Zabieszczaduj jesienią razem z nami

 U:  -  Nie jest łatwo zaplanować weekendy jesienią, a tym bardziej listopadowy urlop. Wprawdzie są tacy, którzy szukają klimatu mgieł i siąpania, więc lądują na tych Wyspach Owczych, gdzie przez 209 dni w roku leje, wieje, a oni mimo tego wracają szczęśliwi, zachwyceni przestrzenią i pastwiskami.  Gdzie  w Polsce są podobne miejsca,  by czynnie, ciekawie spędzić czas i nie zwariować?

T:  -  Można na Wyspy Owcze, czemu nie, ale w kraju taniej (poza sezonem o połowę) i mniej deszczowo, jeśli wolny czas spędzimy w rodzimych Bieszczadach. Poranne mgły także zapewnione, urokliwe, więc zdjęcia będą miały swój charakter i klimat. Stare Dobre Małżeństwo śpiewa: „Zabieszczaduj razem z nami”, trzeba przyznać  im rację i zobaczyć na własne oczy konie huculskie w Polanie, żubry w  zagrodzie Muczne, a może trafi się  niedźwiedź w Stupocianach, kto to wie.

U:  -  Dlaczego w stronę Bieszczadu, a nie tak modnego Zakopca?

T:  -  Właśnie dlatego, że tu po sezonie każda wycieczka jest udana, ponieważ nie ma przeludnienia. Niskie góry zapewniają aktywność całej rodzinie, dzieci takie wędrówki również polubią. Jesienią na szlakach nie ma tłoku, zatem  można  się skupić na podziwianiu bukowych, klonowych i brzozowych przebarwień, wysłuchać ciszy oraz zobaczyć utkaną z mgieł tęczę, wyjątkowe zjawisko, także podziwiać jedyne w swoim rodzaju zachody słońca, a z wież widokowych patrzeć z góry na bieszczadzkie góry.

U:  -  Kto powinien się zabieszczadować? Kogo tak naprawdę  i jakim magnesem  przyciągną Bieszczady?

T:  - W Bieszczady powinny iść szacowne damy, zasiedziali mieszczanie, rycerskie chłopaki,  szlachetne panienki, milutkie szkraby, czyli wszyscy,  którzy lubią czyste powietrze, wodę, las, połoniny, ciszę i spokój. Hej, sokoły, przybywajcie, tu są misie, łosie, rysie, ostoje orła przedniego,  czy puchacza. Tu są ścieżki widokowe, a na Tarnicę po tych przeklętych schodach korki, jak na Zakopiance, ale tylko latem.

  U:  -  Od jakiej miejscowości zacząć zwiedzanie, jeśli są dzieci, by nie zaczęły od swego zaśpiewu: „nudy na pudy”.

T:  -  Myślę, że od Wetliny (Wetłyny), bazy wypadowej na połoniny, czyli na unikatowe pasma górskich łąk, o których E. Stachura pisał: „cudne manowce”.  Nad miejscowością góruje Smerek, Połonina Wetlińska, a dalej znajduje się jeszcze do tej pory nie całkiem zadeptany Bieszczadzki Park Narodowy. Trzeba zobaczyć te schody do nieba i to wcale nie w przenośni, tylko na Małą Rawkę, a także na Wielką Rawkę, przy czym schodzenie najtrudniejsze.

             Jedna z najpiękniejszych tras to Wielka  Pętla Bieszczadzka, ale należy pamiętać o dobrym, nieprzemakalnym  obuwiu. Najpopularniejszy szczyt  to Tarnica,  latem panuje tu ruch jak na Marszałkowskiej ( 45 tys. wchodzi tylko od Wołosatego),  a jesienią spokojniej. Widoki jak w Szwajcarii, a dużo taniej i bliżej.

              Dorosłym należy polecić szlaki pisane historią, m.in.  w galerii w Czarnej usłyszymy nieprzekłamane krwawe opowieści przesiedleńcze, podobnie w Pracowni u Łysego, bieszczadzkiego zakapiora (bieszczadzki zawadiaka), poety, rzeźbiarza, Komańczę, nieformalną stolicę Łemków, czy ledwie widoczny Grób Hrabiny w Siankach, a w rzeczywistości  dwa groby kochających się ludzi. Wystarczy zobaczyć  ten ślad przemijania  skrywający się w trawie, zmówić „Wieczne odpoczywanie” i powiedzieć na głos imię osoby, aby ta zapałała dozgonną miłością, więc może  warto tu dotrzeć?

