Skomplikowane życie na blogu

            Wszyscy wiemy, że musimy się rozwijać, ale próby nie kończą się dobrze, bo przeciętny   b l o g e r   ma zakodowane, że tekst jest najważniejszy.  I tak – póki co – jest.  Piszący uważa, że ten cały świat stoi otworem przed nim, a z kolei wideobloger pokazuje  innym ten świata otwór, więc przyzwyczajonego do czytania i myślenia musi boleć. Nie każdy bloger ma ochotę na małżeński trójkąt z Youtubkiem, Instangramkiem po to, żeby się pośmiać i iść dalej. Co dalej z wyczerpanymi życiem? Piszę już na ten temat kolejny post, więc swoje wiem: wystarczy wideoblogerowi zabrać obraz, trąby, kadzidła i e-gębę, a co wówczas zostanie? Zatem – prawdziwie zaangażowani blogerzy nie zginą. Będą z powodzeniem przez całe lata działać w tych swoich zamkniętych społecznościach, gromadząc lojalnych czytelników, najczęściej innych blogerów, którzy nie lubią zestawów głośnomówiących. Spokojnie, bez paniki, koniec nie nastąpi tak szybko, zdążymy te kredyty pospłacać.

            Blogi to takie przypominajki – dzień kota, chłopaka, budyniu, zagrychy, musztardy, jeża, grzyba, toalet,  bez kierownicy i bez bielizny, czy pouczajki typu – zrób tak, by było dobrze, określ, w jakim punkcie życia jesteś. Jaki bloger przetrwa bez blogu? Żaden. Blogi ujawniają charaktery, stany ducha, nawyki, usposobienie, temperament, emocje, a nawet złośliwe mikroby i to trzecie dno.

Pojęcie ludzkie, co ten blog robi z człowiekiem!  ( Wiadomo, że nawet tej pigułki PO nie weźmiesz, przecież jest na receptę). Bo jeśli nie na blogu, to gdzie:

@  Wyjawisz światu mroczne sekrety własnych dewiacji, wydumanych marzeń, browarnianych wybryków, słabych finansów, nieudanych wypieków?

@ Jak wykorzystać zwyczajną sytuację,  by znaleźć swoją religię i te francuskie salony nadchodzącej  świetlanej przyszłości?

@ Komu opowiemy to swoje nieciekawe życie pod zdechłym Azorkiem, aby potem podnieść głowę i zobaczyć ów drugi brzeg i się nim pochwalić?

@ Gdzie moglibyśmy trzymać swoją przeszłość i marzyć o lepszych dniach niż wczorajszy wieczór?

 @  Komu poskarżyć się na swój  c o r a z   b a r d z i e j   s k o m p l i k o w a n y  w i e k  i  to serce w rozterce?

  @ Gdzie wylać stany duszy, jeśli do księdza nie masz zaufania,  terapeuta za daleko, a demony za blisko?

 @ Komu pokażemy i przekażemy wspomnienia z młodości, które traktujemy jak podatkowe raje?

 @ Gdzie, jak nie na blogu możesz wreszcie SOBIE przyznać bezwarunkową rację?        Nie da się tego przeoczyć, że na blogu można mieć lepszą wersję samego  siebie.

      Uważam, że dla każdego z nas miejsce się znajdzie. Niech podwórko blogowe zostanie oblepione tą zielono – niebieską, leczniczą glinką kambryjską znaną od milionów lat, by na nich dalej bywać, czytać i komentować. Niechże blogosfera zyska miano kreatywnych erudytów. Dobry bloger już to dawno zauważył:   ”Trudno bowiem zakładać, że atrakcyjność blogowego świata polega na zamianie jednej rzeczywistości na drugą, a na dodatek taką samą”.  Wiadomo bowiem, że w teorii języków formalnych „słowo” to skończony ciąg symboli z alfabetu, a to oznacza, że tę kulę u nogi ciągnąć nam przyjdzie jeszcze długo.

