Ta wytworność i kunszt baroku

     szez

           Prymitywne formy życia widzę codziennie, więc przydałoby się czasem zobaczyć coś wykwintniejszego. Siedzę na rzeźbionym szezlongu z wygiętymi nogami lwa, trzymam w ręce te delikatne, porcelanowe ucha i patrzę na złoconą ramę zdjęcia.  O mało co luksus. Toż te perełki o mało co baroccowe pełne wytworności i niepospolitych rzeźbień niewątpliwie sprawiają wrażenie dostatku i finezji. Człowiek w takim wnętrzu sam czuje się, jakby był w dworkowym salonie, a nie w blokowisku. W czasopiśmie „Czas na Wnętrze” znalazłam ciekawe artykuły na temat łączenia mebli z różnych epok. Doskonale się komponują w każdym nowoczesnym wnętrzu. Zachęcam do przejrzenia, aby uniknąć zbędnego przeładowania i przytłoczenia nadmiernym nagromadzeniem sprzętu.

                Epoka baroku (trwa od poł. XVI do XVIII w.) miała zamiłowanie do przepychu, bogatej ornamentyki, złoceń i fantazyjności celem olśnienia, zaskoczenia oraz zadziwienia człowieka. Barok z port. barocco znaczy „perła o nieregularnych kształtach”, a z wł. dziwność, nietypowość. Przerost formy nad treścią widoczny był w literaturze, sztuce, a nawet w codzienności. Trzeba bowiem wyobrazić sobie panów w żupanach i kontuszach ze zdobionymi pasami, z głową pełną pudrowanych loków w białych perukach. To było nie lada wyzwanie, żeby ten puder nie sypał się z głowy. Panie starały się inspirować modną Francją, więc te suknie na rusztowaniach ukazujące przepych, ważyły sporo. Miały obszerne dekolty, a na suknie narzucano  jubki. Gorset i stelaż sukni niewątpliwie utrudniały ruch. Fryzury pań osiągały niebotyczną wysokość,  stąd potrząsanie głową nie było wskazane. Większość peruk była z włosia końskiego. Ogromne kapelusze ze zwojami tiulu, sztucznych kwiatów i piór robiły wrażenie i onieśmielały tych nieśmiałych. Takiej damie nie zapodasz – jak to rzecz ma się współcześnie – tych  okoliczników czasu i miejsca spotkania. Nie uchodzi.



             Zafascynowani barokową muzyką A. Vivaldiego, J.F. Haendla, J. S. Bacha, musimy zauważyć miniaturyzację, lekkość, finezję i pełną uroku sielankowość (muzyka kojarzona ze stylem galant), owe figury retoryczne, jak wykrzyknienia, przerwy, zawieszenia, powtórzenia. Muzyka zw. fugą (ucieczka), to przechodzenie tematu przez wszystkie głosy. Barok niesie widoczne  także w muzyce przesłanie do człowieka. Charakterystyczną cechą jest kontrast między wysokim a niskim rejestrem realizowane na instrumentach takich, jak: klawesyn, organy, wiolonczela, fagot. Chciałabym przybliżyć charakterystyczny dla baroku instrument zw. viola da gamba. Proszę się zauroczyć:



Kto ciekaw kroku kontredansa i innych tańców, tu znajdzie wskazówki:



Proszę popatrzeć i posłuchać (naocznie i „nausznie)  Vivaldiego:



          Rene’ Descartes (Kartezjusz) uważał, że człowiek jest myślącym umysłem. Istotę bytu stanowi ratio, rozum, umysł. W „Rozprawie o metodzie” wypowiada znane „Cogito ergo sum” – myślę, wiec jestem. Z kolei Blaise Pascal dowodził, iż „Myśl stanowi wielkość człowieka”, ale „Serce ma swoje racje, których rozum nie zna”. Najbardziej znane jego powiedzenia to: „Człowiek jest tylko trzciną, najwątlejszą w przyrodzie, ale trzciną myślącą” oraz  „Opi­nia większości jest opi­nią naj­mniej zdolnych”. Na koniec przedstawić wypada wynalazcę teleskopu, Galileusza. Wprawdzie  przymuszony wyparł się swoich poglądów, że Ziemia krąży wokół Słońca, jednakże  legendarne słowa wypowiedziane szeptem przed sądem inkwizycji brzmiały: „A jednak się kręci” .