          Dzieci  z kolei będą miały radochę, gdy zajrzysz do „Chatki Wędrowca” na gigantyczny naleśnik z jagodami, do „Chatki Socjologa” na Otrycie, by zobaczyć  przy pogodnym niebie gwiazdy (7 tysięcy!) widziane przez  osiemset razy powiększający teleskop sfinansowany przez internautów, czy do „Chatki Puchatka” przyciągającego swą misiową nazwą oraz zafundować przejażdżkę „ciuchcią”, bowiem jest co podziwiać na tych trasach.

U:  -  O czym należy pamiętać, kiedy jedziemy w Bieszczady?

T : -  Bieszczady to niskie, ale wymagające góry. Nie można wstać od biurka i iść trudnymi szlakami. Trzeba wcześniej poćwiczyć, przygotować się, zaopatrzyć w buty do kostek, dobre skarpety, stuptuty (nieprzemakalne ochraniacze do kolan), a pod pachę wziąć dobry  nastrój. Na połoninach wyciszysz swoje ego, nabierzesz dystansu, więc żadnym bzdurom nie dasz się potem nabrać. A humor sam się będzie lał, jak woda z konewki. Nie zapomnij pozdrowić mijanych piechurów, dobry, miły zwyczaj. Po Bieszczadach nie chodzi pierwszy lepszy turysta w eleganckich półbutach ani turystka w szpilkach, tacy jadą do Zakopanego, bo tam na deptaku nie utopi obuwia w błocku. W Bieszczady jedzie się tylko raz, a potem już tylko wraca, by uwiecznić na kartach pamięci niezwykłe widoki.

U:   -  Do zobaczenia na niebieskich przestrzeniach  połonin.

 

64 Komentarze

  1. kocham Bieszczady.Przeszłam wzdłuż,wszerz i w poprzek.
    Znam jeszcze te dawne z lat….nie powiem jakich;))))
    Jeździłam na obozy harcerskie…
    Pętla Bieszczadzka…i ślady rysia ,niedźwiedź,żmija w latrynie a stado półdzikich koni ktore wychłeptały nam herbatę z kotłów po czym majestatycznie wyłoniwszy się z czwartoporannej mgly środkiem obozu pogalopowaly w jej ciag dalszy…

    • Tuv,
      pierwszą menażkę i plecak dostałam na obóz w Wołkowyi, spanie pod namiotami, mycie w jeziorku, za potrzebą do lasku, przemoczone trampki, słowem – zimny wychów, a jak dobrze się wspomina. Zaskrońcom tam widzianym, do tej pory nie dowierzam i na wszelki wypadek uciekam, gdzie pieprz rośnie.
      Z bieszczadzkimi pozdrowieniami

  2. Kolejny świetny poradnik :D Szczególnie ta część dla dzieci. Mnie najbardziej urzekła część o romantycznym zaklęciu- ale to już takie moje skrzywienie :P

    Przypomniały mi się nasze rodzinne wyjazdy w góry z rodzicami i siostrą. Ci pierwsi potrafili na weekend przejechać pół Polski (mieszkaliśmy na przedmieściach Warszawy) tylko po to, aby w Dolinie Chochołowskiej kupić słoje świeżego miodu.

    Mam z Polskimi górami same wspaniałe wspomnienia, z wyjątkiem jednego: oscypków (ohyda!).

    • Seeker,
      oscypek grilowany jest dobry, bundz i bryndzę lubię, piłam też żętycę (żentycę), smakowała i nic się nie działo, a tak mnie straszono wyczyszczeniem jelit. A miód spadziowy najlepszy z gór.
      Z bieszczadzkimi pozdrowieniami

  3. Gdy parę lat temu wędrowaliśmy z córą po Bieszczadach, w przysiółku Żubracze trafiliśmy na (pusty wtedy) ośrodek kolonijny dla trudnej młodzieży, a w nim barek u Czarodziejki. Do dziś pamiętam smak świeżego sera z ziołami polanego miodem, i herbaty parzonej z zebranych w okolicy ziół…

