeżeli nawet jest to snobizm, chęć sprostania wymogom mody, zaimponowania sąsiadom z blokowiska, to zagrożenia w takim podejściu do opisywanej przez Ciebie materii nie widzę. Natomiast szczególnie cenię tych, których nie tylko „ciągnie”, ale na stałe „wciągnięci zostali i żyją sobie w komitywie z przyrodą, że godzą się na cywilizacyjne niewygody, na markety tak daleko od ich siedlisk oddalone, że jeśli już, to raz na tydzień je odwiedzają.
    A czy dostrzegłaś, czy byłaś świadkiem takiego spotkania „ucywilizowanego mieszczucha” (urazić nikogo nie chciałem) z człowiekiem z „zapadłej głuszy” (podobnie bez zamiaru obrazy)? Jakimiż innymi słowy mówią do siebie? Jak odmienne marzenia wyrażają i realizują?
    Pozdrawiam serdecznie, jeszcze z obczyzny.

    • Smoothoperatorze,
      masz rację, żyjący wśród przyrody, że nie powiem w głuszy mówią innym językiem, ponieważ mają inne potrzeby i inne problemy, a to helikopter strącił komin, a to opał, a to rośliny przemarzły. Byle czym nie emocjonują się, bo jednak ten dystans jest, a na telewizyjny szajs zwyczajnie nie mają czasu.
      Dobrego samopoczucia

  4. Oczywiście, że człowieka ciągnie do natury. Przecież mamy w sobie geny praprzodków, których wydłubać się nie da.
    Podoba mi się określenie „gnić w luksusie”:)) Jak dobrze, że mnie taka zgnilizna nie grozi.

    • Bet,
      wiadomo, że psychicznie najlepiej wypoczywa się wśród zieleni, z kolei nauczyć się lekcji najłatwiej i najszybciej, kiedy się chodzi.
      Dobrego samopoczucia

  5. Przez te lata, kiedy bywamy w głuszy (naszej głuszy) to zdarzały się nam różne egzemplarze „cywilizowanych mieszczuchów”. Później bywało, że miejscowi w zdumieniu mrugali oczami, na widok wielkiej „jumboroli” papieru toaletowego w krzakach, albo krzywienia się na krowi placek z okrzykiem: FUJ!!! :D :D :D
    Byli i tacy, którzy za potrzebą jeździli prawie 50 kilometrów, bo na wsi warunków nie było.
    A bywało, że w środku nocy wszystkich budził dziki wrzask:
    - Rrrrroooooobaaaaak!!!!
    - Jaki robak ? – pytam, patrząc na wielkiego i nieszkodliwego pluskwiaka-roślinożercę!
    - Toż zwyczajny pluskwiak! :)
    - COOOOO???? Pluskwiak???? OMATKOBOSKOJEDSYNOCHRYSTUSIE NAZAREŃSKI!!!! PLUSKWIAK!!!!!
    - No już dobrze, dobrze, zaraz go wygonię, a tobie dam lampę owadobójczą.
    - Ale ona zabija robale!?
    - Zabija, zabija. Że pluskwiaki mają takie lampy głęboko w nosie już nie powiedziałem, ale zdenerwowana kobieta poszła jednak spać. :D :D :D

    • Dreptaku,
      nie wszyscy mogą żyć w trudnych warunkach, ja to rozumiem, ale wydelikacanie dzieci, by się nie przegrzały, nie zmęczyły, nie ubrudziły, tylko chodziły po chodniku, doszło do absurdu. W osiedlowych parkach spotykało się panie z pieskami, a dzieci rzadko, zwykle siedziały z babciami i nianiami w domach. Potem będą bały się wszystkiego, a krowi placek będzie be.
      Dobrego samopoczucia

  6. Przejściowo mieszkam w bloku i nie mam swojej hytty, ale na brak kontaktu z przyrodą nie narzekam (czasem narzekam na brak czasu dla miasta:))). Wszystko zależy od nas samych i miejsce zamieszkania nie ma większego znaczenia. PS. No dobra. Zazdroszczę tym Norwegom, jak cholera!

