Pokrewieństwo łąki z człowiekiem

                                 Bolesław Leśmian: „Łąka” 

„Czy pamiętasz, jak głowę wynurzyłeś z boru,
Aby nazwać mnie Łąką pewnego wieczoru?
 Zawołana po imieniu
 Raz przejrzałam się w strumieniu —
I odtąd poznam siebie wśród reszty przestworu.

Przyszły do mnie motyle, utrudzone lotem,
Przyszły pszczoły z kadzidłem i myrrą i złotem,
 Przyszła sama Nieskończoność,
 By popatrzeć w mą zieloność, —
Popatrzyła i odejść nie chciała z powrotem…

Kto całował mak w zbożu — nie zazna niedoli!
Trawa z ziemi wyrwana pachnie, lecz nie boli…
 Kocham stopy twoje bose,
 Że deptały kruchą rosę,
Rozróżniając na oślep chabry od kąkoli.   (…)

Ani zmora z jeziora, ani sen skrzydlaty
Lecz Łąka nawiedziła wnętrze mojej chaty!
 Trwała ze mną na tej ławie,
 Rozmawiając głośno prawie, —
Na ścianach moich — rosa, na podłodze — kwiaty…

Nie grążyłem ja w niebie ni steru, ni wiosła,
Lecz mnie radość swym prądem zmiotła i uniosła.
 Wieczność ku nam znikąd zbiegła,
 U stóp naszych, warcząc, legła,
A pierś moja tej nocy chabrami porosła.

I było już wiadomo, że pułap sosnowy
Wonnym deszczem, jak obłok, pokropi nam głowy,
 Bo nie snem się sny płomienią,
 Jeno deszczem i zielenią, —
Duch mi zbłąkał się w ciele, jak wpośród dąbrowy.

Przeto Bóg, co mnie stworzył, zbladł podziwem zdjęty,
Żem uszedł jego dłoniom w tych pokus odmęty!
 W kształt mię ludzki rozżałobnił,
 A jam znów się upodobnił
Kwiatom i wszelkim trawom i źdźbłom gorzkiej mięty.

Nawołujcie się ludzie, pod jasnym lazurem,
Chórem w światy spojrzyjcie, zatrwóżcie się chórem!

 Miłość, wichrem rozpędzona,
 Wszystko złamie i pokona,
Zaś tych, co się sprzeciwią, w śnie skrępuje sznurem!

A opaszcie świat cały ścisłym korowodem,
Aby wam się nie wymknął, schwytany niewodem…
 Zapląsajcie, zaśpiewajcie,
 Pieśnią siebie wspomagajcie,
Toć wejdziemy w świat — próżnią, aby wyjść — ogrodem!

Niechaj dusza wam będzie błękitami czynna,
Stoi przed nią otworem ta jasność gościnna,
 Czegokolwiek zażądacie,
 To się zjawi w waszej chacie,
Bo nastała godzina taka, a nie inna…

Ludzie — mgły, ludzie — jaskry i ludzie — jabłonie,
Rozwidnijcie się w słońcu, boć na pewno płonie!
 Dla mnie — rosa, dla mnie — zieleń,
 Dla was — nagłość rozweseleń,
A kto pieśni wysłuchał — niech mi poda dłonie!”    

          Poeto, kiedy trzydzieści lat temu patrzyłam przez okno, widziałam podtopione wiosną łąki, w maju – czerwcu było pierwsze koszenie, potem latem pełne kwiecia i soczystej zieleni,  w lipcu – sierpniu kolejne koszenie i suszenie. Wieczorny aromat wędrował do okolicznych domów, by  każdy mógł zagłębiać, zanurzać się, czyli grążyć w tym zapachu. Obecnie nie ma łąk, bocianów, tam stoją już domy. A koło wysokich, betonowych murów zagrodzonych domostw, strzyżone trawniki i równiutko przycięte tuje. Kto z młodych wie, jak wygląda kąkol, kupkówka, jaskier, chaber, przetacznik, żywokost, skrzypy, czy tymotka?  Nie pożywią się także zbieranym na łące szczawiem. Niedługo dzieci łąkę zobaczą jedynie na obrazku lub przeczytają o niej w wierszu albo zobaczą, jeśli ktoś litościwie nazwie oraz odsłoni skrawek zieleni z okazji Twojej 80 rocznicy śmierci i 140 rocznicy urodzin. Warto zobaczyć ten nieoficjalny, choć tak znaczący rok:

        http://www.polin.pl/pl/laka-lesmiana

          Tytułowa łąka symbolizuje przyrodę. Cały wiersz jest zbudowany z sześciu części. Ja wybrałam początek mający formę rozmowy, jaką prowadzi człowiek i łąka oraz ostatnią, w której bohater deklaruje ideę zespolenia z naturą. Ten dialog z łąką ukazuje nową perspektywę człowieka, który stwarza łące inną jakość życia. Miłość między nimi ma miodny smak, więc pszczoły znoszą, jak niegdyś królowie mirrę, kadzidło i złoto. A łąka, jak to kobieta, uwodzi, czaruje i pragnie człowieczej bliskości - „Oczarujmy się nawzajem” - kusi, nęci, zachęca. Człowiek również na przyjście łąki przystraja chatę, piecze chleb, omiata pajęczyny, a na ławę kładzie czerwoną chustę z frędzlami i mówi: „Chcę, byś była taka bliska,/Jak ta łza”. Pragnie zespolenia siebie z naturą, aby wspólnie przeżyć coś niebywałego, zapewne urok wzajemnego zatracenia: „Przeto Bóg, co mnie stworzył, zbladł podziwem zdjęty, / Żem uszedł jego dłoniom w tych pokus odmęty!”  Bóg widzi zagrożenie, ale podziwia człowieka.

            Bezpośrednie zwroty, apostrofy („Łąko moja!”)  wykrzyknienia („Zatrwóżcie się chórem!”) podkreślają nie tyle związek podmiotu lirycznego z przyrodą, ile emocjonalne zaangażowanie się w zespolenie z przyrodą. Sama personifikacja łąki świadczy o upodobaniu sobie ludzi, przy których ona – jak każda kobieta  - rozkwita wdziękiem, więc znając moc sprawczą zewnętrznego wizerunku, informuje zebranych: „przejrzałam się w strumieniu”, by zapewne upewnić się, że  wygląda pięknie i zmysłowo. Neologizmy – jak to u Leśmiana – muszą błyszczeć,  zadziwiać, aby podkreślić niewyrażalny słowami tajemniczy świat: „niepojętość zieloności”, „odlotne”, „niemota”, „nie grążyłem, „rozżałobnił”. Przy nowych wyrazach konieczny jest przystanek, aby smakować, podziwiać i mieć czas na zastanawianie się, czy powrót do natury pozwoli człowiekowi odkryć w sobie dobro, które zabiliśmy przez cywilizacyjne, techniczne udogodnienia i odwrócenie się plecami do ziemi, a przecież to ona nas karmi oraz daje schronienie.

        Hmm, Bergsonie, powiew wiatru może dopingować, a cóż dopiero leśmianowski „wicher życia” , który potrafi połączyć człowieka z odwieczną siłą natury. Nawet z mocną miętą i gorzkim piołunem po drodze człowiekowi. Pytanie, czy  uda się zjednoczenie człowieka z naturą, pozostaje otwarte.



                

         

Wzrok, który zabija

                                            pajęczyna

          Onegdaj weszłam do ogródka po koperek do ziemniaków. Mój wzrok zatrzymał się na koronkowym cudzie utkanym misternie przez pająka. Zachwyt i podziw dla haftu małego stworzonka, przecież sama haftowałam, więc wiem ile trudu i pracy trzeba włożyć, by serweta przyciągała wzrok. Mały pajączku, jesteś wielki i boski – pomyślałam.

      Przyszłam do domu, zrobiłam sobie swoją o mało co kawę, przysuwam fotel do stolika i zamarłam. Mój wzrok padł na przycupniętego robala i z przerażeniem patrzę na obrzydliwość, która udaje, że tu nikogo nie ma. Powoli zdejmuję kapcia, by ubić wstrętne owłosione odnóża, a  tymczasem niezrażony wzgardą pająk z wyrzutem w głosie rzecze:

       - Tylko spróbuj, będziesz morderczynią. Sumienia nie masz, by zabijać stworzenie boskie, które ma takie samo prawo żyć, jak ty. Poza tym wiesz, że przynoszę szczęście każdemu domowi, a niektórzy twierdzą, że i bogactwo.