         Znawcy, czyli najbardziej znani blogerzy prorokują, że za  jakiś czas kierunki blogosfery będą wyznaczać profesjonaliści.  Podejrzewają, że za parę lat bloger musi podpisać jakiś kontrakt, a nawet wyłożyć pieniądze, ponieważ topowi blogerzy utworzą własne profesjonalne wytwórnie skupiające osobistości. A. Kurasiński pisze: „Najlepsi blogerzy będą mieli własne płatne kanały tv na YouTubie, własne radio, a sam blog będzie dodatkiem i SEO „mięsem” dla Google”. Ale nie ma co się łudzić, to będą nieliczni, czyli  pojawi się nowa blogowa celebra. Blogi parentingowe będą informowały o rodzinie, modowe – co i gdzie warto zobaczyć, jakie nowości w szafie warto mieć, co kupić, czytelnicze, jaką książkę przeczytać, a podróżnicze, gdzie pojechać i co  w danym kraju zobaczyć. Pożyjemy, zobaczymy, za ile lat co się sprawdzi i która silna grupa pod wezwaniem zostanie.

        Skoro ta rzeczywistość, jak to ona, jest trywialna, dlatego nie ma co się łudzić, że  przestaniemy ją uwznioślać za życia. (Od kiedy i ta J. Lopez ciuchy reklamuje, czujemy się rozgrzeszeni pokazywaniem ubrań). O swoich blogach możemy wszystko mówić, między innymi to, że są najlepsze, ponieważ nie ma znaczenia, czy są dobre, czy nie, Internet przyjmuje wszystkich i wszystko. Tak jak nieważne kim jesteś naprawdę, ważne, co o sobie napiszesz, a nawet nałgasz. Niestety, albo i stety, retoryczne manipulacje też mogą być w cenie.

       Zadajmy na zakończenie to koło ratunkowe, czyli pytanie do publiczności: Jak tych blogów nie będzie, to gdzie mamy klepać banały? A tak przetarte myśli zakręcamy w słoiki, stawiamy na schodki pięterka, powinny być razem z nami. Nie zapominajmy słów P. Sartre’a: „Zwięzłość słowa rodzi szerokość myśli”. Sama zakładam worek jutowy na głowę i pokutę odprawię. Love blogerki i blogerzy.  Jak to łatwo powiedzieć. Bo miłość – proszę blogerów – jest wszędzie. Także wśród nas. W każdym razie lepsze to niż bilobil, lecytyna, kwas ascorbinowy i rutyna razem wzięte na poprawę tego i owego humoru.

W KOŃCU WYJĘŁAM TEGO TRUPA Z SZAFY

      Mój duch wiekowej cyganerii podpowiedział, że należy zebrać łezkę do łezki, porzucić kropelki żalu i zacząć zamaszyście myśleć całymi  zdaniami, bo i jak J. Pilch uczy „Lepiej dobrze malować na czarno, niż marnie na różowo.”

      Jesień za jesienią mija, nawet lutowe dżdżysto – ołowiane sklepienie niebieskie przywodzi człowiekowi z poprzedniej epoki na myśl, by swoje priorytety przewartościować na bogato. Co wy na to? A wszystkiemu winien pewien monolog:
link

    Zaczęłam od zwykłej odmiany, czyli: moje życie, mojego życia, mojemu życiu…W końcu najwyższy czas, by – jak tej chińskiej Małpie – coś głupiego strzeliło do głowy,  a   po drodze mi z partykułą wzmacniającą, barwą, piosenką i aksamitem niezbadanych dróg. 

       Wyciągnęłam tego żywego trupa z szafy, włączyłam wszystkie reflektory najwyższej mocy, alarm akustyczny zadziałał, głowę przemeblowałam. Uff, a tu natrętne melodie wciskają się między jedno a drugie ucho:  ”wyżej nerek nie podskoczysz”,  ”to wciąż za mało, żeby żyć”, „bezlitośnie mija czas”, „postarzała nam się już ta nasza wiosna”. A miały być…zjadaczami stresu. To jak sobie poradzę ze zjednoczonymi stanami smutku przy niekorzystnym barometrze,  spadającym  na łeb na szyję ciśnieniu i trującymi oparami mgławicowych galaktyk?