    • Wojtku, taką norweską hyttę można wynająć nad fiordami. Te dla turystów z kasą są wypasione, więc wyposażone odpowiednio, by z tego tytułu było zadowolenie.
      Tak naprawdę własną hyttę najtrudniej zacząć, choćby zmobilizować się samemu, narysować wizję tego dworku, a potem budowa z każdym rokiem coraz bardziej widoczna.
      Dobrego samopoczucia

        • Wojtku,
          radzę wziąć słoiki z pulpetami, gulaszem, bigosem, makarony, sosy itp., nie zarabiamy jak Norwegowie, a jeść trzeba, więc żeby nie bolało, to chociaż zupki z torebki.
          Dobrego samopoczucia

  7. Zmiany na spokojniejsze życie poszukują ludzie w całkiem dojrzałym wieku, emeryci. Kupują domy na obrzeżach miasta, ale i całkiem dalej. Byle był sklep, bita droga i kościół oraz ośrodek zdrowia w pobliżu. Takie życie postawione na głowie, po wieloletnim szlifowaniu chodników dużego miasta, to ulga dla umysłu i serca. Nie wszystkim to dobrze robi, bo są i tacy, którzy telewizorom przypisani, swoim miejskim ścieżynkom w parku, za nic nie zmienią miejsca zamieszkania. A już gdzie do takich Norwegów, wszak każdy wie, że do wygód szybko sie przyzwyczajamy, a zrezygnowac nie jest prosto. Kiedyś pisałam o znajomych, którzy wyemigrowali w Bieszczady na chwilę a zostali na zawsze.I nawet zapoczątkowali maleńkie osiedle domów. Serdeczności ślę, Ultro :)

    • An-Ulu,
      przyzwyczaić się do wygód łatwo, dlatego mieszkają w miastach, a w domkach bez elektryczności żyją tylko ci, którzy dbają o swoje zdrowie psychiczne i pragną żyć tak, jak ich przodkowie. W Polsce także działki w górach, na Mazurach, czy w Bieszczadach mają powodzenie.
      Dobrego samopoczucia

  8. Jak zawsze ciekawie u Ciebie. Ja sadzę, że wszystko ma swój czas. Na starość jednak mieszkać w mieście jest zdecydowanie łatwiej i prościej. Najlepiej byłoby zmieniać miejsce mieszkania w zależności od potrzeb ale jakoś tak mamy, że bardzo (moim zdaniem za bardzo) przywiązujemy się do nagromadzonych dóbr, w tym domu czy mieszkania. Pozdrawiam

    • Romanie,
      do tej pory mieszkaliśmy w jednym miejscu całe życie, dopiero otwarte granice sprawiły, że uczymy się przeprowadzać i mieszkać w różnych stronach świata oraz podglądamy, jak inni żyją.
      Dobrego samopoczucia

  9. Zgadzam się z tym, że człowiek prędzej czy później zatęskni za naturą. Przecież jesteśmy jej częścią, nie żadnymi obcymi z zewnątrz. Dla mnie osobiście taka chatka na szczycie góry byłaby faktycznie wypoczynkiem, oderwaniem, zatrzymaniem się, ale tylko na jakiś czas. Nie można całe życie wypoczywać, czy mozolnie, fizycznie i jednostajnie pracować. Biorę jednak pod uwagę to, że takie potrzeby mogą przychodzić z wiekiem.

    Dla miastowych możliwość wyprawy na odludzie jest tak samo atrakcyjną opcją, jak dla tych z odludzia wyprawa do miasta. Najczęściej tęskni się za czymś całkowicie odwrotnym do tego, co posiadamy. Na chwilę obecną nie zdecydowałabym się na pobyt w takiej chatce chyba, że w ramach płatnego eksperymentu :D Dobrze mi w moim mieszkaniu, choć do luksusu mu daleko.

