Jutrointernauci, czyli sen młodych o potędze

             Siedzę w długim korytarzu w nowej przychodni, bowiem nowe tu dotarło, więc poczekalnia bez okien. Wszyscy patrzą w smartfony, a sztuczne światło im sprzyja; sama wiem, jak słońce przeszkadza w odczytywaniu godziny, skoro zegarka już od dawna nie noszę. Zresztą, nawet gdyby były te okna, to pewnie i  tak by nikt nie patrzył na te drzewa, zieleń, ptaki; na to współcześni nie mają  czasu i nie widzą potrzeby przypatrywania się makolągwie i bogatce.

              Co trafia prosto w mózgi młodych ludzi? Oczywiście szok, na „culture shock” przecież wychowani. Młode, pociągnięte cyfrowym pudrem twarze, żyją  „więc, póki czas, bo kto wie, bo kto zna”, ale nie jest to jednak wspólny śpiew przy ognisku i porozumienie dusz, jak niegdyś bywało. To wszystko zaczęło się od nastoletniego czarodziejskiego okularnika, który za dotknięciem różdżki zło zamieniał w dobro i przenosił w magiczny, zaczarowany świat. Wychowani na Harrym Potterze, będą szukać podobnych magicznych rozwiązań w wirtualnej rzeczywistości.

          Czas spędzony na autopilocie nie procentuje jednak równowagą, dystansem, wyciszeniem, więc neuroestetyka (zwróćmy uwagę na jądro ogoniaste istoty szarej) zabije duszę, a potem ciało. Nowi milenialsi tkwią w tych stronach podwieszonych do sufitu, studiują, uczą się języków, marzą o pracy, godziwych zarobkach, chociaż mają świadomość, że nie zawsze potem szef potrafi docenić zaangażowanie w pracę. Witajcie w realiach tego świata.

            Internauci  jutra to młodzi ludzie, nasza przyszłość, co nie znaczy, że nie mogą żyć ułudą w swoich mydlano-prywatnych bańkach Internetu, który karmi ich widokiem wesołego, ciekawego życia oraz kusi techniką, sztuczną inteligencją jako balsamem na łatwiejsze jutro. „Internet jest kulturą karnawaliczną, w której liczy się głównie prostota” – pisze bloger – i ma rację, bowiem jeśli ktoś kiedyś może zmienić świat, to z pewnością nie będzie to rozbawiony internauta, lecz ten mól książkowy z szeroką wiedzą i ten pracuś niekoniecznie dobrze opłacony.

              Kiedy Mark Zuckerberg (założyciel Fb) i Dan Brown (pisarz) wspominają szkołę, która uczyła myślenia i umiejętności logicznego myślenia, a samodzielnie opracowane zadania pisali na każdym przedmiocie, to trzeba im zazdrościć, bowiem polskie zakuć, zdać i zapomnieć nie sprzyja rozszerzaniu horyzontów. Nieprzyzwyczajeni do pracy zespołowej, otwartości umysłu i samodzielnych poszukiwań będą przeżywać frustracje, chyba że pracę zamieni się w grę, bo do grania przyzwyczajeni, więc skuteczniej wyłapią błędy w kodzie, a sam projekt skończą przed terminem, bowiem zacięcie w grze najważniejsze, przecież nikt nie wstanie, póki nie skończy i nie zwycięży. Już informatycy o tym myślą, aby projekty miały formę gry.

               Jako że trzeba mieć nadzieję, cała nadzieja w sztucznej inteligencji. Alpha Go Zero potrafi uczyć się sam, więc liczymy, że rozwiąże wiele problemów, z którymi ludzie nie dali rady. Trwają dyskusje za i przeciw, choć elementy inteligentnych rzeczy już mamy w domach, a nawet same domy już zawładnięte przez inteligencję, cóż, że sztuczną. To pokemony w przyszłości będą nas gonić, a nie odwrotnie! Genialne, ale co zrobimy, gdy maszyna nie pozwoli wejść do samochodu, bo uzna, że chodzenie zdrowsze, rozkaże wyrzucić zawartość lodówki, gdyż boczek ma za dużo tłuszczu, zablokuje windę, bo ruszać się trzeba, a nawet zabroni dostępu do Internetu, skoro  limit czasu wyczerpany, a wszystko dla naszego dobra, by w końcu w czarnej wersji uznać, że czas zaprowadzić porządek, ale w pierwszej kolejności należy pozbyć się człowieka. Dlaczego ludzi? Dlatego, że sztuczna inteligencja posługuje się logiką, a nie emocją.

           Co będzie, gdy uzna ludzi za nielogicznych? I co przyniesie przyszłość jutrointernautom? Kiedy założę gogle VR, by zobaczyć wirtualną przestrzeń trójwymiarową oraz MR (rzeczywistość mieszaną)? Pytania do gdybania. Dla wszystkich.

PS. Warto zobaczyć: https://www.youtube.com/watch?v=iCpbKWX4v3Y