        Szaliczki trosk i czapeczki kłopotów wyrzuciłam posegregowane – żeby nie było – do kubłów na śmieci. Utylizacja czasem  jest niezbędna. Spisałam listę polish dreams. Zrobiła się z tego długaśna kolejka, czyli taka lepsza wersja siebie, ponieważ strzepnęłam zasuszone listki laurowe, a wprowadziłam świeżą ruń zieloną, prosto z Lidla. Jeszcze w zielone mogę grać. Wyszło mi nawet z tego, że nie tylko  jakiś cysorz ma klawe życie… Zwiędłe sentymenty podlałam małą czarną bańką i postanowiłam uruchomić dodatkowy chromosom, który pozwoliłby utrzymać w garści moje życie, ale w pojedynkę nie warto. To przyjaciele są najlepszym lekarstwem  i nawet  nie tak dawno na blogu wspólne rąbanie drewna mogło być fascynujące, oczywiście z naciskiem na hopsasa do lasa w libretcie „Czarodziejskiego fletu” Mozarta.

            „Nieważne, jak się czujesz: wstań i idź, gdzie trzeba”, czyli do przyjaciół, na spotkanie-misterium, na dzienne i nocne rozmowy po zrozumienie, docenienie i sprowadzenie na ziemię. Wszakże trzeba pamiętać, że najważniejszym organem płciowym jest nasz zwyczajny, szary mózg. To tu spuszczane są łomoty, skoki serca, emocje i adrenalina. Wiem, że potwora z Nessie nie znajdę, Wielkiej Stopy nie upoluję, Yeti w Himalajach nie zobaczę, a w UFO nie wierzę.

„Jedyne szczęście, kto w szarej godzinie Z kilku przyjaciół usiadł przy kominie, Drzwi od Europy zamykał hałasów, Wyrwał się z myślą ku szczęśliwszym czasóm I dumał, myślił o swojej krainie”. 

        Poczciwy, stary Adaś wiedział i od lat powtarzał kolejnym pokoleniom. Przytulam się zatem do blogowych przyjaciół. To jest ta moja odpowiedź na pytanie, jak można uczynić swoje życie lepszym, czytając ciekawe posty i tym samym znaleźć okno w swoim suficie. Żeby nie było, że krwioobieg nie działa, niech zaszumią  w głowie te skrzydła  husarskiej młodości, włączam stację pomp i kardiogram się normuje:

       Zapraszam na blogowe salony z doładowaniami w alfabetycznej kolejności:

Celt Peadar - 
https://zyciecelta.wordpress.com
/ blog wabiący pedantycznym wejrzeniem w kulturę irlandzko – szkocko – gaelickich Celtów i błękit polskiego nieba. I to, co tygrysy celtyckie lubią na Polance najbardziej, czyli rozmowy pod Wielkim Dębem. „Niechaj góry Irlandii czule Cię obejmują” jak najdłużej.

Czarownica z Bagien – http://czarownica-z-bagien.blog.onet.pl/ pisze takie limeryki, że aby przeczytać, należy udowodnić pełnoletniość. Cóż, kiedy w obecnych czasach uwodzeniem zajmują się reklamy, seksem billboardy, bo panowie nie mają do tego głowy.  ”Julia w Weronie / Z miłości płonie, / A Romeo / Przed wideo / Zajęte ma dłonie…” 

Dudi - http://dudi.blog.pl/  Ten ptak paradoksalny dostrzeże wszystko i jeszcze da mnóstwo wskazówek, drogowskazów, mądrych cytatów i dostrzeżeń. Zajrzyj do Myśli paradoksalnych, utkniesz na dłużej i paradoks zmusi do refleksji. Polecam Męskie smaki, ślinka cieknie i patelnię można wylizać. Proponuję coś, czego nigdzie nie znalazłam: śliwki z solą i pieprzem, genialne do bitek. Wielkanoc blisko, więc polecam: 
http://meskiesmaki.blogspot.com/search/label/wielkanoc

Elżbieta –
http://szescdziesiat-rowna-sie-dwadziescia.blog.pl/
 Tu, co boli, to, co szczypie. Rady, porady, przemyślenia, wspomnienia. Niezrównana w tropieniu absurdów, manipulacji. Warto przeczytać:  
http://szescdziesiat-rowna-sie-dwadziescia.blog.pl/2014/10/28/jestem-dumna-z-moich-korzeni/

Ewa Ind –  
http://mojeroznepodroze.blogspot.com/
 rzecz o Indonezji, zwyczajach, stylu życia, codzienności i zachwycających zdjęciach. Zapraszam do azjatyckiego tygrysa, czyli miasta – państwa Iwy:
http://mojeroznepodroze.blogspot.com/2016/02/miasto-lwa.html#more