    • Tetryku,
      teraz herbatkę dają z jagodami, świeżymi lub suszonymi, a naleśnik gigant kosztuje 40 zł, czyli ceny żywcem przeniesione spod samiutkich „Tater”.
      Mogę się pochwalić podłogą przywiezioną z Bieszczad. Pojechałam ze znajomą po parkiet. Na miejscu w fabryce poradzili, by kupić płyty paździerzowe, oni zrobią tak, że sto lat wytrzymają. Zapłaciłam grosze, a na miejscu stolarz pociął, ułożył w rozmaitym stylu, zabejcował, pomalował i są 30 lat. Gdyby to był parkiet, kilka razy należałoby go czyścić i konserwować.
      Z bieszczadzkimi pozdrowieniami

  4. W. Młynarski śpiewał o Bieszczadach, jako o polskim Teksasie, A. Andrus dodawał:
    (…)My śpiewamy o tamie w Solinie
    Tutaj wszystko ładniejsze i lepsze
    W porównaniu na przykład z Krakowem
    Czysta woda i czyste powietrze (…)
    :)
    K. Prońko polubiła deszcz w Cisnej, W. Gąsowski zakochał się w zielonych wzgórzach nad Soliną
    Niektórzy poeci widują zielone anioły w Bieszczadach, inni śnią o nich ciepły sen.
    Jest w Bieszczadach jakaś moc!
    Jedynie miejscowi nieco przekornie narzekają:
    na Bieszczady nie ma rady,
    chciałoby się pokowboić
    a tu trzeba krowy doić!

    Mam i ja w domu osobistego T.
    Również zadurzonego w Bieszczadach po same uszy.

    • Małgosiu,
      dobrze mieć osobistego T., który na własnych nogach przejdzie, zrobi zdjęcia, zapłaci za ich wprowadzenie na post, umieści, gdzie trzeba i jeszcze zachęci do pisania.
      Kiedyś jechałam do Rzepedzi, pytałam o drogę, a każdy mówił, że tam robią „dymy”. Głowę chciałam sobie ukręcić, co to są te dymy i kto je robi. Gospodyni wyjaśniła, że tu się produkuje drewno do prawdziwego wędzenia wędlin i zaprowadziła do „fabryki dymów” i pieców wypalających węgiel drzewny. Tam usłyszałam pierwszy raz o zakapiorach.
      Z bieszczadzkimi pozdrowieniami

    • Gabrysiu,
      życie codzienne mieszkańców Bieszczad nie jest łatwe. Tylko w sezonie jeżdżą często autobusy i działają sklepy z wyborem towarów. Zwierzęta też jeść potrzebują, a zimą śniegi, mrozy i odcięcie od świata małych miejscowości. Za to latem pięknie i spokojnie.
      Z bieszczadzkimi pozdrowieniami

  5. Jakbym słuchała mojego brata, jeździ tam co roku, ale latem, bo bratowa jesienią urlopu nie dostanie, ja zresztą też nie. Piosenki Starego Dobrego Małżeństwa uwielbiam, nucę i nastrajam się.
    Gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości, to po Twoim wpisie na pewno takowe znikną :-) zdjęcia przecudnej urody!
    Niechaj czuwają nad Tobą Anioły Bieszczadzkie :-)

    • Jotko,
      nie mam takiej rzeźby, ale Anioły Bieszczadzkie czuwają nad każdym. Zachęcam Podróżniczkę do zaplanowania w roku przyszłym bieszczadowego szlaku.
      Z bieszczadzkimi pozdrowieniami

  6. A my w tym roku nie byliśmy (jeszcze) w Bieszczadach, ale do końca roku jeszcze dwa miesiące, więc kto wie;-)
    „Połonin czar ma taką moc, że gdy je ujrzysz pierwszy raz, powrócić chcesz…”…

    • Gimi,
      jak znam życie, to młode damy będą zachwycone nie tylko wąskotorówką i choć tras nie będą przemierzać, to i tak ubłocone będą, o to chodzi.
      Z bieszczadzkimi pozdrowieniami

    • Wojtku,
      tu dzikie ostępy jeszcze znajdziesz, za to zwierzyna ciekawa człowieka, więc zdjęcia wielowymiarowe gwarantowane do zapisania na dysku.
      Z bieszczadzkimi pozdrowieniami