  10. Seeker,
    pewnie tak jest, że zawsze marzymy o czymś, czego nie posiadamy. Norwegowie także coraz częściej budują domki letniskowe wyposażone w prąd, wodę i sprzęty ułatwiające codzienne życie, a na emeryturze jadą do ciepłej Hiszpanii.
    Dobrego samopoczucia

  11. Asiu, ja tak zrobiłam. 5 lat temu rzuciłam miasto w cholerę, wyniosłam się na koniec świata, czyli na skraj podkarpackiej wsi. Mam wokół lasy i góry, codziennie zanurzam się w ten cudowny świat. Kiedy wychodzę z domu na próg, to przy dobrej pogodzie niebo jest tak usiane gwiazdami, że wydaje mi się,że mogę je ściągać ręką. Mam wspaniałe powietrze. Dzisiaj huczy piec kaflowy, więc jest bardzo przytulnie. Latem koszę trawę kosą, bo mnie spalinowa kosiarka zdenerwowała, a kosa to super gimnastyka, Zimą odgarniam śnieg, a jesienią grabię liście i oczywiście piłujemy i rąbiemy drzewo. Jestem szczęśliwa i wcale nie tęsknię za miastem. By,łam tam dosłownie chora. Ja po prostu dobrze się czuję tylko wśród natury. Nie umiem inaczej.
    Pozdrawiam serdecznie

    • Greenelko,
      czytałam o ludziach, którzy zmęczeni miastem, zbudowali w Dolinie Kłodzkiej domek z gliny, zbierają zioła, zajmują się rzeźbą, fotografią, pracami z gliny, im się udało, ponieważ mają z czego żyć. Inni z kolei narzekali na dźwięczącą ciszę, na dalekie dojazdy dzieci do szkół, a hodowanie okazało się nie takie idylliczne, jak na obrazkach, a zimą samemu trzeba odśnieżać, palić, nosić drewno. Z tego wynika, że nawet taka cisza może męczyć.
      Dobrego samopoczucia

  12. Wszystko to prawda, ciągnie nas do natury, ale na chatę w Bieszczadach nie każdego stać lub odwagi nie starcza by rzucić wszystko w diabły i zaszyć się w głuszy. Pozostaje szukać kontaktu z naturą w każdej wolnej chwili i tęsknic do emerytury, bo jeśli zdrowie i finanse pozwolą to może sen się spełni….

    • Jotko,
      obserwuję rodzinę, która przyjechała ze Śląska kilka lat temu. Wracają do ciepła i wygód, ponieważ z wiekiem zniedołężnieli, więc chatka z piecem kaflowym to nie dla nich. Norwegowie jeżdżą do hytty na weekendy, by naładować energię, a na starość planują Hiszpanię, a przynajmniej tak deklarują.
      Dobrego samopoczucia

    • Cumulonimbusie,
      Richard Louv twierdzi, że kontakt z naturą najbardziej potrzebny jest dzieciom. Wprawdzie może uprawiać grządki w SIMSach, ale to nie to samo, kiedy robi to w naturze, bo tu obserwuje, wącha, smakuje czyli ćwiczy zmysły, a bodźce wpływają na rozwój połączeń mózgowych.
      Dobrego samopoczucia

  13. Norwegowie od chwili urodzenia przyzwyczajeni są do trudnych warunków, bo je w jakiś sposób wymusza klimat. Dlatego niecywilizowana chatka, to dla nich dopełnienie miejskiego życia. Polacy uważają, że jeżeli dziadkowie mieli ciężko, bo wojna, rodzice niewiele lżej bo okres stalinizmu i odbudowy zniszczonego kraju, to jeżeli następne pokolenia mogą mieć lżej, wygodniej, dostatnie, to nic w tym złego. Jedni nie szukają kontaktu z naturą, bo wystarcza im posiadanie udomowionego zwierzątka, innych na domki na wsi nie stać choć bardzo by chcieli. Są też tacy(bezdomni), którzy kontaktu z naturą mają nadmiar, a miejsce w noclegowni w jesienne czy zimowe noce, choć pozbawione luksusu, nim właśnie jest. Ukłony