Gabunia –  http://gabunia76.crazylife.pl/  Dusza z wyostrzonym wzrokiem i słuchem. Ma tyle pozytywnej energii i tyle do zaoferowania. A zaczęło się tak: http://gabunia76.crazylife.pl/bylo-sobie-pewne-zycie/

Hegemon - 
http://hegemon.blog.pl/
 uwielbia wywodzić w pole, a to odlot na narty biegowe, a to „wokół Łodzi, co ci szkodzi”, a to Jura inna niż zwykle, góry czeskie, Białoruś, a ostatnio wywiózł wszystkich do Paryża z humorem i przytupem.

Imć Wachmistrz –
http://pogderankiwachmistrzowe.blogspot.com
 Takich wiadomości w książce do historii nie znajdziesz, ponieważ trzeba być niezwykłym pasjonatem, mieć rzeczową wiedzę i jeszcze stosowną charyzmę, by przekazać dzieje bohaterów smakowitym, staropolskim językiem. Humor subtelny, a kropki mają swój ciężar gatunkowy, ostatnio dostały znaczeniowych kolorów. Z okazji i na cyrkumstancję tegoż nie mogę się oprzeć, by nie zapodać próbki bulli  młodego wonczas Szanownego Wachmistrza: 
http://wachmistrz.blog.onet.pl/2011/12/14/o-strachach-na-lachy/

Jotka - 
http://paniodbiblioteki.blogspot.com/
 powiem tak: nie da się żyć bez pani z biblioteki komuś, kto jak ja ukochał książkowy kurz. Podziwiam pracowitość, wachlarz tematów. A jakie ta Jotka pisze wiersze, klękajcie narody. Nieskromnie powiem, że i o mnie skrobnęła.

Kneziowisko - 
http://www.kneziowisko.pl/
i Kneziowiczanie to zbiorowisko nieprzeciętnych oryginałów z niebanalnym dowcipem, kochanych aż tak, że …o, zgrozo, nawet Jędzę da się polubić. Często inicjowane są akcje, np.: Szlachetna Paczka, Niedźwiadek Koala, Blogi na scenę. Wieczny karnawał, wieczorki taneczne (nawet w Wiedniu) i wezwanie, któremu sekunduję, czyli Panowie do kuchni, tzn. Kaczor do pieca, Schab z rury  itp. Pracę doktorską na te tematy można napisać. Jednym słowem,  blog pozytywnie zakręcony i szyty na moją miarę.

Marchevka - 
http://marchevka.blogspot.com/
 Tu podróże niezwykle kształcą. Marchevkowo na folkowo to cykl poświęcony poszczególnym regionom. Pokazano nie tylko krainę, ale stroje, wydarzenia, miejsca, kulturę ludową, muzykę np. Kaszub, Łowicza, Kujaw, Mazowsza, Podhala. Marchevka na szlaku to nie tylko notki rzeczowe, ale i osobiste. Tu nie ma suchych faktów, za to są przemyślenia poparte rewelacyjnymi zdjęciami. Proszę zobaczyć te góry w ostatniej notce, oczu nie można oderwać.

N - 
http://kiedykotoplakujemysz.blogspot.jp/
 To tu pierwszy „och” po spotkaniu z egzotycznym krajem.  A wszystko inne, w nowym wymiarze. Niebanalne notki, zdjęcia i refleksje. Mam nadzieję, że c.d. bloga nastąpi. Można sprawdzić: 
http://kiedykotoplakujemysz.blogspot.jp/2015/03/yes-we-can.html

Note Jędrek - 
http://notejedrek.blog.pl/
  Prawdziwa siła tego blogu tkwi nie w uniesieniach, lecz w niewzruszonym spokoju. Tytuł notek jest zwykle ciekawym cytatem z wyraźnie zaznaczonym pytaniem retorycznym („po co wyobrażać sobie przykrości”), ponieważ, jak mniemam, dotyczy obserwacji dnia i chleba powszedniego. Blog osobisty prawego, uczciwego i mądrego człowieka. Pisany piękną polszczyzną i z humorem („pan kręgosłup dostał w kość”). Polecam tekst : http://notejedrek.blog.pl/2016/01/25/w-polityce-glupota-nie-stanowi-przeszkody

Roman - http://wierszeromana.blog.onet.pl/  szacunek dla tej poezji! Świetne limeryki, wiersze satyryczne, patriotyczne,  satyryczne, erotyczne, dla dzieci, polityczne. Tu też znajdziemy rady, niebanalne przemyślenia, życzliwość dla ludzkich błędów i rozstrzyganie ponadczasowych dylematów; ”Pewien facet dostał smaczka, / by na święta upiec kaczkę. / Lecz, czy teraz to wypada, / czy to nie jest jakaś zdrada?”