       - Fiu, fiu, też mi bogactwo, nie sądzę, byś tu miał się czym żywić. Wymarsz robalu grzecznie na szufelkę i fru z domu. Słyszysz, co mówię?  Nie życzę sobie jadu i pajęczyn.

       - Tylko bez ubliżania i osobistych wycieczek. Należę do najliczniejszego rzędu pajęczaków, w dodatku jestem większa niż partner, co oznacza, że nie jestem rodzaju męskiego. A jadowita zołza to z ciebie wychodzi, gdy wyrzucasz mnie z mojego gniazda na deszcz. Wiedz, że się nie ruszę, bo ciepło, dach nad głową i tu są moje dzieci. Widzę znów przerażony wzrok, który może wrażliwego pająka doprowadzić do zawału. Czyżbyś miała arachnofobię?

       - Nie, ale twoja niebezpieczna uroda nie powala mnie, a ponadto nie życzę sobie pajęczych lokatorów w moim domu. Usłyszałam wyraźnie, że nie jesteś sama.

         - Ludzie są jednak bez sumienia. Kota, choć brudzi, drapie i trzeba po nim sprzątać,  darzą miłością, głaszczą i traktują lepiej niż cichego, małego pajączka, A z psem to nawet selfie robią. Kto widział selfie z pająkiem?  Wiesz, że ja też mam migotanie przedsionków, gdy zobaczę człowieka, bo wiem, ze zaraz zadepcze, ukatrupi odnóże albo potraktuje muchozolem. Moje życie to wieczne uciekanie, krycie i życie w ciągłym stresie. Pytam, czym sobie  pająki zasłużyły na taki spektakl? Przecież kiedyś tarantyści odbywali publiczne rytuały, tańce, korowody, grała muzyka ku czci pająków w święto samego św. Pawła. Cóż, że to było dawno, nie znaczy przecież, że można obecnie pastwić się dla samej przyjemności zabijania. Co wy wiecie o miłości, przecież pająki towarzyszyły człowiekowi od zawsze.

        – Ja twoje racje rozumiem, mimo to mówię, że nie chcę mieć u siebie żadnych stworzeń. Ani brzydkich ciem, ani pięknych motyli.

       - Z tym to i ja się zgadzam. Wszystkie owady wyłapię, jestem pożyteczną pajęczycą, kątnikiem domowym. Nie masz much, komarów, insektów, to moja zasługa. A jak moje dzieci podrosną, sprowadzą swoje połówki, a wnuczęta znów dorosną i będą mieć potomstwo …o takim szczęściu marzę, by mieć dużą rodzinę. Znów widzę twój wzrok, który zabija. Myślałby kto, że ty nie chcesz doczekać szczęścia dzieci,  wnuków, a może przy dobrych układach i prawnuków.

             - Masz rację, może to uprzedzenie, przecież wiem, że kątniki nie są groźne.

      – Ale twój przerażony wzrok mówi co innego, jakbym była monstrum, bestią, potworem. Mam wprawdzie te włoski, ale to dzięki nim, wrażliwym na drganie powietrza orientuję się, co dzieje się w sieci. Czy wiesz, że pająki przepowiadają pogodę? Jeśli zobaczysz, jak spuszcza się po nici z sufitu, znaczy idzie plucha, a jak sieć buduje i wykazuje we dnie ruchliwość, jak ja teraz, słoneczna pogoda utrzyma się dłuższy czas. Mogę ci opwiedzieć dykteryjkę: Pająk do pająka: - Co robisz? - Gram w owady – A skąd masz? - Ściągnąłem z sieci…

          – Nic nie pomoże, proszę grzecznie na szufelkę. Nie ma zmiłuj.

          – Pewnie także nie wiesz, że pająki mają osiem nóg, a owady tylko sześć. Jesteś wysoce nierozsądna, skoro pożytecznego pajączka usuwasz z domu tylko z powodu wyimaginowanych uprzedzeń. Mężczyźni mnie widzieli i żaden nawet nie zareagował, a ty zachowujesz się, jak rozhisteryzowana nastolatka. Cud, że nie wyskoczyłaś na stół. Przemyśl to jeszcze raz w spokoju. Ja też mam prawo żyć. A ty masz sumienie. Zastanów się, człowieku, czy musisz być dla pająka tym wilkiem?

          -