    • Iwonko,
      F. Wilson w „Ręce” uważa, że rozwój mózgu zależy od tego, jak intensywnie w młodości używaliśmy rąk do pracy. Co zatem stanie się z kulturą, która nic nie wytwarza, a rąk jedynie używa od małego do klikania i od biedy do wyniesienia śmieci. Dzieci bawiące się na dworze są bardziej kreatywne niż te, które
      bawią się zabawkami w domu.
      Dobrego samopoczucia

  14. Lubie norweskie hytty, i znam nasze polskie w podobnym klimacie. Sama jestem z tych podmiejskich, tarasowych i otoczonych zielenią. I nie chcę , nigdy nie chciałam, i nie będę chciała mieć dodatkowo małego domku w górach… lubię to, ale nie chcę. Mój ogród mi starczy, może dlatego. No i jestem z tych, co potrzebują ciepłej wody, kawy z ekspresu i internetu. Ostatnio byłam w takiej hytte u znajomych. Fajne. Na kilka godzin. Potem juz nie…

    • Anno,
      znam osobę, która kupiła domek k/ Sącza na górce. Zostawiają samochód u sąsiadów z dołu, a sami z tym chlebem, warzywami, mięsem, makaronami i wodami do picia drałowali do góry . Teraz wpadli na pomysł z „chińszczyzną”, czyli biorą chińskie zupki i dania z proszku. Dużo lżejsze.
      Dobrego samopoczucia

  15. Popieram. Jestem za bliskim kontaktem z naturą, za własnymi owockami i warzywkami, które potrafią się odwdzięczać za troskę, za słońce i deszcz – choćby pochodzący z deszczówki łapanej do beczek .
    Tak też żyję, ale mnóstwo ludzi żyjących w mojej Pipidówce ma to w nosie.Warzywka i owoce mają w sklepach, ogrzewają domy gazem, a w innych dziedzinach w niczym nie odstają od miastowych.
    Nie wszyscy się do tego nadają i tak jest całkiem znośnie , zwłaszcza dla tych pierwszych.
    POzdrawiam

    • Tatulu,
      ja z kolei kupuję rachityczne marchewki, pietruszki, buraki u znajomej ze wsi, a ona przyjeżdża i kupuje w Biedronce i jeszcze mnie namawia, że równiutkie i wymyte, więc nie zabrudzą kuchni.
      Dobrego samopoczucia

  16. Witaj, Ultro.

    Lubię swoją „dzicz” i gdybym tylko miała możliwość, przeniosłabym się tam na stałe. Niestety zimą jest problem z dojazdem. Może jak już będę szczęśliwą emerytką…

    Pozdrawiam:)

    • Leno,
      dojazdy są ważne, jak i odległości, bez dobrej komunikacji zwykle te dzikie zakątki stają się koszmarem. Jakby nie patrzeć, to praca fizyczna usprawnia mózg i wycisza umysł, zatem leżenie na leżaku i podziwianie nasturcji to tylko relaks, chyba że samemu zrobi się to nasturcjowe masło.
      Dobrego samopoczucia

      • Ze względu na rodzaj pracy, którą wykonuję, nie mogę sobie pozwolić na wielogodzinne piesze eskapady przez zwały śniegu:)
        Nie zamierzam jej rzucać, choć jest niełatwa, więc i mieszkanie w „Dziczy” cały rok – odpada:)

        Pozdrawiam:)

        • Leno,
          nie polecam Dziczy do mieszkania na stałe. Dojeżdżałam do dodatkowej pracy, więc wiem, jak się marznie na przystankach i brodzi po śniegu. Te dzikie zakątki są dobre na chwilę, by się odstresować.
          Samopoczucia dobrego życzę

  17. Jest takie miejsce w Beskidzie Niskim, (nazwane przeze mnie Żukowszczyzną), >gdzie przechodzą migreny a stary sad śpiewa<… Są obrazki, projekty i wizje. Nasza "hytta" ma być na bazie hyżej, czyli chaty łemkowskiej. Niestety środki "transportowe" są niewystarczające by rozpocząć realizację projektu. Zawsze wracam z tamtąd z naładowanymi bateriami , rozpiera mnie energia i mam mnóstwo pomysłow na wszystko.
    Kontakt z naturą to powoduje. A teraz, gdy baterie juz wyczerpują się jesienną melancholią, czekam do następnego razu…

