Miłościwie Galicji panujący Franciszek Józef I

roza czerw

                  Sto jeden wystrzałów armatnich w dn.18.08.1830 r. oznajmiło narodziny Franciszka Józefa I przyszłego cesarza Austrii, króla Węgier, Czech, Lombardii, Wenecji, Dalmacji, Galicji, Jerozolimy etc, etc. W młodości przyszły cesarz uczył się introligatorstwa, co miało swoją dobrą stronę, gdyż nie tylko oprawiał, ale w końcu zaczął czytać książki. Przez 68 lat panowania zaskarbił sobie sympatię ludu, gdyż zapewnił względny spokój i dbał o pomyślność obywateli.

                    ” Zdarzenia z życia naszego monarchy”

                Na majowym spotkaniu z M.Czumą i L. Mazanem kupiłam  tę książkę. Tak po prawdzie pomyślałam:  - Co ja wiem o Franciszku Józefie? Prawie nic, a przecież miłościwie nam panował, a profesura deklamowała: „Przy Tobie Najjaśniejszy stoimy i stać będziemy”.  Monarcha z tego opracowania przypomina ciepłego człowieka pełnego osobliwości i przyzwyczajeń. „Dzień w dzień wstawał o 3.30 nad ranem, przykładnie pił krowie mleko, od 5.00 wytrwale dyżurował przy biurku pierwszego urzędnika” i dziwił się, kiedy przyszedł, że jeszcze nikogo w pracy nie ma. Kilka godzin dziennie siedział w siodle, wyprawiał się również do odległych prowincji, składał wizyty, musztrował, słuchał innych uważnie. Był  również oszczędny, taki pędzel do golenia zmieniał co trzy lata,  a jednak nawet ten Najwyższy Pan nie zapobiegł rozpadowi monarchii. Wiedział o tym, stąd dumne  słowa: „Monarchia idzie na dno, ale przynajmniej z honorem”.

            Uśmiech cesarza

        Sławny malarz Horowitz malował cesarza. Ażeby przerwać milczenie, monarcha zapytał, gdzie obraz będzie wisiał. – W banku, w hali kredytowej – odparł artysta.  Monarcha uśmiechnął się i ten filuterny  uśmiech utrwalił Horowitz. Domyślić się należy, że  kto spojrzał na znaczący uśmiech cesarza, kredytu unikał.

              Co znaczy pierdoła

            pewien oficer, Polak, w liście do przyjaciela nazwał cesarza „starym pierdołą”, ale list przechwyciła cenzura, więc poproszono polonistycznych ekspertów K. Nitscha, J. Łosia i J. Rozwadowskiego, którzy zgodnie orzekli, że słowo to oznacza dobrotliwego staruszka. Tym sposobem i oficer był zadowolony, i cesarz.

               Wodociąg  Franciszka Józefa

              W 1880 r. cesarz wyruszył z inspekcją do Galicji, ale woda w tym mieście miała złą sławę, więc do pociągu zabrano większy zapas. Magistrat zrozumiał aluzję i wkrótce zaczął uruchamiać pierwszy wodociąg, któremu nadano, a jakżeby inaczej – imię Franciszka. Od tej pory każdy, kto odkręcał kurek, myślał życzliwie, a niesmacznych dowcipów nie zanotowano nawet przy sedesowej spłuczce.

                   Niemiły dotyk

            Cesarz z reguły nie podawał ręki dostojnikom Kościoła. Musiałby bowiem te skrzące  kamienie ustami dotykać, ale arcybiskup praski celowo nie włożył pierścienia, licząc na uścisk. Nie zawiódł się na Franciszku, ale stracił uznanie w Watykanie, więc omijały go awanse. Nie przewidział oburzenia i zazdrości przełożonych.

                    Franciszek parobkiem

              Cesarz chciał poznać dolę ludu, więc przebrał się jako parobek i zatrudnił w galicyjskim gospodarstwie. Oczywiście spóźnił się na wschód słońca, więc rządca kazał mu wymierzyć 25 batów. Dopiero jazda żołnierzy przywołała do porządku srogiego zarządcę, a sam Najjaśniejszy siedział i płakał nad dolą swego ludu.

