O nietrwałej miłości rzeczy świata tego, czyli rozterki człowieka nie tylko epoki baroku

       Leibnitz (G.W. Leibniz) udowadniał, że nasz świat jest jedynym możliwym i najdoskonalszym ze wszystkich światów do pomyślenia. Jeśli do pomyślenia, to pewnie i do zamieszkania. Tymczasem skomplikowanie widoczne gołym okiem  tego najpiękniejszego ze światów, powoduje pęknięcia pomiędzy konkretną rzeczywistością, a  wyobrażeniem o boskim uporządkowaniu. Skoro Kartezjusz uważał, że „Obcowanie z autorami wieków minionych jest tym samym prawie, co podróżowanie” –  zatem  p o d r ó ż u j m y.

              D. Naborowski, jak przystało na twórcę baroku, poszukiwał,  jak każdy człowiek, harmonii i sensu istnienia na tym świecie. Oczywiście, nie znalazł, ponieważ natura i przeznaczenie to dwie nie do pogodzenia skrajności. Człowiek został stworzony jako istota niedoskonała, stąd życie jego upływa między grzesznymi pragnieniami, a wymogami określonych zasad i to wymaga wiecznej pracy nad  samodoskonaleniem. Wiadomo, dobra tego świata mają określony czas przydatności, więc kuszą, nęcą i wabią, a człowiek wie, że czas między datą urodzin a śmierci nie imponuje nadmierną długością. „Między śmiercią, rodzeniem byt nasz ledwie może / Nazwan być czwartą częścią mgnienia”, zatem to mgnienie należy przemyśleć, aby znaleźć sens i jak najlepiej  wykorzystać dany mu czas.

              W wierszu „Marność” Naborowski nawiązuje do słynnego zdania z Księgi Koheleta – ”Marność nad marnościami i wszystko marność”. To życie jest krótkie, ulotne, kruche. Upływa niczym „błysk”, „głos”, „dżwięk”, „wiatr”, pełne obaw o los i pełne niepokoju o przyszłość i jutra los. Nic nie jest trwałe, stabilne, zapewnione, więc człowiek,  jak ta trzcina na wietrze...I cóż z tego, że myśli, skoro z lewa na prawo i w zależności, skąd wieje…

            Widoczne rozdwojenie człowieka wątłego, słabego, zagubionego w gąszczu przykazań, dylematów, sprzecznych idei powoduje to wołanie z owej puszczy bez nadziei usłyszenia i bez możliwości wyprostowania komplikacji świata w życiu tak krótkim niczym mrugnięcie okiem. W sonecie  M. Sępa Szarzyńskiego „O wojnie, którą wiedziemy z szatanem i ciałem” wołanie przybiera dramatyczny charakter. Człowiek ma  poukładane i spokojne życie? Ależ skąd!  Ludzki los to przecież „wojowanie”, „cierpienie” i „walka”. Urokliwy świat wystawia grzeszne ciało na pokusy „wątłego, niebacznego”. Rozdwojenie w sobie widoczne, jak odwieczny bój dobra ze złem. Zakręcony w ten  barokowy koncept, zafascynowany zaskakującym paradoksem, cny czytelniku, siądź po zachodzie słońca  z tomikiem mistrza maniery J. A. Morsztyna i przyjrzyj się tej wyszukanej formie bieli balabastru, koralom ust, łabędzim szyjom, oczom jaśnie świecącym jak słońca. A wszystko to marność?

            Jedno jest pewne, tenże ozdobny barok nie był nudny i zaskakiwał ludzi ciekawymi przemyśleniami oraz bogactwem wyobraźni. „Prędzej kto wiatr w wór zamknie” niż rozwikła, kto jest wygranym w tej walce: świat, niebo, szatan, czy ciało, a odpowiedź tkwi jak zwykle między wersami. Starsi i bogatsi o wieki wiemy, że przeciwieństwa się przyciągają, więc czasem i niezgodność może być harmonią. Przebóg!  Podstępne sidła rozumu i to „ja” liryczne skłąniają do refleksji nie tylko w baroku epoce. Nie ugasi się ognia łzami, „rozdwojony w sobie ”,  wątły człowieku.