    • Maradag, czy wiesz, że w Beskidzie Niskim jest taka artystowska miejscowość Nowica, gdzie organizowane są Dzikie Stoły, gdzie organizowane są rozmaite imprezy i potrawy są przygotowywane z produktów, które są dostępne, tradycyjne, np. kiesełycia, żur owsiany. Zaskoczył mnie nawet ten obóz rockowy dla starszych dziewczyn, a przecież niewiele powinno mnie dziwić.
      Dobrego samopoczucia

      • Tak, słyszałam o tych imprezach, nigdy jednak mój czas pobytu na Żukowszczyżnie nie korespondował z…
        Mam nadzieję, że jak się tam już zagnieżdzimy, to będziemy się „załapywać” na wszystko co się da :-)
        Dziś jest oberwanie chmury u nas… O pogodę ducha trudno… :(

        • Maradag,
          jak przeczytałam o tej „Luciolli”, kursie rockowym dla starszych dziewczyn, to od razu zrobiło się jaśniej. Fantastyczne!
          U mnie huragan, wieje, ale pogoda ducha nie opuszcza. Jeśli nie mamy na coś wpływu, to staram się tym nie martwić.
          Dobrego samopoczucia

  18. dlatego latem namiot koniecznie, żeby po powrocie docenić ciepłą wodę, wygodne łóżko i obiadek domowy. dlatego w góry przemoczyć buty, żeby docenić suche skarpety w domku. a cisza w górach jest taka nośna, że żaden telewizor jej zagrać nie potrafi.

  19. Oko,
    zastanawiam się, dlaczego tak rzadko rodzice jadą z dziećmi pod namioty, gdzie teraz młodzi mają noclegi i czy sami gotują. Podobno ten, kto nie zbuduje sam domku na drzewie, nigdy nie będzie dobrym własnym szefem.
    Dobrego samopoczucia

    • nasi jeździli z nami i ogniska palili. rąbali drzewo i zbierali grzyby i owoce.teraz wolą sami. i wracają cali i bardzo zadowoleni. ino odrobinę śmierdzący – ale co to za facet, co potem nie śmierdzi i siniaków, czy ran kłutych nie posiada? jakiś gamoń zapewne…

  20. Troszkę polemicznie i obok głównego wątku. Szczerze mówiąc wiele osób podobnie żyje w Polsce, jednakowoż nie z wyboru, a z przymusu. Bez kanalizacji, bieżącej wody, a czasami nawet prądu, bo agregaty słono kosztują, a i paliwa jakoś za darmo nikt nie rozdaje. Nie jesteśmy krajem zamożnych ludzi, tak to określmy. Natomiast Norwegia to obrzydliwie zamożny i drogi kraj. O tym też warto wspomnieć.
    Buziaki od nas dla Was :-)

    • Szczurku z Loch Ness,
      podejrzewam, że nawet gdybyśmy mieli ropę, to przy takim zarządzaniu, trzeba by było do niej dopłacać. Fryzjer w Norwegii przeciętnie zarabia 24.500 koron, a średni koszt wyżywienia to 2.500 koron, czyli zostaje trochę na przyjemności.
      W dawnej hytcie nie wolno nikomu dłużej mieszkać, ponieważ nie spełnia ona określonych warunków życia, dlatego te, w których pomieszkuje latem lub wynajmuje, muszą stawiać na jakość i luksus, czyli prąd, łazienka, internet itp., gdyż urzędnik nie dopuści do rejestracji.
      Dalej funkcjonuje dawne przeświadczenie, że nie wolno gwizdać w stronę słońca, bo zmieni się pogoda i może padać deszcz, a ten migdał wyłowiony z ryżowego deseru przyniesie szczęście trwające cały rok. Taka jest siła tradycji.
      Dobrego samopoczucia