                 Wstrząs spowodowany bokobrodami

              Lotem błyskawicy obiegła Galicję wiadomość, że 12 lipca 1862 roku monarcha zgolił wąsy i bokobrody. W Krakowie przewidywano z tego powodu rozruchy (wszak do rozruchów każdy powód może być dobry), więc rozdzwonił się Zygmunt, a pod Sukiennicami harcował Lajkonik. Napięcie rosło do 29 lipca, kiedy to „Morgenpost” doniósł, że Najjaśniejszy znów zapuszcza bokobrody. Fryzjerzy zaczęli zamawiać płyny, maści, farby przez co gospodarka zaczęła iść w górę, rewolucji nie było.

                   Niech żyje cesarz

            Hr. A. Potocki został po rozruchach skazany na sześć lat twierdzy. Wyrok wysłuchał, a potem krzyknął: Niech żyje cesarz! Kiedy monarsze doniesiono, zrobił Potockiego posłem i przyznał mu koncesję na budowę linii kolejowej Przemyśl – Łupków. Od dawna wiadomo, że wznoszenie okrzyków i klaskanie  panującym zwykle się opłaca.

                    Nie każdy łasy na frykasy

           S.Ciuchciński na cmentarzu Łyczakowskim zakończył mowę pogrzebową słowami: – „Bądź zdrów, Andrzeju”. Wiadomość dotarła do Wiednia, Monarcha zaproponował mu od razu stanowisko dyrektora wydawnictw wojskowych Ministerstwa Wojny. Pan Stanisław odmówił z uwagi na nawał pogrzebów, które obsługiwał.

                  Wycieranie nosa

                Szach perski przebywający z wizytą w Wiedniu, wycierał nos w firankę, cesarz kazał ofiarować mu jedną ze swoich dwudziestu dwóch chustek. Nie wiadomo, czy szach aluzję zrozumiał, ale podarunku nie przyjął.

                 Podziw dla pracowitości

             Cesarz dostał wstrząsającą wiadomość, że następca tronu cierpi na rzeżączkę. Zatem tłumaczono mu, że 20% żołnierzy zapada na tę  przypadłość przynajmniej raz w roku. Spowodowane jest to wyjątkowymi zapałami bojowymi oraz pracowitością pań. Najstarsza obsługuje klientów mimo 81 lat. Ogromna szkoda – westchnął monarcha – że charakter zajęć tej osoby nie nadaje się do wykorzystania w podręcznikach szkolnych.

                    Kardynalska dyspensa

                Krakowski magistrat postanowił przeznaczyć ok. ośmiu tysięcy koron na wizytę Franciszka Józefa I. Radni liczyli na to, że w piątek postne jedzenie kosztuje taniej, tymczasem otrzymali wiadomość, że monarcha i jego świta otrzymali dyspensę na ten dzień. Prezydent Zyblikiewicz z trudem przywołał uśmiech, a gdy za rok kardynał przyjechał do Krakowa nie mógł zrozumieć chłodu, z jakim go przyjęto.

                       Imię po Franciszku

                       W 1920 r. w Wadowicach przyszedł na świat chłopiec, ojciec dał mu na imię Karol Józef. – Karol po tobie i po Habsburgu, a dlaczego Józef? – dopytywała matka. – To po naszym dobrym panu cesarzu Franciszku Józefie – przypomniał jej dawny podoficer armii austriackiej, Karol Wojtyła. Nadane imiona stały się sławne na cały świat.

                    Moje serce zostaje z wami

               Tak cesarz powiedział do prezesa Koła Polskiego K. Grocholskiego, na co prezes odpowiedział: – Ale nasze serca zabierasz z sobą, Najjaśniejszy Panie.

             Podobno pokłonić się sercu monarchy można w Wiedniu w kościele Kapucynów, ale pokłon nie należy do tanich, zatem wystarczy powiedzieć, że jest się z Krakowa, aby wpuszczono bez opłat. Najjaśniejszy wprawdzie w niebiesiech, ale jak znam życie i tam mu donoszą, że ukazują się o nim książki, wspomnienia, a Franciszek uśmiecha się dobrotliwie: – Tam zostawiłem swe serce. Galicja o mnie pamięta. Jeszcze pamięta.