            Zatem barok to nie tylko dziwna perła, srebrny wiek, ale przede wszystkim ciekawa epoka ze swoją dekoracyjnością, przepychem, kunsztowną ornamentyką i dbałością o formę. Z pozycji tego rzeźbionego szezlongu, koronek i głaskania złoconych brzegów filiżanki rodzi się sentyment do staroci, czyli coś jest na perle rzeczy.

Gramofon, starsza wersja iPoda

          W końcu zauważyłam, że muzyka jako sposób myślenia zaczyna być coraz częściej doceniana przez dotąd bierną i wirtualnie zamkniętą współczesność.  Do tej pory było inaczej. Jako silnie dorosła widziałam tych ludzi, którzy jechali, pędzili, siedzieli w Internecie, stali w tych korkach i do głowy im nie przyszło, by włączyć jakąś melodię i w tym czasie przenieść się w te góry muzycznego szczęścia. Nic z tego.  Współczesny nie puści tej muzyki zbawiennej dla jego duszy, nie przestawi tego punktu i nie zmieni sposobu myślenia. Przecież każdy ma teraz multum nośników przekazu, a tymczasem pozwala, by jego ucho zatrzymało jedynie zwykły zgiełk przestrzeni. Nie wszyscy rozumieją, że bez muzyki to nie jest prawdziwe życie. Wychowana na pięknych katastrofach Zorby, wiem, że nawet podejście do porażek wymaga wykazania się niezłą klasą. Zorba śpiewa i tańczy, bo tylko w ten sposób uchroni swoją psyche przed upadkiem.

           Należałam do pokolenia, które śpiewało na śpiewie, a nie uczyło się teorii na muzyce. Działał chór i zespół muzyczny, do których należałam, uczyłam się grać na banjo i to wszystko było w szkole. Taki był wówczas PUNK widzenia. To był dobry punk widzenia.  Należałam też do roztańczonego pokolenia prywatek, na których słuchało się muzyki z płyt analogowych puszczanych na gramofonie. Młodszym podpowiadam, że to taka starsza  wersja  iPoda.

            Kogo się słuchało? Kochani, bardzo dobrej muzyki lat 60, 70, 80 od Beatlesów poprzez Rolling Stonsów, Depeche Modern, Sinatrę, The Animals, Beach Boys, Modern Talking, Enigmę, The Police… po Europe. Trzymało się tę muzykę w garści, nastawiało tę płytę na adapter, przegrywało, puszczało magnetofon. Z trudem zdobywało płyty i bilety na koncerty. Fascynujący czas wspólnoty przeżywania. (Zastanawiam się czasem, jakim ludziom tak przeszkadzały te ćwieki, glany… ). Znam na tym świecie wiele straszniejszych rzeczy niż  kolczyk w nosie, postawiona na cukrze fryzura, czy taplanie w błocie. I te gorsze rzeczy popełniają panie w eleganckich sukniach, panowie w krawatach, muszkach. 

         Potem nastąpił smutny okres plastików, muzyki elektro i disco polo. Cywilizacyjne barbarzyństwo i celebrycki blichtr. Pablo Casals zauważył:

Muzyka współczesna to pustynia, na której gdzieniegdzie można znaleźć wyplute pestki daktyli.

             Cóż, same dudy grają..  nie ma czego słuchać. To muzyka podobna do żywotu motyla, czyli trwająca jeden sezon. Tanie granie gwiazd chodnikowych nie zatrzymuje ucha i jak ten kaktus kwitnie zaledwie dobę, więc ”daj mi tę noc, ja będę dziś niegrzeczna”. Umyka życie i tyle dobra. Nie będzie tych kilometrów rozpłakanych przesłuchań taśmowego grundiga. Wielka szkoda.