    • Bojo,
      zachwalam do wędrówek poza sezonem, w sezonie taka Solina jest oblężona, wszędzie tłok jak na Krupówkach. I drogo, niestety.
      Z bieszczadzkimi pozdrowieniami

  7. Na Ozyrysa jak pięknie. Bieszczady od dawna figurują na mojej osobistej liście życzeń, ale jakoś jeszcze nie było sposobności do realizacji. Mam nadzieję, że zdążę przed apokalipsą ;)

    • Linko,
      tu trasy są trudniejsze, więc spotkasz jedynie prawdziwych piechurów po drodze. Takie 25 km to niby nic, ale często po błocie, wodzie, kamieniach.
      Z bieszczadzkimi pozdrowieniami

    • Agnieszko,
      dzieci tu czują się dobrze, mogą hasać do woli. Czyste powietrze, a wieczorem w bezchmurny dzień warto pokazać te gwiazdy i ten księżyc w całej krasie.
      Z bieszczadzkimi pozdrowieniami

  8. Naprawdę bardzo ładnie jest w Bieszczadach.
    Każdy może znaleźć coś dla siebie tam!
    Super propozycja na wypoczynek… nie tylko latem.
    Pozdrowionka cieplutkie :)

  9. „w Bieszczady jedzie się raz, a potem już tylko się wraca”
    przepięknie powiedziane. na tyle uniwersalne, że każdym górom je można przypisać. będę pamiętał i pewnie stosował – nie obrazisz się chyba?

    • Oko,
      oczywiście, stosuj, wplataj, pożyczaj, nie mam zwyczaju się na nikogo obrażać. Daj znać, czy się udało, będę się cieszyć razem z Tobą.
      Z bieszczadzkimi pozdrowieniami

  10. Bieszczady rzeczywiście są piękne. Pierwszy raz byliśmy na wczasach z rodzicami w Załużu , ponad pół wieku temu. Były wtedy jeszcze całkiem dziewicze, a najbardziej utkwił mi w pamięci paniczny strach przed zaskrońcami, których było bez liku. A i żmije się pojawiały.
    Jakieś 4-5 lat temu już nie daliśmy rady odwiedzić Chatki Puchatka. W połowie drogi zrezygnowaliśmy, zbyt forsowne podejście na nasze kręgosłupy. No to spacerujemy i też jest miło. Jesienią Bieszczady są chyba najpiękniejsze, z racji szerokiej palety kolorów, ale za to krótszy dzień, wczesne mgły. Ech, Bieszczady….
    Pozdrawiam serdecznie, Ultro :)

    • An-Ulu,
      Bieszczady to przestrzeń, więc trzeba mieć kondycję, natomiast trasy spacerowe zachęcają do wyłożenia się i gapienia w te przelatujące chmury i słuchania ciszy. Też pięknie.
      Z bieszczadzkimi pozdrowieniami

  11. tak……… potem się wraca…….
    kiedy byłam ostatnio, trzy dni lało
    kiedy byłam przedostatnio, trzy dni lało
    kiedy byłam….

    a i tak jest tam pięknie, a co

    • Anno,
      zadzwonili znajomi we wrześniu z Włoch, że zimno i leje cały tydzień. Jak ktoś ma pecha i nie trafi z pogodą, to nawet na Jawie leje i tak podobno będzie do maja.
      Z bieszczadzkimi pozdrowieniami

  12. Jestem pod wrażeniem. Szkoda tylko że „już nie te oczy”. Chodzić po mieście trudno, a co mówić w takim terenie?
    Wspomnienia z pobytu nad Soliną i wycieczkę samochodową po „Pętli Bieszczadzkiej” ożyły. Szczególnie tam pięknie o tej porze.
    Pozdrawiam

  13. Tatulu,
    w Bieszczadach nie czuje się ciężaru nóg, ale sapanie słychać, oznacza, że kondycja marna. Nie ma lekko. Kiedyś się chodziło, obecnie siedzi lub jedzie, więc kondycja siada.
    Z bieszczadzkimi pozdrowieniami

  14. Miałem okazję parę razy być już w Bieszczadach i szczerze mówiąc wspominam te widoki do dziś. Faktycznie po co jechać gdzieś daleko, jeśli w Polsce jest tyle wspaniałych miejsc, w górach, w dolinach czy nad morzem.

