Jest gdzieś kraina młodych tetryków

         most

 Dostałam ciekawy żarcik, który stał się inspiracją do napisania tego postu:

„Mała kwadratowa saszetka
z nadrukiem „Ultra”
( Żart)

Nie byłbym sobą,
Wyzuty z żartu,
Z chorą wątrobą,
Miałki ,bez hartu -
Gdybym przejść obok
Miał od niechcenia,
Nie wspomnieć nazwy
Z zauroczenia

Zatem, co ta saszetka mieściła w sobie?
Kto, z pośród tetryków ,przypomni sobie ?”

        Smak minionego czasu tetrycy nazywają  ’jakby to było wczoraj’.  Chwile pędzą do przodu, ale oni  wciąż zaglądają do tyłu, by złapać to ulotne piórko istnienia.  To Andrzej Waligórski wiedział, co wyeksponować i czego człowiekowi potrzeba, aby się chciało łapać powietrze w każdym momencie matuzalemowego wieku. Czego to tetryk nie zrobi, by przenieść się w ów „szczęsny czas” niedawnych lat, które choć trochę umilą wieczór życia i pozwolą wyjść na ten czerwony dywan, gdziekolwiek by on nie był:

„Dobrane grono starych zgredów…

Więc chichy-śmichy, gadu gadu:
– Pamiętasz Manię, Franię, Zosię?
I tak czas zleci do obiadu,
A dziś jest ozór w szarym sosie.
Cóż, portfel pełen masz gotówki,
A dla swych kumpli wiele serca,
Więc od żubrówki do wiśniówki,
A może być i vice versa.” (…)

         Taki paradoks, że dopiero w wieku dojrzałym, tetryku, masz czas na smakowanie życia i nigdzie ci się nie spieszy. Nie straciłeś swoich właściwości, przecież nie jesteś tą żółtą plamką w oku. Zaskocz się tym, że dostałeś BON na ten święty spokój z tym kotem w głowie oraz gotowaną marchewką na deser. A co ten kot robi z człowiekiem, to już inna bajka. Z łóżka już nie musisz się zrywać, wątroby też nie poczujesz, wiadomo, nie te oczy, nie przedawkujesz. To, że w krzyżu łupie, rwie w kolanach, a serce jak oszalałe bije, znaczy, że żyjesz. Teraz spokojnie możesz wybierać na skróty prostsze i twardsze podłoże. I niech tetryka  nie złości myślenie o tej starości. Może i życie nie wyszło, ale już nie jesteś naiwny, więc  świadomie wyrzucasz te pastylki na miłość, na sen, na jędrność, na samopoczucie, na młody wygląd. Przecież i tak jesteś w lepszej sytuacji niż ten młody, który co rano czuje się jak rozjechany co najmniej przez kilka tirów z powodu dylematów: praca czy odpoczynek, kariera czy dziecko, dodatkowa praca czy podszewka w kieszeni, wynajęty dach czy kredytowe uwiązanie do końca życia. Ich to dopiero głowa musi boleć.

              Chociaż serduszko zapikało, motyle się odezwały, kolanka zadrżały, przedstawiam obrazki:

Obrazek1*  Człapie po chlapie tetrycia do apteki. Zaraz, zaraz, a gdzie kartka? Została w domu? Cóż ci, babciu, z dyplomu, jak nie kupisz nawet Ibupromu

Obrazek2* Z czwartego piętra wolno stopień po stopniu tetryk schodzi. Już na ulicy. Stop. Stoi. Zszedł, ale się dziwi: wyszedłem, ale gdzie i po co?

Obrazek3* Znajomy zaprosił, pewnie ma coś do przemyślenia, ale w drogi połowie:  A żelazko? Zamknąłem drzwi? Wyłączyłem  gaz? Cały czas to samo zamulenie w głowie.

Obrazek 4* Idziesz spacerkiem, ptaszki świergolą, wiosna wokoło, nie dokucza gastryka,  ktoś ci się kłania. Myślisz, skąd znam tego tetryka? A w świadomości:  czas iść na kozetkę do psychoanalityka.

 Obrazek 5* Trzeba wziąć tabletki. Ale gdzie schowane? Głęboko, starsza epoko.  Wziąć miałem połówkę myszobiałej, czy brązowożółtej, całą ziemistoceglaną, czy jasnozieloną, ćwiartkę szarej, czy mętnoburej? O, tragigrotesko, a co z niebieską?