Anegdoty z kuchni literackich odpadów

           Kuchnia to najciekawsze miejsce w domu, także ta literacka. Tu odkrawa się tłuste dystychy, podsmaża subtelności, odgrzewa dowcipy, pichci notatki, warzy pikantne historyjki, zapieka sztukę, przyrządza rarytasy i smakowitości liryczne.

           Należy zwrócić uwagę na rozpustę słowa, zdrową obyczajność i brak niedouctwa  ludzi znanych z literatury i kultury. Obecnie zastosowanie znajduje powszechna maksyma: niech piszą o mnie dobrze czy źle, byleby z nazwiskiem. Zatem, niech się  NIE MARNUJĄ  te resztki delikatesu, dlatego otwieram kuchenną szufladę, aby wypuścić powietrze, którym oddychano przecież nie tak dawno i niedyskretnie udostępniam za Tadeuszem Kwiatkowskim  ”Od kuchni anegdoty literackie” :

          Kiedyś profesorowie UJ odwiedzali chorych studentów, egzaminowali w domach, by ci nie tracili roku. Prof. S. Pigoń (literaturoznawca, który ruszył „Z Komborni w świat”) zapytał J. Kleinera (historyka literatury), czy chory zdał. - Nie – odpowiedział Kleiner – oblał i kazał mi przyjść za dwa tygodnie. (Przypomnę, że niełatwo było zdać u profesora, swoim studentom mówił: „wprawdzie sam utykam na nogę, ale pańskich potknięć przyjąć nie mogę.”)

           Królowa belgijska Elżbieta spytała obcesowo J. Iwaszkiewicza (poeta, prozaik): – Czy pan jest katolikiem? – Tak. Jestem wierzącym, ale niepraktykującym. – A może pan jest komunistą? – Tak. Jestem praktykującym, ale niewierzącym.

          J. Hordyński (poeta) wyjechał na kurację do Szklarskiej Poręby, a kiedy zapytano, jak tam było z życiem erotycznym, rzekł tubalnie: – Taa, panie, tyle bab kręciło się koło mnie, że musiałbym chyba mieć zamiast fallusa ośmiorniczkę.

         T. Przypkowski (znawca zegarów słonecznych) zaszedł był do ubikacji Min. Kultury i Sztuki i usłyszał charakterystyczny odgłos dochodzący z kabiny, a po chwili pojawił się min. S. Dybowski. Przypkowski ukłonił się i z humorem dodał: – Przepraszam, że nie poznałem po głosie.

         W. Sokorski (min.Kultury i Sztuki) na zjeździe pisarzy dramatycznych w Oborach nazywał Swinarskiego (satyryk, dramatopisarz) uporczywie Świniarskim, więc Artur Maria kupił podręcznik savoir vivre’u z dedykacją ministrowi, że „dobre maniery obowiązują nawet w Oborach.”

        W. Machejek (naczelny Życia Literackiego) szedł w pochodzie pierwszomajowym (dla młodszych: kilkugodzinny marsz z postojami po to, by pomachać honorowej trybunie) zobaczył kulejącego A. Polewkę (publicysta, tłumacz) i z politowaniem stwierdził: – U nas w partyzantce takich to się dostrzeliwało.

         Z. Nałkowska (pierwsza dama literatury dwudziestolecia) pojechała na wieś i została poturbowana przez byka, gdyż była w czerwonej sukni. W. Broniewski (poeta, który nie protestował, gdy nazywano go wieszczem Polski Ludowej) zamiast ulitować się, skwitował po swojemu: – Po co stara krowa lezie na łąkę z bykami.

           X. Dunikowski ( rzeźbiarz) w kawiarni Lili (ul. Grodzka 1, miejsce spotkań artystów krakowskich) dosiadł się do młodej dziewczyny, ale szybko wrócił do swojego stolika. – I co? – pytali artyści – A no nic, musiałem się odwalić, przypomniałem sobie, że zapomniałem protezy górnej szczęki, a ja bez zębów nawet „zeźbić” nie potrafię.

