Z okazji dziesięciolecia stosowny punk widzenia

 Wiśnie w dłoniach

                                  Większym kalectwem od ślepoty jest zaślepienie

             ”Dawno, dawno, temu na tej szerokości geograficznej oraz na styku klimatu lądowego z morskim było sześć pór roku. Gościło u nas lato, zima, przedwiośnie i wiosna, była złota jesień i ta zwykła. I komu to przeszkadzało, pytam się?  Wychodząc z powyższych przesłanek, zamierzam włóczyć się po drogach z lusterkiem, aby rzecz wyjaśnić. Pozostała ogólna teoria bezwzględności. W całym tym obrzydliwie perfekcyjnym świecie brakuje powietrza. Jasnowidzenie, telepatia, prekognicja, pirokineza, wzmocniona empatia, teleportacja, psychokineza, spirytyzm i wiele innych fenomenów, powoduje, że nic w tej sferze nie jest pewne, trudno wskazać jakieś związki przyczynowo skutkowe, a jeszcze trudniej cokolwiek udokumentować. Może powodował to upał zmieszany z nudą i kurzem, a może samo miejsce położone gdzieś na krańcach cywilizacji.

                                         Tak nam dopomóż Ułomności

              Jak wiadomo, pierwsze wrażenie robi się raz, co przy okazji wiernie oddaje odczucia przechodnia oglądającego wystawy w księgarniach. A nośnikiem całej tej ekwilibrystyki pokrętnie powiązanej z moralnością i kierowanej do ludzi jest nowomowa – bełkot. Wiadomo, wszyscy siedzą. Siedzą i piją piwo albo w skrajnych przypadkach kawę. Otóż nie ma ludzi zdrowych, są tylko źle zdiagnozowani z czego wynika, że jak to jest być zdrowym nie wie nikt. Oczywiście bycie młodym, zdrowym i bogatym, a na dodatek pięknym specjalnie nie wadzi, jednak gdyby się bliżej temu przyjrzeć, to widoki na przyszłość determinuje przede wszystkim nasz wiek, płeć i miejsce, w którym przyszło nam żyć. Zwykle los nas nie rozpieszcza, nie kupuje nam w chwili urodzin Mercedesa Benz’a. Nie rozkłada czerwonych dywanów na drogach.

                                              A czas płynie

              Znamiona gorączki słonecznej ukierunkujemy na to co jest pod ręką, czyli upływ czasu. Ilu ludzi, tyle poglądów, zatem podejdziemy do zagadnienia wzorem Lorda Jima, o którym pisał Joseph Conrad, tzn. niczego nie przesądzając, a jednocześnie nie wnikając w szczegóły. Moja sąsiadka gotowa jest przysiąc, że jej kota porwało UFO. Jedni szukają Boga, inni kosmitów, a znakomita większość z niejakim powodzeniem dziury w całym. Szczęśliwie dla ogółu neuroza, w przeciwieństwie do psychoz nie należy do chorób zakaźnych La donna è mobile, czyli kobieta zmienną jest, a cóż dopiero aura. Jak się okazuje, problem wszystkiego ze wszystkim, zasadza się w tym, że żyjąc nie mamy możliwości obserwowania równoległej grupy porównawczej. Innymi słowy, nie dane nam jest analizować co by było, gdyby.                                                    

                                                     Chłód pereł 

            Zakładając, że Josephson miał rację, najlepszym rozwiązaniem w dążeniu do samodoskonalenia jest zaniechanie działań i spokojne oczekiwanie aż świat zmieni nas na lepsze. Dla każdego coś miłego i każdemu jego raj, rzec by można. A teraz to, do czego rzecz cała zmierza, czyli to co mnie kręci i kręci ciebie, a przy okazji anioły w niebie, a zatem trwanie w czasie i przestrzeni. Poruszanie się formą przez biegnące lata, gdzie nośnik jest sprawą drugorzędną.  Każdy znajduje się pośrodku czegoś, a tam obowiązuje pisownia łączna. Dziś ograniczę się do stwierdzenia Bertranda Russella, że obyć się bez pewnych rzeczy, których się pragnie, to nieodzowny warunek szczęścia.  o wiele bardziej szczęśliwi wydają się ci, którzy zegarka nie posiadają w ogóle, bo nie jest im do niczego potrzebny.

                                Umieszczać siebie w przestrzeni czasu

            Bo niby wszystko jest w porządku, a nie jest. Wydaje się, że dużo bardziej szczęśliwi są ci, którzy mają jakiś powód do lamentów. Będąc czynny biernie, jestem bierny czynnie.  Najprostszym z nich jest noszenie szczęścia zawsze przy sobie, nie pozostawianie go w szatniach, przedziałach kolejowych, pokojach hotelowych i przechowalni. Tolerancję definiować można w ujęciu negatywnym, co prezentowali m.in. Voltaire oraz J. Locke stwierdzając, że chociaż uważamy, iż inne poglądy, w przeciwieństwie do naszych, nie wyrażają prawdy, należy je mimo wszystko, czy też dla świętego spokoju dopuścić. Życie jest podobno piękne, o ile oczywiście prawidłowo dobierze się środki antydepresyjne. Reszta choruje na cywilizacyjno – duchowy syfilis.  Czas jest podobno jedynym, który nigdy nas nie zawiedzie.  Szkoda, że koleje losów nie mają biletów powrotnych.

                                        Esy-floresy kawy i chmur za oknem

           Ja czytam Kanta. Krytyka czystego rozumu nikomu jeszcze nie zaszkodziła, nie pomogła również, ale lepsze to od netu. Ciągle zwlekał z wybiciem zgłosek informacji osobie na nieśmiertelnikach, do czasu aż nabierze dystansu.  Filiżanki z kofeiną inspirowały pióra do pisania, a umysły do wytężonego myślenia. Szczęśliwie to wolny kraj i każdy pisze tak jak uważa za stosowne, czyli podsumowując ten wątek w języku sąsiadów – mne to ne vadi. Wróćmy do bawełny. W zeszłym tygodniu piątek przypadł w czwartek.

                                     Wpisuję literki dobrych myśli

            Cały ten świat to jedno wielkie oszustwo, jednym słowem, tylko że kasa nie zwraca za bilety. Nadchodzi nowa, zaskakująca i nieoczekiwana przyszłość. Czyli aż strach się bać, co będzie dalej. Obraz świata i poglądów, odbijany w krzywych lustrach mediów, wspierany przez własne fantazje, a także spiskowe teorie oraz powszechne wręcz mitologizowanie faktów zrobiły swoje. Nie masz pomysłu na zrozumienie świata? Nikt normalny za tym wszystkim nie trafi, realność miesza się z fikcją, a fikcja z rzeczywistością. Magia Chaosu rządzi, innymi słowy i nic nie jest proste.

Punk musi być:  

           W tej notce nie ma ani jednego zdania przeze mnie napisanego. Śródtytuły pochodzą z wierszy, a wybrane zdania z tych dziesięciu lat blogowania Szczura z Loch Ness Dalszych dziesięciu lat weny twórczej i inspirowania innych swoim blogiem:  szczur-z-loch-ness.blog.onet.pl

 

 

 

Te zwykłe smaki codzienności, rzecz o pożądaniu

Serce z ziemniaka       

        Książki są jak towarzystwo, które człowiek sobie dobiera według własnego gustu. Przeglądanie książek kucharskich z powodu kartoflowego święta jest jak przypominanie, co ludzie jedli, kiedy mieli dwadzieścia lat, a że w duszy też suszy, więc zaczynam od tych dawnych przepisów, gdzie ziemniaki miały swoją rangę, brylowały na stołach w przeróżnych postaciach i z różnymi dodatkami.

