Wierny widzu, uzbrojony w tę internetową mysz

     Komputer 1                   

                                         Uśpiona czujność

            Internet, jak powszechnie wiadomo, ma swój algorytm i kontroluje nasze priorytety, gdyż bierze pod uwagę nasze zaangażowanie w sieci. Wystarczy kliknąć na pasku literę „i”, a już popchnięci będziemy w temat, który częściej wybieramy, np. Interia.  F o l l o w e r s i e  (wierny widzu), nie myśl, że ty nad tym panujesz i sam wszystko wybierasz; wiedz, że to Internet za ciebie wybiera i ciągle   p o d s u w a  jakąś stronę, abyś się nią zainteresował. A ty nawet nie zdajesz sobie sprawy z manipulacji, bowiem już działa uśpiona czujność demokracji i odwrót od racjonalności. Niedawno na ból zęba Fb oferował olej z goździkami; nawet do dentysty nie trzeba chodzić. Tymczasem dzieci przyswajają te rewelacje i  nikt im nie wyjaśnia, że ten olej powinien być w głowie, a nie w zębie piszącego. Powszechnie wiadomo, że prawda przegrywa w Internecie, ale jak to przełożyć na wiolonczelę i skrzypce?

           Produkowanie baniek mydlanych  i obrazów  z informacji powoduje  z m i t o l o g i z o w a n i e  wiadomości  (brudas to godzien wzgardy człowiek innego koloru skóry, terrorysta to każdy islamista, niebezpieczna gra „niebieski wieloryb”, rozpowszechniany mit Polski wywodzącej się od starożytnych Lechitów, lud smoleński, czy teorie spiskowe), a dorobku nauki nie widać. Dlaczego? Choćby dlatego, że wiara w newsy, odwrócone prawdy, postprawdy ledwie ocierające się o prawdę (albo i nie) oraz specjalnie spreparowane informacje do określonych celów przez medialnych makerów  zwyciężają nad zwyczajnym rozsądkiem i oczywistą prawdą, która się nie sprzedaje tak dobrze, jak kłamstwo, wiadomo. Dziennikarz zostaje także włączony w algorytm pomnażania naszej i waszej przyjemności, bowiem za kretyńskie newsy dobrze płacą i lud zadowolony.

                                                  Uzależnieni

         Wcześniej, czy później  zrozumiemy, że wolność Internetu nie znaczy pisania nieprawdy i tego, co ślina na język przyniesie. Wierzę, że po pierwszym zachłyśnięciu się wolnością sieci, przyjdzie czas na etykę i wiarygodność. Najtrudniej będzie znaleźć sposób na uzależnienie, które funduje Internet. Nawet gry dziecko nie może skończyć, bo trzeba wyjść na wyższy lewel, potem na następny, więc siedzi i przechodzi, a emocje z nim. Cztery godziny mijają, a to dopiero początek. Podobnie z Fb, Instagramem, gdzie naoglądasz się fotoshopów, a potem masz psychiczny dyskomfort, bo twoje ciało nawet, gdy wciągniesz brzuch, tak modelowo nie wygląda. Sprawdzanie swojego profilu i odwiedzanie znajomych zajmuje znaczną część wolnego czasu i wchodzi w bezwiedny nałóg, więc smucą rodzice wpatrzeni w ekrany; dziecko nie ma z kim rozmawiać. A to dopiero początek, bowiem młodzi naśladują rodziców i kółko się zamyka. Sam Bill Gates mówi: „Internet jest jak przypływ. Zaleje przemysł, komputer i wiele innych, zatapiając tych, którzy nie nauczą się pływać”.

                                                   Czarny scenariusz

             Chociaż Internet jest wspaniałym wynalazkiem, nie pachnie bazylią ani lawendą. Kiedyś ludzie kłócili się w cztery oczy, powiedzieli co trzeba, a potem szli na piwo. Obecnie wymyślają sobie publicznie, nie czują przy tym niesmaku, nie przepraszają, bo to nieznana osoba, więc wstydu nie ma. Rola obrazu w przekazywaniu wiadomości jest tak wielka, że właściwie poza szokującym zwykle nagłówkiem i obrazkiem, nie czytamy tekstu, ponieważ przetrawienie go wymagałoby trochę czasu i wysiłku, a każda biomasa podlega systemowi. Wierny klikaczu, nie myśl, że ty ogarniasz świat i jego problemy. Żebyś się czasem nie przeliczył, ponieważ z tej masy miliona rewelacji wybierasz to, co tobie odpowiada, czyli nie musi być prawdą, więc zwycięża w końcu twoja wizja świata, co z kolei powoduje, iż myślisz: proszę, a mówiłem, że mam  rację. Niekoniecznie, ale skąd masz wiedzieć, gdy czytasz poglądy jednej opcji, bo taka ci odpowiada i nie masz żadnego punktu odniesienia?