        J. Iwaszkiewicza (poeta, prozaik) na bankiecie (forma bratania się artystów z ludem na stopie towarzyskiej)  Klubu Młodych Literatów  pytano o refleksje,  więc dobrotliwie odpowiedział: – Z tym klubem jak ze spółdzielnią produkcyjną, nie przynosi pożytku, a rozwiązać nie można.         

         A. Stopka  (prof. ASP) lubił używać zwrotów nieparlamentarnych,  więc kiedy wybierał się do ministerstwa, żona Wicula upominała go, żeby zamiast łaciny używał słowa „żaba”. Kiedy się potknął, powiedział nauczone słowo, a minister: – O, k… Skąd się tutaj wzięła żaba. 

          Mocno wstawiony K. I. Gałczyński (poeta) zażądał pół litra wódki dla siebie i przyjaciół. Kiedy nie chcieli mu sprzedać, rozzłościł się:  - Wiecie, kim ja jestem, K. I. Gałczyński.  Szynkarz: – A ja  A. Kowalski. Gałczyński do kolegów: – Chodźmy chłopcy, facet nie zna się na literaturze.

      W kawiarni Lajkonik przy placu Trzech Krzyży J. Iwaszkiewicz zakomunikował, że młodym poetom z ramienia Związków Literatów będą przydzieleni opiekunowie, którzy otoczą ich opieką moralną i polityczną, chichocząc zakończył: – Za moich czasów przedwojennych  nazywało się to po prostu pederastią.

        Sama też pamiętam, gdy studenci pytali S. Jodłowskiego (językoznawcę) o niuanse zasad pisowni, odpowiadał dowcipnie, że może wyjaśnić, ale tylko wtedy, gdy jest wspólnie z Taszyckim. (S. Jodłowski, W. Taszycki „Słowniczek ortograficzny z zasadami pisowni”).

Ω   Zdaniem Swinarskiego, Gałczyński to taki Kern, tylko pocałowany przez Muzę.

Ω  Jalu Kurek (prozaik) miał na imię Franciszek. Jalu to rzeka w Azji nad którą toczyła się wojna rosyjsko – japońska.

Ω  J. Słowacki to według młodzieży prekursor mody wykładanego kołnierzyka.

Ω   J. Puget (rzeźbiarz) zapytany, dlaczego ma takie brudne palce, odpowiadał, że ręce to on ma czyste, tyko ilekroć podrapie się po głowie…

Ω  X. Dunikowski lubił wzdychać, że kiedyś ładne dziewczyny wzbudzały podniecenie, a teraz… wzrok mu się zepsuł.

Ω  B. Brzeziński  (satyryk) był tak dobrze wychowanym człowiekiem, że mówił: wczoraj, proszę państwa, Wisła wygrała mecz, przepraszam za wyrażenie, w stosunku trzy do jednego.

         Powyższe anegdotkowe subtelności są nie tylko smakowite, ale również uczłowieczają   znane osobistości.

O wyższości piwa nad różnymi herbatami.

       Zostałam poczęstowana Krasną Jędzą. Piwo jak piwo: rubinowe, smak ziołowo – chmielowo – orzechowy, aromat karmelowy, jędza na opakowaniu i ładny kapsel. Nazwa świetna, bo jędza też może być całkiem niezłym ziółkiem. Podobno życie jest za krótkie, aby pić kiepskiej jakości piwo. (Na Poznańskich Targach Piwnych za butelczynę piwa można było zapłacić nawet siedemdziesiąt zł). Uśmiech sfrunął z ust.

        Piwo z prasłowiańskiego oznacza napitek, napój. Już cztery tysiące lat p.n. e. w Mezopotamii wygrawerowano na glinianych tabliczkach opis warzenia dawnego piwa – sikaru.  Najstarsza polska wzmianka pochodzi z 1414 roku,  z kolei J. Długosz wspomina o piwie warzonym z pszenicy, jęczmienia, żyta i orkiszu, a piło się w karczmie, która dzwonieniem ogłaszała, że trunek jest już dostępny.   Tymi piwnymi dzwonami mogą pochwalić się między innymi Gdańsk i Toruń. Dzwonnicy uderzali w instrument również o 21:00 zwiastujący czas, kiedy należało w końcu iść do domu. Nie można uwierzyć, że ówcześni byli tacy grzeczni i razem z kurami szli spać. Nawarz sobie i ty piwa. Podobno aż ponad czterysta  rodzajów. Jest w czym wybierać. 