        Przeglądanie współczesnych książek o gotowaniu nie jest moją przyjemnością, ponieważ nie karmią kubków smakowych, gdyż królują paskudztwa, które nie ustępują opisowym obrzydliwościom, ale za to są poobrastane legendą i poważnymi zaleceniami typu: musisz tego spróbować, koniecznie zrobić, poznaj nowy smak, a jak tego nie zjesz…  A jak nie? To nie powiększą się twoje moce w sypialni, nie oczyścisz organizmu, źle będą pracowały podroby, cera się sfilcuje, celluloid pewny, paznokcie wypadną, a niektóre kruche organy nawet powoli mogą zanikać.  Jak nie jeść ? Strach i przerażenie większe, jak od tego, że nie masz butów i koszuli dobranych do  koloru samochodu. Zatem wróćmy do okropności: ślimaki, ośmiorniczki, ostrygi, dżdżownice kalifornijskie zapiekane z serem, żabusie, rekiny. Niektóre je się na żywo, przy czym małe ośmiorniczki mogą mackami  wpić się w gardło; nie pytajcie też, jak zabić dżdżownicę, a rekin, który nie posiada dróg moczowych, może spowodować paraliż, więc pół roku trwa usunięcie toksyn z jego organizmu czyli, jak mówią, musi zgnić, aby nie truł. To lepiej kup płetwę rekina, wysusz, a po pół roku zrobisz tę pobudzającą zmysły zupę. Smacznego i na zdrowie.

           Wymyślne potrawy, jak steki z rekina, smażone macki ośmiornicy, gołąbki nadziewane kalmarami,  zapiekane kałamarnice, kotlety z selera, burger z fasoli,  czy kopytka z batatów nie zrobiły większego wrażenia, poza kawą z…  bekonową posypką. Może dania zdrowsze, ale jeść codziennie? Spróbować i zapomnieć. (Może kiedyś, gdy  będę starsza, przełknę bez problemu zmiksowane z ziemniakami). Trufle również mają niezaprzeczalną sławę, ponieważ przywracają potencję. Siostrzeniec mi przywiózł, stwierdzam: zwyczajnie przereklamowany produkt. Podejrzewam u tych grzybów niezwykłą inteligencję. Gdyby rosły wszędzie jak podgrzybki, to nikt by pewnie nie posądzał ich o niezwykłość. A langustę zostawię sobie do spróbowania na koniec. Może warto będzie na nią tyle lat czekać. Tak jak  guinnessa picie, też nie zamieni ci w bajkę to szare życie. 

              Zmiksowane breje, muliste, w kolorze ziemi, papryki, czy maślakowego brązu  z wystającym odwłokiem krewetki również nie zachęcają do zrobienia. Czy komuś przyszłoby do głowy miksować kartoflankę, choć to bardzo dobra zupa nawet dla tych, którzy się nie ruszają, więc muszą liczyć te kalorie. Babaganusz to pasta z wędzonego bakłażana z tahiną, sama radość.  Ulegasz tej patologicznej presji jedzenia różnych odcieni zieloności, co niezmiernie inspiruje, jako że trawie w tym kolorze jest nadzwyczajnie dobrze. Zachwycają posypanymi kiełkami  i granatami sałatki. Nie będę się sprzeczać, może komuś to wystarczy i lepiej smakuje niż dawna warzywna sałatka. Ale co młode pokolenie wie o smaku pieczonek,  kartoflanek, zapiekanego kartofla przewiązanego boczkiem, skoro nic nie je w tonacji tłuszczu, a z kolei  wit. A,D, E,K rozpuszczają się w tym tłuszczu, więc należy jeszcze raz rozebrać na czynniki pierwsze zdrowe jedzenie.

                Skoro tort może być warzywny, czekolada może być gorzka, a sękate ciasto pieczone na rożnie, to wszystko staje się możliwe. Zważywszy na przydatność, to takie lody rosołowe i brokułowe do kupienia w USA załatwiają sprawę obiadu. Pozostaje tylko do lodów ugotować kartofle. Zatem zamiast gołąbków nadziewanych kalmarami, będą te z ziemniakami.

P.S. Na zdjęciu lokowanie produktu, moje kartofle.

 

Witaj w świecie cyfryzacji

Zajęcze ucho W. GotkiewiczZdjęcie W. Gotkiewicza (http://wojciechgotkiewicz.blogspot.com/)

                                                    Cyberchoroby

           Korzystanie z cyfryzacji może ułatwić życie pod warunkiem rozsądnego korzystania i pewnej wiedzy o zasadach korzystania, manipulacji i istnieniu lobby technicznego, które wykaże same korzyści, natomiast o niekorzystnych zjawiskach przemilczy. Znane są całemu światu cyfrowe depresje z powodu przeciążenia negatywnymi informacjami, czy cyberchondrie podszyte lękami, kiedy klikasz ból głowy, a wyskakuje, że może to być guz mózgu, więc panika zapewniona. Bezsenność także może być cyfrowa, a przewlekły  niedobór snu i sztuczne światło prowadzi do zmiany w przemianie materii, zakłóca wydzielanie insuliny, prowadzi do nadciśnienia i chorób naczyniowych, choćby z powodu braku ruchu. Oczywiście, nie ominęła też sfery łóżka, nasiliło się oglądanie pornografii, przemocy, ale także niemocy seksualnej. Rośnie liczba uzależnień oraz niekorzystnego cyberstresu, o czym piszą  Spitzer i H. Welzer.

                                                 Zawsze zostawiasz ślad

              Jeśli bierzesz do ręki co jakiś czas smartfon, by sprawdzić informacje, to nie tylko przerywasz inne czynności, ale zostawiasz po sobie ślady, które są wykorzystywane przez rozmaite służby, koncerny, pracodawców, handel, przestępców, pracodawców. Piotr Szostak pisze: „Sapience Buddy to oprogramowanie działające w tle pracy komputera i śledzące produktywność pracowników. Zbiera informacje m.in. o tym, jakich aplikacji używa pracownik, jakie strony odwiedza, ile czasu spędza online”. Minuta po minucie kto i na co poświęca czas. „Start-up Humanize produkuje dla pracowników korporacji identyfikatory z sensorami, m.in. z Bluetoothem, podczerwienią, czujnikami ruchu i mikrofonami. Karty identyfikacyjne analizują przede wszystkim gdzie, z kim i jak długo pracownik rozmawia”. Przypomnę jeszcze za autorem, że HyGreen rejestruje  w ubikacji mycie rąk i zużycie mydła, spróbuj nie umyć,  identyfikator wibruje, da znać komu trzeba. Opaski Motoroli wprowadzone przez Tesco mierzą, jak szybko pracownicy rozładowują towar, skanują i jak często robią przerwy. Podobne dane zbiera Amazon. Czarne skrzynki w służbowych samochodach pozwalają pracodawcom przeglądać historię tras, monitorować prędkość i czas postojów.