           Nigdy też nie obejrzysz całego You Tube’a. W każdej minucie w  serwisie pojawia się ok.stu wideo. Pytanie dla dociekliwych: ile lat musi upłynąć, byś obejrzał filmy tylko z jednego dnia? W ciągu jednej minuty użytkownicy Fb tworzą ok. 2,5 mln postów, wpisów, lajków, komentarzy. M. Spitzer przestrzega: „Wszyscy powinniśmy zdawać sobie sprawę, z pewnego faktu: „Jeżeli coś jest za darmo, to nie jesteś konsumentem, tylko sprzedawanym towarem”. (…) „Nasze myśli są czytane i prognozowane, nasze zachowania manipulowane. O tym, że w prawdziwym świecie nic nie jest za darmo, staramy się nie myśleć. Ten, kto  (teoretycznie) coś nam daje w prezencie, ma w tym swój interes i ostatecznie na tym zarobi” (…) „Nawet jeżeli wykorzystujesz smartfon wyłącznie jako latarkę, wciąż zbiera on i wysyła dane na twój temat, a najpóźniej od lata 2013 roku – dzięki wyznaniom pracownika NSA, Edwarda Snowdena – wiemy, że są analizowane, sprzedawane i nadużywane”.

            Czarny scenariusz też powinieneś zobaczyć. Co stałoby się, gdyby wybuch na Słońcu uniemożliwił działanie  internetu? Wyobraź sobie, jakie trudne życie będą mieć przyszłe pokolenia, gdy zechcą się zarejestrować, a tu…wszystkie „loginy”  z a j ę t e. Już widzę ten strach w oczach Kiepskich,  którzy nie umieją podłączyć języka do mózgu, tylko muszą włączyć mysz do sieci, aby żyć.

Ta nasza ułomność

                                     paw

                                                Zafałszowany obraz

         Współczesny świat jawi się jako ten teatr ze sceną zapchaną ciuchami, jedzeniem, nogami, głowami, rozdętym ego, dzióbkami kubek w kubek podobni do ryb łapiących powietrze oraz borejowską mądrością, że jak zima to musi być zimno, a gdy lato, to gorąco. Ten obraz świata jest mocno zafałszowany, a to z tej przyczyny, że jako pierwsza informacja przebija się szokujący news, plotka i postprawda, która niekoniecznie musi się ocierać, choćby o rąbek prawdy. A że umysł przestał być atrakcyjny na rzecz zewnętrzności, więc prawda czy fałsz nie do rozróżnienia. Jajko można postawić bez opierania i będzie stało, bo tak w Internecie czytałem, a to, co tam – święte. Nie uwierzę bratu, ale Internetowi wierzę we wszystko i bez zastrzeżeń. Ostatnio czytałam, że jedzenie jajek zabija.  Starsza przytomnie odpowiedziała, że jajka nie produkują cholesterolu, tylko człowiek. Nic, tylko zejść po takich rewelacjach, bo jajka wszyscy jadamy, choćby w tym makaronie i majonezie.  Może lepiej przypomnieć sobie upomnienie A. Weasley’a: „Co ja ci zawsze powtarzałem? Żebyś nigdy nie ufała niczego i nikomomu, jeśli nie wiesz, gdzie jest jego mózg.” Tam jest myśloodsiewnia. Dzieci jeszcze tego nie rozumieją, więc nauka spoczywa na rodzicach, ale przecież nie wszyscy komputery mają i nie wszyscy się na rzeczy znają.