            Ludzie z pokolenia okrągłego stołu i transformacji powoli zaczynają zdawać sobie sprawę, że coś tracą, więc próbują kumulować to braterstwo wspólnej mocy i organizują kapele, coraz częściej nagłaśniane POTAŃCÓWKI NA DECHACH (ostatnio na Placu Szczepańskim), reaktywują prywatki, dancingi, wiejskie zabawy miastowych. Ciekawe, czy będzie też tak trudno kupić na nie bilety? Wówczas i współcześni będą mieli swoje:

mundurki wspomnień, berety antenek i tarcze rękawów.

           Może warto w tej sytuacji zostać tym buntownikiem z Jarocina? Się zobaczy. Na wszelki wypadek trzymam się mocno tego trotuaru, aby słuchać tych płyt, przecież Luter powiadał: Kto nie kocha wina, kobiet i śpiewu, ten pozostaje durniem przez całe swoje życie. Już starożytni twierdzili uczenie, że muzyka uszlachetnia (Arystoteles) oraz budzi w sercu pragnienie dobrych czynów (Pitagoras).

Czym jest muzyka? Może po prostu niebem, z nutami zamiast gwiazd? (L. J. Kern)

 

            

              

Muzyka nie sortuje i nie dzieli Polaków

          Dzień bez muzyki to DZIEŃ BEZ MUZYKI !

       Któż nie zna piosenek B. Okudżawy?  Od Jego śmierci minęło dziewiętnaście lat, a melodyjne ballady chwytają za serce kolejne pokolenia Polaków. Posłuchajcie:

         Daj i ty porwać się wirowi nieprzeciętnej energii płynącej z tych piosenek. Może wyrwie cię z nudy, rutyny, depresji, zakwaszenia, czy zwykłego przygnębienia? Może pobudzi do działania, by wyjść z tych plastikowych bombek, kolorowych szkiełek i rozmytej ułudy współczesnego życia. A może coś zwyczajnie pęknie, złagodzi ból i nie trafisz na kozetkę psychoterapeuty? 



         A skoro muzyka łagodzi obyczaje, to wiedz, że ona nie dzieli ludzi na tych, co mają rowery… futra… samochody… diety wegańskie. Pod jej wpływem ci zawistnicy, zołzowaci, zgagi, sekutnicy, szantrapy, zołzy, wiedźmy, brutale łagodnieją, stają się dla siebie milsi, a nawet bardziej empatyczni.

          Są dwa powody, dla których piszę o B. Okudżawie. Raz, że od lat grają te  ballady w mojej duszy życiem szarego człowieka z jego zielonymi balonikami, a dwa, że na zaprzyjaźnionym blogu:http://www.kneziowisko.pl/

http://www.kneziowisko.pl/blogi-na-scene-2/

       Szanowny Kneź  z przykrością napisał, iż w tym roku nie ma pieniędzy na zorganizowanie Międzynarodowego Festiwalu Bułata Okudżawy, który co roku  odbywa się w Hajnówce. Jest bowiem taki człowiek – Anatol Borowik – który z pasją, wiarą, miłością angażuje się w życie festiwalu: 

Dobre duchy zawsze będą potrzebne kulturze, bo na nią zwykle brak pieniędzy.

         Z ogromną radością przedstawiam plakat. Serdecznie zapraszam do wsparcia magii ballad B. Okudżawy. Zróbmy to także dla młodych, niech i oni mają szansę zrealizować się na scenie, niech i oni poznają ten klimat, niech im,  równie jak nam, ukaże się ten niepowtarzalny płomień  w oczach. Niech i oni ocalą swój świat od zapomnienia.

         Ten kawałek drogi do nieba ofiarujmy fanom Bułata Okudżawy i sprawmy, by po Festiwalu Piosenki Poetyckiej zasłuchani w ballady ludzie wyszli lepsi i połączyli się wzajemną życzliwością, dobrocią, nadzieją i wiarą, „bo doprawdy czyż warto inaczej na tej ziemi żyć”?

       Wiem, że moi Znajomi wyrazili gotowość opublikowania na swoich stronach na Fb prośby o wsparcie Stowarzyszenia Społeczno- Kulturalnego Granie Bez Granic.  Z góry dziękuję.  Blogowicze, my też darujmy parę złotych i grajmy z Okudżawą w tym roku w Hajnówce muzykę, która nie zna granic.