                                               Gumowe ucho i  internetowe oko

          Dawniej gumowe ucho miał sąsiad, obecnie tę rolę przejął internet. Służbowe smartfony sprawdzają dane: kto, gdzie, z kim, DARMOWY SMARTON PATRZY I WIDZI. Szefowie ze swych biur „skontrolują, czy macie skłonność do nadużywania alkoholu, czy dobrze i ile śpisz, kiedy się gniewacie”, czyli w jakim jesteś nastroju. Dawniej H. Ford zatrudniał w swojej fabryce socjologów, którzy czuwali, kontrolowali, rozmawiali i sprawdzali, czy nie dzieje się nic złego z pracownikiem. Obecnie sprawdzi to dokładnie służbowy  smartfon, laptop, samochód. Zrobi to tak dyskretnie, że o tym się nie dowiesz. Prof.Scott R. Peppet z Colorado twierdzi, że dane, jak ktoś się porusza, (napięcie czy relaks?), jakim głosem mówi (spokojnym czy zniecierpliwionym?), jak płynnie pisze sms-y, mogą świadczyć o uzależnieniach, jak niegdyś fakt, że ręka się trzęsie. Niedobory snu, które śledzą różne aplikacje, mogą świadczyć o problemach zdrowotnych, depresji i negatywnych emocjach. Tak więc własne hormony zdradzą cię i odkryją twoje słabe strony. 

                                               Wylogowanie nie jest możliwe    

             Niektóre firmy już wszczepiły  (na razie) ochotnikom  inteligentne mikrochipy pod skórę, by nie musieli nosić identyfikatorów. Po co człowiek ma szukać karty po kieszeniach, więc chętnych nie brakuje. A jakie jeszcze informacje zbiera chip, nigdy się nie dowiesz. Pracownicy Ubera muszą być cały czas podłączeni do sieci. P.Szostak pisze: „Niezależnych pracowników, na kontrakcie, pracujących w domu, monitoruje się zatem, robiąc zrzuty ekranu, rejestrując wciskane klawisze i ruch myszki albo robiąc zdjęcia”. Pamiętajmy o prostej zasadzie: nikt nie daje nic za darmo, nawet jak masz piękne oczy. Jeśli ci coś dał zakład pracy, to miał w tym cel.

             Pytanie, czy zdajesz sobie sprawę z niewidocznego ucha i oka,  które w pracy  i poza nią obserwuje cię, podsłuchuje  i sprawdza. Starsi zapewne wiedzą, ale młodszych należy koniecznie przed darmochą przestrzec. Czytam radosne wypowiedzi młodych ludzi, ponieważ nie muszą już nosić karty. Taka ciężka była, czy co? Trzeba upaść chyba na kaczy kuper, by dać się oczipować dla  takiej wygody. 

Pokrewieństwo łąki z człowiekiem

                                 Bolesław Leśmian: „Łąka” 

„Czy pamiętasz, jak głowę wynurzyłeś z boru,
Aby nazwać mnie Łąką pewnego wieczoru?
 Zawołana po imieniu
 Raz przejrzałam się w strumieniu —
I odtąd poznam siebie wśród reszty przestworu.

Przyszły do mnie motyle, utrudzone lotem,
Przyszły pszczoły z kadzidłem i myrrą i złotem,
 Przyszła sama Nieskończoność,
 By popatrzeć w mą zieloność, —
Popatrzyła i odejść nie chciała z powrotem…

Kto całował mak w zbożu — nie zazna niedoli!
Trawa z ziemi wyrwana pachnie, lecz nie boli…
 Kocham stopy twoje bose,
 Że deptały kruchą rosę,
Rozróżniając na oślep chabry od kąkoli.   (…)

Ani zmora z jeziora, ani sen skrzydlaty
Lecz Łąka nawiedziła wnętrze mojej chaty!
 Trwała ze mną na tej ławie,
 Rozmawiając głośno prawie, —
Na ścianach moich — rosa, na podłodze — kwiaty…

Nie grążyłem ja w niebie ni steru, ni wiosła,
Lecz mnie radość swym prądem zmiotła i uniosła.
 Wieczność ku nam znikąd zbiegła,
 U stóp naszych, warcząc, legła,
A pierś moja tej nocy chabrami porosła.

I było już wiadomo, że pułap sosnowy
Wonnym deszczem, jak obłok, pokropi nam głowy,
 Bo nie snem się sny płomienią,
 Jeno deszczem i zielenią, —
Duch mi zbłąkał się w ciele, jak wpośród dąbrowy.

Przeto Bóg, co mnie stworzył, zbladł podziwem zdjęty,
Żem uszedł jego dłoniom w tych pokus odmęty!
 W kształt mię ludzki rozżałobnił,
 A jam znów się upodobnił
Kwiatom i wszelkim trawom i źdźbłom gorzkiej mięty.

Nawołujcie się ludzie, pod jasnym lazurem,
Chórem w światy spojrzyjcie, zatrwóżcie się chórem!

 Miłość, wichrem rozpędzona,
 Wszystko złamie i pokona,
Zaś tych, co się sprzeciwią, w śnie skrępuje sznurem!

A opaszcie świat cały ścisłym korowodem,
Aby wam się nie wymknął, schwytany niewodem…
 Zapląsajcie, zaśpiewajcie,
 Pieśnią siebie wspomagajcie,
Toć wejdziemy w świat — próżnią, aby wyjść — ogrodem!

Niechaj dusza wam będzie błękitami czynna,
Stoi przed nią otworem ta jasność gościnna,
 Czegokolwiek zażądacie,
 To się zjawi w waszej chacie,
Bo nastała godzina taka, a nie inna…

Ludzie — mgły, ludzie — jaskry i ludzie — jabłonie,
Rozwidnijcie się w słońcu, boć na pewno płonie!
 Dla mnie — rosa, dla mnie — zieleń,
 Dla was — nagłość rozweseleń,
A kto pieśni wysłuchał — niech mi poda dłonie!”    

          Poeto, kiedy trzydzieści lat temu patrzyłam przez okno, widziałam podtopione wiosną łąki, w maju – czerwcu było pierwsze koszenie, potem latem pełne kwiecia i soczystej zieleni,  w lipcu – sierpniu kolejne koszenie i suszenie. Wieczorny aromat wędrował do okolicznych domów, by  każdy mógł zagłębiać, zanurzać się, czyli grążyć w tym zapachu. Obecnie nie ma łąk, bocianów, tam stoją już domy. A koło wysokich, betonowych murów zagrodzonych domostw, strzyżone trawniki i równiutko przycięte tuje. Kto z młodych wie, jak wygląda kąkol, kupkówka, jaskier, chaber, przetacznik, żywokost, skrzypy, czy tymotka?  Nie pożywią się także zbieranym na łące szczawiem. Niedługo dzieci łąkę zobaczą jedynie na obrazku lub przeczytają o niej w wierszu albo zobaczą, jeśli ktoś litościwie nazwie oraz odsłoni skrawek zieleni z okazji Twojej 80 rocznicy śmierci i 140 rocznicy urodzin. Warto zobaczyć ten nieoficjalny, choć tak znaczący rok:

        http://www.polin.pl/pl/laka-lesmiana

          Tytułowa łąka symbolizuje przyrodę. Cały wiersz jest zbudowany z sześciu części. Ja wybrałam początek mający formę rozmowy, jaką prowadzi człowiek i łąka oraz ostatnią, w której bohater deklaruje ideę zespolenia z naturą. Ten dialog z łąką ukazuje nową perspektywę człowieka, który stwarza łące inną jakość życia. Miłość między nimi ma miodny smak, więc pszczoły znoszą, jak niegdyś królowie mirrę, kadzidło i złoto. A łąka, jak to kobieta, uwodzi, czaruje i pragnie człowieczej bliskości - „Oczarujmy się nawzajem” - kusi, nęci, zachęca. Człowiek również na przyjście łąki przystraja chatę, piecze chleb, omiata pajęczyny, a na ławę kładzie czerwoną chustę z frędzlami i mówi: „Chcę, byś była taka bliska,/Jak ta łza”. Pragnie zespolenia siebie z naturą, aby wspólnie przeżyć coś niebywałego, zapewne urok wzajemnego zatracenia: „Przeto Bóg, co mnie stworzył, zbladł podziwem zdjęty, / Żem uszedł jego dłoniom w tych pokus odmęty!”  Bóg widzi zagrożenie, ale podziwia człowieka.