                                                 Internetowy szajs

           Demokracja Internetu  z jednej strony jest jej siłą, a z drugiej strony nie ma przesiewu bredni, słomianej sieczki, wulgarności, głupoty i rzecznego szlamu, co stanowi niejako zagrożenie z powodu uśpionej czujności aintelektualnych, bo skoro setka lajków pod tekstem, to przecież wszyscy mylić się nie mogą. A Internet huczy, dymi, szumi i porywa ze ze sobą, a potem wciąga w grząskie bagno, bo skąd masz wiedzieć, jak rzecz ma się do racjonalności, stąd mniej rozsądni piszą, by przyczepiać dzieciom amulety chroniące przed chorobą oraz wymieniają się sposobami leczenia. M. Napiórkowski trafnie zauważa: „Internet przypomina „Bitwę pod Grunwaldem”, gdzie wszystko naraz dzieje się na pierwszym planie”. Nikt nie sprawdza wiarygodności rewelacji, stąd wcześniej, czy później musi być ta sprawa internetowego oszustwa rozwiązana i nie chodzi tu o cenzurowanie, a zwyczajną prawdę i rzetelność informacji, tym bardziej że zaśmiecony do granic możliwości, staje się powoli wysypiskiem śmieci z gdzieniegdzie zagubionymi perełkami, ale żeby do nich trafić, trzeba wiele czasu poświęcić na wertowanie, a i tak nie ma pewności, czy czegoś nie pominęliśmy. Są granice, których przekroczyć nie wolno, podobnie jak z wolnością w realu. Nie wszystko wolno. Kiedyś to ludzie zrozumieją, bowiem poczucie rozproszenia tak duże, że zanim przebrniesz przez setki nieistotnych inormacji, zaczynają z oczu wychodzć mroczki, a spocony palec wskazujący przykleja się do klawiszy, jakby nie istniał czas linearny.

                                                    Nasze dane

             Nie zapminajmy o Internecie Rzeczy. Zdaniem uczonych, nasze dane może udostępnić nie tylko smartfon, komputer, ale inteligentne urządzenia podłączone do niego, np. sprzęt AGD. Wprawdzie inteligentna lodówka powiadomi cię, że kończy się termin ważności parówki, światło wyłączy się w całym domu czy piec wcześniej nagrzeje, ale przy okazji sprzeda dane, ponieważ producent nie ma obowiązku zabezpieczeń, a tu już kolejne  ”inteligentne” rzeczy zostają przyłączane do komputerów i telefonów. Stan innej percepcji, jak u Stanisława Lema.

                                      

Jako te przedmioty cyfrowego świata, biotechnologii i cybernetyki

      Leżakuję, leżakuję niby ten łomżing, stąd ten mocny smak i nieczyste stany duchowe, jak to w łóżku… Już wiem, że tak jak w Japonii nie należy zamawiać sake, bo słowo to oznacza każdy alkohol (z likierem i piwem włącznie), tak współczesnego człowieka nie próbujmy odłączyć od sieci, ponieważ wyeksportowany do twardych dysków, nie będzie umiał żyć bez swojej cyberprzestrzeni. Skąd niby miałby  czerpać wiedzę o świecie? Książek prawie nie czyta, z naturą też nie ma kontaktu, bo zwyczajnie zatracił przyrodniczą wiedzę, przyjacielskich dyskusji także nie ma, bo rano trzeba do pracy, rodacy.

        Paradoks tej magii internetowej polega na tym, że nazbyt zaufaliśmy mechanizmom mnemotechnicznym, krzemowym informacjom, sterowanym systemom. Coraz bardziej przypominamy cyborgi, których procesy życiowe  są wspomagane techniką i te droidy ze sztuczną inteligencją, replikantów podobnych łudząco do ludzi, golemów bez duszy i uczuć, androidów produkowanych przez korporację Tyrella, czyli produktów bioinżynierii. Nie zapominajmy, że to kolosy na glinianych nogach.

          Usieciowiona wiedza rozleniwiła człowieka  tak bardzo, że przestał ćwiczyć pamięć, zwolnił się z myślenia, a nawet kontroli, co objawia się między innymi obelżywymi komentarzami w Internecie. Oczy wychodzą z własnych orbit. Zamieniasz się rolami ze swoim kotem. Tym sposobem wiemy coraz mniej, ponieważ to sieć ma wszystko za nas robić. A jak w rzeczywistości to wygląda? Kody, instrukcje, info, polecenia ograbiają nas z wyższych umiejętności, czyli odczytywania symboli, rozumienia, porównywania, argumentowania, wyciągania wniosków. Nawet najpotężniejsze komputery nie są w stanie odczytywać ludzkich reakcji, sensu wypowiedzi, podtekstów, niuansów, absurdów. Zwróćmy uwagę, że maszyny nawet błędy za nas poprawiają i niby to dobrze, ale … ecie pecie …   mętnej wody wiele, morze bzdur i oceany szamba. Maszyna nas nie tylko zwolniła,  ale i zredukowała do roli łaskawego zgadzania się z mądrzejszą siecią. Sami postawiliśmy się w roli głupszej istoty. Wybory i decyzje coraz chętniej oddajemy w ręce Internetu, lajków. Coraz częstsze na forach: co o tym myślicie? To oczekiwanie odpowiedzi oznacza również, że oddajemy odpowiedzialność za swoje wybory z większą łatwością bezimiennym rzeszom fanów beznamiętnej maszyny. 