        Badanie piwa ma swoją nazwę – zitologia. Jego nazwa pochodzi od greckiego słowa „Zythos” (piwo) i „logos” (nauka). Między innymi opisują straszliwą fobię, czyli strach przed ujrzeniem pustej szklanki bez tego złocistego napoju. Ten paraliżujący lęk nosi nazwę cenosillicaphobia. Kiedy zobaczycie zamówione podwójne kufle, to znak, że ktoś właśnie walczy z tą fobią.

         Nie powinieneś duldać z butelki. Profanacja. Istnieje przecież specjalny  rytuał picia. Przede wszystkim należy chwycić szklenicę za jej dolną część, by nie ogrzać napoju. Piwo z butelki nalewamy w dwóch fazach. Najpierw wolno po ściance pochylonej szklanki napełniając 2/3 pojemności, następnie szklankę stawiamy pionowo i dopełniamy resztą piwa z butelki. Jeżeli na początku nalewania powstała piana, należy szklankę odstawić na krótki czas, aby piana osiadła i następnie ją dopełnić. (Nie wolno wybierać piany łyżką stołową!). Niestety kłopot jest z amatorami piwa posiadającymi brody. Naukowcy z Anglii obliczyli, że „spożywający piwo nieroztropni brodacze, którzy wlewają je nie tylko w swoje gardła, ale i brodę marnują rocznie ponad 93 tysiące litrów złotego trunku.”

 Jako ciekawostkę podam fakt, że najdroższe piwo na świecie to belgijska 12-litrowa butelka „Vielle Bon Secours”. Jego koszt to ok. 3 tys. zł

         W stanie Iowa istnieje przepis zabraniający mężczyźnie leżenia w łóżku z kobietą, jeśli wypił więcej niż trzy łyki piwa. Piwo niefiltrowane pito przez słomkę. Pamiętajmy o tym, że prawdziwi smakosze tych zupek piwnych używali słomek z czystego złota. W Babilonii istniał pewien ciekawy zwyczaj weselny. Teść przez cały miesiąc poił swojego świeżo upieczonego zięcia piwem. W jednym z barów japońskiego miasta Matsuszira obowiązuje nietypowa promocja. Przy trzęsieniu ziemi do trzech stopni w skali Richtera każdemu klientowi przysługuje kufel piwa na koszt firmy. W Azji z kolei  jest jeszcze piwo w woreczkach. Angielscy geolodzy twierdzą, że właściwości diamentów najlepiej bada się w piwie. Piwo się znajdzie, wystarczy tylko postarać się o diamenty.

         Pianka jest bardzo ważną częścią piwa. Mówi ona wiele o jakości napoju. Jeśli brakuje piany, może to oznaczać, że piwo jest nieświeże



         Jeżeli wyczuwamy posmak metaliczny, należy niewielką ilość piwa rozetrzeć na dłoni i powąchać (wyczujemy zapach metalu, gwoździ lub krwi). Takiego piwa nawet wrogowi nie funduj. Nie należy zazdrościć pracy testerom piwa, którzy oprócz smaków karmelowych czy słodowych muszą wyczuwać i te niedopuszczone smaki przypalenizny, fenolowe, mydlane, zjełczałe, oleiste, siarkowe, stęchłe, kocie, bądź  pleśniowe. 

           Warto wiedzieć, że chmiel jest dodawany do piwa w bardzo niewielkich dawkach. Jest to bardzo istotny składnik złocistego trunku, jednak ze względu na intensywność smaku i aromatu, wystarczy zaledwie czasem jedna szyszka chmielu, by uwarzyć półlitrową szklankę piwa. Chmiel w nim zawarty ma w sobie związek o nazwie lupulina, który podobnie jak niektóre zioła pobudza apetyt. (Chmiel jest w tej samej rodzinie kwiatowej co konopie).