            Bezpośrednie zwroty, apostrofy („Łąko moja!”)  wykrzyknienia („Zatrwóżcie się chórem!”) podkreślają nie tyle związek podmiotu lirycznego z przyrodą, ile emocjonalne zaangażowanie się w zespolenie z przyrodą. Sama personifikacja łąki świadczy o upodobaniu sobie ludzi, przy których ona – jak każda kobieta  - rozkwita wdziękiem, więc znając moc sprawczą zewnętrznego wizerunku, informuje zebranych: „przejrzałam się w strumieniu”, by zapewne upewnić się, że  wygląda pięknie i zmysłowo. Neologizmy – jak to u Leśmiana – muszą błyszczeć,  zadziwiać, aby podkreślić niewyrażalny słowami tajemniczy świat: „niepojętość zieloności”, „odlotne”, „niemota”, „nie grążyłem, „rozżałobnił”. Przy nowych wyrazach konieczny jest przystanek, aby smakować, podziwiać i mieć czas na zastanawianie się, czy powrót do natury pozwoli człowiekowi odkryć w sobie dobro, które zabiliśmy przez cywilizacyjne, techniczne udogodnienia i odwrócenie się plecami do ziemi, a przecież to ona nas karmi oraz daje schronienie.

        Hmm, Bergsonie, powiew wiatru może dopingować, a cóż dopiero leśmianowski „wicher życia” , który potrafi połączyć człowieka z odwieczną siłą natury. Nawet z mocną miętą i gorzkim piołunem po drodze człowiekowi. Pytanie, czy  uda się zjednoczenie człowieka z naturą, pozostaje otwarte.



                

         

Jak cyfrowe życie rujnuje młodych

     J. Opala Człowiek                      (  Rzeźba Józefa Opali)

                                                    Mózg w kieszeni          

           Kochana Małgosia podsunęła pomysł na kolejny post, więc trzeba było poczytać na ten temat. Prof. Manfred Spitzer, neurobiolog, psycholog, psychiatra, dr nauk medycznych i filozofii, uznany badacz mózgu, prowadzący w Niemczech program telewizyjny Geist & Gehirn (Rozum i mózg) napisał książkę pt. „Cyberchoroby”. Profesor pisze, iż firma Nokia ujawniła, że  średnio młodzi ludzie patrzą na swój telefon na dobę 150 razy, co oznacza, że ich uwaga była 150 razy odrywana od tego, co robią.  Wielozadaniowość tak modna obecnie powoduje, iż nie możemy dłużej skupić się na zadaniu, bo ten smartfonowy „mózg”, który nosimy przy sobie,  przeszkadza w myśleniu.

            Oto proste zadanie, ale potrzebuje uwagi: „Rakietka i piłka razem kosztują 1,10 dolara, sama rakietka kosztuje więcej niż piłka o dolara. Na pytanie „Ile kosztuje piłka”, studenci odpowiadają bez zastanowienia: 10 centów, zamiast 5 centów. Trzeba wiedzieć, że wybierając wielozadaniowość, obniżamy poziom osiągnięć, ponieważ nie ma czasu na uwagę, zastanowienie i refleksję, odpowiadamy od razu i bez zastanowienia. Jak osiągnąć ten stan flow, czyli doświadczenie bycia skupionym na danej rzeczy? Pytanie retoryczne, ale każdy niech sam odpowie

                                              Nałóg uzależnienia

         Ktoś powie, że picie kawy też uzależnia. Oczywiście, ale nie niszczy relacji międzyludzkich i nie rujnuje nikomu życia. Wskaźniki uzależnień od mediów wrastają co roku. „Liczba Niemców uzależnionych od internetu szacowana jest w raporcie na 560 000 osób”, z czego połowa dotyczy młodzieży. Jest to problem ogólnoświatowy. Przy intensywnym korzystaniu z sieci choruje również dusza, ponieważ wynika z pragnienia przynależności, rozrywki, a przede wszystkim chęci poprawienia nastroju.

            Bulwersuje brak reakcji dorosłych, przymykanie oczu na problem i uważanie, że teraz takie czasy, iż dziecko powinno być obeznane z internetem. (To jakbyśmy dawali setkę dziennie szesnastolatkowi i mówili, że to duży i wysoki chłopak – pisze autor).  Znalezienie właściwych proporcji jest najważniejsze, ale trzeba uczciwie przyznać, że  kontrola rodziców jest często mało skuteczna, niestety, zbyt późno zauważona.

                                         Stresujące przeciążenie informacyjne

              Natłok informacji obraz zaciemnia, bo komu ma uwierzyć młody człowiek, który sam jeszcze nie ma doświadczenia? Smartfon ma wiele funkcji, a jedną z nich jest łączenie się z ciemną stroną portali społecznościowych, czyli np. bycie „przywiązanym” do  Facebooka, uzależnionym od lajków, przeżywaniem konfliktów i wojen na komentarze, złośliwości pod zdjęciami i lęków przed odrzuceniem aż po cybermobbing (obrażanie, plotki, zdjęcia) oraz cyberstalking (uporczywe nękanie) powodujące nerwice, depresje, a czasem samobójstwa.

                                                  Nieme dzieciństwo

            Dlaczego w cyfrze nieme jest dzieciństwo? Wszystko przez brak zaangażowania zmysłów, przez co nie smakujemy doznań (brak doświadczeń w bezpośrednich zabawach, spotkaniach, wspólnych grach), nie wąchamy (siana, kwiatów polnych, warzyw, bo te w wybielającym Ace myte – już tak nie pachną), nie doświadczamy samodzielności (budowa szałasów, domków, schronów, tuneli w śniegu). Rozwój intelektu wymaga dialogu z rodzicami i rówieśnikami, a tych jak na lekarstwo…  M. Spitzer słusznie zauważa, że cyfrowa młodzież jest niedouczona, nieuważna, nie umie się skupić dłużej na zagadnieniu i w dodatku ociężała i mało ruchliwa. Leczenie zaburzeń uwagi i uzależnienia od mediów trwa całe lata, często bez efektów.

                                                       Pożeracz czasu

             Jak uświadamiać rodzicom, że kontrola konieczna, skoro sami korzystają z pożeracza czasu? Jak pokazać otępienny natłok informacji, brak empatii spowodowany koszmarnymi grami z tysiącem żyć, jak udowodnić samotność i brak refleksji? Media cyfrowe zakłócają prawidłowy rozwój mózgu, uzależniają i przykuwają do laptopa, a nie do prawdziwego życia. Burmistrz Nowego Jorku już w  2015 r. zakazał korzystania ze smartfonów, a u nas dalej składamy rozwój młodych w ofierze cyfrowej technologii, zamiast zabrać na wycieczki, pokazać naturę i piękno, wziąć rower, by zobaczyć mijane krajobrazy, wsiąść w kajak, robić piesze wycieczki, grać w piłkę… Nie należy zapominać, że to dawka czyni z zioła truciznę. Potężne lobby producentów i medialnych potentatów zadbało o to, by ograniczyć zmysły i ruch tak ważny w dzieciństwie i pokazać dzieciom złotego cielca, który „prowadzi do utraty empatii i umiejętności traktowania innych z szacunkiem”. Komputer, wbrew pozorom, nie zmienia reguł myślenia, czy rozumowania, zatem młodzież tonie w cyfrowym morzu razem ze zlepkami niesprawdzonych informacji, plotek, gier i wesołych fotek. Tak łatwo zapamiętać, że DAWKA ROBI RÓŻNICĘ.

