Niepowszednie słowo rozpuścić na języku

       

grafiti

                  Najstarsze potwierdzone dociekania lingwistyczne pochodzą z Indii z okresu wedyjskiego (od ok. 1500 p.n.e.). Na Zachodzie refleksja nad mową rozpoczyna się w V wieku p.n.e. wraz z nauczaniem Sokratesa, Platona, Arystotelesa i Stoików. G. Berkeley proponuje wyobrazić sobie przeprowadzenie rozumowania bez użycia języka, bo słowa wprowadzają w błąd. Oczywiście,  że są zwodnicze, kłamliwe, mylące, niezrozumiałe, a także perfidne i podstępne. I co z tego wynika? Logika nakazuje powiedzieć ten banał, że bez języka nie byłoby ani rozważań, ani rzecz jasna – samej filozofii.  J.W. Goethe zalecał, aby „każdego dnia posłuchać krótkiej pieśni, przeczytać dobry wiersz, zobaczyć wspaniały obraz i – jeśli byłoby to możliwe – wypowiedzieć kilka rozsądnych słów”. Spróbujmy, jednakże bez pana języka nie można wyprowadzić słów z ust na zewnątrz, zatem sensownych zdań także by nie było.

             Język rozsądku obecny?  Obecny, ale niech mnie nikt nie ciągnie za język,  czy odpowiedni, rozważny, rzeczowy, światły, ponieważ od czasu, kiedy człowiek został obdarowany mową po to, by  u k r y ć  swoje myśli, wkłada między wierszami, więc i kona  ta  ikona. Jak ta „łza z moich oczu” Schuberta podąża za słowami z obsesyjną precyzją, skoro widzą cię ciężarówki  -  widzą ciężarówki. Tako rzecze Zaratustra: „Zaprawdę, brudnym stworzeniem jest człowiek. Trzeba być morzem, aby brudne strumienie w siebie przyjmować i samemu się nie zakalać”.

             Sam język, jak wiemy, może być niezwykle lekkomyślny.  Nie rzucaj słów na wiatr, jeśli nie wiesz, gdzie poleci i do czyich uszu wpadnie. Poszczególne słowa mają czasem skłonności do wysilania się niczym ten szczypiorek na wiosnę, np. Lukrecjusza aurea dicta, złote słowa.  Również  słowo na niepogodę się znajdzie, a nawet dwa w jednym: parasol (para,sol). A. Huxley, kiedy pisał, że „słowa mogą być, jak promienie Roentgena”, miał pewnie na myśli owo rozszerzanie źrenic w przypadku nowonarodzonych słów, by „niebylejaczyć” i „zaniepatrzyć się”. Warto także przyskrzypnąć jęzor, aby ocieplić go, jak zrobił S. Lem w liście do S. Mrożka: „Mrogi Drożku! kartka Twoja, którą w sepecie, aby ją pod całun wziąć, zachowam – doszła, burzę uczuć przychylnych wznieciła i dowodem list niniejszy, którym pozwól, że Cię w krąg (wąski!) epistolantów włączę, z którymi myśli wymieniam, przerzucając tym samym po 60 gr most między samotnościami trwającymi w tym bezludnym jakże świecie”. W epoce języka pozarozumowego S. Lem czuł się jak ryba w wodzie.

           W XX wieku zauważono choroby języka, a nawet mówiło się o patologii, więc zwrócono uwagę w kierunku kognitywistyki, by wyjaśniła owe zawiłe procesy językowo-myślowe.  O  e-języku  wiemy sporo, to nasze czasy, czyli  THX [thanks] – dzięki, WTH [what the hell?] – co się dzieje? Część osób nawet zasypia z tym telefonem w garści, aby nie przespać tego ostatniego słowa, gdyby przyszedł jakiś SMS. Graffiti na murach stało się nazwą nowego nurtu we współczesnej sztuce (spray art, sztuka ulicy): „Celibat wrogiem dziecka”, „Żeby Polska w siłę rosła, trzeba wodza nam nie osła”. Automateusz Lema mógłby dołączyć ze swoim przekleństwem „A bodajeś szczezł”.

           Które ze słów pingwinem, a które orłem? Oto jest pytanie godne Hamleta. „Opór” to nie tylko słowo, ale i pojęcie fizyczne. Ten świat wypowiadanego słowa mamy nie gdzie indziej, tylko w głowie. Nie taki wilk straszny, jak go malują. Bo jak mówią: natura w las wilka prowadzi, z natury ludzie grzeszyć radzi. Papuasi w Nowej Gwinei mają dwa określenia na kolory: ciemny i jasny; z kolei Eskimosi rozróżniają kilkanaście, a niektórzy doliczają się kilkudziesięciu odcieni samej bieli. Zależy, co komu do szczęścia potrzebne. Zastanawiać się można jeszcze nad wieloznacznością słowa, ale ta potrzebna jest w limerykach.

W. Szymborska:

„Tu Czesław Miłosz – chmurna twarz.
Klęknij i odmów „Ojcze nasz”.                                                                                         Szymborska – gips. Łaskawy los

obtłukł ją trochę, zwłaszcza nos.
Tu Pilch z kieliszkiem pustym w ręce.
Malarz dał wyraz jego męce.

Krynicki. Żona. Książki. Koty.
Malarz miał dużo do roboty.

Lipska od tyłu. Jej część przednia
nie dojechała jeszcze z Wiednia.

Joanna Olczak – druga Nike.
Luwr na wieść o tym wpadł w panikę.

              Ale jeszcze nikt nie odkrył, ile jest języka w języku, o nieprzewidywalności mowy nie ma z kolei co wspominać. Niemniej, nie zanosi się na to, że ludzkość będzie mówiła jednym językiem, czyli dalej będzie „barwno”, „piórno” i „durno”. Czesław Miłosz spytany czym jest poezja, odpowiedział, że gdyby znał odpowiedź, pewnie dostałby drugiego Nobla. Co jednak by nie powiedzieć o „uczasawieniu czasu”, to „NIE MIECZ, NIE TARCZ – BRONIĄ JĘZYKA, LECZ ARCYDZIEŁA”. To Norwidowskie przesłanie w naszej epoce aktualne.

Korzenny instant językowy

        Mam parę tych lat, więc wyrosły mi już te językowe zęby. Nie jestem purystą, nie mniej dziś o mało co nie potknęłam się o własny język, kiedy pięciolatka zapytała mnie:

- Wycaiłam ptasie mlecko. Kupis? A mas peeny? Ja nie mam hajsu…  Kumas, ciocia?

        To „kumas” było po pewnym czasie, widać nietęgą miałam minę. Zresztą, co miałam nie kumać, chodziło o słodkości, a słodkości to również moja specjalność, nie mniej jednak po słowach malucha obudziłam się niczym Etna, aby zrozumieć, że obecnie język niekoniecznie może służyć porozumieniu, skoro przedszkolaka nie do końca zrozumiesz. Znajoma pani z przedszkola twierdzi, że dzieci posługują się językiem dorosłych    r o d z i c ó w,    w tym także słownictwem powszechnie uznawanym za brzydkie. Maluchy nie uważają jednak, że są to wyrazy, których trzeba się wstydzić. Słownictwo na „k” i „ch” jest na tyle atrakcyjne, że cieszy się coraz większym powodzeniem.  Dzieci dopiero w przedszkolu dowiadują się, że te formy mogą budzić niechęć innych ludzi, więc w przedszkolu uczą się  świadomego  używania słów i poprawności językowej. Nie wiem, gdzie popełniliśmy błąd, ale wnuki nie mówią nagminnie lokalnym kolorytem, choć przecież kontaktowały się z rówieśnikami na podwórzu i w szkole.

          Przysłuchujemy się tym nowym słowom typu zdeletowany, odjechany, spoks, lasencja, bezczaj, a wszystko – jak twierdzą fachowcy – przez to, że ludzie mają coraz mniej chęci do sięgania po pachnące farbą wielostronicowe książki oraz muszą mówić coraz szybciej, skoro czasu na nic nie mają. Na Incie przeczytałam, że” facet BMW” oznacza mężczyznę, który ma Bardzo Mało Włosów. Trzeba obczajać, by nie odstawać.

            Świat współczesny opisany jest za pomocą przedrostków. Zacznę od postu, wszak post- znaczy tyle samo, co „po”, „kolejny” (postfeminizm). Użycie post- świadczy o bezradności współczesnych w opisie rzeczywistości. Podobnie z przedrostkami pseudo- , czyli taki nieprawdziwy (pseudo-Polak), czy quasi-, czyli jakby, niemal, prawie (quasi- postępowy) albo para-, czyli niby, prawie  (paranormalny). Co wczoraj było trendi, obecnie już passe’.

            Język polityczny też nie może być śliczny. Tu rozgardiasz niczym w stolicy z okazji szczytowania NATO. W ostatnim nocnym przedstawieniu sejmowym mówiło się o kneblu konstytucyjnym. Podobno „chamstwo może być wykształcone również” i niczym ten Żywiec bezalkoholowy zmieniać ludzką świadomość. Owo przebieranie i sortowanie ziemniaków w czasie nocnym spowodowało, że wielu posłów połknęło wreszcie publicznie własny język o konstrukcji cepa wyborczego. Czas na podsumowanie.  Oto język jako świadek epoki widzi również DOBRE ZMIANY: „Saska przeprasza za Kempę”, „Moje jajniki – wasze klęczniki”, No women, no kraj”, „Rodźcie sami. Księża ładni są z brzuchami”. No bez przesady. Transparent oburzenia widoczny, tak jak widoczna jest brutalizacja i język potępienny wszystkiego, co się w gardle rusza.

         Zawiesiłam się jak ten mój komputer. Przez ten znak czasu, gdzie wszystko rozchwiane i względne od wartości po język. A język jak ten pamiętnik zanotuje nawet najdrobniejszy szczegół. Myślę, jak tu spokojnie zasnąć z tym wywalonym jęzorem na własnych piersiach. Nie ma innego wyjścia, należy wypić z ozorkiem  tę beczkę soli, aby ZROZUMIEĆ, PRZYSWOIĆ i  w końcu nadążyć za tym nadzwyczaj ciekawym ludzkim organem wyróżnienia wśród wszystkich znanych ssaków.

Ciekawy fenomenik ze zdrobnieniami i spieszczeniami

          Na bazarku w dzień handlowy:

-  Dzień dobry. Proszę kilogram jabłek, kapustę, 10 jajek i rzodkiewkę.

-  A, dzieńdoberek, paniusiu. Już daję kochaneńka jabłuszka, kapustkę, jajeczka i jeszcze rzodkieweczkę. A pietruszeczki nie potrzebujemy?

-  Nie, dziękuję.

-  Do zobaczonka, serdeńko.

        Zwróćcie uwagę na autentyczek problemiku ze zdrobnieniami. „Słownik języka polskiego „pod red. W. Doroszewskiego podaje, że zdrobnienie to «wyraz pochodny oznaczający przedmiot mniejszy od przedmiotu, którego nazwa stała się podstawą tego wyrazu, np. domek,okienko, lub wyrażający pozytywne nastawienie uczuciowe mówiącego do przedmiotu wypowiedzi, np. synek.»



        Wszyscy rozumiemy pozytywne nastawienie  matki do dziecka, a więc dzidziuś, dziubdziuś, klusia, tygrysek, pieseczek i misiaczek mają wspólny mianownik, czyli zacieranie dystansu i okazanie czułości. Tu spieszczenia pasują, a nawet przeuroczo podkreślają związek uczuciowy dwojga ludzi. Ale wyobraź sobie, że usłyszysz o sobie: prezesina, kierowniczek, dyrektorcia. Kiepściutko zdrobnienia wyglądają także w sklepach, pociągach, bankach, instytucjach, na biznesowych spotkaniach. A teraz pytanko, czy podoba ci się, gdy w CB-radio usłyszysz „jedziesz na warszawkę, zobaczysz koreczek”, w banku „mini ratkę”, w sklepie „resztunię”, „chlebuś”, „masełko”.

      Nie śmieszy cię, gdy facet o innych facetach mówi: ”Kolekcjonują samochodziki, telewizorki, komputerki, komóreczki i poliski ubezpieczeniowe. Czasem bawią się z koleżankami w dom, ale krótko, bo im się nudzi. (…) Biorą kredyciki, których później nie potrafią spłacić. Wzorem pana premierka grają z kolegami w piłeczkę.” ( W. Wencel).

        Prof. J. Miodek wspomina swój pobyt w przychodni. Usłyszał: „Panie profesorze, moczyk na półeczkę, wyniczki będą o wpół do szóstej”.

         ”Panie Piotruniu, nie ma pan może gazetki, bo chciałam zajrzeć w nekrolożki… – anegdotę tej treści ze śmiertelną nomen omen powagą przytacza aktor Piotr Adamczyk.”

         ”Zdrabniamy jak nikt. 68 grosików za minutkę poza sieciunią to najniższa staweczka na ryneczku” – informuje M. Zasada.

        W pieszczotliwości zdrobnień królują programy kulinarne. Uważają, że po przesłodzeniu torcik, ciasteczka, biszkopciki będą bardziej apetyczne? A może mają ukryć malutką niewiedzę albo i zastąpić przyprawy?

         Zatem, macie z tym dylemacik? To pomyśl, czy chciałbyś, by lekarz mówił, że masz czerwoniutkie migdałki  i gardełko, a w sklepie podawali ci mięsko, pomidoreczki, soczuś, czy nazywali cię misiu-Rysiu, ptysiu, pysiu. Wystarczy, że chodzisz do sklepu „Żabka”, który nazywasz „żabą”, „Biedronki, czyli „biedrony” i do  ”Auchan” przemianowanego potocznie na „oszołoma”.

       Zwróćmy języczek uwagi na miodek…prof. Miodka.

      Zapraszam do siebie na śledzika z cebulką, pieczywkiem i na wódeczkę,   naleweczkę, browarek. A dla mniej pijących znajdzie się w szklaneczce herbatka i kawusia.

 

Zakuj i zdaj (ZZ), czyli części mowy nie muszą przyprawiać o zawroty głowy

       Teraz Polska (język polski). Miej te swoje walony (szczęście)   i powiedz  loffciam (kocham) cię kanapko z gramatykiem i Miodkiem (sprawdzian). Looknij (popatrz) przez swoje zoomy (okulary), aby to nie była niespodziewanka (niespodzianka) i byś nie miał z tego powodu załomki. Sklej żółwika i do roboty. Oczywicha (oczywiście) – kopiuj, drukuj i powieś nad biurkiem te trudniejsze przypadki, by poczuć gramatycznego  bluesa.

          PRZYIMKI zawsze kojarz z rzeczownikiem, np. stołem (o stole, przy stole, w stole)

Proste – o, u, w, z, za, na, do, po, przy, od, nad, przed, bez, pod, ode, ku, we, między, oprócz, śród, dla, koło, mimo, nade, beze.

Złożone – zza, obok, około, spod, poza, znad, wśród, wbrew, przeze, ponad, popod, spoza, oprócz, dookoła, podług, według, pośród, wzdłuż, dzięki, pomiędzy, przeciw, sponad, naokoło, wprost, zamiast, poprzez, podczas, ponadto, wewnątrz, względem, pomiędzy, naprzeciw, wskutek, spomiędzy.

Wyrażenia przyimkowe – zza granicy, w ogóle, do widzenia, w bród, na pewno, na ogół , na przykład itp.

ZAIMKI

Rzeczowne – ja, ty, my, wy, on, ten, tamten, ów, to, ci, ją, tamci, owi, kto, co, któż, cóż, nic, ktoś, coś,  cokolwiek, ktokolwiek, bądź, się, sobie, siebie, lada co, byle co.

Przymiotne – ten, tamten, temu, ten sam, taki sam, inny, takie, jaki, który, czyja, czyj, jakiś, pewien, jaki taki, jakikolwiek, byle który, niejaki, niektóry, czyjś, czyjkolwiek, któraś, mój, twój, nasz, wasz, swój, swego, każdego, każdy, który, jaki, nijaki.

Przysłowne – niekiedy, gdzieś, jakoś, nijak, jak, gdzie, kiedy, skąd, dokąd, którędy, nigdy, kiedy, odkąd, dopóki, czemu, dlaczego, nigdzie, taki, tu, tutaj, stąd, stamtąd, tędy, odtąd, tamtędy, wtedy, dotąd, wtenczas, dopóty, znikąd, jak, dlatego, tak samo, indziej, inaczej, gdzie indziej, skąd, skądinąd, kiedy indziej, dokąd, kędy, którędy, dlaczego, odkąd, jakoś, jaki bądź, kiedyś, lada jak, byle jak, jakkolwiek, zawsze, jako tako, gdzieniegdzie, gdziekolwiek, lada gdzie, niekiedy, którędykolwiek, kiedy bądź, kiedykolwiek, czemuś, nijako, nigdzie, wszędzie, wszędy, zewsząd, inaczej, wtedy.

Liczebne – tyle, tylekroć, wszystek, ile, kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt, ileś, ile bądź, ilekroć, ilokrotny, żaden, trochę.

SPÓJNIK – i, a, ale, lecz, bo, że, gdy, ponieważ, jeżeli, jeśli, albo, lub, bądź, jednak, jednakże, ani, oraz, tudzież, toteż, natomiast, wszelako, zaś, przecież, czy, ni, czy to, czyli, mianowicie, więc, przez to, zatem, tędy, toteż, aczkolwiek, iż, gdyby, choć, jeżeliby, chociaż, aż, skoro, dlatego.

PARTYKUŁY – niechaj, li, czy, no, -ż, niech, by, chyba, tak, bodajże, nawet, oby, nie, lada,

Nie pisz bezmyślnie. Pytaj i sprawdzaj, niektóre wyrazy mogą być różnymi częściami mowy i tak:

Czy przyjdziesz do mnie? (czy=partykuła). Nie wiem, czy mogę przyjść (czy=spójnik, ponieważ spaja dwa zdania).

Poszedł do niego, mimo brzydkiej pogody (mimo=spójnik). Mimo żalu, poszedł do przyjaciela (mimo=przyimek).

Koło drogi rośnie głóg (koło=przyimek). Zepsuło się koło (koło= rzeczownik).

Kwitnie bez (bez=rzeczownik). Chodził bez czapki (bez=przyimek).

Oni pracowali, a myśmy hałasowali (a=spójnik). A, co za okropny czas (a=wykrzyknik).

Szedł o lasce (o=przyimek). O, szare dni moje (o=wykrzyknik).

Tylem ci się napracował (ci=partykuła). Ufam ci, kolego (ci=zaimek).

Adaś biegał dookoła domu (dookoła=przyimek). Adaś szedł dookoła? (dookoła=przysłówek).

Tak postanowiłem, a co o tym myślisz? (a=spójnik). A, więc to tak! (a= wykrzyknik).

Poniżej piętra elewacja była jasna (poniżej= przyimek). Poniżej widziałem piękną dolinę (poniżej=przysłówek).

Było blisko celu (blisko=przyimek). To już blisko (blisko=przysłówek).

O, to mi się podoba! (o=wykrzyknik). Myślałem o tym długo (o=przyimek).

Ani mi się śni (ani=partykuła). Ani nie pójdę do Zosi, ani nie zagram w przedstawieniu (ani=spójnik).

Liczże w końcu na siebie (-że=partykuła). Myślę, że napiszesz sprawdzian (że=spójnik).

W. GAWDZIK:  ”RYMOWANE CZĘŚCI MOWY SAME WEJDĄ CI DO GŁOWY”

Kto ? co ? - o rzeczownik pytaj :

uczeń , Stach , gramofon , płyta . 

Jaki ? Który ? żółty , słodki .

Czyj ? - państwowy - to przymiotnik . 

Ja , ty, jakiś , nigdzie , wielu

- to zaimki przyjacielu ! 

Liczebniku - właź w nasz wierszyk !

Ile ? -jeden . Który (z kolei ) ? - pierwszy . 

Co ktoś robi ? Co się dzieje ?

Czasowniki śpiewa , dnieje . 

NIEODMIENNE CZĘŚCI MOWY : 

Jak ? Gdzie ? Kiedy ? – To przysłówek :

ładnie , blisko , dziś - dość słówek . 

Znajdź przyimki przy imionach :

Jankiem , w Stachu , do Szymona . 

Spójnik spaja doskonale

słowa, zdania : i , lecz , ale . 

Wykrzykniku , jeśli wola ,

wykrzyczże się : hej ! hop ! hola ! 

Wreszcie partykuły te :

li , czy , no , że , niech , by , nie .

Szacun dla zakuwaczy ! ZZ !  Ocenę musisz sam wypracować. Nikt za ciebie tego nie zrobi. Pamięć wspomagaj nie tylko słowami, ale pestkami, gorzką czekoladą i orzeszkami.

O DIABŁACH, ANIOŁACH I FRAZEOLOGIZMACH

             Wreszcie coś dla miłośników dreszczowców, a konkretnie o piekielnych mękach, jakie diabeł zafundował świadomości i wyobraźni ludzkiej.

       Po pierwsze dlatego, aby wpisać się w krajobraz modnych egzorcyzmów, przy czym na odkrywczość w zakresie odsłaniania zaprzedania diabłu duszy jednak bym nie liczyła. Po wtóre, aby dać wyraz, a nawet kilka, że diabeł nie taki straszny, jak go malują. W każdym razie charakterologicznie ciekawszy, dowartościowuje, jeśli tylko jesteś od niego ładniejszy. Po trzecie wreszcie, aby po przeczytaniu wstępu, nikt już nie miał wątpliwości, że dalej czytać nie warto. Panu Bogu zapalimy świeczkę, a diabłu ogarek w razie czego.

        Na skutki tego, co nagle, to po diable wpływu nie mamy, ale też w szczególności dotyczy wiadomych spraw, kiedy człowiek się spieszy, to się ta bestia cieszy. Otóż przywołane związki frazeologiczne  na tego, który modli się pod figurą, a diabła ma pod skórą mają mizerny skutek, skoro złego diabli nie biorą i już. A stanie się tak za przyczyną posyłania ludzi do diabła i tam, gdzie mówi dobranoc. Choć diabła nie ma w Starym Testamencie, nie ma u Jana, u  Pawła i w listach, to przecież nieźle potrafi namieszać swoim ogonem. Nawet swego czasu ksiądz J. Kaczkowski szukał go na przystanku Woodstock i bestyi nie znalazł. Za to kiedyś straszył w Galilei, a obecnie czasem na lekcjach religii.

        Z określeniem ‚diabli nadali’ wiąże się natomiast odrębna historia, wszak kiedyś lamp błyskowych nie było, a jak tu żyć bez fleszy, kiedy licho nie śpi, więc posyłało się do diabła, a nawet do stu diabłów i sprawa była wielokrotnie nagłaśniana. Opętanie to sprawa niezmiernie widowiskowa i wówczas do pieca  trzeba było dokładać a dokładać. Wprawdzie nie są zbadane wyroki, ale jak wówczas rozróżniano choroby duszy od umysłowych, trudno pojąć. Z moich obserwacji wynika, że w zasadzie jakiś diabełek to w każdym mieszka i nawet święconej się nie boi.

      Skoro na początku było o diable, to na koniec dla równowagi będzie o aniołach. Ale nie myślcie, że chodzą parami, czy poczwórnie za nami i ostrzegają przed złem tego świata. Uczeni teologowie jasno mówią: prostego przekazu dusz z zaświatów nie ma. Nie ma co się łudzić.

         Ki diabeł mi namieszał ogonem w tym poście. Nawet advocatus diaboli nie pomoże, jeśli diabeł tkwi w szczegółach. Apage satana!  Nie diabli wezmą ten post, a rozsierdzony jak wszyscy diabli prawy autor. Może nawet jaki pavulon podać. A może dotknąć skrzydłem anioła i powiedzieć: nie idź tą drogą ani w ogóle, ani w szczególe diabelska wyobraźnio.

OBYWATELU, ZAPODAJCIE WASZĄ PROŚBĘ, czyli polszczyzna PRL

          Nic tak jak atrament nie plami języka. Pewnie zdziwisz się młody, że twoi rodzice, dziadkowie wcale nie mówili kryształowo czystą polszczyzną. Prześledźmy czasopisma z dawnych lat.   „I śmiech niekiedy może być nauką”, więc podaję parę perełek:

„Pokątnym sprzedawaniem wódki powinna wreszcie zająć się milicja”

„Pierwsze miejsce w tabeli zajmuje Legia, a depcze mu po piętach Górnik”

„Festiwal Młodzieży i Studentów”

„Należy głębiej pokopać w problemach sportowych (…) Podzielamy więc uczucie, że z piłką oraz w piłce jest źle”.

wit w prl

          Celowały w językowych zwyrodnieniach – jak zwykle –  urzędy.

„Opierając się o przepisy, zabezpieczyliśmy szkoły w opał  i zabezpieczyliśmy podręczniki”,

” Urząd Miasta w (…) wypowiada obywatelce umowę o pracę z dn. 1.04, z tym że stosunek służbowy z obywatelką nastąpi dn. 31.04″,

„W bieżącym miesiącu każdy rolnik będzie analizowany z wydajności mleka”,

„We wsi (..) powstał zespół wypalania cegły z mieszkańców”.

    Te językowe kwiatki wynotował J. Wróblewski w „Słowie Ludu”.

slowo ludu

           Ażeby sprawozdania były kwiecistsze, urzędnicy dodawali ozdoby w postaci masła maślanego ( tautologii): ‚producenci chcą i pragną’,  ’zakład wykonał plan mimo trudności i kłopotów’,  ’wielka to i wybitna postać’,  ’błahy i nieważny incydent’,  ’aktywista i działacz’,  ’błędna omyłka’.

lewatywy

         Sławne milicyjne sprawozdania aż roiły się od likwidowania wszystkiego, co się rusza: bimbrownie, mordownie, zgromadzenia, posiedzenia, gangi długowłosych. Milicjanci pisali sążniste elaboraty, a w nich spisywali „wiedzę uczonych w piśmie”:

„W czasie pochodu pierwszomajowego rzucał spojrzenia antypaństwowe”,

„Podejrzany zakopał poszlakę w ogródku”.

„Lokatorzy składali skargi, że wypija mleko z butelek przed drzwiami, które wypełnia moczem”.

„W lesie zastaliśmy drzewa”.

„Martwego odnaleziono w ciężkim stanie”.

„Był to pies marki wilczur”.

„Według widocznych śladów na śniegu, przestępca był w butach bez skarpetek”.

             Satyrycy mieli pole do popisu.

jujka_kartka_na_mieso

       Środki masowego przekazu stosowały skostniały szablon. W myśl tych utartych słów najwięcej było partyjnych „wierzących”: „wierzymy w ten etap”, „wierzymy, że nam się uda”, „wierzę, że się wygrzebiemy”. Inne powielane wyrazy i wyrażenia: instrumenty planowe, ważkie decyzje, mechanizmy gospodarki, naświetlanie sprawy, zmiany na szczeblach. Dowcipny Mleczko w „Przeglądzie Tygodniowym” ukazuje wymyślicieli nowych haseł. W końcu prezentują na transparencie z dumą nowo powstałe hasło:  ”Proletariuszy wszystkich krajów uprasza się o łączenie”.