  21. My jesteśmy otwarci na gości i zawsze można sobie sprawdzić jak to jest na takim „wygwizdowie”. Miejsca na namiot jest dość, gałęzie na ognisko są, woda w strumieniu i źródłach – za darmo. Zielsko jadalne rośnie wszędzie. Grzyby nad strumieniem i na działce – nawet dość rzadkie, takie jak czasznica olbrzymia. Na wypadek katastrofy dom stoi jak stał i schronić się można. Prąd jest, butla z gazem i kuchenka także. Wychodek jest, ale jakby co można zabrać łopatę i ekologicznie użyźniać glebę. :)
    Nie ma zasięgu, telewizji i Internetu (bo podły Orange chce niebotyczną kwotę), ale są książki, stare czasopisma, gry planszowe i nawet komputery ze starymi gierkami. Od biedy pójdzie Starcraft i Diablo. :)
    W zamian cisza, spokój, odgłosy wsi, psów nocne szczekanie, gwiazdy jak marzenie, świerszcze spać nie dają, dzięcioł w drzewo stuka, słowiki drą się niemiłosiernie, a wiewiórki prychają poirytowane, na typa sikającego pod drzewem.
    A, dojazd jest asfaltem prawie na podwórko! :D :D :D

    • Dreptaku,
      problem w tym, że często Polak nie przyjeżdża odpoczywać, tylko żeby się pokazać. Myślisz, że selfie z czasznicą ładnie się prezentuje i kogo zachwyci zdjęcie z ziołem, choćby i jadalnym? Co wtedy wrzuci na fejsa, by inni podziwiali?
      U Norwegów podoba mi się to, że jak wynajmują komuś za darmo, to od razu mówią, ale skosisz trawę, przytniesz krzewy, wypielisz grządkę itp. Trzeba się uczyć od Norwegów, to mądrzy ludzie.
      Podoba mi się „dugnad”, czyli darmowa praca na rzecz społeczności, ogółu, swojego osiedla. U nas prace społeczne obśmiane, wyszydzone jako relikt komuny, więc poszanowania dla pracy innych nie ma.
      Dobrego samopoczucia

      • Za pracę to bym jeszcze dopłacił!!!!, Tam zawsze jest coś do zrobienia! Co prawda mamy teren bardzo naturalny, ale kto ma naturalny ogród, ten wie ile to kosztuje zachodu. Z drugiej strony, wpuścić nieobeznanego dzikiego człowieka z miasta a wyniszczy i zmarnuje to co latami było pielęgnowane.
        Ot chociażby trawnik – w zależności od położenia jest bardzo różny, w tym przerośnięty grubą warstwą mchu – co ja się nasłuchałem co trzeba zrobić, żeby go nie było!!! Nie rozumiem, co komu przeszkadza mech w trawie??? Dla mnie powód do dumy, dla „dzikiego z miasta” dowód na zaniedbanie i powód do sypania chemii! :D :D :D

        • Dreptaku,
          należy stawiać sprawę jasno: Tu masz kosę i trawa ma być skoszona, a przy okazji i ten z miasta nauczy się kosić. Następie stąd dotąd ma być skopane, a kopać chyba każdy potrafi oraz przyciąć krzewy także, a poza tym niech się wkupi sadzonką. Jeśli kiedyś będę w pobliżu, przywiozę różę pomarszczoną, nie choruje, nie trzeba przycinać, a pachnie obłędnie. Ja mam te piękne mlecze na trawniku i też mi nie przeszkadzają, tym bardziej że pożyteczne.
          Czasem nie koszę i też jest ciekawie, za to innym przeszkadza i pytają, czemu nie skoszone. Nie dogodzisz.

          • Wolę nawet nie myśleć czego dokona „dziki człowiek z miasta” przy pomocy narzędzi prostych i własnej inwencji, podpartej kompletną niewiedzą i brakiem jakiegokolwiek doświadczenia! :D :D :D

          • Dreptaku,
            ja też tylko w doniczce miałam ziemię, ale kiedy dostałam pierwszą działkę pracowniczą i zapytałam, czy podołam, skoro się nie znam, znajomy rolnik odpowiedział:ziemia powie, czy jej coś dolega. Tu na początku nie trzeba się znać, tylko mieć chęci do pracy. Faktycznie, wiedzę można zdobyć, ale jak ktoś nie lubi grzebania w ziemi, to nic z tego.
            Pomyślności w eko-rolnictwie