Wyspy nie z tej ziemi, czyli Archipelag Kornati










               To są wakacje dla tych, którzy niekoniecznie muszą w luksusie total all inclusive, w tłumie, w gwarze i na deptakach. Nie znajdziesz tu wielu basenów, masowania, klepania, upiększania, egzotycznych rytuałów na ciało i nie ma wyszukanego jedzenia, czyli…  dla kanapowców nuda.  Nawet na plaży za długo się nie poleży, ponieważ żwirek i kamienie… Kary za niedopałki, za psy bez smyczy, rozebranie do rosołu, łowienie ryb. Szok,  żeby taka Dalmacja uczyła Polaków kultury i nie pozwalała chodzić w strojach kąpielowych po mieście, muzeach, kościołach…

              Wyspy nie są dla wszystkich, skoro niewielu ludzi spotkasz, więc się nie  pokażesz, czyli wakacje raczej w tym „stylu Robinsona”, nawet droga z plaży najczęściej pod górę. Proste jedzenie: jagnięcina, owoce morza oraz ryba, która kąpie się trzy razy: w wodzie, w oleju, w winie. Jak na Robinsona przystało, codziennie przed oczami będziesz miał piękne widoki, niezwykle krystaliczną wodę, magiczne zachody słońca oraz ten  kolor blue nieba i wody.

           A wiatr we włosach, noce z gwiazdami, dzikie orchidee, pod wodą czerwone koralowce,  kąpiele w morzu, spokój i cisza zapewniają dobry humor i odpoczynek. Legenda głosi, że bogowie stworzyli Archipelag Kornati z łez i gwiazd, o czym przypomniał B. Shaw, kiedy tu gościł. Wyspy w 1980 r. ogłoszono parkiem narodowym.

            Zacznijmy od metropolii Kornatów, czyli miejscowości Murter, znanej już w starożytności, ruiny przypominają czasy Nerona. Atrakcją są resztki starożytnego osiedla na wzgórzu Gradina i zabytkowy kościół św. Rocha. Warto wyjść na wzgórze Raduc’, aby zobaczyć stare złoto wapienia i turkusowy szmaragd zatoczek. Potem już tylko zostaje próbowanie sałatki z ośmiorniczek,  smażonych kalmarów i kontemplowanie widoków rakiją. Codziennie odbywa się tutaj wiele rejsów na inne wyspy Archipelagu, by podziwiać klify, gaje oliwne, osiołki, figi, owoce cytrusowe, ryby, ptaki, a sceneria jak z bajki. 

    W centralnej części wybrzeża rozciąga się masyw górski parku narodowego Biokowo, a na najwyższy szczyt Sweti Jure 1764 m. n.p.m. koniecznie trzeba się wspiąć (ok. 12 godz. tam i z powrotem)  lub wjechać (ok. 3 godz.), chociaż tabliczki ostrzegają, że wjeżdżasz na własne ryzyko, ponieważ nitka asfaltu w wielu miejscach ma szerokość półtora samochodu, cały czas ostre serpentyny, a w dole przepaść. Dodatkowo możesz na drodze spotkać dzikie konie, dzikie świnie, osiołki, kozice, a także samochody jadące z przeciwka, rowerzystów, motocyklistów. Trzeba mieć świadomość, że ta stalowa lina, czy blaszane, przerdzewiałe miejscami zapory nad przepaścią nie zapobiegną tragedii. Ludzie o słabych nerwach lub posiadający lęk wysokości nie powinni siadać za kierownicą, ani nawet na tylnym siedzeniu, bowiem cały czas jedziemy nad przepaścią. Pierwszy punkt widokowy to Vosac (1422). Kiedy już dojedziemy na szczyt Św. Jerzego, emocje jeszcze się zwiększą, ponieważ widoki rzeczywiście nieziemskie, zapierające dech, można podziwiać m.in. na Riwierę Makarską,  a przy dobrej pogodzie nawet i Włochy można zobaczyć.

          Warto również poznać historię  pięknie wśród skał usytuowanego pomnika Mili Gojsalić (Mile Gojsalića), bohaterki z Dalmacji. Otóż postanowiła poświęcić się dla ojczyzny, spotkała z Achmedem Paszą, straciła dziewictwo i przeniknęła do tureckiego obozu, aby uratować Chorwację.  Wysadziła w powietrze amunicję  i tureckie magazyny prochu. Sama również zginęła. Jedni mówią, że przy wysadzaniu, inni z kolei twierdzą, że skoczyła w przepaść, aby nie być schwytaną przez Turków. Razem z Milą możemy podziwiać niezwykłe i niesamowite widoki.

            Perełkami Dalmacji są Mimice, Split i Omisz. W Mimicach widać miejskie plaże, słychać dalmatyńską muzykę, ale spokojnie, nie ma tłoku, za to ryb zatrzęsienie, grillowane, smażone na znanej na całym świecie oliwie murterskiej, maslinowo ulje oraz trzeba spróbować pysznych serów krowich i owczych. Można tu przyjechać nawet z małymi dziećmi. W Splicie warto poszukać murów i wież pałacu  wpisanego na listę UNESCO cesarza Dioklecjana. Gigantyczny pałac wtopiony w nową zabudowę oraz katedrę św. Svetoga Dujma (Duje, Dujama) i przemyśleć ten człowieczy paradoks, bowiem wiadomo, że cesarz Dioklecjan wsławił się prześladowaniami chrześcijan, a teraz w jego pałacu katedra pod wezwaniem świętego, który zginął z jego przyczyny. Trzeba również zobaczyć zabytkową, romańską dzwonnicę, trzy bramy, rzeźbę Grgura Ninskiego, by dotknąć wypolerowanego przez turystów biskupiego palucha, jeśli chcesz, by spełniły się twoje życzenia i wreszcie przyszło to szczęście. Pamiętać należy, że nie chodzi się po ulicach w stroju kąpielowym, zapłacisz mandat.  (Nie to co u nas nad Bałtykiem, pełny luzik, nie tylko na plażach, ale i knajpach,  kiedy panie w sznureczkach, za to obwieszone biżuterią, panowie w stringach i łańcuchach spożywają wykwintne dorsze). Jeśli jesteś sybarytą, cenisz wygodę,  to jedź dwadzieścia km dalej do Omiszu, gdzie piaszczyste plaże, kurortowe hotele i tłok jak w fokarium.

          W Archipelagu Kornati znajdziesz wszystko: góry, ciepłe morze, spokojne plaże, szmaragdowe zatoczki, bajkowe widoki i lazur nieba. Tu można się wspinać, nurkować, wędrować, zwiedzać, podziwiać. I cały czas bardzo ciepło,  Dalmatyńczycy zawsze życzliwi, uśmiechnięci, czas lubią spędzać przy kawie.

            A może właśnie tobie uda się zobaczyć tę królową chorwackiej wyspy  - agawę, która kwitnie jeden raz w całym stuletnim życiu?

Prosty przepis na książkę

       Parę miesięcy temu przeglądałam „studium dotyczące percepcji powstania pradawnego Imperium Lechitów”, ponieważ znalazła się w pierwszej dziesiątce poczytności. Książkę napisał Janusz Bieszk i nosi tytuł „Słowiańscy królowie Lechii. Polska starożytna”. Przetoczyła się fala ochów i achów, wydanie szybko rozsprzedano, na Allegro cena skoczyła pięciokrotnie, telewizornia zapraszała autora, były wywiady i zbieranie datków na teledysk. Powstała piosenka Jaruhy „Lechistan. Nieznane Dzieje Polski”, którą można posłuchać na Youtubku.