              Studium, co widać na załączonych obrazkach, brzmi optymistycznie. Tetryk nie musi być wcale  taki perfekcyjny…

„Dobra rada dla tych, którzy się starzeją: / Niech zacisną zęby i z życia się śmieją. / Kiedy wstaną rano, „części” pozbierają, / Niech rubrykę zgonów w prasie przeczytają. / Jeśli ich nazwiska tam nie figurują, / To znaczy, że zdrowi i się dobrze czują”.

             W.Szymborska w wierszu pt. „Jak się czuję” daje dobrą radę, ale tak naprawdę recepty na tetryczenie nie ma. Każdy sam ją sobie napisze. Kiedy kończy swój „Proces”  F. Kafka, już sam jest skazany wyrokiem bez orzeczenia winy, bo chorobą. Także tytułowy  p r o c e s  naszego życia również nie zawsze jesteśmy w stanie wygrać. Dodam jeszcze to swoje perwersyjne „r”, czyli taki sposób punku widzenia: 

„Wszyscy jedziemy na tym samym wózku / Od strachu ratuje nas tylko defekt mózgu.”

           ”Róbmy swoje” – śpiewał mistrz Wojciech – wszak „Jest jeszcze panna Hela” i niezapomniany śledź w śmietanie.

        …Jest gdzieś niezwykle oryginalna kraina stetryczałych ludzików, nigdzie się nie afiszują…Wszyscy zdrowi i dobrze się czują…

[PS. Skąd mój nick? Skrócony. Pierwotnie miał brzmieć "non plus ultra", parafraza "nec plus ultra" z Ks. Hioba (38, 11)...dalej nie postąpisz; ani kroku dalej; poza tym zasięgiem; nic ponad to; tylko dotąd, nie dalej].

 

Ta młodość przychodzi z wiekiem

               A. Schopenhauer napisał: „Pier­wsze czter­dzieści lat dos­tar­cza nam tek­stu, reszta jest komentarzem”. I to by się filozofowi sprawdziło, ponieważ są to lata szukania prostego wiolinowego klucza, niepowtarzalnych nutek szczęścia, rozpędzanie na cztery strony tego puchu mniszków – dmuchawców, za ulotnością chwili, za ułudą, za budowaniem. W tej powszedniości wszyscy byli potrącani przez latawce lat, unurzani w tej mierzwie, musieli patrzeć raz na koniec kija, raz na spławik, choć za K. Irzykowskim „wzdychali do względności i względów.” Rzad­ko myśli się o tym, co już jest, najczęściej pamiętamy o  brakach. I tu zaczynają się schody.  Udręka człowieka polega na niemożności zaspokojenia wszystkich potrzeb, więc Schopenhauer zaproponował dwa wyjścia, czyli albo wyzbycie się potrzeb, albo sztukę. Zakładam, że z formy kuszenia reklamą, czy  posiadania trudno  byłoby zrezygnować, więc pozostaje to drugie.

       Zaglądam na Wyspę ( http://madagaskar08.pl/), a tam piosenka J. Zwoźniaka pt. „Pokolenie”. Tekst zmusza do natychmiastowej repliki w sensie odpowiedzi na podaną frazę muzyczną w innej tonacji. 

         Witajcie w klubie wywiezionych w pole!

        Żyliśmy nie dość, że „tak po prostu z przyzwyczajenia”, to jeszcze cudzymi ideami i zawirowaniami losu na własne życzenie. Czasem wprawdzie ktoś nie wytrzymał i granat wybuchał, ale tuż za nim pojawiał się dylemat, czym wypełnić to swoje życie, kiedy zakładamy rezygnację z rzeczy mocnych, typu klubowe disco – błysko, czy pół litra do lustra, ponieważ szybko przekonujemy się, że jutro było wczoraj, na które ani Bodymax, ani ta kawa figo – fago marago podawana na Wyspie nie podniesie powieki, nie  mówiąc o kącikach ust.