    :) Chodziło mi w poprzednim komentarzu o topole, które rosną poza działką, są naprawdę wybujałe, na samej działce mamy parę drzewek owocowych, trochę krzaczków i tyle właściwie. Mamy jeszcze za domkiem orzech, co wyrósł z orzecha włoskiego na dość ładne, choć nie w pełni dojrzałe jeszcze drzewo.

    Seriale mogą pożerać czas jak wiele innych spraw, ot choćby Internet. Najlepszym przykładem jest chyba ,,Moda na sukces”, plotka głosi, że jedynie lektor oryginalny znał wszystkie odcinki.

    Pewnie, że warto naprawić ten fotel. Szczególnie dla jego możliwości rozkładania się razem z nim (a właściwie na nim). :)

    Pozdrawiam!

    • Mozaiko Rzeczywistości,
      nasz wschodni świat jest rzeczywiście ciekawy, tu nawet dzwony kościelne mieszają się z cerkiewnymi. Oby znowu nikt w imię władzy nie zamieszał i nie skłócił spokojnie żyjących ludzi, jak to się niegdyś zdarzyło.
      Z bieszczadzkimi pozdrowieniami

  15. Jeszcze niedawno, gdy astma mnie oszczędzała, zdeptałem całe Beskidy, od przełęczy Salmopol po przełęcz Prehyba do Krynicy.
    Nie oszczędziłem też Gorców i Sudetów.
    W Bieszczadach byłem rzadziej, lecz z wielkim sentymentem zawsze wspominam cudowny Polańczyk.
    A przy okazji również Pogórze Dynowskie i Przedgórze Tarnowskie.
    Teraz studiuję jeno stare mapy turystyczne. Przypomniał mi się przy okazji stary szmonces:
    „Na żywieckim rynku spotyka się dwóch obładowanych bagażem Żydów:
    - Gdzie ty się wybierasz?
    - Do Baden, a potem do Baden – Baden, a na koniec do Wiesbaden. A ty?
    - Do Rajsze (Rajczy), potem do Rajsze – Rajsze, a na koniec do Wysrajsze!
    Ściskam i zapraszam na rocznicę

    • Andrzeju,
      trzeba dopowiedzieć, że Rajsze w jidisz to nasz Rzeszów, a szmoncesy, żarty o Żydach modne do dziś w kabaretach.
      Obecne Bieszczady oferują wiele atrakcji, np. country, targi, pokazy sztuki, spotkania z ciekawymi ludźmi, karpackie watry poetyckie, zawody drwali, swojskie jadło, słowem – jest w czym wybierać.
      Z bieszczadzkimi pozdrowieniami

  16. Bywałam w Bieszczadach w młodości, ale już w poźniejszym wieku jedna wyprawa była znamienna. Wybrałam się z moim ówczesnym holenderskim partnerem, jego siostrą i szwagrem dwoma karawanami w Bieszczady – bo chcieli zobaczyć polski „dziki zachód”. Jechaliśmy chyba Wielką Pętlą Bieszczadzką. Leo zwykle prowadził i wiedział najlepiej. Patrzy na mapę, a tam na drodze kreseczki. Nie zwrócił uwagi na to co znaczą te kreseczki. Okazało się, że to było kilka potoczków, które musieliśmy przekraczać samochodami z przyczepami. Dla mnie była to przygoda bezcenna – tymi bardziej ,że Holendrzy przyzwyczajeni do porządku, w potężnym lesie wyrażnie źle się czuli. Strach im wyłaził wszystkimi porami. Jak zobaczyli znak drogowy postrzelany kulami to już mieli dość. Ja miałam uciechę, że troszkę przytarłam nosa wszystko wiedzacym lepiej towarzyszom. Pewniej dopiero poczuli się na kempingu nad Soliną.

  17. Reno,
    Holendrzy przyzwyczajeni do porządku z pewnością dziwią się w Polsce wielu rzeczom, nie mówię nawet o strachu, który przypada im w udziale nie tylko w Bieszczadach.
    Z bieszczadzkimi pozdrowieniami

    • Dreptaku,
      nawet nie wiesz, jak mnie ucieszyłeś grajką, już dawno nie słuchałam KSU, a i krajobrazy pod oczami zostają na dłużej.
      Z bieszczadzkimi pozdrowieniami

  18. I właśnie dlatego przeprowadziłam się na Podkarpacie. Mam swoje ukochane Bieszczady na wyciągnięcie ręki. Nie ma piękniejszych na calutkim świecie. Chowajcie się Alpy i Pireneje!