          Snake Venom, czyli „Jad Żmii” – taką nazwę nosi piwo, które uchodzi za najmocniejsze na świecie. Stężenie alkoholu w tym trunku jest w granicach 67,5  %. Unikatowe piwo warzone jest w Szkocji. Trzeba wiedzieć, że na etykiecie piwa widnieje adnotacja, by konsumenci nie pili naraz więcej niż 35 ml trunku, ponieważ należy go pić  jak wytrawną whisky. Butelka o objętości 275 ml kosztuje około 50 funtów.

         Benjamin Franklin stwierdził: „Piwo jest dowodem na to, że Bóg nas kocha i chce, abyśmy byli szczęśliwi”. To by się sprawdziło w niektórych przypadkach,        np. jedyną rzeczą, o której mówi ci piwo to czas, kiedy musisz iść do WC,  chmielowi nie przeszkadza  chrapanie, nie każe wynosić śmieci ani nie narzeka na rozrzucone skarpety czy puszki.

            Wiadomo, koń musi być zawsze dobry, z piwem tak prosto nie jest. Nie każdy gustuje w smaku wodorostów, więc piwo Kelpie nie wszystkim będzie smakować. Podobnie z piwem o smaku dyni z browaru Dog Fish. Piwo Cerveze Con Chili ma smak zwykłych papryczek, a Chipotle z kolei smakuje  już wędzonymi papryczkami. Watermelon Wheat Beer niby pszeniczne, a jest różowe o smaku arbuza. Koneserzy mają do wyboru musztardowe z browaru Wostyntje, ostrygowe z browaru Harpoon, albo i te zupy owocowo – piwne ze stajni Kormoran: wiśnie w piwie, jabłko w piwie, śliwki w piwie. Piwo zamiast śniadania? Proszę bardzo: Voodoo Doughnut Maple Bacon Ale. Książęce Jasne Ryżowe to nawet ponoć lepsze od sake.

        Bowser Beer to japońskie piwo dla twojego pupila. Duże ma powodzenie, choć nie wiadomo, kto ma większą satysfakcję pies, czy właściciel pojący browarem swego ulubieńca. Zresztą panu można zaproponować piwo recyklingowe Wasted lub Northern Monk zrobione z odpadków jedzenia przeznaczonych na wysypisko. Prawdziwe śmieciowe picie i pasuje jak ulał do śmieciowego jedzenia.



         Gdybyśmy nie mieli piwa, to czym popijalibyśmy wódeczkę? Jak znieślibyśmy porażki podczas transmisji sportowych? Pewien zespół (Pivo)  także przestałby istnieć. Jak żyć, kiedy opowieści piwne straciłyby sens? Jak panowie wyglądaliby, gdyby nie wykształcił się jeden z ważniejszych mięśni brzucha? W pubach dziewczyny na pewno nie byłyby tak powabne…A czym popijalibyśmy golonkę? Co byłoby na kacenjamer? A wiadomo, że nie ma nic gorszego niż uciekające rankiem piwo. Świtem ilość piwa w piwie zupełnie się nie liczy, tylko tęsknota za złocistością i pianką. 

          Miłość do piwa przychodzi wraz z wiekiem. Trzeba też wiedzieć, że ten leczniczy napój może zdrowo utytłać, spowodować chorobliwą bladość, a także rozsiewanie nieprzyjemnych bodźców  zapachowych. No, cóż, niezawodne lustro prawdę wyśpiewa, że przesadnie ładnie to się po tym chmielu nie wygląda, a i ta  nieszczęsna dykcja lekko się zmienia. Nazajutrz  jeszcze gorzej, ponieważ dopada ów dokuczliwy syndrom dnia drugiego. Kosztowna to wiedza, na którą i osławiony Alka Prim z dodatkiem Alka Seltzer nie pomogą, kiedy lubi się ten stan, a równowagi brak.

          Jak nie zakochać się w genealogii drzewa piwnego „o smaku szerokim jak rów mariański”? Same nazwy już pobudzają do zacierania, warzenia, fermentacji:  Czacha Dymi,  Wyszło Kwaśne,  Bździągwa, Duby Smalone, Jasny Grom, Jak w Dym, Bałwan, Delirium Tremens. Ja polecam zacne i pyszne nazwy: Jesień Średniowiecza, Rokokoko, Zacne Mocne, Świat Boży, W Malinowym Chruśniaku i Kurpiowskie Piwo (Psiwo) Kozicowe. 