       I Ty możesz wesprzeć „wybitne dzieło” swoją cegiełką, by dołączyć do wielkiej Lechii. Co z tą naroślą  na napletku historii zrobią historycy? Pewnie przejdzie bez echa, gdyż nauki w  szklanych okienkach dawno nie było. Prawdopodobnie  świat nauki nie jest zapraszany dlatego, że  nie umie się zachować ani dostosować do panujących zwyczajów, czyli nie paraduje w podkoszulkach z kaszkietami i bejsbolówkami na głowie, ani nie używa mocnych słów, które telewizyjna celebra  tak kocha.

        W ostatnich komentarzach przypomniał mi o tej książce bloger o nicku Mozaika Rzeczywistości: „Ostatnio wymęczyłem książkę pana Janusza Bieszka o naszych przodkach Słowianach”.  Zastanowić się należy, dlaczego niewiele wiemy o potędze Lechitów, skoro „Jesteśmy wyjątkowym i najbardziej starożytnym ludem Europy”, dlaczego nasze dzieci nie uczą się, że Lechici już pod piramidami walczyli (husaria  tam była?), a nawet na pustyni Gobi uprawiali rośliny. Nasi Sarmaci przypłynęli aż z Wyspy Wielkanocnej, a słowo „Państwo” oznaczało „kraj szlachetnych panów”. „Król Lech I został patriarchą królestwa znanego później jako Lechia, Lechistan, Lehestan. Lech I wprowadził system organizacji władzy poprzez rycerstwo”. 


https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2016/04/22/poczet-krolow-lechii-kosciol-w-polsce-od-1050-lat-ukrywa-przed-polakami-ze-jestesmy-starozytnym-antycznym-wielkim-imperium/

         O czym napisać książkę, by wydawnictwa chciały ją wydać, czym zadziwić, aby autor został zaproszony do telewizji, by miał swoje miejsce w internecie i o jego dziele śpiewano pieśni, które przyniosłyby konkretną sławę przełożoną na pieniądze:

1 – Weźmij garść popiołu, jako że z prochu powstałeś… Wiemy również, że do dziś trwa nierozstrzygnięta dyskusja: diament czy popiół, popiół czy diament?  Ilu  z was wiedziało, że mieliśmy cesarza, a był nim B. Chrobry (!), ilu zna króla Mieczysława, który dotarł był w podbojach aż do Francji  i Hiszpanii? Posypujcie głowy popiołem, nieuki jedne. Ogniem i mieciem trzeba pisać od nowa.

2 – Poszukaj wokół siebie wrogów plemiennych, znanych od zawsze „masonów”, „lewaków”, „żydów”, „ukraińców”, „pisuarów”, „popaprańców”, rozejrzyj się, kto nam dziś bruździ, zawsze ktoś się znajdzie, komu warto przyłożyć. Trzeba iść dalej w rozważaniach ku temu pokrzepieniu serc, by był punkt odniesienia dla coraz nowszych bohaterów „Trylogii”: Kodan, Filan, Lasota, Szczyt, Dieteryk, Teneryk, Awiłlo Lesiu, Mieciu i te de.

3 – Dorzuć tę kopę strachów i zaludnij nimi świat przedstawiony, bo nic tak nie rozpala wyobraźni, jak rozprawy, walki z nieznanymi, groźnymi, bo niezidentyfikowanymi stworami, urojonymi zwycięstwami i teoriami spiskowymi; słowem, wszyscy źli – tylko my dobrzy. Dyrdymały nie mogą przecież dotyczyć miłościwie nam panującego Lecha I Wielkiego, który rządził w latach 1729 – 1679 p. n. e!  Gloria victis!  Gloria victis, hasło nadal aktualne.

4 – Dodaj dużą, kopiatą warząchew narracyjnej megalomanii polegającej na przekonaniu o własnej nieomylności, doskonałości umysłu i poprzyj znaczącymi słowami: „Polsko, ojczyzno moja”,  ”Nasz naród jak lawa”, „Pójdziem, gdy zabrzmi złoty róg”, „Bagnet na broń!”, „Ja i Ojczyzna to jedno”. Polacy tak przecież kochają wielkość.

5 – Potem należy doprawić dziegciem, przysolić i popieprzyć, dosłodzić miodem, zaostrzyć  chili jalapeno o 3 skali ostrości, podwędzić papryką, suto posypać zieleniną: blekotem i szalejem. Niech się ten Stańczyk głowi, niech duma… Niegdyś W. Gombrowicz ośmieszał zaściankową mentalność i na co mu przyszło, okrzyknięto jego prozę jako niezrozumianą,  a Wielka Lechia wie swoje, słodko było umierać za Lechistan również  przed naszą erą.

6 – Na koniec podlać hektolitrami wody, wymieszać zgrabnie, dorzucić mit jako wisienkę do tortu i pięknie opakować w starożytny papirus. Do tego przewiązać wstążką z motywem sfinksa i opaską z napisem: polskie korzenie sięgają starożytności.Sława i chwała Lechitom!

        Internetowa epoko, papier w tej książce się nie zarumienił ze wstydu, że takie powodzenie ma dzieło, więc i ty Czytelniku daj się wodzić na pokuszenie wielkiej, potężnej Polsce Lechitów, turbosłowianom, ponieważ tak ładnie brzmi przekaz: My, Polacy, Ariowie, mamy swój poczet słowiańskich królów lechickich od XVIII w. p.n.e.  (Nie od dziś słyniemy z  ułańskiej fantazji). Sprzedawanie dymu, czemu nie? Znad morza też przywozisz powietrze w butelce i również za niego płacisz. Uczone księgi mają swoje losy, jak mucha śledzionę, zatem chwalebnych czasów ciąg dalszy nastąpi niebawem.

Wierny widzu, uzbrojony w tę internetową mysz

     Komputer 1                   

                                         Uśpiona czujność

            Internet, jak powszechnie wiadomo, ma swój algorytm i kontroluje nasze priorytety, gdyż bierze pod uwagę nasze zaangażowanie w sieci. Wystarczy kliknąć na pasku literę „i”, a już popchnięci będziemy w temat, który częściej wybieramy, np. Interia.  F o l l o w e r s i e  (wierny widzu), nie myśl, że ty nad tym panujesz i sam wszystko wybierasz; wiedz, że to Internet za ciebie wybiera i ciągle   p o d s u w a  jakąś stronę, abyś się nią zainteresował. A ty nawet nie zdajesz sobie sprawy z manipulacji, bowiem już działa uśpiona czujność demokracji i odwrót od racjonalności. Niedawno na ból zęba Fb oferował olej z goździkami; nawet do dentysty nie trzeba chodzić. Tymczasem dzieci przyswajają te rewelacje i  nikt im nie wyjaśnia, że ten olej powinien być w głowie, a nie w zębie piszącego. Powszechnie wiadomo, że prawda przegrywa w Internecie, ale jak to przełożyć na wiolonczelę i skrzypce?

           Produkowanie baniek mydlanych  i obrazów  z informacji powoduje  z m i t o l o g i z o w a n i e  wiadomości  (brudas to godzien wzgardy człowiek innego koloru skóry, terrorysta to każdy islamista, niebezpieczna gra „niebieski wieloryb”, rozpowszechniany mit Polski wywodzącej się od starożytnych Lechitów, lud smoleński, czy teorie spiskowe), a dorobku nauki nie widać. Dlaczego? Choćby dlatego, że wiara w newsy, odwrócone prawdy, postprawdy ledwie ocierające się o prawdę (albo i nie) oraz specjalnie spreparowane informacje do określonych celów przez medialnych makerów  zwyciężają nad zwyczajnym rozsądkiem i oczywistą prawdą, która się nie sprzedaje tak dobrze, jak kłamstwo, wiadomo. Dziennikarz zostaje także włączony w algorytm pomnażania naszej i waszej przyjemności, bowiem za kretyńskie newsy dobrze płacą i lud zadowolony.

