Przeniesienie blogu

       Kochani!

       To moja ostatnia notka na tym blogu Onetu. Następny post już będzie na nowym, podaję link do niego:

                                                 bezpukania.wordpress.com


http://bezpukania.eu/

          Wszelkie komentarze proszę zostawiać już w nowym miejscu. Przepraszam za trudności, kłopoty, niedogodności, bo takowe pewnie będą. Zapraszam Wszystkich Znajomych i nowych Gości na blog:

door6    bezpukania.eu

                                                                                  Ultra

Równowaga w tle

Dyniowy domek HexeZdjęcie pochodzi z blogu: https://wdrodzedonikad.blogspot.com/2017/11/raten-dreilanderstein-w-jesieni-kolory.html

              Myślę, że rozumiesz Czytelniku, jak zawiła i skomplikowana jest ludzka natura. Głównie skupiamy się na cielesności, a tymczasem najważniejsze jest wnętrze, czyli  mózg. Według Światowego Raportu Szczęścia najbardziej zadowoleni ludzie to Norwegowie, Duńczycy i Szwedzi. Polacy  zajmują dalekie miejsce czterdzieste  szóste, choć w tym roku proporcje już lepsze.

             Dlaczego kraje skandynawskie przodują?  Podobno dlatego, że  inwestują w pracowniczy Work Life Balance (WLB to „koncepcja zarządzania czasem, stawiająca za cel odnalezienie równowagi pomiędzy „pracą” (kariera i ambicja), a życiem prywatnym (zdrowie, rozrywka, rodzina, duchowość)”. Pracodawcy  skandynawscy troszczą się o zdrowe żywienie dla pracowników, zapewnienie opieki medycznej, dofinansowanie do fitness i nie robią tego z altruizmu, a wynika takie stanowisko z rachunku zysków i strat. Równowaga między życiem prywatnym a zawodowym procentuje wydajnością w zakładzie i dobrym samopoczuciem, co równie ważne w pracy, by nie było syndromu wypalenia zawodowego i stresu, który wcześniej, czy później odbije się na zdrowiu oraz wynikach w firmie. Polski pracodawca nie za bardzo się stara, bo albo sam wiąże koniec z końcem, albo nie musi, ponieważ jeszcze to bezrobocie zbyt wysokie.

            Poza pracą człowiek ma jeszcze firmę zwaną życiem osobistym. Pogoń za wynikami, czy deadline (ostateczny termin) nie może przesłonić obowiązków domowych i odpowiedzialności za rodzinę. Trzeba odpocząć, skorzystać z teatru, muzeów, czyli szeroko rozumianej kultury poszerzającej horyzonty i uwrażliwiającej na problemy tego świata. Wypada wreszcie zobaczyć tę jedyną w swoim rodzaju „Damę z gronostajem” Leonarda da Vinci, dla której przyjeżdżają  turyści zza Wielkiej Wody, z kolei dla niektórych naszych młodych malarstwo zaczyna się i kończy na Matejce, bo niby kiedy ma czas, by „Damę” obejrzeć? Trzeba w końcu kiedyś wyjrzeć przez okno, choćby po to, by filozoficznie się ponudzić oraz na podwórku zwyczajnie pobawić się z dziećmi, ponieważ  wypruwać żyły warto tylko dla siebie. Podobnie jest z umieraniem, żadna najpiękniejsza idea nie jest warta człowieczego życia.

          Korporacje – póki co – są najwyższą formą rozwoju (a i ten telefon, samochód, pakiety, uniform), więc oferują ciekawsze życie i samodzielność rozwoju. Młodzi szukają korpopracy, ale już nie chcą być trybikami, niewolnikami wysiadującymi godzinami to jajko w pracy i nie chcą wsadzać noża pod żebro koledze, by udowadniać swą wyższość nad zrównanymi i przyciętymi do równości kolegami. Nie chcą mieć appointmentu, ale polskie spotkanie, nie lubią deadline, tylko zwyczajny termin, nie chcą przyjmowania coraz większych obowiązków i nie dają wycisnąć z siebie wszystkich soków. Pragną elastycznego zatrudnienia i ograniczenia wyjazdów służbowych, przecież są telekonferencje. Resztę czasu chcą przeznaczyć dla siebie, by pokolorować życie i rozkwitać tymi kolorami przynajmniej metr powyżej przeciętnej. Dlaczego? Powszechnie znana mądrość głosi, że w życiu chodzi o to, by mieć przy boku osoby cenniejsze niż złoto, czyli rodzinę, a gdy przyjdzie podeszły wiek, otrzymać wzajemność. I nie dajmy sobie wmówić, że musimy jeszcze kupić czerwony samochód, bo jest szybszy od czarnego.

          Równowaga między życiem zawodowym a osobistym jest najważniejsza, życie każdy ma jedno, więc jego jakość jest ważna, a nie dobijanie się ekranem, potem snu godzin pięć, przy czym rano zwlec się z łóżka nie można, chociaż wiadomo, że „nawyk spania po pięć godzin na dobę codziennie czyni nas nie tylko głupszymi i nudniejszymi, ale zwiększa szansę na zgon” (M. Brzeziński). Jeśli zaniedbasz równowagę między pracą, a swoim życiem, to czeka Cię platoniczne kochanie sypialni, uważne wysłuchiwanie na jednym z telewizyjnych kanałów samego Mistrza Uzdrawiania Duchowego (typu: „trzustka nie lubi nadopiekuńczości”, „dbaj o żołądek i duszę”, „karty pokazują, że…”) oraz korzystanie z Salonu Przytulania (79 zł!), ale bez seksu (za to znów płacisz w zależności od luksusu salonu), bądź zamawianie stolika w restauracji z pięćdziesięcioma świecami, aby poczuć w kościach odrobinę romantyzmu. Zatem, trawestując myśl Woltera, uprawiaj swój ogródek, łap powietrze i nie daj się podłączyć na cały dzień do tego kabla ze światłowodem, bo wszyscy mamy swoje granice, nawet ta okrągła Ziemia.

            Przypatrzmy się uważnie na zdjęcie zrobione przez Hexe. W końcu taki dyniowy domek każdy może zaprojektować, wybudować; ileż przyniesie radości i autentycznego szczęścia. A jeśli się nie uda? Jeśli nie wyjdzie, nie ma co się martwić, tylko trzeba przeżyć piękną, wielką dyniową katastrofę. I zatańczyć ten radosny taniec Greka Zorby. Przegrywanie może być równie inspirujące, bowiem znamy powiedzenie: Ja nie mam nic, ty nie masz nic, razem możemy wiele.