          Niech nam  przygrzeje miesiąc wrzesień i chmielowe zupy.

Kanikuła jako nowoczesna forma wielkiego podróżowania po niezwykłym świecie

      Świat wzdłuż i wszerz przemierzają miliony ludzi. Sądzą, że odkryją niczym Kolumb rzeczy nieodkryte i niezwykłe. Zauważamy jednakże, że reportaże z podróży nie opisują urody danego kraju, czy kontaktów z tubylcami, by multi kulti zadziałało, lecz najczęściej szczegółowo opisywane jest jedzenie oraz historie zatruć pokarmowych np. „po zjedzeniu owczych oczu.” Próbowanie, smakowanie kulinarnych specjałów najważniejsze, jak u dzieci w wypracowaniach.

       M. Omilianowicz w „Się jedzie” zebrała opowieści znanych podróżników informujące, czym świat zaskoczył ich w podróży. Okazało się…, hmm, że człowiek może zjeść dosłownie wszystko. Tarantulę w Kambodży, baluta na Filipinach, żywą ośmiornicę w Japonii, w Ekwadorze świnkę morską, zresztą coraz częściej świnki widoczne są w restauracjach w USA. W Mongolii za to dostaniesz rozgrzewajacą herbatkę ze zsiadłym mlekiem i kawałkami żółtego tłuszczu. Spotkanie zaś ze stonogami z Vanuatu może być przykre. Mierzą 30 cm, mają  chyba ze trzysta odnóży jadowitych i straszliwie po uśmierceniu śmierdzą. W chińskim Fuczou w wonnym liściu i ryżowym cieście dostaniesz pyszną zapiekankę. Lepiej nie pytać z czego jest to wybornie smakujące mięso, ponieważ zaskoczony będziesz odpowiedzią, że to taki rodzaj…wielkiej żaby.

       W Ameryce Płd nie pij ayahuascy, czyli wywaru, który działa poszerzająco na podświadomość, choć podobno szamani lubią ten napój, bo po nim wszystko wygląda inaczej, jak to zazwyczaj po halucynogenie. W Maladze z kolei nie zamawiaj coli, gdyż tak tu nazywana jest koka. W delcie  Okawango w menażce znajdziesz więcej komarów niż wody, a innej wody, choćby z rzeki nie przyniesiesz, bo nie znasz zwyczajów krokodyli, więc może być krucho. W Indonezji k/ parku Bromo kawę dostaniesz w foliowym woreczku, a jakżeby inaczej – ze słomką i  już posłodzoną. W Amazonii z kolei nie powinieneś się skarżyć, że w pokoju hotelowym  pełno robactwa. Pani odpowie, że skoro jesteś w dżungli, to insekty być muszą, ponadto doradzi, iż w pokojach należy uważać na żmije, bo  są one jedne z jadowitszych.

http://travelingrockhopper.com/

       Kiedy znajdziesz się w tych egzotycznych Indiach, musisz pamiętać o zachowaniu czystości. Owoce należy myć szczoteczką i w wodzie ze specjalnym  płynem. Chodzi także o  zmycie nadmiaru pestycydów ze skórek owoców i warzyw. Do indyjskiego Hajdarabadu  razem z tysiącem Hindusów możesz wyruszyć, by połknąć żywą rybkę,  najczęściej  to są żmijogłowy otoczone ziołową pastą. Ta rybka wyleczy każdego z astmy. Pamiętać również wypada, że w  Emiratach obowiązuje zakaz picia, a w Hong Kongu za palenie w niedozwolonym miejscu zapłacisz aż pięć tys. dolarów.

         W Ameryce z kolei nie zobaczysz babek klozetowych, za to ubikacje będą czyste. Nie spotkasz również ludzi z wiecznie przylepionym skrzywionym uśmiechem. Taką aurę życzliwości w Polsce także możesz zobaczyć… w czasie składania życzeń wigilijnych.

       Ganbare, podróżnicy. W poprzednim wcieleniu musiałam być obieżyświatem, skoro uważam, że nie tylko o to jedzenie chodzi w tym podróżowaniu.