           W końcu posłuchałam łosia  z Puszczy Białowieskiej (Bo łoś to jest ktoś na blogu http://wojciechgotkiewicz.blogspot.com) i spróbuję odśpiewać swoją arię stękającego o poranku. Wykręciłam tego pirueta, przestawiłam klepki na właściwe miejsce i zaczęłam odcinać kupony od szerokiej wstęgi drobnych radości, skoro rano wstałam. Wprawdzie siąpi, ale iglakom potrzeba wilgoci, wprawdzie chłodno, ale od czego mam dres. Posmarowałam kromkę grubo masłem, na to plasterek skwierczącego boczusia i cieszę się, Klarko (http://klarkamrozek.blogspot.com), że nie muszę dożyć tych stu lat w tym polskim spokojnym domu…(Skóra się marszczy, gdy czytam). Nastawiłam na płytę bukiet jarzyn zapamiętany z dawnych barów i puściłam muzykę, niech da czadu… O, rocku ów!  Myślenie i czucie podobne. A jakie teksty leciały z tej sceny!  Nie było tyle agresji, za to więcej szydzenia i parodii. ( Nikt nie uwierzy, ale i Kukiz był wówczas inny).  Kiedyś Mirosław Malec śpiewał, że nie jesteśmy stadem baranów, więc trzeba wiele zmienić, by życie nie stało się spełnianiem sztucznych potrzeb. Aktualne?

         Parafrazując Przyborę: życie jako forma spędzania czasu wreszcie zaczęło mnie interesować na tyle, że ośmielam się ogłosić myśl M. de Oliveira MŁODOŚĆ PRZYCHODZI Z WIEKIEM.  Wprawdzie Tetryk jako bystry człowiek zauważył przegłos  polski w wyrazie „przychodzi” i jemu wychodzi „przechodzi”, nie mniej morfologią  zbudowaną z naciskiem na słowotwórstwo i fleksję, zauważyłam, że samo słowo senior straciło  na znaczeniu. Pomyślmy,  po czym bowiem poznać tego seniora? Po siwych włosach? A skądże, sama jestem beżową  blondynką. Po brodzie? Tu słyszę śmiech wąsato – brodatych. Po ubraniu? To przyjrzyjcie się tym kucykom, opaskom, wisiorkom, szaliczkom po których widać stan równowagi wysokiej, mimo przeżytych dziesiątków lat różańca. A może po moherze, skoro coraz młodsi berety noszą? (moherowy sposób myślenia dotyczy czasem już młodzieży). Na Kartoflisku była czarująca  siedemdziesięcioośmiolatka z tabletem w dłoni. Nie sądzę, by ktoś mógł o niej powiedzieć, że jest staruszką.  {„Starsza ” może być co najwyżej nickiem dla zmylenia przeciwnika}. „Żródłem życia jest życie”, a nie upływający pesel, czy siwienie.

            Jako osobowość dysfunkcyjna („Należy blogerów traktować jako osoby z zaburzeniami typu borderline personality olisorder”), mam też swoje prawo, by wziąć tę kartę dań do wachlowania, by rozdać smaki i aromaty  w   s   z   y   s   t   k   i   m  utytłanym powszednią szamotaniną. Zdobyłam wszakże swój czarny pas Poniedzielskiego w przestawianiu wajchy, chodzeniu z kąta w kąt, modelowaniu kręgosłupów, wiązaniu końca z końcem, pouczaniu i oswajaniu cud-miód przekonań, dlatego pozwolę sobie puścić perskie oko oraz zmyć tę grubą niczym perski dywan zmorę  życia. Dobrze, że nic nie da się powtórzyć, toteż przenoszę się wirtualnie w rejony pól golfowych Costa Blanca, gdzie moja prosta  proza nikomu nie będzie przeszkadzać i nikt nie będzie wmawiał mi urojonych  idei, nie będzie uczył, jak żyć, w co wierzyć, jaką dietę stosować, co słuszne, a co nie. Nie dam się sterować, bo  też niczego nikt mi nie narzuci, skoro hiszpańskiego – nawet intuicyjnie – nie znam. Tak jak nie dam sobie wmówić, że jestem seniorem, tylko dlatego, że cała społeczność żyje tymi seniorami. Jakimi seniorami?

          Jedynie można mi postawić ozdobną kropkę pod tym pytajnikiem.

Bób, dobre uczynki i humor.

         Póki rzeka życia płynie, musisz odsunąć od siebie niełaskawe wróżby, jednym słowem, dać radę. Zatem należy z dystansem patrzeć na wykreowany świat i szerokim łukiem omijać marketing ścienny, bo ileż można się oburzać?

         Masz prawo się martwić, ale masz też prawo wziąć nowy oddech. Znowu  jacyś ludzie wszystkim bez wyjątku mówią o diecie, bowiem grozi nadwaga, a  bezmyślnym każą się faszerować lekami i suplementami, zamiast kazać ruszyć tyłek i odlepić się od fotela.