Smoothoperator - 
http://kawiarenka-klubokawiarnia.blogspot.com/
  Zaprawdę powiadam wam, że w tej kawiarence zaczytasz się Prowincją, zachwycisz dawnym morale radcostwa Krachów, dr Koteńko wyleczy cię za darmo, bezdomni poznają smak wołowego rosołu, a przy okazji poznamy malarski gust Kawiarennika. Odrzwia otwarte, a na tym łączu porozumienie całkowite z tym lepszym światem.

Szarabajka - 
http://wrzosy.blog.pl/
 Życie na fioletowo w tym wrzosowym blogu. Ciekawe przemyślenia, serduszka i iskierki w mroku. Proszę bardzo: 
http://wrzosy.blog.pl/

Szczur z Loch Ness –  
http://szczur-z-loch-ness.blog.onet.pl/
 ”Czytanie tego blogu bez najmniejszej wątpliwości zapewnia lepsze perspektywy życiowe”, czyli  ”Zatrważacz w wersji light”. Pozytywnie intrygujący  ironista, który jedzie do Indii, a odkrywa Amerykę. Miłośnik Narodowego i Legii, żeby nie było, że nie wspomniałam:   (
http://szczur-z-loch-ness.blog.onet.pl/2014/08/15/od-kuchni/
 ). Na tę okoliczność, bo okoliczności sprzyjają; powiem, że jedni ciągną na Lazurowe Wybrzeże, a ja do Jarocina po muzykę przywołującą ósmy kolor tęczy. I po naukę. Niech żyje muzyka punk.

Tatul - 
http://tatulowe.blog.onet.pl/
 Blog erudyty, fachowca w wielu dziedzinach, znawcy psychiki ludzkiej  i człowieka wielkiej dobroci i cierpliwości. Jego posty cechuje wiedza, oczytanie, aktywność zmuszająca czytelników do zatrzymania się, do samodzielnej refleksji i budowania własnego zdania. Polecam: 
http://tatulowe.blog.onet.pl/2015/01/28/wkurzeni-wykluczeni-upokorzeni-ponizeni-ty-my/

Vulpian - 
http://vdn.blog.onet.pl/
 Zawsze czytam, ale nie mam odwagi komentować. I tu westchnę: posty z reguły dla ścisłowców, więc douczam się nie tylko zresztą z matematycznych obliczeń. Może się odważę, jak oczywiście dorosnę. Zapraszam: 
http://vdn.blog.onet.pl/2016/01/17/o-pewnym-prosciutkim-zadaniu/

       Nie jestem w stanie wszystkiego opisać w tej notce, więc na razie spróbuję wymienić:

 Dodaję Przyjaciół do życia i dodaję życia do lat. Chapeau bas, Przyjaciele, jadę z Wami tym camperem przez życie. Powtórzę za Puchatkiem: „Nie liczy się rozmiar. Liczy się puchatość.” Bądźcie wszyscy dla mnie puchaci jak najdłużej.

        Nie narzekać mi tu, że jeno trupy z szafy… Oczarowana oczarem czaruję:

to oczar

WIRTUALNY ŚWIAT KNEZIOWISKA

       Blog to taki sieciowy dzienniko – pamiętnik, który innym może dać dwie rzeczy: korzenie i skrzydła. Zatem jest potrzebny – i wbrew temu, co sądzi część blogosfery – łączy ludzi o różnych poglądach, scala, grupuje, uczy kompromisu, wzajemnego wspierania i podtrzymywania na duchu w trudach życia.

       Mój wpis adresuję przede wszystkim do młodych, myślących, inteligentnych ludzi. Zajrzyjcie na blog www.kneziowisko.pl, który obchodził 30 października swoje dziesięciolecie istnienia. Ten szmat czasu gwarantuje, że tu znajdziesz podstawy,  tu rozwiniesz swoje skrzydła.