        Zapoznawszy się z rankingiem Thinkers50 wybitnych myślicieli, odnosimy smutne wrażenie, że skoro sami zrobiliśmy sobie dwie wojny światowe, a nie ma dnia bez mniejszych bitew, wojen i niszczenia, sami fundujemy sobie total inflacje, hiper kryzysy, czyli że  cyberświat, nowoczesna technika nie uratuje, a nawet przyczyni się niejako do dalszych nieprzewidywalnych wyborów.

         Lata hodowania smartfonów i umieszczania się w cyberprzestrzeni spowodowały, że sami swoim dzieciom wygładzamy korę mózgową, wybijamy zęby mądrości i nie uczymy odpowiedzialności. Niedługo na pytanie o Homera, twoje dziecko może powiedzieć znam Homera Simpsona, na dowód tego przytoczy jego słowa:

„Jak się uczę czegoś nowego, to zapominam to, co już umiem! Pamiętasz, jak po kursie robienia win zapomniałem, jak się prowadzi samochód?”

„Dzieci! Słuchajcie się telewizora!”

„Ej, odciąłeś mi prąd! Jak mam jeść bez oglądania telewizji”

„Cóż, jest pierwsza w nocy. Chyba pójdę do domu spędzić trochę czasu z dzieciakami.”cyborgcat

  •           Myśliciele tego świata zauważyli, że nie umiemy być sarkastyczni, nie wiemy, jak odczytać niuanse, ironię, szyderstwo, drwinę. Będziemy pokonani przez moc sieci, której daliśmy za dużą władzę i zwolniliśmy się z myślenia. Staniemy się  HOMINIDAMI  ze sztuczną inteligencją.
  •        W imię sprawiedliwości muszę również przyznać, że znam wielu wspaniałych, myślących, inteligentnych i mądrych ludzi. Przykładem niech będzie komentatorka Małgosia, której nieobca jest ironia, bystrość, szydera, polot, cięty język i dowcipna pointa. Zatem, może nie będzie tak źle?
  • to

       B. Joy, programista i współtwórca Sun Microsystems widzi jednak pewne zagrożenie we współczesnym świecie: „W miarę jak społeczeństwo i jego problemy stają się skomplikowane, a  maszyny coraz bardziej inteligentne, ludzie będą pozwalali im podejmować za siebie coraz więcej decyzji.” Zauważmy, że komputer nie zapyta, co jest dla ciebie lepsze, co ciekawsze dla innych, co dobre dla świata i nie rozważy, w jaką dziurę nie możesz wpaść, czy jakie podjąć wybory. Inteligentnego sarkazmu nie dojrzy, ironii nie odczyta, o parodii, karykaturze, autoironii, drwinie, kpinie i wycieczkach osobistych nie wspomnę.

          Za młoda jestem,  nareszcie to słowo mogę spokojnie napisać,   do tego Internetu, więc wrócę do czytania, aby nie mieć złudzeń, a mieć drugą szansę. Komp mi tego nie da, drugiej szansy od życia nie dostanę. Pilnie potrzebne jest ograniczone zaufanie. Jak w samolocie. Kapitan i drugi pilot dostają zawsze różne potrawy do jedzenia. Jeśli jeden się zatruje, drugi powinien być zdrowy. Nie powinno się też latać w chmurach, bowiem pilot musi mieć dobrą widoczność i wzrokowy kontakt z ziemią. Zatem niedawno kupiłam zioło dobre na wszystko, ładnie rośnie, ale czy ten  c z y s t e k  pomoże na wszystkie procesy życiowe produktów bioinżynierii, powątpiewam.