Miłość po grób

            Małgosia od rana słabo przebudzalna, więc na wciąganie żółtka najlepsze są strofy o miłości, która potrafi zmienić człowieka, spowodować trzęsienie ziemi, góry przenieść w inne miejsce, a nawet starość odmłodzić, bo jak mawiał G. Holoubek, zakłada ona bezinteresowność i tylko bezinteresowność. Dobra na listopad, na chandrę, na westchnienia i płonie dłużej niż świeca. Podobno starsza od piasku na pustyni, przy tym ogrzewa, rozżarza, stwarza ciepło, pozytywną energię i grę na strunach serca. Te dwa światy widzą jedno jedno słońce, więc malują serduszka jedno po drugim, a potem ludzcy bogowie udowadniają, że to przecież zwykły mięsień, który może być zwyczajnie przeszczepiony. I cóż, że  wiem, skoro dalej twierdzę, iż w sercu pełnym drżeń mieszka miłość. Mimo wszystko:



             Zakochanie od pierwszego wejrzenia to oszczędność czasu, jak pisał J. Tuwim, a potem już jedynie trzeba ją wytęsknić, wymarzyć, wyśpiewać, by zobaczyć w oczach dom wschodzącego słońca, by pozostały wspomnienia pisane mimozami, bowiem kochać to tak łatwo powiedzieć, snuć te dumki na dwa serca i zapewnienia, że będziesz moją panią, bądź kocham cię jak Irlandię. Myslowivitz chciał umrzeć z miłości, a z kolei bez miłości umiera muzyka, bo o czym innym śpiewać?

             W holenderskim mieście Roermond stoi pomnik kochającej się pary. Pobrali się wbrew rodzinom, bowiem on był protestantem, a ona katoliczką. Kiedy on na zawsze zgasł, został pochowany pod murem na cmentarzu protestantów, ona po śmierci pochowana po drugiej stronie muru na cmentarzu dla katolików. Po jakimś czasie na cmentarzu wyrosły ręce, które połączyły parę i groby ponad podziałami na zawsze, nawet  po śmierci są razem. (Zob. http://madagaskar08.pl/blog/2017/11/02/zaduszki-po-holendersku/). Zdjęcie: Maradag.

para w Roermond

              Słowa Pawła z Tarsu zawsze będą aktualne: „iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym”. Czekają na miłość Izoldy smutniejsze od łez, prześliczne wiolonczelistki i ta Ela, która straciła przyjaciela, i ta Beata z Albatrosa zabierana na fregaty, także Małgośka, której chłopak nie był wart jednej łzy, również  Małgocha, która musiała opuścić dom i ta pamiętająca Jolka, której dane było zobaczyć zaćmienie słońca. To przyspieszone bicie serca sprawia, że żyć się chce nawet wówczas, gdy odjazd niebieskim kabrioletem blisko: