Zabieszczaduj jesienią razem z nami

 U:  -  Nie jest łatwo zaplanować weekendy jesienią, a tym bardziej listopadowy urlop. Wprawdzie są tacy, którzy szukają klimatu mgieł i siąpania, więc lądują na tych Wyspach Owczych, gdzie przez 209 dni w roku leje, wieje, a oni mimo tego wracają szczęśliwi, zachwyceni przestrzenią i pastwiskami.  Gdzie  w Polsce są podobne miejsca,  by czynnie, ciekawie spędzić czas i nie zwariować?

T:  -  Można na Wyspy Owcze, czemu nie, ale w kraju taniej (poza sezonem o połowę) i mniej deszczowo, jeśli wolny czas spędzimy w rodzimych Bieszczadach. Poranne mgły także zapewnione, urokliwe, więc zdjęcia będą miały swój charakter i klimat. Stare Dobre Małżeństwo śpiewa: „Zabieszczaduj razem z nami”, trzeba przyznać  im rację i zobaczyć na własne oczy konie huculskie w Polanie, żubry w  zagrodzie Muczne, a może trafi się  niedźwiedź w Stupocianach, kto to wie.

U:  -  Dlaczego w stronę Bieszczadu, a nie tak modnego Zakopca?

T:  -  Właśnie dlatego, że tu po sezonie każda wycieczka jest udana, ponieważ nie ma przeludnienia. Niskie góry zapewniają aktywność całej rodzinie, dzieci takie wędrówki również polubią. Jesienią na szlakach nie ma tłoku, zatem  można  się skupić na podziwianiu bukowych, klonowych i brzozowych przebarwień, wysłuchać ciszy oraz zobaczyć utkaną z mgieł tęczę, wyjątkowe zjawisko, także podziwiać jedyne w swoim rodzaju zachody słońca, a z wież widokowych patrzeć z góry na bieszczadzkie góry.

U:  -  Kto powinien się zabieszczadować? Kogo tak naprawdę  i jakim magnesem  przyciągną Bieszczady?

T:  - W Bieszczady powinny iść szacowne damy, zasiedziali mieszczanie, rycerskie chłopaki,  szlachetne panienki, milutkie szkraby, czyli wszyscy,  którzy lubią czyste powietrze, wodę, las, połoniny, ciszę i spokój. Hej, sokoły, przybywajcie, tu są misie, łosie, rysie, ostoje orła przedniego,  czy puchacza. Tu są ścieżki widokowe, a na Tarnicę po tych przeklętych schodach korki, jak na Zakopiance, ale tylko latem.

  U:  -  Od jakiej miejscowości zacząć zwiedzanie, jeśli są dzieci, by nie zaczęły od swego zaśpiewu: „nudy na pudy”.

T:  -  Myślę, że od Wetliny (Wetłyny), bazy wypadowej na połoniny, czyli na unikatowe pasma górskich łąk, o których E. Stachura pisał: „cudne manowce”.  Nad miejscowością góruje Smerek, Połonina Wetlińska, a dalej znajduje się jeszcze do tej pory nie całkiem zadeptany Bieszczadzki Park Narodowy. Trzeba zobaczyć te schody do nieba i to wcale nie w przenośni, tylko na Małą Rawkę, a także na Wielką Rawkę, przy czym schodzenie najtrudniejsze.

             Jedna z najpiękniejszych tras to Wielka  Pętla Bieszczadzka, ale należy pamiętać o dobrym, nieprzemakalnym  obuwiu. Najpopularniejszy szczyt  to Tarnica,  latem panuje tu ruch jak na Marszałkowskiej ( 45 tys. wchodzi tylko od Wołosatego),  a jesienią spokojniej. Widoki jak w Szwajcarii, a dużo taniej i bliżej.

              Dorosłym należy polecić szlaki pisane historią, m.in.  w galerii w Czarnej usłyszymy nieprzekłamane krwawe opowieści przesiedleńcze, podobnie w Pracowni u Łysego, bieszczadzkiego zakapiora (bieszczadzki zawadiaka), poety, rzeźbiarza, Komańczę, nieformalną stolicę Łemków, czy ledwie widoczny Grób Hrabiny w Siankach, a w rzeczywistości  dwa groby kochających się ludzi. Wystarczy zobaczyć  ten ślad przemijania  skrywający się w trawie, zmówić „Wieczne odpoczywanie” i powiedzieć na głos imię osoby, aby ta zapałała dozgonną miłością, więc może  warto tu dotrzeć?

          Dzieci  z kolei będą miały radochę, gdy zajrzysz do „Chatki Wędrowca” na gigantyczny naleśnik z jagodami, do „Chatki Socjologa” na Otrycie, by zobaczyć  przy pogodnym niebie gwiazdy (7 tysięcy!) widziane przez  osiemset razy powiększający teleskop sfinansowany przez internautów, czy do „Chatki Puchatka” przyciągającego swą misiową nazwą oraz zafundować przejażdżkę „ciuchcią”, bowiem jest co podziwiać na tych trasach.

U:  -  O czym należy pamiętać, kiedy jedziemy w Bieszczady?

T : -  Bieszczady to niskie, ale wymagające góry. Nie można wstać od biurka i iść trudnymi szlakami. Trzeba wcześniej poćwiczyć, przygotować się, zaopatrzyć w buty do kostek, dobre skarpety, stuptuty (nieprzemakalne ochraniacze do kolan), a pod pachę wziąć dobry  nastrój. Na połoninach wyciszysz swoje ego, nabierzesz dystansu, więc żadnym bzdurom nie dasz się potem nabrać. A humor sam się będzie lał, jak woda z konewki. Nie zapomnij pozdrowić mijanych piechurów, dobry, miły zwyczaj. Po Bieszczadach nie chodzi pierwszy lepszy turysta w eleganckich półbutach ani turystka w szpilkach, tacy jadą do Zakopanego, bo tam na deptaku nie utopi obuwia w błocku. W Bieszczady jedzie się tylko raz, a potem już tylko wraca, by uwiecznić na kartach pamięci niezwykłe widoki.

U:   -  Do zobaczenia na niebieskich przestrzeniach  połonin.