                                                  Uzależnieni

         Wcześniej, czy później  zrozumiemy, że wolność Internetu nie znaczy pisania nieprawdy i tego, co ślina na język przyniesie. Wierzę, że po pierwszym zachłyśnięciu się wolnością sieci, przyjdzie czas na etykę i wiarygodność. Najtrudniej będzie znaleźć sposób na uzależnienie, które funduje Internet. Nawet gry dziecko nie może skończyć, bo trzeba wyjść na wyższy lewel, potem na następny, więc siedzi i przechodzi, a emocje z nim. Cztery godziny mijają, a to dopiero początek. Podobnie z Fb, Instagramem, gdzie naoglądasz się fotoshopów, a potem masz psychiczny dyskomfort, bo twoje ciało nawet, gdy wciągniesz brzuch, tak modelowo nie wygląda. Sprawdzanie swojego profilu i odwiedzanie znajomych zajmuje znaczną część wolnego czasu i wchodzi w bezwiedny nałóg, więc smucą rodzice wpatrzeni w ekrany; dziecko nie ma z kim rozmawiać. A to dopiero początek, bowiem młodzi naśladują rodziców i kółko się zamyka. Sam Bill Gates mówi: „Internet jest jak przypływ. Zaleje przemysł, komputer i wiele innych, zatapiając tych, którzy nie nauczą się pływać”.

                                                   Czarny scenariusz

             Chociaż Internet jest wspaniałym wynalazkiem, nie pachnie bazylią ani lawendą. Kiedyś ludzie kłócili się w cztery oczy, powiedzieli co trzeba, a potem szli na piwo. Obecnie wymyślają sobie publicznie, nie czują przy tym niesmaku, nie przepraszają, bo to nieznana osoba, więc wstydu nie ma. Rola obrazu w przekazywaniu wiadomości jest tak wielka, że właściwie poza szokującym zwykle nagłówkiem i obrazkiem, nie czytamy tekstu, ponieważ przetrawienie go wymagałoby trochę czasu i wysiłku, a każda biomasa podlega systemowi. Wierny klikaczu, nie myśl, że ty ogarniasz świat i jego problemy. Żebyś się czasem nie przeliczył, ponieważ z tej masy miliona rewelacji wybierasz to, co tobie odpowiada, czyli nie musi być prawdą, więc zwycięża w końcu twoja wizja świata, co z kolei powoduje, iż myślisz: proszę, a mówiłem, że mam  rację. Niekoniecznie, ale skąd masz wiedzieć, gdy czytasz poglądy jednej opcji, bo taka ci odpowiada i nie masz żadnego punktu odniesienia?

           Nigdy też nie obejrzysz całego You Tube’a. W każdej minucie w  serwisie pojawia się ok.stu wideo. Pytanie dla dociekliwych: ile lat musi upłynąć, byś obejrzał filmy tylko z jednego dnia? W ciągu jednej minuty użytkownicy Fb tworzą ok. 2,5 mln postów, wpisów, lajków, komentarzy. M. Spitzer przestrzega: „Wszyscy powinniśmy zdawać sobie sprawę, z pewnego faktu: „Jeżeli coś jest za darmo, to nie jesteś konsumentem, tylko sprzedawanym towarem”. (…) „Nasze myśli są czytane i prognozowane, nasze zachowania manipulowane. O tym, że w prawdziwym świecie nic nie jest za darmo, staramy się nie myśleć. Ten, kto  (teoretycznie) coś nam daje w prezencie, ma w tym swój interes i ostatecznie na tym zarobi” (…) „Nawet jeżeli wykorzystujesz smartfon wyłącznie jako latarkę, wciąż zbiera on i wysyła dane na twój temat, a najpóźniej od lata 2013 roku – dzięki wyznaniom pracownika NSA, Edwarda Snowdena – wiemy, że są analizowane, sprzedawane i nadużywane”.

            Czarny scenariusz też powinieneś zobaczyć. Co stałoby się, gdyby wybuch na Słońcu uniemożliwił działanie  internetu? Wyobraź sobie, jakie trudne życie będą mieć przyszłe pokolenia, gdy zechcą się zarejestrować, a tu…wszystkie „loginy”  z a j ę t e. Już widzę ten strach w oczach Kiepskich,  którzy nie umieją podłączyć języka do mózgu, tylko muszą włączyć mysz do sieci, aby żyć.

Rozmyślania poety o poezji

                                               B. LEŚMIAN  -  ”ZAMYŚLENIE”

Kto wybaczy mi moją do wróżby niezdolność?
Nie wiem, co dziś pokocham — co jutro wyśpiewam?
I dłonią, jak sierść zwierza, głaszczę mimowolność
Pieśni, których warczenia w sobie się spodziewam.

Po warczeniu poznaję, że przybyły z lasów,
I oswajam je zwolna i uczę swej mowy,
Aż zamęt ich podziemnych szmerów i hałasów
Wyprzejrzyści się nagle w okrzyk lazurowy.

Gdzie jar ciemny, gdzie rozstaj — tam powiew mej duszy,
Gdzie szepty pocałunków — tam są usta moje,
Gdzie chata mrze od progu — tam mój kij pastuszy,
Gdzie plusk wioseł — tam serca wędrowne napoje.

Lubię szaty swe liche, gdy nawskroś przemokną
Deszczem, jak łzami pieśni, co, szumiąc, zamiera,
A nie śpiewam, lecz jeno słowami przez okno
W świat wyglądam, choć nie wiem, kto okno otwiera.

Niech się pieśni me same ze siebie wygwarzą,
Obym ich nie dobywał, ale w sobie dożył!
A nie chcę im górować, ni barwić się twarzą,
Jeno być niewidzialnym, jak ten, co mnie stworzył.

            Zamyślenie w wakacje? Czemu nie, skoro to proces myślenia powolnego, polegającego na skupieniu się i próbie oddzielenia ducha od chleba dnia powszedniego. Bohaterem wiersza B. Leśmiana pt. „Zamyślenie” jest poeta, jednakże nie ten znany z romantycznych uniesień, natchniony, pełen objawień i nadprzyrodzonych mocy, bowiem poezja przychodzi do niego z zewnątrz, czyli z natury:  lasu, rzeki, jaru, chaty, czy od drugiego człowieka. Poeta to ten mag, który umie dostrzec w naturze to, czego reszta świata nie widzi i zwyczajnie „przegapia”, więc poeta ją cywilizuje, czyli tłumaczy i oswaja nawet nieprzyjazne „warczenie”. Kiedyś na spotkaniu dzieci zapytały W. Chotomską od kogo „odgapia” swoje wiersze, uśmiechem pokrywała zakłopotanie i twierdziła, że nie odgapia. B. Leśmian odpowiedziałby, że inspiruje go otaczający świat natury, więc go podgląda.