    • Greenelko,
      kontakt z naturą znaczy wyciszenie, zatem musisz być pogodną osobą. A mieszkać na Podkarpaciu, znaczy bajkowy krajobraz, więc szczęście na całego.
      Z bieszczadzkimi pozdrowieniami

    • Lojalpat,
      Dobrze mieć kawałek ziemi, na której czujemy się dobrze, możemy zapomnieć o kłopotach i problemach oraz odpocząć, aby załadować swoje baterie do walki z codziennością i szarzyzną dnia.
      Z bieszczadzkimi pozdrowieniami

    • Aniu,
      nic straconego, na Youtube znajdziesz trasy i wiadomości z historii dot. poszczególnych miejscowości. Wiadomo, że nie wszędzie możemy być fizycznie i nie zawsze stać na dalsze wyjazdy, za to internet zabierze w najdalsze zakątki.
      Z bieszczadzkimi pozdrowieniami

  19. Droga Ultro, moim skromnym zdaniem jeśli ktoś chciałby zażyć dziczy i niebezpieczeństw w kontakcie z przyrodą ożywioną to powinien zamieszkać w Warszawie. Bieszczady wydają się pod tym względem oazą spokoju :-)
    Buziaki od nas dla Was

    • Szczurku z Loch Ness,
      w każdym miejscu przyroda może być niebezpieczna, także światła miasta wciągają nie tylko ćmy, natomiast połoniny nie torturują trotuarami emocji, więc bezpieczniejsze dla ludzi.
      Z bieszczadzkimi pozdrowieniami

    • Romanie,
      tego, co widziałeś, nie da się zapomnieć, więc te niezmierzone połacie pastwisk pod powiekami zostaną. Mnie mówiono, że najwięcej widocznych gwiazd jest w Bieszczadach, dlatego widziałam ich pewnie więcej niż było.
      Z bieszczadzkimi pozdrowieniami

  20. Wszystko, co napisałaś o Bieszczadach to prawda (z wyjątkiem tej trzeciej Tischnera), a wiem to także z autopsji. I tak jakoś się składa, że wiele podróżując po Europie, odruchowo porównuję, czy może inaczej, dopasowuję napotkaną scenerię i krajobrazy do Bieszczad właśnie. Jednym słowem – jeśli coś mi się podoba, powiadam do siebie – prawie tak samo jak w Bieszczadach… pozdrawiam spod Calais (to nie Bieszczady)

    • Smoothoperatorze,
      pod Calais dopadło Cię słońce i to jest plus południa, że więcej tych promieni niż na północy, dlatego połykamy tę D3, aby uzupełnić braki.
      Z bieszczadzkimi pozdrowieniami

  21. Witaj, Ultro.

    Mnie, prócz cudnych widoków, Bieszczady kojarzą się z tymi wszystkimi gwarowymi „cumelkami”, „tałabaniem”, „karpielą”:)

    Świetnie napisany post, Ultro. Gratuluję:)

    Pozdrawiam:)

    • Leno,
      ja nawet oglądałam „Opowieści Bieszczadu”, by posłuchać języka zakapiorów i ludzi tam mieszkających. Wprawdzie wyreżyserowane i ustawione, ale język autentyczny i to słychać.
      Z bieszczadzkimi pozdrowieniami

  22. A może by tak rzucić wszystko i wyjechać… ;)
    Byłam, bardzo dawno. Teraz podobno to nie te same góry, zbyt turystycznie. No, ale pewnie nie o tej porze roku. Przepiękne zdjęcia, ech młode lata mi się przypomniały, bo tam, a właściwie w drodze do – poznałam swojego obecnego :) Nostalgia jesienna.

  23. Kilka lat temu, po długiej przerwie, spędzilismy w Bieszczadach wspaniały tydzień. Bazą była własnie Wetlina. Nie składa się by jechać w te góry znowu, a dusza ciągnie do tego raju.

    • Iwonko,
      jeszcze tam można zobaczyć dziką naturę, a nawet spotkać zwierzęta, które chodzą sobie i wcale człowiek im nie przeszkadza. Dzieci mogą zobaczyć choćby sarny, jelenie.
      Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.