          Jaka nadwaga? Wiadomo, to życie tuczy. Z tego strachu wpada się w spiralę głupstw dietetycznych.  Stress zajadany nawet całymi tonami zdrowiutkiego jarmużu i bobu zastępującego mięso,  zdrowia nie doda, a także przyjemności nie będzie. Właśnie zrobiłam omlet na wędzonce, dodałam posiekany szczypior, igły kocanki włoskiej zw. curry i papryczkę chili. Skoro są  zioła, nie mam prawa się martwić, tym bardziej że i ja „nie jadam tego kiwi we wtorki.” A w ogóle proszę mi zazdrościć uchyłków, nie mogę nic zdrowego,  nawet najmniejszego ziarenka. Za to pieczyste, smażone jak najbardziej (bez panierki), czyli mam ten fart w życiu. A i proporcjami pęciny w stosunku do uda zwyczajnie się nie przejmuję. Przyjęłam do wiadomości, że człowiek to taki sobie nowotwór, przy czym  jeden może być zwyczajny, ale drugi bywa złośliwy. Jak to w życiu, nic nie poradzisz.

        Każdy z nas powinien rozważnie ograniczyć również leki i suplementy. Niektóre wchodzą w interakcje z innymi i szkodzą zdrowiu. Kliknij w „Watch on Vimeo”:

         Prof. bioetyki dr Stephen Post udowodnił, że najbardziej wydłużamy sobie życie, kiedy pomagamy innym. To bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem ma wpływ na naszą fizjologię, a w mózgu powstają substancje takie, jak dopamina i endorfiny dające uczucie zadowolenia i szczęścia. Zalewa nas fala dobroczynnych związków, euforia, która tworzy rodzaj parasola ochronnego dla zdrowia, ponieważ obniża ciśnienie krwi, zbija kortyzol, ma działanie uspokajające, czyli to antidotum na skutki stresu. Altruizm, wolontariat, gdzie liczy się każdy dobry gest skierowany osobiście ku drugiemu człowiekowi powoduje niższe ryzyko nagłego zgonu. Wystarczy 40 godzin dobroczynności rocznie, aby podnieść samoocenę, lepiej funkcjonować, uczynić życie pełniejszym. Zobacz czyjś uśmiech, usłysz ciepły głos, poczuj ludzki dotyk, a nie będziesz starzał się za wcześnie. Trzeba wierzyć badaniom profesora, wtedy już nie musisz pytać tego Hioba, czy ks. Kaczkowskiego, jak i co pozwoliło im przetrwać…

lemur tań

             A teraz odkręć  tę mózgową śrubkę, daj się ponieść wyobraźni i stań się przysłowiowym lemurem. Uff, jak on bosko się przeciąga. Jedna rączka w górę, druga rączka w dół, prawa nóżka, lewa, a teraz cud – ziewnięcie i znów przegięcie, a potem już tylko głaskanie, dotykanie, muskanie i gładzenie do woli. Takie poczucie humoru w  jakimś sensie i do mpotęgi, ponieważ przypomina słowa R. Evansa:  ”Nie pozwól życiu, by cię zniechęciło.” I w końcu wytłumacz sobie, że właśnie osiągasz ten upragniony stan satysfakcji nieomal intelektualnej. No i teraz zasłużone fanfary ! Król Julian, królowa Julianka.  A co, nie zasługujemy? Wiosną unieśmy te  osowiałe trąby w górę.

         Zastukaj tym dziobem niczym dzięcioł i huknij jak trzeba, by echo poniosło po całym tym twoim lesie. Uwiąż ten swój płot u kobyłki  albo i odwrotnie,  przecież nie masz problemu z oczami i wyobraźnią. Niech się zdziwią, że na tym płocie zawiesiłeś swój dietetyczny bób, spokój, humor i dobre uczynki. Kiedy sami życzliwi z tobą, życie z pewnością wyśle tęczę pozytywów i nie pozwoli, by cię posiekało, zmieliło, czy wypluło. Idź po oksytocynę wydzielaną przez mózg, bowiem kiedy masz kontakt z innymi ludźmi, pomagasz, jesteś prospołeczny, ona się wydziela i leczy.  Mózg potrafi naprawić to, co zepsuł stress, kiedy spełniasz dobre uczynki,  a nawet sam nagrodzi nas za prawidłowe zachowanie.

        A teraz rączki w górę, leniwe przeciąganie, uśmiech…