           Poeta to również ten człowiek, który nie tylko widzi przyrodę, lecz także rozumie, ponieważ wędruje po  jej świecie z „kijem pastuszym„, by burzyć granice między światem wnętrza człowieczej duszy, a nieprzychylnym, pełnym warkotu światem z zewnątrz. Zapamiętajmy również  piękną metaforę, określenie wiersza: „łzy pieśni”, podobnie jak realny deszcz także porównywany bywa do łez.  Zwróćmy uwagę na ciekawą synestezję (łączenie różnych wrażeń zmysłowych): „okrzyk lazurowy”, czyli wrażenie słuchowe słowa „okrzyk” przeplata się ze wzrokowym, widać przecież kolor w słowie „lazurowy”. Podmiot liryczny poezję określa terminami muzycznymi jako „wyśpiewanie” „pieśni” oraz z innymi dźwiękami, gdyż pełno w niej „szmerów i hałasów”, słychać „szepty pocałunków”, „plusk wioseł”, bowiem poezja to również muzyka języka. Wróćmy do pierwszej strofy i pytań retorycznych, a na pytanie „Co jutro wyśpiewam”, niech każdy sam sobie odpowie.

            Pamiętajmy, że pisanie wierszy to nie od razu natchnione śpiewanie, ale mozół tego wyglądania słowa przez okno, smakowania, próbowania, podglądania i opracowywania, a czy kto kiedy zechce otworzyć tomik z wierszem, wielka niewiadoma. Cz. Miłosz pisał:  Bo więcej waży jedna  dobra strofa / niż ciężar wielu   pracowitych stronic”. Ci, którzy próbowali lub pisali wiersze, wiedzą, ile tego dobierania, zestawiania właściwych słów i ile  przekreślania westchnień, ponieważ poetycka organizacja języka nie jest prosta, łatwa ani przyjemna, stąd zamyślenie. Marzeniem poety jest, by słowa z siebie się  ”wygwarzyły”, ale nie dominowały; niech będą tak niewidoczne, jak Ten, który  stworzył czlowieka. W dobie komputerów takie filozoficzne zamyślenie jest potrzebne, ponieważ uczy myślenia obrazami, metaforą i rozwija wyobraźnię. Pewnie można żyć bez poetów, ale co to za życie…

Internet Rzeczy niezmiernie inteligentnych

       6uz

                                              Inteligetne miasta, domy, rzeczy 

              Inteligentne rzeczy mają ułatwić życie. Po co masz sam otwierać drzwi, kiedy może to zrobić pilot? Po co męczyć się otwieraniem okna, skoro może to zrobić smartfon? Kolejne rzeczy dołączane do Internetu są wyposażane w kamerki, wyświetlacze, mikrofony, Furorę zrobiła maszyna do lodów, która po głosie poznaje, w jakim jesteś nastroju. Jeżeli w smutnym, dostaniesz większą porcję. Już widzę tych, co barwę głosu zmieniają, by dostać duużą gałkę. Tymczasem możesz zaopatrzyć się w szczoteczkę do zębów z kamerką. Super sprawa! Takie oglądanie filmików w zębodołach lepsze od horroru. Na wyższy poziom przechodzisz, jeśli kupisz inteligentne spinacze. Zawiadomią, gdy zmienia się pogoda. Twój czworonóg też może mieć obrożę, która wskaże stan emocjonalny pupila. Dobre wiadomości.

                                                 Ainteligencja człowieka

           Rzeczy są inteligentne, ale co z twoją inteligencją człowieku? Nie dość, że zapłacisz za przechodzenie na ten wyższy poziom ainteligencji, to coraz bardziej wkręcisz się w  paranoidalną niedorzeczność, za którą trzeba słono zapłacić. Nie masz swojej  inteligencji? To smartfon musi ci powiedzieć, że pada deszcz lub słońce świeci? (A może mieszkasz w domu bez okien?).  Musisz kupić obrożę, by widzieć, że psu ciśnienie skoczyło, bo zobaczył swego rywala? Jeśli nie masz oczu, to kup parasol z wbudowanym czujnikiem. Zawiadomi cię, że deszcz nie pada, więc możesz złożyć parasolkę; również na smartfon dostaniesz informację, że kwiaty na oknie trzeba podlać, bo więdną. Widziałam filmik z działania inteligentnej lodówki z doklejonym tabletem z Androidem. Ta aplikacja wymyśla, jaką potrawę zrobisz z tego, co masz w lodówce. I wymyśliła: koktajl. Za to cudo zapłacisz ponad 10 tys. zł, a za piekarnik, który poinformuje, że ciasto upieczone – 3,5 tysiąca. Jak znam złośliwość rzeczy martwych, to inteligentna koszula, która budziła taki zachwyt znajomej, kiedy zmieniła kolor, także podpowie żonie, że nie miałeś nadgodzin, tylko byłeś z koleżanką z pracy na piwie w pubie.

                                                      Internet Rzeczy

       Norbert Biedrzycki przyrównuje Internet Rzeczy do rozciągniętej pajęczyny wokół nas. Groźne o tyle, że pajęczyna dla nas jest niewidoczna, tym bardziej że żadna z tych rzeczy nie musi być podłączona do sieci. Wystarczy, że przechowuje dane i ma swój przyporządkowany adres IP. „W październiku 2016 roku 2,5 mln kamer internetowych w USA i Europie zostało zaatakowanych i obraz z nich został przekierowany na serwery w innych krajach. W jakim celu? Tego raczej się nie dowiemy”. Tymczasem inteligentnych produktów przybywa: „W 2008 roku było ich więcej niż ludzi, a w 2020 będzie ich od 25 do 50 mld sztuk. Urządzenia podłączone do Internetu Rzeczy zaczynają dominować naszą rzeczywistość”. 

          Z tego jasno wynika, że tak niewinnie wyglądający  termostat może być  również groźny. Internet of Things, czyli IoT podlegać może cyberprzemocy, więc wirusy mogą zaatakować te inteligentne lodówki, kamerki, klamerki, klamki, a nawet całe domy. Jak się wtedy wydostaniesz, kiedy okna i drzwi  ręcznie nie otworzysz? Tak po prawdzie nie wiem, co człowieka popycha, aby zgotować sobie piekło inwiligacji przez rzeczy oraz produkować bzdurne gadżety. Pomyśl, jeśli twój klucz i buty będą miały ciągłą komunikację z innym produktem typu pończochy i torebka, to może być niebezpiecznie i rozwód z orzeczeniem winy udowodniony. Może to przez te deadliny (ostateczne terminy), które młodych gonią, bo trzeba zdążyć przed innymi, więc linia krytyczna nie może być przekroczona, skoro za tym stoją kary, ale być może także po to, by mieć więcej czasu na uzależniający brak rozsądku głowy i kciuka w klikaniu?

           W Japonii Sharp wyprodukował RoBoHona, takie połączenie robota, smartfona, projektora. o wyglądzie ludzika, który ma wys. 19,5 cm, waży 390 g. Obudzi, przypomni o umyciu zębów, zatelefonuje, zrobi zdjęcie, wyświetli film i zapisze, co trzeba kupić w sklepie.  Reaguje na głos ludzki, więc nagadać się trzeba, ale za to  zatańczy dla ciebie! Słodziak, który kosztuje tylko 1800 dolarów. Dziwne jest również to, że kupują go młodzi zamiast tych z demencją i zamuleniem.

           Mała dziewczynka stoi na ulicy i płacze, ludzie ją pytają:- Dlaczego płaczesz?- Bo się zgubiłam! - A jak się nazywasz? - Nie wiem! - A swój adres znasz?
- Tak, znam: wu-wu-wu-kropka-zosia-kropka-pe-el

Korzystałam: Guinard Dominique, Trifa Vlad: „Internet Rzeczy”; https://prezi.com/6bf37hxau4_s/internet-rzeczy-itopczewska-dtrochimczyk/;(https://www.forbes.pl/opinie/internet-rzeczy-zaczyna-dominowac-rzeczywistosc/n1b5l86);  https://www.youtube.com/watch?v=nYEgTmMLLVc