      Ja tu zaglądam. Choć nawet za blogerkę się nie uważam z powodu zbyt krótkiego stażu, to tu czuję się dobrze, ponieważ odpowiada mi swojski klimat wspaniałych ludzi bez napinania się, bez nadęcia, a przecież mamy do czynienia z niebagatelnymi, mądrymi ludźmi. Tu znajdziesz ten full wypas opinii, sądów, smaków, humoru. Ale i  pokornieję, ponieważ spotykam mądrych, od których się uczę rzeczowości, merytoryczności i umiejętności formułowania sądów, ponieważ KNEZIOWISKO to miejsce do rozmowy, wymiany doświadczeń i poglądów. Chociaż „nikogo nie nawrócą na swoją osobistą wiarę”, to przyznam, że więziotwórczo uzależnią. Na początku swego pisania uważałam za rzecz najważniejszą – całkowitą anonimowość, ale  nie do końca się to udało, bo emocjonalność pisanych komentarzy wyzwala swobodę i  pozwala na rozmaite osobiste odsłony. Więź oparta na empatii, emocji musi istnieć, skoro człowiek chce być wiarygodny. Ale też  muszę zaznaczyć, że ten wirtualny świat KNEZIOWISKA jest całkiem realny. Spotkasz tu przyjaciół, którzy doradzą, podpowiedzą, pomogą, a komentarze Knezia Okrutnika i jego Przyjaciół przydadzą blasku i twojemu blogowi.

      KNEZIOWISKO ma krople na dobry humor. Jak się nie uśmiechnąć, gdy od kichania i niuchania tabaki wypada komuś całkiem zdrowa ósemka, którą w trawie nie tak łatwo znaleźć. Przeczytasz, jak to Kneź nie mógł znaleźć …Bukowiny, ale oczywistością jest, że chodzi o piosenkę („Nie mogę znaleźć Bukowiny //nie mogę znaleźć // Choć mnie woła Bukowina wciąż do siebie”). Z „Dykcyonarzykiem JMści K. Bartoszewicza  we wpisie Wachmistrza zapoznasz się, co to boleje, że wyraz na „a”, czyli „altruizm wygnał z naszego języka miłość bliźniego swego”.  A i o zamożności naszej („jak mi przyjdzie komornik, to mu pokażę, co mi może zająć”), a i o zajęciach z bhp – „nie wiesza się prania z papierosem w zębach /…/ zapalony papieros może wystartować prosto  w oko”. Zbytki i krotochile co rusz.

       

KNEZIOWISKO łączy ludzi także w realu na Watrowisku, na Kartoflisku. Można przyjechać i poznać osobiście tych niezwykłych wielkich, a poznasz w trakcie smażenia, pichcenia, próbowania, czy obierania ziemniaków. Tu także roztrząsa się nierozwiązywalne kwestie tego świata, prowadzi dysputy, opowiada dykteryjki, a wszystko zaprawione jest uzdrawiającymi facecjami. Czasem boki zrywać, a czasem nie na temat i to jest dopiero mistrzostwo. Wiedz też, że nikogo zespół tych zacnych ludzi pod niezaprzeczalnym przewodnictwem Okrutnika nie naprawia, nie uzdrawia, nie zmienia, jeno wspiera, podtrzymuje i życzy przysłowiowego kuskusu. I chociaż jestem raczej z tych czytaczy, to na dzień dobry podpatruję oraz wprawiam się w świętowanie, a to śląskości, a to urodzin, a to douczam się muzycznie z podawanych linków. 

        Zachęcam, by zaglądać na blog zwanym KNEZIOWISKO, bo są takie blogi, które nie tylko pomogą w wymianie doświadczeń, ale jak kropelki poprawią dobry nastrój i trafią prosto  w serce. Victoria, dziesięć lat blogowania, niebywałe… ! Jest co świętować. Jestem taka dumna, że i ja tu bywam, czasem miód i wino pijam. Za KNEZIOWICZÓW — potrójny aksel ! (trzy setki jedna za drugą). Wprawdzie nie wiem, czy zdołam się podnieść, ale proszę poprawić, jeśli namieszałam. Są takie blogi dla których warto żyć. Blogi, które łączą, nie dzielą.