1873697-kartka-na-zakupy-z-czasow-prl

             Wielu Polaków stało w długich kolejkach za butami, a nie po buty. Także za cytrynami, za kawą, za meblami, mięsem i dobrem z kartki. Mąka, tłuszcze to także rarytasy. Niektórym pewnie w to trudno będzie kiedyś uwierzyć. Pytaliśmy  również na ile ta kiełbasa, kaszanka, ochłap mięsny.  Ano, na dwa dni – odpowiadał  sprzedawca. Poprawialiśmy się: po ile kg kiełbasy.  Jechaliśmy na Warszawę i na Kraków. Nosiliśmy siatki za uszy, a po rosole pływały oczy. Sklepy zamykaliśmy z powodu choroby, kioski były w zmniejszonym limicie godzinowym, samoobsługa w remoncie, wychodziliśmy z interesem do biura, a szewc nie był czynny w pewnych godzinach. Chore sklepy i nieczynny szewc na szczęście odszedł już do lamusa.

herbata

          Kto żyw wymyślał nowe słowa. Nowatorstwo językowe szczególnie widoczne było na  metkach.  Czytaliśmy:

namydlacz zarostowopieniący (mydło do golenia),

włosowiec męski (kapelusz),

kipochron (pokrywka),

garnitur stołowy (serwis do kawy),

skurzawka (ścierka),

 szalik naszyjny (szal),

 dołowiec (patelnia),

słodziarka kryta (cukiernica).

         Zęby same wychodzą na wierzch, gdy czytamy wygrawerowane ostrzeżenie w pociągu: „Wskakiwanie i wyskakiwanie grozi śmiercią oraz 500 zł mandatem”. To kto  po  śmierci płacił ten mandat? Szerokie grono pismaków „wzgłębiało ” węzłowe problemy, aby- skąd my to znamy – zapełnić ‚watą’ szpalty gazet. Krzyż pański z tym ciągłym  truciem ludzi. Za Chiny nie wiem o co chodziło w tym zdaniu: „Uznano za niezbędne dokonywanie przebudowy mechanizmu współpracy i socjalistycznej integracji  działalności RWPG z uwzględnieniem narodowych mechanizmów gospodarczych krajów członkowskich rady podejmowanych przez te kraje w dziedzinie usprawnienia tych mechanizmów” („Rzeczpospolita” Nr 242 z 1987 r. ). A miało „naświetlić sprawę”. Konia z rzędem temu, komu co naświetliło.

tep na żyl

              Wartki potok słów zalewał protokoły z zebrań, po których jedyny ślad, jaki pozostawał, to wytarte łokcie, kolana i ubłocone odzienie, bo często nocny powrót z takich nasiadówek wcale nie był prosty na dwóch nogach. Pisano: „Źródłem naszych sukcesów jest wydajna praca”. Pamiętajmy jednak, że wówczas każdy otrzymywał stałe pobory, nawet ten, który się zwyczajnie obijał.

klient w krawacie nie awanturje się

           Powszechne było podnoszenie wiedzy i ideologii:  ”Tow. Karpiński winien na kolegium redakcyjnym naszej gazetki Pafawag sprawę powyższą omówić, aby w każdym numerze ukazywały się artykuły ukazujące kożyści, jakie osiąga zakład, jak i robotnik pracujący metodami radzieckimi”. (Pis. oryg.). „Wykonano już dwie tablice Brakoroby i Najlepsi, które zawieszone zostały na odlewni.” „Dyrekcja walczy z brakami materiałów w ten sposób, że wpaja się w ludzi o jakości produkcji, jak również obcina się premie”.

        B. Łagowski pisał, iż Polacy pogodzili się z wieloma absurdami, jak: osiedla bez dojazdu i sklepów, motoryzacja bez samochodów i części zamiennych, fabryki bez oczyszczalni, szpitale były bez łóżek, maszyny rolnicze z przydziału, czy papier toaletowy załatwiany po znajomości. Przywykliśmy do satysfakcji moralnej i międlenia z pustego w próżne. Jak widać, każda epoka ma coś za uszami i za językiem. Słuszna racja, czyli słuszna słuszność.

sałatka jarz

          Anegdotka z tamtych czasów. Jest mięso? Nie ma. Jest kiełbasa? Nie ma. Jest pasztetowa?  Nie ma. To co jest?  Otwarte do osiemnastej. 

10