    • Parrafrazo,
      plucha i ziąb to dopiero przyjdą, więc zajęcie koniecznie fizyczne, rozgrzewające znaleźć trzeba koniecznie, by nie rozmyślać i nie przejmować się, że leje i wieje. A my w tym ciepełku, dach nad głową i narzekamy.
      Dobrego samopoczucia

  22. Taka to już nasza natura, że lubimy sobie ponarzekać.
    I to niekoniecznie wyłącznie jesienią.

    A ja w kwestii jesiennego szczęścia znalazłam w sieci:
    Zanurzyć się w jesień głęboko
    nurzać się bez końca w złocie
    nie zazdrościć swobody obłokom
    poszukać radości w jesiennej słocie

    poszukać rudych ogrodów jesieni
    odnaleźć w nich miejsca tajemnicze
    jesienną szarugę spróbować odmienić
    zobaczyć jesieni pogodne oblicze

    i z drzew zrywać kolorowe liście
    jak chwile naszego ziemskiego istnienia
    zaśpiewać piosenkę co do ust się ciśnie
    poszukać uczucia co wszystko odmienia

    i biegać od drzewa do drzewa
    od uśmiechu do nowej radości
    umieć słuchać o czym wiatr śpiewa
    ujrzeć barwy którymi jesień nas pieści.

    (TES)

    Wypróbuję… ;)

    • Małgosiu,
      od dawna próbuję… Ten wiersz jest mądry, dziękuję za niego.
      Znowu mnie zainspirowałaś, ale w moim poście może będzie mniej optymistycznie.
      Pomyślności w próbowaniu radości jesienną porą

    • Paczucho,
      klimat tak naprawdę przyjazny tylko przez trzy miesiące, a potem duje, siąpi, mrozy i te białe noce. Trzeba się ratować. Ale samotnia też może dołować.
      Dobrego samopoczucia życzę

  23. Był taki czas, że chciałam chałupki na pustkowiu, gdzie zamieszkam tylko z moimi psami i kotem. Szybko wyleczyłam się po urlopie w wynajętym domku. Psy uciekły mi wdzięcznie przeskakując płotek.
    W chałupce buszowały myszki, karaluszki i inne robaczki. Ja chodziłam opuchnięta od specyfików przeciwko kleszczom. Moje psy ciągle na smyczach, w obcym terenie nie spuszczę, a do tego jeszcze husky nie są lubiane na wsiach, a za to uwielbiane przez myśliwych…Szybko przeszły mi aspiracje na powrót do natury. Pozdrawiam

    • Kathi,
      faktem jest, że robactwo jest w większej ilości na wsi, choć karaluchów nie powinno być nigdzie, świadczą źle o gospodyni. Dobrze, że wcześniej sprawdziłaś, czy będziesz się dobrze czuła z naturą. Znam osobę, która sprzedała mieszkanie i kupiła dom na wsi, ale była tak nieszczęśliwa, że musiała wrócić.
      Dobrego samopoczucia

  24. Zgadzam się ze wszystkim, lecz szczerze mówiąc, trudno mi się identyfikować z Norwegiem, podczas gdy wolałabym np. z Chorwatem ;) Może i ciężkie zmagania z naturą czynią ludzi takimi, którzy przestają narzekać, bo w trudnym świecie żyją i zdają sobie sprawę z tego, że każdy dzień to walka o przetrwanie, ale…ja słońce wolę, więc i kraje, gdzie narody właśnie z powodu klimatu też są radosne i życzliwe innym ludziom :)
    Budzisz się i codziennie słońce – czyż to nie wspaniałe?

    Jak mniemam post o Norwegach miał być pochwałą naszego, jakby nie najgorszego klimatu, Ultro? ;)
    Doceniłam :)

    • Ariadno,
      Duńczycy, Szwedzi, Norwegowie mają swoje sposoby na trudny klimat, by stres odreagować, skoro tam mieszkają. Większość woli ciepłe klimaty i to życiodajne słońce.
      Dobrego samopoczucia

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.